Data: 18 stycznia 2021

Kryzys dyplomatyczny w Zatoce Perskiej. Przyczyny, przebieg, koniec?

We wtorek 5 stycznia 2021 roku podano do wiadomości, że Arabia Saudyjska, Zjednoczone Emiraty Arabskie, Bahrajn oraz Egipt wznowią relacje dyplomatyczne z Katarem i zakończą blokadę tego kraju, zapoczątkowaną w czerwcu 2017. Wygląda to więc, teoretycznie, na początek końca kryzysu dyplomatycznego, który ciągnął się w Zatoce przez trzy i pół roku pomiędzy bliskimi sojusznikami Stanów Zjednoczonych w regionie. Warto w tym momencie prześledzić, co w ogóle doprowadziło do jego wybuchu.

ŹRÓDŁO: WIKIMEDIA COMMONS

Zrozumienie przyczyn wspomnianego kryzysu wymaga cofnięcia się do roku 1995, kiedy rządy w Katarze objął Hamad bin Chalifa Al Thani, ojciec obecnego emira Tamima. Do tej pory polityka Kataru była w dużej mierze zgodna z tą prowadzoną przez dużo większą Arabię Saudyjską, można wręcz powiedzieć, że była jej w dużej mierze podporządkowana. Szejk Hamad zaczął jednak obierać o wiele bardziej ambitny i niezależny kurs, wykorzystując ogromne bogactwa zgromadzone dzięki złożom naturalnym (to właśnie dzięki nim to niewielkie państwo jest uznawane za jednego z głównych graczy w regionie). Nierzadko kurs ten był w kontrze do tego, który obierało sąsiadujące królestwo Saudów. Kością niezgody był między innymi odmienny stosunek do Iranu, z którym Katar był nastawiony na współpracę w niektórych kwestiach w przeciwieństwie do konsekwentnie antyirańskiej Arabii. Katar również w dużo większym stopniu nastawiony był na współpracę z Turcją, rywalizującą z AS o przywództwo w świecie sunnickim.

Konflikty interesów przybrały jeszcze bardziej na sile po wydarzeniach tzw. Arabskiej Wiosny, która przetoczyła się przez region w 2011 roku, dając Katarowi możliwości zwiększenia swoich wpływów dzięki politycznej próżni, jaka wówczas powstała. W jej wyniku w niektórych arabskich krajach obalono wieloletnich dyktatorów, w innych protesty przerodziły się z czasem w trwające do dzisiaj wojny domowe, a w jeszcze innych zarówno upadły stare reżimy, jak i doszło do walk wewnętrznych. Niemniej, w tych rewolucyjnych zrywach główną siłą opozycyjną były zazwyczaj ugrupowania motywowane politycznym islamem, zwane również islamistycznymi, takie jak Bracia Muzułmanie. Katar w większości przypadków wspierał te grupy, w przeciwieństwie do Arabii Saudyjskiej, w której wzrost znaczenia Braci w regionie postrzegany jest (szczególnie przez rodzinę królewską) jako zagrożenie dla własnej stabilności. Konflikt ten świetnie widoczny był na przykładzie Egiptu, gdzie po obaleniu Hosniego Mubaraka w wyborach prezydenckich zwyciężył wywodzący się z Braci Muzułmanów Muhammad Mursi. Głównym sojusznikiem Egiptu stał się wtedy właśnie Katar, hojnie wspierając finansowo kraj nad Nilem. Jednak po przewrocie wojskowym w lipcu 2013 roku, który wyniósł do władzy dzisiejszego prezydenta Abd al-Fattaha as-Sisiego, Bracia Muzułmanie wraz z Katarem urośli do miana wroga publicznego numer jeden. Miejsce głównego sojusznika i „sponsora” zajęła natomiast aktywnie zwalczająca „wiosenne” przejawy Arabia Saudyjska, która zapowiedziała ogromną pomoc finansową dla Egiptu w momencie, kiedy USA i Unia Europejska rozważały wycofanie własnej jako formę kary za obalenie demokratycznie wybranego prezydenta Mursiego. Od tego czasu Egipt dołączył do Arabii Saudyjskiej i Zjednoczonych Emiratów Arabskich, którym również nie w smak rosnące ambicje i znaczenie Dohy, jako jeden z głównych aktorów antykatarskiej koalicji. Miejscem, gdzie dochodzi do kolejnego konfliktu ich interesów, jest Libia, w której Katar oraz wspomniane trzy kraje wpierają przeciwstawne strony w toczącej się tam wojnie domowej.

Kolejną kwestia, która miała negatywny wpływ na kształt relacji Dohy nie tylko z Rijadem, ale również z pozostałymi państwami antykatarskiego frontu, to działalność sieci medialnej Al Jazeera. Ta największa i najczęściej oglądana na Bliskim Wschodzie ogólnoarabska stacja telewizyjna oskarżana była o szerzenie prokatarskiej propagandy, a jej dziennikarzy nierzadko aresztowano. Wielokrotnie krytykowała również rządy innych krajów regionu, w jednoznacznie pozytywnym świetle ukazując chociażby wspomnianą Arabską Wiosnę. Relacja z protestów, jakie miały miejsce w Bahrajnie przeciwko wspieranej przez Saudów rodzinie królewskiej Al Chalifa zrodziła obawy, że Katar dąży do obalenia rządzącego rodu przy pomocy swojego soft power. Protesty brutalnie stłumiono m.in. dzięki saudyjskiej interwencji wojskowej, a wspomniana sprawa przełożyła się na jeszcze większą niechęć.

