THE WARSAW INSTITUTE REVIEW

Data: 29 października 2019    Autor: Piotr Bajda

Unia Europejska będzie lepsza bez Fransa Timmermansa

Bez większych wątpliwości można stwierdzić, że przy okazji powyborczego obsadzania najważniejszych unijnych stanowisk przez wspólnotę europejską przeszła polityczna burza, która wywróciła do góry nogami wiele z misternie poustawianych stolików. Ze wszystkich konsekwencji tych wydarzeń chyba jeszcze nie zdajemy sobie sprawy, ale możemy zdefiniować kilka z najważniejszych rezultatów podjętych decyzji.

Pierwszy wiceprzewodniczący Komisji Europejskiej, Frans Timmermans. Źródło: ©Patrick Seeger (PAP/EPA)

Punktem wyjścia całego zamieszania były ustalenia poczynione przez przewodniczącego Rady Europejskiej Donalda Tuska i przywódców czterech państw europejskich (RFN, Francji, Hiszpanii i Holandii) na marginesie szczytu grupy G20 w japońskiej Osace. Ta nieformalna, a na pewno pozatraktatowa grupa, spotkała się poza oficjalnym kalendarzem unijnym, daleko od Brukseli i wspólnie rozdzieliła najważniejsze stanowiska na nową kadencję Parlamentu Europejskiego i Komisji Europejskiej. Pozostali członkowie UE zostali poinformowani post factum i, stawiając ich przed faktem dokonanym, pozostawiono im jedynie zadanie autoryzacji decyzji wielkich. Główny element konstruujący tzw. pakt pięciu z Osaki zakładał powierzenie funkcji przewodniczącego Komisji Europejskiej holenderskiemu socjaliście Fransowi Timmermansowi.

