THE WARSAW INSTITUTE REVIEW

Data: 29 października 2019    Autor: Robert Rajczyk

Paradoksy autonomii

Makao i Hongkong to dawne europejskie kolonie w Azji Południowo-Wschodniej. Oba obszary odpowiednio od 1999 i 1997 roku mają status Specjalnych Regionów Autonomicznych Chińskiej Republiki Ludowej. Oznacza to, że poza polityką zagraniczną i obronnością rządzą się same, choć z błogosławieństwem Pekinu.

Działacz demokratyczny, Joshua Wong, trzymany przez policjanta podczas konfrontacji po wzięciu udziału w marszu na terminal kolejowy w West Kowloon przeciwko proponowanemu projektowi ekstradycji w Hongkongu, 7 lipca 2019 r. Źródło: VIVEK PRAKASH/AFP/East News

Makao i Hongkong to dawne europejskie kolonie w Azji Południowo-Wschodniej. Oba obszary odpowiednio od 1999 i 1997 roku mają status Specjalnych Regionów Autonomicznych Chińskiej Republiki Ludowej. Oznacza to, że poza polityką zagraniczną i obronnością rządzą się same, choć z błogosławieństwem Pekinu. Dawna portugalska kolonia – Makao – żyje z szeroko pojętej rozrywki i turystyki, z kolei byłe dominium brytyjskie – Hongkong – jest jednym ze światowych centrów finansowych. Hongkongu ludzie wychodzą na ulice protestować. W sąsiednim Makao takich problemów jednak nie ma. Chińczycy z kontynentu inwestują w hazard, który tylko tam jest legalny. Miejscowe władze w Makao wprowadziły do szkół wychowanie patriotyczne, a sędziów nie-Chińczyków wyłączyły z orzekania w sprawach bezpieczeństwa narodowego . Mieszkańcy mniej chętnie niż wyborcy w Hongkongu uczestniczą w wyborach, a sama Portugalia odkąd w 1974 roku obaliła dyktaturę w Rewolucji Goździków dawała do zrozumienia, że jedynie administruje chińskim terytorium, na którym KPCh miała zauważalne wpływy.

30 czerwca 1997 roku. O świcie zgodnie z tradycją flaga brytyjskiego Hongkongu wciągana jest na maszt przed rezydencją gubernatora. Chris Patten, 28. namiestnik korony brytyjskiej, po raz ostatni w tej roli okrąża skwer z masztem. Od jutra jego miejsce zajmie wyznaczony przez Pekin dyrektor generalny, a w dzielnicy Admiralty pojawią się flagi Chińskiej Republiki Ludowej i nowa flaga chińskiego już Hongkongu, przedstawiająca stylizowany kwiat Bauhinii – symbol ludności regionu – z pięcioma opadającymi na jego płatki czerwonymi gwiazdkami wzorowanymi na sztandarze chińskim. 1 lipca 1997 roku Chris Patten razem z księciem Walii Karolem – następcą brytyjskiego tronu, który na uroczystości przekazania Hongkongu Chinom reprezentował królową Elżbietę II, wsiadł na pokład królewskiego jachtu Britannia i przy dźwiękach hymnu: „Rule, Britannia” odpłynął na Wyspy Brytyjskie zamykając w ten sposób 156 lat brytyjskiej zwierzchności nad Hongkongiem.

