OPINIE

Date: 23 października 2019

Turecka inwazja na syryjskich Kurdów

Operacja pod kryptonimem Krynica Pokoju może zmienić układ sił w Syrii i jeszcze bardziej pogorszyć relacje Turcji z Zachodem. Bez amerykańskiego wsparcia syryjscy Kurdowie będą zmuszeni szukać porozumienia z Damaszkiem – za pośrednictwem Rosji. Donald Trump decydując się na wycofanie oddziałów USA z północnej Syrii, co otworzyło Turkom drogę do inwazji, ryzykuje osłabieniem pozycji Ameryki w regionie. Zyskać na tym może Rosja.

Z północy Syrii zniknąć ma około tysiąca amerykańskich żołnierzy. Współdziałali oni dotychczas ze zdominowaną przez Kurdów koalicją Syryjskich Sił Demokratycznych (SDF). Wspólnie pokonali Daesh i zdobyli „stolicę” dżihadystów Rakkę. Obecność Amerykanów była też dla Kurdów zabezpieczeniem przed atakiem Turcji – Ankara nie ukrywa, że jej priorytetem w Syrii jest zniszczenie wszelkich prób utworzenia kurdyjskiej autonomii. Nic więc dziwnego, że niemal od razu po tym, jak żołnierze USA zaczęli się ewakuować z pogranicza syryjsko-tureckiego, ruszyło natarcie armii tureckiej i sprzymierzonych z nią syryjskich rebeliantów z FSA. Deklarowanym celem operacji jest stworzenie mającej szerokość 30 km „strefy bezpieczeństwa” oddzielającej terytorium Turcji od obszarów kontrolowanych przez syryjskich Kurdów. W czasie wojny domowej w Syrii miejscowi Kurdowie zdołali zbudować de facto niezależną strukturę quasi-państwową. Obejmuje ona niemal 1/3 terytorium Syrii i 2 mln ludzi, ma swoją administrację i siły zbrojne. Recep Tayyip Erdogan uważa kurdyjską autonomię w Syrii za większe zagrożenie niż dżihadystów czy Asada. Autonomiczny region w Syrii mógłby bowiem wzmocnić niepodległościowe dążenia Kurdów tureckich. Nie jest zresztą tajemnicą współpraca syryjskich YPG z Partią Pracujących Kurdystanu (PKK), która w Turcji od dekad prowadzi podziemną walkę z rządem w Ankarze.

Mimo ostrzeżeń społeczności międzynarodowej Turcy, a przede wszystkim ich syryjscy sprzymierzeńcy, dopuszczają się brutalnych zbrodni na cywilach. Chodzi o wywołanie paniki i zmuszenie kurdyjskiej ludności do ucieczki przed nadciągającym najeźdźcą. Opuszczone miasta, wsie, domy Turcy zapewne zasiedlą potem uchodźcami z Syrii, którzy przebywają w obozach na terenie Turcji. Takich uchodźców jest przeszło 3,5 mln! Na pewno jak największą część z nich Erdogan będzie chciał osiedlić w „strefie bezpieczeństwa”. To ludność arabska, sunnicka, nastawiono wrogo i do Asada, i do Kurdów. Jednak zacięte walki, ostrzał artyleryjski i naloty, wreszcie mobilizacja wszystkich zdolnych do boju Kurdów oraz ucieczka cywilów grożą odrodzeniem Państwa Islamskiego. Dżihadyści nigdy nie zostali do końca zniszczeni, teraz atakują, korzystając z tego, że Kurdowie musieli wszystkie siły rzucić na północ. Jest też problem tysięcy więzionych bojowników Daesh. Już pojawiły się informacje, że dochodzi do ich ucieczek. A przecież mowa o kilkunastu tysiącach doświadczonych w walce dżihadystów.

Z rozwoju sytuacji w Syrii zadowolona – przynajmniej na obecnym etapie – może być Moskwa. Oto pojawia się możliwość przejęcia dotychczasowego sojusznika USA w tym regionie: Kurdów. Można oczekiwać, że Rosjanie będą odgrywali rolę mediatora w trójkącie Asad-Kurdowie-Turcja. Skoro Donald Trump nie jest zainteresowany sojuszem z bitnymi milicjami, które odegrały główną rolę w pokonaniu Daesh, mogą one pójść na współpracę z Moskwą i Damaszkiem. W obliczu tureckiej inwazji syryjscy Kurdowie mogą pójść na ustępstwa w rozmowach z reżimem Asada. Zresztą już wcześniej, w rejonie Kobane, atakowani przez Turków i ich sojuszników Kurdowie dochodzili do porozumienia z siłami rządowymi. Stojąc w obliczu tureckiej inwazji teraz też mogą wybrać mniejsze zło: uznanie zwierzchności Damaszku i mniejszą autonomię. Jeszcze przed wkroczeniem tureckich wojsk, przedstawiciel kurdyjskich władz oświadczył, że jeśli dojdzie do pełnego wycofania sił USA z obszarów przy granicy z Turcją, możliwe będą rozmowy z Damaszkiem i Rosją. Należy zakładać, że teraz celem Moskwy będzie ograniczenie skali ofensywy tureckiej (wykorzystując dobre relacje z Ankarą). Nie jest bowiem w interesie Rosjan, ani Asada, całkowite zwycięstwo Turcji i klęska Kurdów. Za bardzo wzmocniłoby to na syryjskiej scenie Erdogana. A tak będzie można grać kurdyjską kartą. Porzuceni przez Amerykanów Kurdowie nie będą mieli wyjścia i dojdą do porozumienia z Asadem. Ostatecznie może się to skończyć końcem nadziei na sfederalizowaną Syrię. Reżim odniesie kolejny sukces w procesie odzyskiwania kontroli nad krajem, a zasługę przypisze sobie Moskwa. Jednocześnie Rosjanie będą mogli twierdzić, że uchronili Kurdów przed rzezią i kompletną klęską. W rywalizacji Rosji z USA w Syrii i na całym Bliskim Wschodzie będzie to oznaczało ważną wygraną Kremla.

W Moskwie musiano wiedzieć o planach tureckiej inwazji. Rosja dała na to zgodę, ale w zamian może dostać od Ankary wolną rękę w rozprawie z ostatnią enklawą rebeliancką w Idlib. Rosjanie cieszą się też z wizerunkowej klęski Trumpa i wycofywania się Amerykanów z Syrii. Pozbywają się w ten sposób jedynego poważnego gracza, który mógł uniemożliwić realizację ich planów. Co więcej, Moskwa liczy na pogłębienie się konfliktu między Turcją a jej zachodnimi sojusznikami z NATO. Po tym jak Biały Dom ogłosił decyzję o opuszczeniu kurdyjskich sprzymierzeńców, w Waszyngtonie rozpętała się burza. Trumpa oskarża się o zdradę i ustępstwo wobec Rosji, Iranu i Turcji. Prezydenta krytykują nawet republikańscy kongresmeni. Widać wyraźnie, że Trump nie chce karać Erdogana (vide sprawa zakupu przez Turków rosyjskich systemów S-400), ale jeśli w Syrii sytuacja wymknie się spod kontroli, może być do tego zmuszony przez Kongres i Pentagon.

All texts (expect images) published by the Warsaw Institute Foundation may be disseminated on condition that their origin is stated.

Related posts
Top