NEWSLETTER

Zapisz się

Decyzja podjęta w gronie najsilniejszych polityków europejskich wydawała się przesądzać sprawę, a jednak ten misterny plan wywołał bunt pominiętych decydentów, co można odczytać jako znak nowych czasów w UE. Piątka europejskich przywódców z Osaki była bowiem przeświadczona, że po wyborach do Parlamentu Europejskiego niewiele się zmieniło i ich decyzje zostaną przyjęte przez pozostałych członków wspólnoty europejskiej niemalże automatycznie, jak często bywało to wcześniej. Mieli też podstawy, by tak uważać – pierwsze godziny lipcowego szczytu Rady Europejskiej nie zapowiadały dramatu, niemalże były powtórką poprzednich, czyli kilku rund gorących dyskusji, paru przerw, kuluarowych uzgodnień wspólnych stanowisk, obietnic dla niezdecydowanych i oczekiwanego finału negocjacji. Jak donoszą eksperci, na początku szczytu premier Mateusz Morawiecki z szefem węgierskiego rządu Viktorem Orbánem byli osamotnieni w swoich wątpliwościach, czy Timmermans jest najlepszym kandydatem na szefa Komisji Europejskiej. Jednak to postawa polskiego premiera, wsparta przez Węgrów, uruchomiła dość nieoczekiwany proces, dała bowiem innym sygnał do oprotestowania takiego sposobu podejmowania decyzji z pominięciem ciał traktatowych i wymiaru międzyrządowego wspólnoty. Co ważne ponownie na forum europejskim pojawiła się Grupa Wyszehradzka, jako zwarty blok oporu wobec narzucanych decyzji. Jest to o tyle warte podkreślenia, że jedność V4 przeciw kandydaturze Timmermansa nie była czymś oczywistym. Premierzy państw wyszehradzkich reprezentują bowiem środowiska zasiadające w różnych europejskich grupach politycznych: Prawo i Sprawiedliwość tworzy trzon europejskich konserwatystów, węgierski Fidesz jest w głównej frakcji ludowej, czeskie ANO we frakcji liberalnej, a słowacki Smer-SD to część europejskiej rodziny socjalistycznej. Mimo tej tak różnorodnej mieszanki politycznej w sprawie przewodniczącego Komisji Europejskiej zajęli wspólne stanowisko. Szczególnie dla Słowaków wytrwanie w oporze wobec narzucanych decyzji musiało być trudne, w końcu przeciwstawiali się kandydaturze socjalisty. Tego teraz nie wiemy, ale najprawdopodobniej szczególnie mniejsze państwa UE w czasie tych negocjacji spotykały się z różnymi naciskami czy też specjalnymi ofertami załatwienia ważnych dla nich spraw w zamian za poparcie Timmermansa. Nie trudno sobie wyobrazić, że czeski premier Andrej Babiš mógł się spotkać z sugestią, że problemy z rozliczeniem europejskiej dotacji na budowany przez jego firmę centrum kongresowe Bocianie Gniazdo „da się załatwić”. Słowacka delegacja mogła usłyszeć, że problemy z korupcją czy też niejasności związane z prokuratorskim śledztwem po zabójstwie w 2018 r. dziennikarza śledczego Jána Kuciaka nie stanowią podstaw, by wątpić w słowacką praworządność. Mimo tych kuszących perspektyw premier Babiš wprost powiedział, że Frans Timmermans jest człowiekiem, który dzieli a nie łączy, a Słowacy widząc szansę na zbudowanie mniejszości blokującej nie wyłamali się do ostatniej chwili z nowej koalicji. Sama Grupa Wyszehradzka nie wystarczy, by przy procedurze większości kwalifikowanej zablokować decyzje podejmowane na forum europejskim, niekorzystne z punktu widzenia państw środkowoeuropejskich. Jednak sygnał wysłany przez V4 został podchwycony przez innych, najważniejszym było przyłączenie się Włoch do grupy blokujących wybór Timmermansa. Rzym, urażony pominięciem w negocjacjach o podziale stanowisk unijnych, mógł uznać, że blokując pakt z Osaki zaznaczy swoje aspiracje i pozycję jako jednego z największych państw UE. Jedność V4 spowodowała, że także inne stolice, z Litwą i Estonią na czele, uznały, że warto się do tego obozu przyłączyć W.komentarzach po szczycie Rady Europejskiej często podkreślano, że gwoździem do trumny był bunt części premierów państw unijnych reprezentowanych w grupie chadecko-ludowej wywodzących się spoza Europy Środkowej. Tak chyba w największym skrócie można zrekonstruować przebieg wydarzeń, które doprowadziły do spektakularnej porażki Fransa Timmermansa i całego pomysłu narzucania decyzji przez nieformalne grono przywódcze.

Jeszcze ciekawsza może być próba zidentyfikowania wstępnych efektów tych wydarzeń, które w długoterminowej perspektywie mogą odcisnąć swój wpływ na funkcjonowanie nowej Komisji Europejskiej pod przewodnictwem Ursuli von der Leyen.

Chyba pierwszym samoistnie narzucającym się wnioskiem może być stwierdzenie, że bunt premiera Morawieckiego, poparty przez V4 i później inne państwa, przywrócił porządek rzeczy w Unii Europejskiej. Odrzucenie pakietu z Osaki spowodowało, że to w ramach podstawowego unijnego formatu międzyrządowego podejmowano najważniejsze decyzje, a nie jedynie autoryzowano uzgodnienia podjęte przez nieformalne grono. Przywrócenie właściwej roli państw członkowskich wydaje się na dłuższą metę jednym z warunków koniecznych dla skutecznego zreformowania Unii Europejskiej, nie da się tego zrobić wbrew rządom wybranym w wolnych wyborach i posiadającym odpowiednio silny mandat społeczny. Ponadto wydarzenia z lipcowej Rady Europejskiej mogą być pomocną lekcją na przyszłość, pokazującą nowej Komisji Europejskiej, że państwa członkowskie nie chcą być traktowane podmiotowo. Miejmy nadzieję, że to doświadczenie doprowadzi do wewnętrznego ograniczania się przez nowych przywódców instytucji wspólnotowych w próbach narzucania swojej woli wbrew innym i rozszerzania własnych kompetencji wbrew traktatom unijnym, co niestety było powszechną praktyką odchodzącej Komisji Europejskiej.