NEWSLETTER

Zapisz się

Hongkong w języku jego pierwotnych mieszkańców oznacza „pachnący port”. Dla każdego imperium, które nim władało i włada port pachniał jednak inaczej -dla Brytyjczyków był to zapach kolonialnej potęgi i egzotyki zamorskiej kolonii, dla Chin ludowych z kolei Hongkong pachnie buntem. Jego mieszkańcy kolejny raz w ciągu ponad 20 lat dominacji Pekinu wyszli na ulice protestować. Za każdym razem gra idzie o zachowanie Hongkongu jako rezerwatu demokracji. Protesty w latach 2012, 2014 i 2019 zawsze bowiem miały podłoże polityczne. Pierwszy z nich dotyczył sprzeciwu wobec zmian w szkolnych programach nauczania, uwzględniających specyfikę polityczną Chin kontynentalnych. Kolejny okrzyknięty mianem Rewolucji Parasolek wymierzony był w narzucony przez Pekin system wyborczy do władz autonomii. Tegoroczny, którego kulminacją była dwumilionowa manifestacja 9 czerwca (Hongkong liczy 7,4 mln mieszkańców), to wyraz dezaprobaty dla działań prochińskiej administracji spowodowanych próbą przyjęcia prawa o ekstradycji, które według obaw protestujących mogłoby się stać batem na niewygodnych przeciwników politycznych. A jest ich w porcie nad rzeką Perłową coraz więcej. Na fali tzw. Ruchu Parasolek, których używano do ochrony przed palącym słońcem, do lokalnego parlamentu wybrano sporo kandydatów broniących uzgodnionego z Wielką Brytanią bezpośredniego sposobu elekcji władz . Prezesa Rady Zarządzającej (odpowiednik premiera, który składa ślubowanie przez chińskimi władzami) Specjalnego Regionu Autonomicznego co prawda wybierają mieszkańcy, ale spośród kandydatów dopuszczonych przez komunistów . Wcześniej gubernator przylatywał z Londynu na pokładzie British Airways jako nominat brytyjskiego monarchy, a ewentualne konsultowanie jego kandydatury odbywało się nie wśród mieszkańców kolonii, a wewnątrz Foreign Office. Nikomu jednak ten brak konsultacji nie przeszkadzał, bo Zjednoczone Królestwo umożliwiało półwyspowi Kowloon, wyspie Hongkong oraz tzw. Nowym Terytoriom nieskrępowany rozwój w oparciu o wolność słowa i inne demokratyczne wartości. Dzięki temu „pachnący port” stał się jednym z czterech tzw. azjatyckich tygrysów o największej na świecie liczbie budynków o wysokości powyżej 150 metrów oraz PKB per capita pięciokrotnie wyższym niż w Polsce. Był pomostem pomiędzy komunistycznymi Chinami a demokratycznym Zachodem. Sytuacja zaczęła zmieniać się pod koniec XX wieku. Rosnące w siłę i znaczenie międzynarodowe Chiny, z okazji przypadającej w 2021 r. setnej rocznicy utworzenia KPCh, za punkt honoru postawiły sobie zjednoczenie wszystkich ziem chińskich opanowanych przez cudzoziemców w XIX wieku. To właśnie wtedy pojawiła się koncepcja „jeden kraj, dwa systemy” pierwotnie skonstruowana dla Tajwanu. Z kolei w latach 1984 i w 1987 podpisano deklaracje odpowiednio z Wielką Brytanią i Portugalią o przekazaniu obu kolonii z powrotem do Chin. Rzecz dokonała się 1 lipca 1997 roku i 20 grudnia 1999 roku. W ustawach zasadniczych dla Hongkongu i Makau uchwalonych przez Ogólnochińskie Zgromadzenie Przedstawicieli Ludowych, obu byłym koloniom zagwarantowano utrzymanie przez pół wieku dotychczasowej autonomii, z wyjątkiem polityki zagranicznej oraz obrony. Przez pierwsze piętnaście lat nic nie zapowiadało zmian. Po dojściu do władzy w Pekinie Xi Jinping sytuacja zaczęła się dość mocno zmieniać w zgodzie z proponowaną przez tego polityka koncepcją „wielkiego renesansu narodu chińskiego”, który ma nastąpić między innymi poprzez budowę powszechnego, elektronicznego Systemu Zaufania Społecznego, dzięki czemu kształtować się mają więzi społeczne całkowicie wyrugowane wskutek rewolucji kulturalnej. O wiele jednak istotniejsza jest w tej idei budowa chińskiego dobrobytu przez wzrost konsumpcji wewnętrznej, ale i eksport nadwyżek. Temu ostatniemu zadaniu służy realizacja polityczno-gospodarczego projektu Pasa i Szlaku, który ma umacniać i poszerzać chińską strefę wpływów gospodarczych na świecie, a zwłaszcza w Europie Środkowo-Wschodniej, na Bałkanach (inicjatywa 16+1) i przede wszystkim w Afryce.

