THE WARSAW INSTITUTE REVIEW

Data: 31 sierpnia 2020

Gruzja w obliczu wyzwań

Jak na razie Gruzini skutecznie powstrzymują rozwój epidemii COVID-19, co nie oznacza jednak, że sytuacja w kraju znajduje się pod kontrolą. Szczególnie groźne dla Gruzji mogą okazać się z czasem skutki gospodarcze pandemii. Zwłaszcza, że sytuacja polityczna w tym kraju także pozostaje daleka od stabilnej.

© ZURAB KURTSIKIDZE (PAP/EPA)

Autor: Mateusz Kubiak

Gruzini odnoszą sukces w walce z COVID-19 – na 5 sierpnia w tym niespełna 4-milionowym kraju odnotowano jedynie 1197 zakażeń i 17 zgonów. Wyniki te mogą być oczywiście do pewnego stopnia zaniżone przez niewielką liczbę przeprowadzanych w Gruzji testów, faktem jest jednak, że strategia obrana przez władze w Tbilisi również przyniosła oczekiwany efekt.

W czasie pierwszej fali zachorowań w kraju wprowadzono stan wyjątkowy i godzinę policyjną, zamknięto granice, odizolowano wybrane ogniska epidemii (później prewencyjnie zamknięto też cztery największe miasta), a na czas prawosławnych świąt wielkanocnych nie zawahano się nawet zakazać ruchu samochodów osobowych. Do dziś, pomimo stabilnej sytuacji epidemicznej, połączenia lotnicze z zagranicą pozostają w większości wstrzymane. Wszystko to sprawiło, że pomimo ograniczonego potencjału laboratoryjnego i hospitalizacyjnego, Gruzini zdołali szybko i skutecznie zminimalizować bezpośrednie skutki wybuchu pandemii dla własnego społeczeństwa.

Przykład Gruzji jest przytaczany przez wybrane światowe media jako dowód na możliwość skutecznej walki z COVID-19, jednakże jest to zaledwie połowa sukcesu. Faktem jest bowiem, że przed władzami w Tbilisi piętrzą się już kolejne wyzwania. Pytanie zatem, na ile Gruzini odczują skutki gospodarcze i polityczne pandemii oraz w jakim stopniu może to zdestabilizować sytuację w kraju?

© ALEKSANDER KOŹMIŃSKI (PAP)

Widmo recesji

Gruzja nie jest wyjątkiem, jeżeli chodzi o obecne perspektywy rozwoju gospodarczego i także w tym przypadku spodziewana jest recesja. Przedłużające się ograniczenia i restrykcje w wymierny sposób uderzyły w gruzińską ekonomikę: liczne punkty usługowe otworzyły się dopiero w lipcu, PKB w pierwszej połowie 2020 r. skurczyło się r/r o 5,8%, a w skali całego roku prognozowany jest znaczący wzrost deficytu budżetowego i zadłużenia zagranicą. Jak się jednak wydaje, można wskazywać na kilka czynników, które w szczególny sposób będą rzutować na skalę problemów gospodarczych w Gruzji. Są to przede wszystkim bardzo duże znaczenie sektora turystycznego, wysoki stopień dolaryzacji w ramach gruzińskiego społeczeństwa oraz powszechny problem nadmiernego zadłużenia wśród obywateli kraju.

Od wielu lat Gruzja konsekwentnie rozwija sektor turystyczny, upatrując w przyjezdnych zwiedzających szansy dla krajowej gospodarki. O dynamice rozwoju branży najlepiej mogą mówić liczby. Jedynie w latach 2016-2018 liczba zagranicznych turystów wzrosła aż o jedną trzecią (z poziomu ok. 5,4 do 7,2 mln osób). Bezpośrednio przed wybuchem pandemii COVID-19, można było z kolei szacować, że szeroko rozumiany sektor przynosił Gruzinom równowartość nawet 8 proc. PKB kraju. W tym kontekście nietrudno zrozumieć, jak duże szkody wyrządzi obecny brak ruchu turystycznego w Gruzji (w lipcu spadek r/r wyniósł 95,8%). Są to zarówno ogromne straty dla hoteli, restauratorów, właścicieli kurortów, ale też całej rzeszy „zwyczajnych” Gruzinów, bazujących przez większość roku na tym, co uda się zarobić w czasie wakacyjnego szczytu sezonu.