Te kwestie były podłożem kryzysu, który rozpoczął się w 5 czerwca 2017 roku. Wtedy to Bahrajn, Arabia Saudyjska, ZEA oraz Egipt ogłosiły zerwanie stosunków dyplomatycznych z Katarem. Podobnie postąpił Jemen oraz Malediwy. Arabia Saudyjska oraz ZEA dodatkowo ogłosiły, że nie będą przyjmować w swoich portach katarskich statków. Królestwo Saudów zamknęło również lądowe przejście graniczne, jedyne łączące mały emirat z resztą Półwyspu Arabskiego, odmówiło wykonywania operacji finansowych z nim powiązanych oraz zablokowało swoją przestrzeń powietrzną dla samolotów linii Qatar Airways (doszło do sytuacji, w której lecący do Kataru z państw afrykańskich musieli obierać kurs przez Iran). Jako główny powód tych działań podano rzekome wspieranie przez Katar ugrupowań terrorystycznych związanych z ekstremizmem muzułmańskim. Arabia Saudyjska chciała również przeforsować pomysł zbrojnej interwencji, jednak zgody na to nie wyraziły Stany Zjednoczone. Niemniej, Donald Trump bardzo szybko wyraził swoje wsparcie dla działań koalicji, pomimo faktu, że w Katarze znajduje się największa na Bliskim Wschodzie amerykańska baza wojskowa Al-Udeid.

Celem zerwania relacji oraz blokady było wywarcie presji i zmuszenie Kataru do przyjęcia żądań, które cztery państwa koalicji przedstawiły 22 czerwca 2017 roku. Wśród 13 punktów znalazło się m.in. zamknięcie stacji Al Jazeera, ograniczenie współpracy z Iranem, zakończenie tureckiej obecności wojskowej na swoim terytorium, zaprzestanie wspierania grup terrorystycznych czy „mieszania się w wewnętrzne i zewnętrzne sprawy AS, ZEA, Egiptu i Bahrajnu”. Katar odrzucił wszelkie te żądania, a impas zaczął się przeciągać. W międzyczasie Arabia Saudyjska miała nawet dość ekstrawagancki pomysł, aby wykopać kanał wzdłuż swojej granicy z Katarem, zamieniając go w wyspę, co jednak nie doszło do skutku. Mały emirat tymczasem zacieśnił swoją współpracę z Turcją i Iranem, który zaoferowały swoją pomoc m.in. w kontekście dostaw żywności (Katar importuje niemal 99% produktów spożywczych). Tym samym blokada w tym kontekście osiągnęła zupełnie odwrotny skutek od zamierzonego. Nie udało się również zmarginalizować Kataru na arenie międzynarodowej. Wyglądało na to, że żaden z celów blokady nie został osiągnięty.

Z tego powodu zapowiedziana 5 stycznia normalizacja stosunków sugeruje, póki co, zwycięstwo Dohy w tej konfrontacji, chociaż nie są jeszcze znane wszystkie szczegóły umowy. Nie wiadomo więc, czy i na jakie konkretnie ustępstwa zgodził się Katar. Wygląda to na próbę przynajmniej formalnego zakończenia kryzysu przed objęciem fotela prezydenta Stanów Zjednoczonych przez Joe Bidena, który zapowiedział, że będzie mniej pobłażliwy wobec działań Saudów niż Donald Trump, co mogłoby ich postawić w jeszcze bardziej niekorzystnej pozycji negocjacyjnej. Pomimo jednak niewątpliwie pozytywnego wydźwięku porozumienia, ciężko uznać, że kryzys zakończył się na dobre, a kraje GCC (Gulf Cooperation Council, Rada Współpracy Zatoki Perskiej) będą od teraz mówić jednym głosem. Katar wciąż na wielu polach posiada odmienne interesy niż Arabia Saudyjska, Emiraty czy Egipt, można więc oczekiwać, że dalej będzie dochodzić do napięć między tymi krajami. Wszystkie cztery państwa są natomiast strategicznymi sojusznikami Stanów Zjednoczonych w regionie, dlatego tarcia między nimi miały i mieć będą duże znaczenie dla polityki amerykańskiej, szczególnie w kontekście ostatniego zbliżenia arabsko-izraelskiego. Również Polska powinna bacznie obserwować sytuację w Zatoce, chociażby przez fakt dostaw katarskiego LNG do terminalu w Świnoujściu. Mimo to seria „przełomowych” porozumień, która przetacza się w ostatnim czasie przez Bliski Wschód, sugeruje pozytywny trend w tym najbardziej konfliktogennym regionie świata.

Tekst pierwotnie ukazał się na łamach „Dziennika Związkowego” oraz „Polish Express”.

Autor: Maciej Śmigiel
Absolwent arabistyki i islamistyki na Uniwersytecie Warszawskim, obecnie doktorant w Szkole Doktorskiej Nauk Humanistycznych UW (nauki o kulturze i religii). Doświadczenie zawodowe zdobywał m.in. na praktykach w Centrum Antyterrorystycznym ABW, Ambasadzie RP w Kairze oraz Biurze Bezpieczeństwa Narodowego. Koordynator projektów w think-tanku Warsaw Institute.

Wesprzyj nas

Jeżeli przygotowane przez zespół Warsaw Institute treści są dla Państwa przydatne, prosimy o wsparcie naszej działalności. Darowizny od osób prywatnych są niezbędne dla kontynuacji naszej misji.

Wspieram

Wszystkie teksty (bez zdjęć) publikowane przez Fundacje Warsaw Institute mogą być rozpowszechniane pod warunkiem podania ich źródła.

TAGS: 

 

Powiązane wpisy
Top