Drugim nie mniej ważnym rezultatem lipcowych zdarzeń jest wzmocnienie pozycji państw środkowoeuropejskich, które przez wiele stolic zachodnioeuropejskich do dziś są traktowane stale w kategoriach nowych i jeszcze nie dość zeuropeizowanych członków wspólnoty. Skupienie mniejszości blokującej wokół Grupy Wyszehradzkiej, traktowanej w kategoriach jądra współpracy środkowoeuropejskiej, było silnym sygnałem na upodmiotowienie się regionu i zgłoszenie aspiracji do bycia traktowanym w kategoriach jednego z kluczowych aktorów w kreowaniu polityki europejskiej. Dodatkowo sukces V4 może spowodować, że w na przyszłośćci szczególnie małe państwa UE będą poszukiwały możliwości budowania szerszych koalicji wokół formatu wyszehradzkiego. Kluczowym będzie, czy państwa Grupy Wyszehradzkiej podejmą wspólną decyzje, by format V4 częściej wykorzystywać do konsolidacji zwolenników decyzji idących wbrew największym stolicom lub instytucjom wspólnotowym. Taki alternatywny ośrodek decyzyjny może być szczególnie atrakcyjny dla małych państw Unii Europejskiej, które często były przymuszane do przyjmowania decyzji wbrew swoim interesom. Przykład że da się ten dyktat przełamać, może być atrakcyjny i zaraźliwy na przyszłość.

Wesprzyj nas

Jeżeli przygotowane przez zespół Warsaw Institute treści są dla Państwa przydatne, prosimy o wsparcie naszej działalności. Darowizny od osób prywatnych są niezbędne dla kontynuacji naszej misji.

Wspieram

Porażka Timmermansa może mieć jeszcze jedno pozytywne następstwo. Dla przyszłych włodarzy instytucjami europejskimi jego historia będzie przestrogą i dwa razy będą się zastanawiać, zanim podejmą próby aktywnego włączenia się w walki polityczne w konkretnym kraju członkowskim, opowiadając się ostentacyjne po jednej ze stron sporu. Należy oczekiwać, że komisarze europejscy mogą być bardziej wstrzemięźliwi w aktach demonstracyjnego poparcia dla konkretnych środowisk politycznych. Działania Timmermansa przeciw rządom w Polsce i na Węgrzech miały w sobie dodatkowo coś perfidnego. Holenderski polityk bowiem nie ukrywał, że z pełną świadomością stosuje podwójne standardy, inne wobec Warszawy i Budapesztu, inne wobec pozostałych państw członkowskich, w których rządzą w jego ocenie bardziej europejskie elity. NCzego najlepszą tego ilustracją było zbywanie przez Timmermansa pytań dziennikarzy o jego ocenę brutalności działań policji francuskiej pacyfikującej protesty ruchu „żółtych kamizelek”. To co jednak można uznać za znak sprawiedliwości to fakt, że te działania zamiast wynieść go na szczyty Komisji Europejskiej, stały się jednym z głównych powodów jego klęski. Zamiast zostać gwiazdą europejskich salonów, skutecznym bojownikiem o demokrację i praworządność, stał się politykiem w pełni tego słowa znaczeniu toksycznym. Nawet jeśli Timmermans pozostanie jednym z unijnych komisarzy, to jego możliwości oddziaływania będędzie o wiele bardziej ograniczone niż dotychczas, a już na pewno zostanie odsunięty od zajmowania się sprawami praworządności. Daje to szansę na normalizację relacji na linii Warszawa – Bruksela z pożytkiem dla całej Unii Europejskiej. Każdy z bardziej inteligentnych polityków, który w instytucjach europejskich chce budować swoją karierę, będzie tęą historię analizował i wyciągał z niej odpowiednie wnioski.