Xi, któremu ewidentnie nie jest po politycznej drodze z ideą kolektywnego kierownictwa Deng Xiaopinga, coraz wyraźniej umacnia swoją polityczną pozycję. Kulminacją odejścia od zasady, jaka miała zapobiegać dyktaturze w stylu Mao Zedonga, była zmiana konstytucji Chińskiej Republiki Ludowej w 2018 roku, która likwiduje limit kadencji przewodniczącego ChRL, czyli prezydenta państwa. W ciągu sześciu lat rządów poprzedzających nowelizację konstytucji, Xi wyeliminował opozycję wewnątrz partii pod hasłami walki z korupcją, która w Chinach ma swoje tradycje sięgające jeszcze czasów cesarstwa i dziejów pierwszej republiki . Walka z korupcją doczekała się zresztą bardzo popularnego serialu kryminalnego „W imię ludu”, którego produkcję znacząco dofinansowała Naczelna Prokuratura Ludowa. Myliłby się jednak ten, kto sądzi że proces konsolidacji władzy w rękach jednego człowieka dobiega końca. Licząca kilkadziesiąt milionów członków Komunistyczna Parta Chin nie jest monolitem, a walka pomiędzy jej licznymi frakcjami przypomina rywalizację partyjną w stylu zachodnim. Podnoszą się także głosy, głównie w gronie byłych przywódców partii i państwa, że Xi prowokując wojnę handlową z USA popełnił duży błąd zarówno polityczny, jak i ekonomiczny. Xi Jinping odchodzi już także od innych wytycznych Deng Xiaopinga, tzw. 28 znaków chińskich. Można je sprowadzić do konstatacji o umacnianiu potęgi bez eksponowania tego wysiłku i własnych zamierzeń w tym względzie. Koronnym dowodem jest sprawa spornych, sztucznych wysp w archipelagu Spratly na Morzu Południowochińskim, gdzie ChRL działa metodą faktów dokonanych.

„Kłopoty” w Hongkongu nie służą budowanemu przez kilka lat wizerunkowi Xi jako polityka skutecznego i światowego męża stanu. Sposób rozwiązania tej kwestii jest testem na przywództwo Xi i jednocześnie okazją do pozyskiwania poparcia ze strony „twardogłowych” komunistów w liczącym 25 osób Biurze Politycznym (z czego 7 osób to Stała Komisja Biura Politycznego pełniąca funkcję komitetu wykonawczego). Cała KPCh liczy zaś ponad 89 mln członków.

Pewnym paradoksem jest to, że autonomia Hongkongu „uwiera” przede wszystkim właśnie część czołówki chińskich polityków. Z kolei Chińczykom z kontynentu bardzo odpowiadają dobrodziejstwa tego specjalnego regionu autonomicznego. 28 mln turystów (3/4 wszystkich odwiedzających) zostawia tam sporo swoich pieniędzy, co jednak mieszkańców przyprawia o ból głowy. Przyjezdni zachowują się wbrew przyjętym w Hongkongu standardom zachowania, na przykład w miejscach publicznych . Chińczycy z kontynentu inwestują też w nieruchomości, co tak mocno wyśrubowało i tak już wysokie ceny, że dla wielu rodowitych mieszkańców perspektywa posiadania własnego mieszkania oddaliła się jeszcze bardziej niż za czasów brytyjskiego panowania. W Hongkongu Chinki z kontynentu bardzo chętnie rodzą swoje dzieci, nie tylko ze względu na fakt sześciokrotnie niższej śmiertelności noworodków, ale przede wszystkim z uwagi na regulacje prawne, pozwalające urodzonym na miejscu dzieciom uzyskać status rezydenta, co wiąże się między innymi z bezpłatną edukacją do 12. roku życia czy paszportem, którego „moc” mierzona liczbą państw o ruchu bezwizowym jest znacznie większa niż siła paszportu z ChRL .

Sami mieszkańcy Hongkongu także różnią się od Chińczyków z kontynentu. Przede wszystkim ci w porcie nad Rzeką Perłową mówią na ogół po kantońsku, podczas gdy reszta Chin po mandaryńsku. Zaledwie 3% z mieszkańców Hongkongu czuje się Chińczykami, dwie trzecie – jak dowodzą badania społeczne – identyfikuje się natomiast przede wszystkim z tożsamością regionalną. Aby to zmienić, wprowadzono do programu szkolnego przedmiot wychowanie patriotyczne. I wtedy właśnie na horyzoncie pokazała się gwiazda nastoletniego wówczas Joshua Wonga, który stał się twarzą protestu namawiając przez internet do bojkotu zajęć. Przy okazji warto nadmienić, że forma miejscowych protestów ewoluuje. – ajpierw był to bojkot kontrowersyjnych zajęć szkolnych, potem blokowanie dzielnicy Central – finansowego centrum metropolii oraz innych arterii handlowych miasta, obecnie są to już demonstracje Z niekoniecznie pokojowym przebiegiem. Zdemolowano między innymi siedzibę biura łącznikowego Pekinu, a wcześniej na kilka godzin demonstranci wdarli się do budynku Rady Legislacyjnej, gdzie spowodowali szkody. Tłumienie wystąpień przez policję, jak i kilkumiesięczne wyroki dla liderów tzw. Rewolucji parasolek z 2014, w tym Wonga, sprawiły że protestujący przyjęli inną taktykę działania . Przede wszystkim nie ma ścisłego kierownictwa, a demonstranci którzy decydują się na wypowiedzi medialne, najczęściej używają okularów słonecznych i masek chirurgicznych. W sklepach, w których kupują kaski, odzież ochronną i folię zabezpieczającą przed gazem pieprzowym używanym przez policję, płacą gotówką. Opracowali nawet własny system komunikacji wizualnej w tłumie posługując się gestami. Inna odsłona to protest na międzynarodowym lotnisku, gdzie próbowano zainteresować losem Hongkongu pod chińskimi rządami przybyszów z zewnątrz, czasami robiąc to w dosyć natarczywy sposób. Blokowano też wejścia do wagonów metra i notorycznie uruchamiano przycisk awaryjnego hamowania, co powodowało opóźnienia w kursowaniu pociągów. Trwające od dwóch miesięcy protesty coraz bardziej utrudniają codzienne życie mieszkańców. Agenci nieruchomości z Singapuru w rozmowie z dziennikarzami wychodzącego w Hongkongu dziennika South China Morning Post twierdzą, że od ośmiu tygodni liczba zainteresowanych zakupem nieruchomości w Mieście Lwa mieszkańców Hongkongu wzrosła o jedną trzecią.

