THE WARSAW INSTITUTE REVIEW

Data: 6 lipca 2019    Autor: Prof. Piotr Bajda

Europa Środkowa – nowe wyzwania w polityce zagranicznej

Dla państw Europy Środkowej najbliższe miesiące będą ogromnym wyzwaniem w niebezpiecznych czasach. Decyzje podejmowane w poszczególnych stolicach wyznaczą na lata główne kierunki rozwoju i pozycję regionu na arenie międzynarodowej. Pisząc te słowa państwa środkowoeuropejskie są już po wyborach do Parlamentu Europejskiego, po kolejnym szczycie Inicjatywy Trójmorza, a przed poznańską konferencją Procesu Berlińskiego na rzecz Bałkanów Zachodnich. Co ważniejsze powyborcza Unia Europejska jest przed formowaniem składu nowej Komisji Europejskiej. To te decyzje, nowy rozkład sił w instytucjach europejskich określą, czy region środkowoeuropejski nadal będzie obszarem peryferyjnym, czy może zdobędzie pozycję partnera dla największych stolic europejskich i będzie posiadać szersze prawo do niezależnego wyboru ścieżki rozwoju.

Bruksela, Belgia, 21 stycznia 2019 r. Wiceprzewodniczący Komisji Europejskiej ds. Unii Energetycznej Maros Sefcovic. © STEPHANIE LECOCQ (PAP/EPA)

Jest rzeczą oczywistą, że przyszły wieloletni budżet Unii Europejskiej będzie o wiele skromniejszy od dotychczasowego, transfer środków do regionów uboższych będzie mniejszy chociażby z powodu wyjścia Wielkiej Brytanii ze wspólnoty, czy też nacisków dużych stolic, by część środków unijnych przeznaczać na wsparcie ważnych dla nich programów jak np. kwestii uchodźców. W tych okolicznościach istnieje niebezpieczeństwo, że utworzony przy okazji ostatnich negocjacji budżetowych nieformalny „klub przyjaciół polityki spójności” – grupa państw będących beneficjentami netto – przy najbliższych turach podziału budżetu wspólnotowego nie będzie już tak solidarny. Jeśli przyszła Komisja Europejska będzie prowadzić politykę podobną do obecnej, należy się liczyć z próbami rozbicia współpracy państw środkowoeuropejskich, poprzez oferowanie lepszych warunków budżetowych wybranym stolicom. A umiejętność dzielenia wspólnoty europejskiej przez instytucje unijne i największe stolice opinia publiczna miała kilka krotnie okazję obserwować w ostatnich latach. Dla Polski szczególnie przykrym doświadczeniem było poparcie przez większość małych państw środkowoeuropejskich dyrektywy o pracownikach delegowanych.

Wykorzystywanie instrumentów europejskich nie jest dobrze opanowaną umiejętnością przez państwa regionu środkowoeuropejskiego, to nadal nieodrobiona lekcja przez nowych członków wspólnoty europejskiej. Starsi i bardziej doświadczeni członkowie UE doskonale wiedzą, jak za pomocą unijnych instytucji wprowadzać przepisy i rozwiązania dla nich korzystne, nawet jeśli miałyby ograniczać wolną konkurencję, czy inne swobody europejskie. Dla państw środkowoeuropejskich 15 lat członkostwa w UE pokazało, że dziś inaczej Paryż czy Berlin rozumieją wolny przepływ usług, towarów i ludzi, a straszenie wyrzucaniem ze strefy Schengen jest już coraz częstszą groźbą adresowaną wobec niepokornych. Protekcjonizm państw zachodnich coraz bardziej ogranicza swobody europejskie czy nadinterpretuje zapisy traktatowe, próbując pozostałym wmawiać, że ciągle jest to ta sama wspólnota, do której przestępowaliśmy w 2004 roku.

Pierwszym grożącym nam scenariuszem jest zatem totalna anarchia w regionie środkowoeuropejskim, polegająca na konkurencji wszystkich ze wszystkimi, na wyścigu o względy nowych włodarzy w Brukseli i przychylność największych stolic Europy Zachodniej. Już pierwsze symptomy działania na rzecz takiego scenariusza możemy obserwować w przestrzeni medialnej. Warto zwrócić uwagę na artykuł opublikowany na stronie dziennika Die Zeit „Europe from Left to Right”[1], gdzie pokazano powyborczą mapę Europy, sprytnie wrzucając Polskę do obozu skrajnej prawicy (far right), natomiast Węgry do konserwatystów razem z Austrią i Niemcami. Z kolei tygodnik anglojęzyczny wydawany na Słowacji z radością donosił, że ze zwycięstwa w wyborach do Parlamentu Europejskiego może się cieszyć liberalna i proeuropejska partia Progresivne Slovensko, co ma wyróżniać Bratysławę na tle pozostałych państw V4[2].