O tym, jak poważne może być uderzenie gospodarcze dla obywateli Gruzji świadczy dodatkowo szereg innych wskaźników i danych. Po pierwsze, problemem pozostaje bardzo silna zależność sytuacji gruzińskiej gospodarki od kursu krajowej waluty – lari – względem amerykańskiego dolara. Gruziński pieniądz jest w tym roku najsłabszy w historii, co przekłada się chociażby na wzrost cen produktów żywnościowych (rząd uruchomił specjalny program subsydiowania importu żywności), czy trudności obywateli w spłacaniu pożyczek (ponad 50 proc. mieszkańców jest zadłużona, z czego nieco ponad połowa kredytów jest denominowana w dolarach). Co więcej, przytłaczająca większość Gruzinów deklaruje przy tym brak oszczędności, co zwłaszcza dziś – w obliczu wprowadzanych obostrzeń i restrykcji w funkcjonowaniu biznesów – ma niebagatelne znaczenie. Dla pełnego obrazu warto dodać, że jeszcze na wiosnę gruziński rząd szacował, iż przynajmniej ok. 350 tys. obywateli (niemal 10 proc. mieszkańców kraju) miało stracić pracę lub znaleźć się na niepłatnym urlopie z powodu COVID-19.

Polityczny kryzys

Tak krucha stabilność gruzińskiej gospodarki stanowi potencjalny grunt dla ewentualnego wybuchu protestów w kraju. Zwłaszcza jeżeli wziąć pod uwagę, że zgodnie z ostatnimi badaniami opinii publicznej sprzed pandemii COVID-19 (przeprowadzane przez National Democratic Institute), poziom niezadowolenia społecznego w Gruzji był już wówczas rekordowo wysoki. Cała sytuacja wydaje się przy tym dodatkowo groźna, jako że Gruzja od wielu miesięcy pogrążona jest w poważnym kryzysie politycznym na linii opozycja-rząd. Co więcej, jesienią br. mają także odbyć się wybory parlamentarne, mogące sprzyjać prowokacjom z zewnątrz i próbom destabilizacji kraju.

Gruzińska polityka pogrążyła się w kryzysie w czerwcu zeszłego roku, kiedy doszło do masowych protestów ulicznych w związku z wizytą rosyjskiej delegacji w Tbilisi (Rosjanie uczestniczyli w obradach tzw. Międzyparlamentarnego Zgromadzenia Prawosławia). Wybuch niezadowolenia społecznego (demonstracje miały nie tylko antyrosyjski, ale też antyrządowy charakter) okazał się wówczas tak silny, że obóz władzy zdecydował się pójść na ustępstwa względem protestujących i opozycji, obiecując zmianę ordynacji wyborczej (obowiązujący dotychczas system mieszany, wyraźnie premiujący partię rządzącą, miał zostać zastąpiony modelem proporcjonalnym). W następstwie tej decyzji, sytuacja w kraju uspokoiła się, choć jak się okazało – jedynie na kilka miesięcy.

Jeszcze jesienią rządząca partia Gruzińskie Marzenie pokrętnie wycofała się ze złożonej wcześniej obietnicy, doprowadzając do odrzucenia projektu zmian w ordynacji wyborczej. To wywołało nową falę protestów, ale także bojkot posiedzeń parlamentu ze strony opozycji. W kraju zapanował polityczny impas, który udało się przełamać dopiero po kilku miesiącach mediacji z udziałem amerykańskiej i unijnej dyplomacji. W ramach ustaleń poczynionych w marcu 2020 r. zgodzono się zachować mieszany charakter systemu wyborczego, jednak przy znacznej redukcji liczby okręgów jednomandatowych (z 73 do zaledwie 30). Co więcej, by zminimalizować ryzyko nieproporcjonalnego przeliczenia głosów na mandaty w parlamencie, postanowiono wprowadzić również zasadę, w myśl której większość parlamentarną będą mogły uzyskać jedynie te partie, które uzyskają więcej, niż 40 proc. ogółu oddanych głosów.

© ZURAB KURTSIKIDZE (PAP/EPA)

Finalnie zmiany w ordynacji wyborczej zostały przyjęte przez gruziński parlament pod koniec czerwca br., choć na dobrą sprawę do ostatniej chwili nie było jasne, czy uda się zapewnić wymaganą w przypadku zmiany konstytucji większość 3/4 głosów. Niepewność w tym zakresie wynikała z odmiennej percepcji zapisów marcowego porozumienia przez opozycję oraz obecne władze.

Jeszcze w drugiej połowie kwietnia br. ponad dwadzieścia partii opozycyjnych wystosowało list otwarty do zagranicznych partnerów Gruzji, wskazując na konieczność uwolnienia przez władze „więźniów politycznych”: Gigiego Ugulawy (byłego burmistrza Tbilisi za rządów Saakaszwilego; na mocy kasacji Sądu Najwyższego z lutego br. skazany na 38 miesięcy więzienia za nadużycia w latach 2005-2013), Iraklego Okruaszwilego (skazany w kwietniu br. na 5 lat więzienia za nakłanianie demonstrantów w czerwcu 2019 r. do szturmu na budynek parlamentu) oraz Giorgiego Rurua (antyrządowego dziennikarza, aresztowanego jesienią 2019 r. pod zarzutem nielegalnego posiadania broni). Sprawa odbiła się niemałym echem w USA i Unii Europejskiej, co ostatecznie skłoniło gruzińską prezydent, Salome Zurabiszwili, do ułaskawienia Ugulawy i Okruaszwilego, choć nie Rurua, jako że ten nie był jeszcze wówczas prawomocnie skazany. Dla większości gruzińskiej opozycji nie było to wciąż satysfakcjonujące (największe partie opozycyjne Europejska Gruzja i Zjednoczony Ruch Narodowy – zbojkotowały ostateczne głosowania ws. ordynacji), jednakże wystarczyło, by w parlamencie zbudowana została wymagana większość 113 głosów. Być może decydujące w tym względzie były właśnie mediacje i naciski ze strony zachodnich partnerów Gruzji.