Władze jednak nie dają za wygraną i nie zaniedbują problemu. Prawdopodobnie z ich inspiracji dały o sobie znać miejscowe „tituszki”. Tym razem to członkowie miejscowych gangów, którzy na jednej ze stacji metra napadli z pałkami zarówno na postronnych pasażerów jak i na młodych ludzi ubranych na czarno (kolor protestu). Sami zaś chodzą ubrani na… biało.

„Przykręcanie śruby” w Hongkongu trwa na dobre od 2010 roku. Funkcjonujące w mieście redakcje zmagają się z naciskami administracyjnymi, a ich dziennikarze czasami padają ofiarą napaści ze strony „nieznanych sprawców”. Właściciele gazet albo sprzedają je bardziej ugodowym przedsiębiorcom, lub też zatrudniają dziennikarzy bardziej skłonnych do autocenzury niż ich koledzy, przyzwyczajeni do funkcjonowania w warunkach wolności prasy. Spokojnego życia nie mają także wyznawcy Falung Gong, choć w porównaniu z kontynentem nie są prześladowani. Na miejscu można co prawda drukować książki niedostępne w reszcie Chin, ale trzeba liczyć się z konsekwencjami. Cztery lata temu z Hongkongu nagle zniknęło kilku księgarzy sprzedających książki uchodzące na kontynencie za wywrotowe. Odnaleźli się „przypadkiem” po kilku miesiącach w Chinach i publicznie wyrazili skruchę.

Wesprzyj nas

Jeżeli przygotowane przez zespół Warsaw Institute treści są dla Państwa przydatne, prosimy o wsparcie naszej działalności. Darowizny od osób prywatnych są niezbędne dla kontynuacji naszej misji.

Wspieram

Pekin traktuje Hongkong niczym niewdzięczne dziecko, które nie potrafi docenić starań możnego opiekuna. Miejscowe elity finansowe i to nie tylko te, które osiedliły się po 1997 roku, wdzięczne są jednak Pekinowi za możliwość wzbogacenia się na dostępie do chińskiego rynku. Postępuje też infrastrukturalna integracja Specjalnych Regionów Autonomicznych Hongkongu i Makao z kontynentem. Część dworca kolejowego w centrum miasta, do którego dojeżdża szybka kolej z kontynentu, włączono bezpośrednio do Chin, a oba regiony połączono z macierzą 45-kilometrowym mostem drogowym, co znacznie skróciło podróż pomiędzy Hongkongiem i Makao, dotychczas możliwą jedynie poprzez połączenia promowe. Hongkong, który do niedawna pełnił rolę pomostu pomiędzy globalną gospodarką, a rozwijającymi się Chinami traci powoli to znaczenie. Pozostaje co prawda jednym ze światowych centrów finansowych, ale przynosi już tylko około 3% chińskiego PKB. Niedaleki Shenzen – jeden z największych portów świata – czy też Szanghaj ze swoją giełdą papierów wartościowych skutecznie odebrały mu dominującą pozycję. W przeszłości, gdy chińskie firmy chciały pozyskać inwestorów lokowały się w Hongkongu. Teraz jest to miejsce, z którego światowe koncerny próbują ekspansji na chiński rynek. Według rankingu Banku Światowego biznes w Hongkongu robi się bowiem dwadzieścia razy łatwiej niż na kontynencie.