Bukareszt, Rumunia, 18.09.2018. Premier Mateusz Morawiecki (L) i premier Rumunia Vasilica-Viorica Dancila w ramach Szczytu Inicjatywy Trójmorza w Bukareszcie. © LESZEK SZYMAŃSKI (PAP)

Wygląda zatem, że zwycięzcy wyborów do Parlamentu Europejskiego w państwach środkowoeuropejskiej będą reprezentowani w różnych grupach politycznych. Nie ułatwi to budowania trwałych porozumień regionalnych, ale też nie tylko na jedności ideologicznej można konstruować sojusze.

Hipotetyczna koalicja środkowoeuropejska nie może być zogniskowana wyłącznie na jedności partyjnej czy na agendzie negatywnej polegającej na blokowaniu najbardziej niebezpiecznych projektów Brukseli. By móc skutecznie oddziaływać, przyciągać uwagę i stawać się atrakcyjnym partnerem, trzeba zaproponować konstruktywne rozwiązania. Jedną ze specjalizacji Europy Środkowej może być solidarne wspieranie procesów europeizacji na Bałkanach Zachodnich. To państwom regionu powinno zależeć, by zlikwidować ciągle pulsujący punkt zapalny – by doprowadzić do integracji Serbii, Czarnogóry, Macedonii Północnej, Kosowa, Albanii oraz Bośni i Hercegowiny z Unią Europejską. Tylko dokończenie tego procesu zlikwiduje ostatnią szarą strefę na wschód od żelaznej kurtyny, przestrzeń którą inne państwa (Rosja, Chiny Turcja) mogą wykorzystywać do realizacji swoich celów bez większych konsekwencji.

Wydaje się, że decyzja o integracji pozostałych państw Bałkanów Zachodnich jest przesądzona, skoro nie wszystkie mandaty obsadzane przez Brytyjczyków zostały rozdzielone między dotychczasowymi członkami wspólnoty w związku z brexitem. Sama deklaracja przedstawicieli UE i Parlamentu Europejskiego nie pozostawia wątpliwości, że pozostawione wolne miejsca w europarlamencie są zarezerwowane dla przedstawicieli nowych państw członkowskich na przyszłość. Pozostawienie puli nieobsadzonych mandatów do PE w kadencji 2019-2024 może świadczyć, że z perspektywy instytucji europejskich jest szansa, by proces rozszerzenia wspólnoty odbył się w ciągu najbliższych pięciu lat. Dlatego tym bardziej warto się zaangażować, a ze sprawy europeizacji Bałkanów Zachodnich zrobić element budowania pozytywnego scenariusza i pozytywnej agendy dla Europy Środkowej. Coś, co jednocześnie będzie ważnym impulsem dla całej Unii Europejskiej.

W kontekście powyższych wyzwań dobrym posunięciem byłoby wysunięcie wspólnego kandydat na szefa Komisji Europejskiej. przez przywódców Grupy Wyszheradzkiej. Swego czasu rozważano poparcie Maroša Ševčoviča. Przedstawiciela małego narodu środkowoeuropejskiego, który reprezentuje raczej liberalno-lewicowe środowisko, niż konserwatystów. Mimo tego z końcem maja przez media przetoczyła się informacja, że z poparciem jego kandydatury nie mieli problemu ani Węgrzy, ani Polacy. Szkoda, że na ostatnim etapie uzgodnień, po spotkaniu premierów V4 13 czerwca wyszedł inny komunikat, że partnerzy nie uzgodnili wspólnego kandydata. A Ševčovič jeśli uzyskałby także głosy innych państw regionu, mógłby stać się jednym z poważniejszych kandydatów. Trudno powiedzieć, czy przywódcy państw Europy Zachodniej byliby gotowi, by stery Unii Europejskiej oddać w ręce Słowaka. Problemem z akceptacją dla kandydatury obecnego wiceprzewodniczącego Komisji Europejskiej może być fakt, że w ocenie wielu polityków państw zachodnich, Europa Środkowa nie jest wystarczająco podmiotowa i gotowa do obejmowania najważniejszych funkcji we wspólnocie.