Chyba już możemy zaobserwować pierwszego polityka, który z tej historii wyciągnął morał. Nowa szefowa Komisji Europejskiej Ursula von der Leyen za cel swojej drugiej podróży zagranicznej (po Francji, bo rozmowy w Niemczech trudno traktować jako zagraniczną wizytę) wybrała Warszawę. Wysłała wcześniej kilka bardzo znaczących sygnałów, jak ten mówiący o Polsce która przyjęła ponad milion Ukraińców, czy słowa o zasadzie praworządności jako kryterium oceny każdego z państw unijnych. Oczywiście przewodnicząca Komisji Europejskiej będzie musiała balansować między różnymi środowiskami, czasami zupełnie odmiennie oceniającymi sytuację, czy też kierującymi się innymi celami, jednak wiele. Ale wiele sygnałów pokazuje, że jest szansa na politykę europejską bardziej wyważoną, prowadzoną na zasadach kompromisu i negocjacji. Ponadto doświadczenie Ursuli von der Leyen na stanowisku ministra obrony dało jej szansęe na wyrobienie sobie bardziej realistycznego obrazu zagrożeń związanych z działaniami Federacji Rosyjskiej na arenie międzynarodowej. Stąd chyba zapowiedź przyszłej szefowej Komisji Europejskiej, że UE będzie prowadziła stanowczy dialog z Rosjąz Rosją UE będzie prowadziła dialog, ale z pozycji siły. Natomiast dopiero czas pokaże, czy fakt bycia matką siódemki dzieci spowoduje, że będzie bardziej wstrzemięźliwa wobec, wdrażanej w ostatnich latach przez różne instytucje europejskie i środowiska liberalno-lewicowe, progresywnej agendy. w ostatnich latach wdrażanej przez różne instytucje europejskie i środowiska liberalno-lewicowe.
Dodatkowym efektem wyboru niemieckiej minister obrony na szefową Komisji Europejskiej będzie wzięcie większej bezpośredniej odpowiedzialności za losy UE przez Niemcy. Dotychczas Berlin bardzo skutecznie realizował swoje cele wykorzystując sytuację, że na czele instytucji unijnych byli przedstawiciele innych państw. Fakt kierowania Komisją Europejskąiej przez polityka niemieckiego będzie zmuszał do działania przy otwartej przyłbicy lub do samoograniczania się, by nie wzmacniać poczucia, że Berlin realizuje swoje cele za pomocą UE, czasem nawet wbrew interesom wspólnoty. Niewątpliwie takim papierkiem lakmusowym dla nowej Komisji Europejskiej będzie wspólnotowa polityka energetyczna i stanowisko organów unijnych wobec próby uzależniania Europy od doodstaw rosyjskich surowców energetycznych, z rosyjsko-niemieckim projektem Nord Stream 2 na czele. Może dlatego między innymi z tych powodów autorzy artykułu w „Politico” uznali, że dla Angeli Merkel lipcowy szczyt Rady Europejskiej był największym upokorzeniem, jakiego nie doświadczyła w historii sprawowania urzędu kanclerza Niemiec.

Podsumowując – można stwierdzić, że na przyszłą działalność nowej Komisji Europejskiej należy patrzeć z lekkim optymizmem. Jest szansa, że Europa Środkowa nie będzie tak ostentacyjnie pomijana, a Polska i Węgry przestaną być etatowymi kandydatami do odgrywania roli czarnych owiec i chłopców do bicia. Jeśli za zmianę klimatu relacji wewnątrz unijnych region środkowoeuropejski będzie musiał zapłacić cenę w postaci braku jej przedstawicieli na najważniejszych urzędach wspólnotowych, to chyba jest to raczej akceptowalny koszt. Pakt z Osaki też nie oferował żadnego poważnego miejsca dla reprezentanta naszego regionu, co też w komentarzach niektórych analityków było efektem niskiej oceny rezultatów działań Donalda Tuska na stanowisku przewodniczącego Rady Europejskiej. Mając na uwadze wyzwania stojące przed UE, przed regionem środkowoeuropejskim, chociażby w kontekście łamania prawa międzynarodowego przez Federację Rosyjską, to zamiast drugiego Tuska lepiej mieć bardziej zjednoczoną wspólnotę, potrafiącą współdziałać na poziomie międzyrządowym i szanującąować się nawzajem.

Wszystkie teksty (oprócz zdjęć) opublikowane przez Warsaw Institute mogą być rozpowszechniane pod warunkiem podania ich pochodzenia.

Powiązane wpisy
Top