Pogarszająca się sytuacja społeczna i polityczna w Hongkongu skłania młodych ludzi – głównych protestujących, którzy jednak nie pamiętają czasów brytyjskiego panowania – do emigracji na rządzony demokratycznie Tajwan, gdzie miejscowa prezydent już zapowiedziała udzielenie uczestnikom protestów azylu, ignorując fakt, że Republika Chińska nie ma ustawodawstwa azylowego. Przy okazji wydarzenia „za miedzą” to dla części Tajwańczyków, którzy nie wykazują prochińskich sympatii, dowód na funkcjonowanie w praktyce zasady „jeden kraj, dwa systemy”, a dla świata informacja jak Chiny w specyficzny dla siebie sposób wywiązują się z umów międzynarodowych. Umowę chińsko-brytyjską z 1984 roku rzecznik MSZ w Pekinie określił mianem „historycznego dokumentu bez praktycznego znaczenia”. Nie wiadomo więc tak naprawdę, czy zasada „jeden kraj, dwa systemy” będzie nadal obowiązywać po 2047 roku, kiedy kończy się zagwarantowana w umowie z Brytyjczykami autonomia, czy też może już teraz przestaje obowiązywać przy zastosowaniu taktyki „salami” – likwidowania jej mały krokami.

W 1989 roku, podczas wydarzeń na placu Tiananmen w Pekinie też nic nie zapowiadało na początku interwencji wojskowej. Nastąpiła ona dopiero kiedy pokojowy protest studentów domagających się demokratyzacji, zaczął rozlewać się na inne chińskie miasta, co mogło doprowadzić do destabilizacji ówczesnego systemu politycznego. Rzecznik chińskiego ministerstwa obrony Wu Qian określił protesty w Hongkongu jako „absolutnie nie do tolerowania” i zasugerował możliwość wykorzystania stacjonującego na miejscu chińskiego garnizonu, zwłaszcza, że konstytucja Specjalnego Regionu Autonomicznego dopuszcza zwrócenie się przez Radę Zarządzającą o taką pomoc do Pekinu. Dodał przy okazji, że protestujący „wpuścili wilka do swoich domów, a ich akcje inspirują antychińskie siły z zagranicy”.

Wydarzenia w Hongkongu to wizerunkowy problem dla demokratycznego Zachodu i europejskich firm, które tam funkcjonują. Być może rozwiązaniem dla Hongkongu byłaby samodzielność polityczna osiągana na wzór państw bałtyckich w okresie schyłku ZSRR. Wówczas też nikt nie przypuszczał, że wielkie mocarstwo dopuści do secesji trzech republik praktycznie bez rozlewu krwi, z jednym wyjątkiem tragicznych wydarzeń pod wieżą telewizyjną w Wilnie.

Bardziej jednak prawdopodobny wydaje się scenariusz rozwiązania kryzysu metodami politycznymi, choć nie można wykluczyć że Pekin zdecyduje się na jakąś formę użycia siły, zwłaszcza, jeśli konflikt będzie eskalował i wymknie się spod kontroli sił porządkowych, które już teraz używają gazu łzawiącego i gumowych kul do rozpędzania protestujących. Być może do pomocy policji w Hongkongu przysłane zostaną oddziały nie wojska, lecz oddziałów szturmowych policji – People’s Armed Police – które już razem podobno trenują w KantonieHonor, czyli „zachowanie twarzy” dla Azjatów ma szczególne znaczenie, stąd też użycie sił milicyjnych z kontynentu w tłumieniu prodemokratycznych protestów nie wygląda tak niekorzystnie wizerunkowo jak udział żołnierzy. Przy okazji propagandowo kwestię interwencji oddziałów chińskiej policji można przedstawić jak zwyczajną akcję przywracania porządku publicznego. Ewentualna interwencja wojskowa budzić z kolei może skojarzenia z wydarzeniami z 1989 roku. W przypadku chińskich komunistów liczy się jednak przede wszystkim przekaz o skuteczności działania oraz niekwestionowanym przywództwie partii. Dlatego też Pekin tak wrażliwy jest w kwestii niepodległości Tajwanu i amerykańskiej dla niego pomocy.

Wszystkie teksty (bez zdjęć) publikowane przez Fundacje Warsaw Institute mogą być rozpowszechniane pod warunkiem podania ich źródła.

TAGS: 

 

Powiązane wpisy
Top