Wydaje się, że dzisiaj to właśnie uzyskanie podmiotowości regionu jest warunkiem koniecznym, by móc odgrywać aktywną rolę na arenie międzynarodowej i w relacjach europejskich. Symbolicznym elementem tej emancypacji powinna być promocja terminu Europy Środkowej jako powszechnie definiującego  region. Dopiero coś, co jest nazwane, może cieszyć się pełną siłą wizerunkową. A zaakceptowanie prawa do samodzielności regionu, do występowania z inicjatywami i promowania własnych kandydatów przez zachodnich partnerów byłoby potwierdzeniem pełnej integracji Europy Środkowej i ostatecznym pogrzebaniem podziału na wschód i zachód.

Drugim warunkiem koniecznym, by region Europy Środkowej był poważniej traktowany zarówno w Brukseli, jak i w największych stolicach europejskich, jest uzyskanie większej niezależności gospodarczej i to w kilku wymiarach. Dla każdej ze środkowoeuropejskich stolic Niemcy są najważniejszym partnerem gospodarczym, a dobre niemieckie wskaźniki makroekonomiczne były przez lata, w mniejszym lub większym stopniu, warunkiem powodzenia transformujących się gospodarek poszczególnych państw  regionu. Dziś w wielu miejscach mamy już jednak do czynienia z sytuacją, że szybki wzrost gospodarczy niektórych państw środkowoeuropejskich tylko częściowo jest związany z kooperacją z Niemcami. Coraz częściej też w ocenach ekspertów pojawiają się stwierdzenia, że to nie tylko Europa Środkowa jest ekonomicznie zależna od RFN, ale też Berlin nie mógłby sobie gospodarczo poradzić bez swoich wschodnich partnerów[3]. Jednak brak nowych i drożnych szlaków komunikacyjnych na osi północ-południe, dostępu do tanich surowców energetycznych i gwarancji bezpieczeństwa ich dostaw, a także niewielki udział we wdrażaniu nowych technologii, to czynniki utrudniające skuteczne wykorzystanie potencjału regionu. Próbą odpowiedzi na te wyzwania może być program Inicjatywy Trójmorza i lista 48 projektów – infrastrukturalnych, energetycznych i cyfrowych – uzgodniona do wspólnej realizacji na spotkaniu w Bukareszcie w 2018 roku. Na tegorocznym szczycie organizowanym przez Słowenię przedstawiono wstępny raport ze stanu realizacji poszczególnych przedsięwzięć[4]. Poza ich finansowaniem z funduszy europejskich, dodatkowym instrumentem kapitałowym ma być uruchamiany Fundusz Trójmorza. Stwarza to szansę na szybszą realizację całego programu.

Widok wnętrza budynku Komisji Europejskiej w Berlaymont w Brukseli, Belgia, 23 kwietnia 2019 r. © STEPHANIE LECOCQ (PAP/EPA)

Jest jeszcze jeden warunek skutecznego wybicia się Europy Środkowej na względną niezależność. Każde z państw regionu potrzebuje dobrego przywództwa, zdającego sobie sprawę ze stojących przed nimi wyzwań. Szczególne zadanie stoi przed największym z nich, czyli przed Polską. Polityka zagraniczna Warszawy musi być wyjątkowo inteligentna, by łączyć a nie zrażać, by umiejętnie poruszać się między małymi narodami środkowoeuropejskimi z ich często skomplikowaną historią. Wydaje się ważne, by w polskiej polityce zagranicznej pojawiła doktryna środkowoeuropejska, podobna do dobrze już uformowanej polityki wschodniej. Polska polityka wschodnia stała się swoistym znakiem rozpoznawczym Warszawy na arenie międzynarodowej (z zainicjowanym programem Partnerstwa Wschodniego na czele), nawet jeśli nie zawsze była skuteczna. Ale szczególnie dla partnerów z Europy Środkowej była swoistą niezależną propozycją obok Ostpolitik Berlina. Czas, by obok Mittleurope zaproponować pełnowymiarową politykę środkowoeuropejską. Warunkiem skutecznej polskiej polityki w regionie będzie pokazanie, że naszych partnerów traktujemy poważnie. Ten wysiłek będzie jednak opłacalny, gdyż upodmiotowienie Europy Środkowej będzie wzmacniało każde z państw regionu, ale z największej wartości dodanej będą się cieszyli najwięksi.

 


[1]https://www.zeit.de/politik/ausland/2019-05/elections-in-europe-eu-countries-results-map-english

[2]https://spectator.sme.sk/c/22130601/the-pro-european-voice-within-the-v4-is-clearest-in-slovakia.html

[3]https://www.osw.waw.pl/en/publikacje/osw-report/2016-05-16/role-central-europe-german-economy-political-consequences

[4]https://three.si/progress-report

Wszystkie teksty (bez zdjęć) publikowane przez Fundację Warsaw Institute mogą być rozpowszechniane pod warunkiem podania ich źródła.

Powiązane wpisy
Top