Kluczem wsparcie z Zachodu?

Wspominany wyżej przykład zaangażowania USA i Unii Europejskiej na rzecz stabilizacji sytuacji wewnątrzpolitycznej w Gruzji najlepiej pokazuje dziś, jak ważne dla gruzińskiego państwa jest wsparcie ze strony Zachodu. Ma ono zresztą nie tylko doraźny, krótkoterminowy charakter (tak jak w przywołanym przypadku mediacji ws. ordynacji wyborczej), ale przede wszystkim pozostaje obliczone na dłuższy horyzont czasowy. Nie ulega bowiem wątpliwości, że to właśnie perspektywa dalszej integracji Gruzji ze strukturami euroatlantyckimi i unijnymi ma szczególną wartość w kontekście stabilności kraju, stanowiąc przedmiot ponadpartyjnego konsensusu. Czy pozostanie tak jednak również po pandemii COVID-19 i nadchodzącym wielkimi krokami kryzysie gospodarczym?

Po pierwsze, z punktu widzenia Tbilisi podstawowym powodem do niepokoju powinna pozostawać kwestia ewentualnego „resetu” na linii Zachód-Rosja, o który mogą dodatkowo starać się przywódcy w Moskwie, ale też w wybranych państwach europejskich. Jak się wydaje, zbliżająca się recesja będzie wykorzystywana do tego, by lobbować zniesienie sankcji sektorowych wobec Rosji oraz grać na odmrożenie wzajemnych relacji (tego typu tendencje były już zresztą coraz bardziej widoczne także bezpośrednio przed wybuchem pandemii COVID-19). Jeżeli zaś faktycznie miałoby dojść choćby do „miękkiego”, nieformalnego „resetu” z Rosją, w praktyce oznaczałoby to dla Gruzji kolejną znaczącą przeszkodę dla uzyskania jakichkolwiek gwarancji przyszłego członkostwa w Sojuszu Północnoatlantyckim. Już teraz bowiem w niektórych zachodnich stolicach nie ukrywa się, że dalsze rozszerzanie NATO na Wschód niekoniecznie powinno być traktowane jako pożądane.

© ZURAB KURTSIKIDZE (PAP/EPA)

Po drugie, problemem dla Gruzji może pozostawać także to, w jakim stanie z obecnego kryzysu COVID-19 wyjdzie Unia Europejska, stanowiąca dla Tbilisi kluczowy punkt odniesienia w kwestii rozwoju i modernizacji kraju. Ewentualna dalsza erozja projektu europejskiego będzie zarazem uderzała w integrację Tbilisi z UE, podkopując wizerunek Zachodu w oczach gruzińskich obywateli. Jak się bowiem wydaje, Gruzini szukają w Unii Europejskiej przede wszystkim stabilności, bezpieczeństwa i dobrobytu, zaś nadchodzący kryzys może sprzyjać zgoła innemu obrazowi sytuacji w Europie. Zwłaszcza, że jakikolwiek kryzys wewnątrz UE z pewnością będzie aktywnie nagłaśniany przez rosyjską propagandę, od wielu lat operującą w Gruzji zarówno za pośrednictwem mediów, jak i organizacji pozarządowych i która na celu przede wszystkim dyskredytację Zachodu w oczach gruzińskich obywateli.

Podsumowanie

Przezwyciężenie przez Gruzję pierwszej fali zachorowań na COVID-19 jest dużym sukcesem, jednak stabilność tego kraju w dalszym ciągu pozostaje pod znakiem zapytania. Piętrzące się przed Gruzinami wyzwania – tak gospodarcze, jak i polityczne sprawiają, że zaangażowanie Zachodu jest dziś szczególnie istotne. Stawką jest zarówno stabilność samej Gruzji i regionu, ale także percepcja Unii Europejskiej wśród Gruzinów w kolejnych latach. Paradoksalnie, obecny kryzys może być traktowany także jako szansa dla UE, by wzmocnić własną pozycję w ramach Kaukazu Południowego i znacząco zwiększyć skalę swojego oddziaływania na poziomie soft power.

Wszystkie teksty (bez zdjęć) publikowane przez Fundacje Warsaw Institute mogą być rozpowszechniane pod warunkiem podania ich źródła.

TAGS:

Powiązane wpisy
Top