THE WARSAW INSTITUTE REVIEW

Data: 25 października 2019    Autor: Tomasz Grzegorz Grosse

Wybory do Parlamentu Europejskiego i ich konsekwencje

Wybory do Parlamentu Europejskiego (PE) przyniosły szereg zmian w polityce unijnej, spośród których bodaj najważniejsze jest przesunięcie całego spektrum sił euroentuzjastycznych w lewo. Pomimo wysokiej frekwencji w tych wyborach i rozbudzonych ambicji posłów (MEP) szybko się okazało, że to państwa członkowskie mają w dalszym ciągu najwięcej do powiedzenia w kluczowych kwestiach, takich jak obsada głównych stanowisk w UE. Logika międzyrządowa dominuje więc nad parlamentarną, a nawet próbuje wykorzystywać frakcje polityczne w PE do realizowania interesów narodowych.

Josep Borrell nowo wybrany wysoki przedstawiciel Unii do spraw zagranicznych i polityki bezpieczeństwa Unii Europejskiej, Luxembourg, 14 October 2019. Źródło: © Julien Warnand (PAP/EPA)

Wyniki wyborów do PE

W wyniku wyborów z maja 2019 roku do Parlamentu Europejskiego najwięcej mandatów uzyskała Europejska Partia Ludowa (182), następnie frakcja lewicowa Socjaliści i Demokraci (154). Trzecią siłą w PE są liberałowie (dawne ALDE, obecnie „Odnowić Europę”, 108 mandatów), czwartą Zieloni (75). Na kolejnych miejscach uplasowały się frakcje uznawane za eurosceptyczne – Tożsamość i Demokracja (73), Europejscy Konserwatyści i Reformatorzy (62), frakcja Ruchu 5 Gwiazd i Brexit Party (43), Europejska Zjednoczona Lewica (41)[1].

W trakcie wyborów uwidocznił się bardzo silny podział między ugrupowaniami euroentuzjastycznymi,  wspierającymi proces jednoczenia krajów Unii Europejskiej, a eurosceptycznymi, krytycznie podchodzącymi do dotychczasowych procesów integracyjnych i proponujących alternatywny kierunek jej rozwoju. Był to spór o wizję integracji (bardziej scentralizowaną i ponadnarodową, a tą bardziej zdecentralizowaną, elastyczną i pozostawiającą więcej autonomii dla państw narodowych), jak również między wartościami europejskimi (liberalnymi oraz lewicowymi, a tymi bardziej konserwatywnymi i chadeckimi).

W rezultacie wyborów wygrały ugrupowania dotychczasowego głównego nurtu. Niemniej siły określane jako eurosceptyczne zwiększyły zakres posiadania mandatów w PE. Ponadto, dwie największe partie mainstreamu, które dotychczas, na wzór niemiecki, wielokrotnie tworzyły w PE wielką koalicję – znacząco straciły stan posiadania. Zarówno Europejska Partia Ludowa (EPL), jak i Socjaliści i Demokraci stracili około 30 mandatów każda, wspólnie utraciły blisko 70 eurodeputowanych. W obu frakcjach znacząco osłabła reprezentacja wywodząca się z Niemiec. Straty tych frakcji spowodowały, że nie można było stworzyć większości w PE w oparciu o dwa największe ugrupowania. W ten sposób euroentuzjastyczna koalicja, która ma zamiar w największy sposób wpływać na politykę i legislację w Parlamencie – musiała szukać poparcia w dwóch innych formacjach: Odnówmy Europę (dawnych liberałów) i Zielonych. Już sam fakt większej fragmentaryzacji w obozie euroentuzjastycznym odpowiadał za poważne trudności związane z obsadą personalną najwyższych stanowisk w PE, jak i w innych instytucjach w UE.

Charles Michel nowo wybrany Przewodniczący Rady Europejskiej Unii Europejskiej, Finlandia, 14 października 2019. Żródło: © Kimmo Brandt (PAP/EPA)

Dodatkowym czynnikiem był polityczny plan prezydenta Francji Emmanuela Macrona, który zamierzał w tych wyborach osłabić pozycję Niemiec w instytucjach europejskich. Do tej pory bardzo skutecznym narzędziem dla polityki niemieckiej była największa frakcja tj. Europejska Partia Ludowa. Dla wielu polityków i partii narodowych miała ona znaczenie bardziej pragmatyczne niż  programowe. Jej wpływy najlepiej oddaje fakt, że obsadziła ona po poprzednich wyborach w 2014 roku nie tylko stanowisko przewodniczącego PE (choć dopiero od 2017 roku), ale również wszystkie inne kluczowe stanowiska w UE, tj. przewodnictwo Komisji Europejskiej (KE), Rady Europejskiej i wysokiego przedstawiciela UE do spraw zagranicznych i polityki bezpieczeństwa. Europejska Partia Ludowa znana była z dużej dyscypliny i ogromnych wpływów niemieckiej chadecji, a tym samym była uznawana za instrument oddziaływania dla kanclerz Angeli Merkel[2]. Dlatego była niekiedy określana jako „wehikuł” polityki niemieckiej w UE. Dodatkowo wpływy tej frakcji uzupełniał sojusz z Socjalistami i Demokratami w PE. W ramach tej lewicowej grupy dominującą partią byli niemieccy socjaldemokraci – związani z Merkel koalicją rządową w Niemczech. To wszystko dawało bardzo duże wpływy i wielką skuteczność dla Merkel w polityce na arenie unijnej.

Celem Macrona było po pierwsze osłabienie pozycji Niemiec, przede wszystkim „niemieckiego wehikułu” w postaci dominacji Europejskiej Partii Ludowej w polityce unijnej. Po drugie, zmierzał on do wyłonienia własnego wehikułu unijnego, realizującego francuską politykę.

W istocie Macronowi udało się osłabić Europejską Partię Ludową. Nie tylko znacząco zmniejszyła ona swój wcześniejszy stan posiadania w PE, przede wszystkim mierzony liczbą posłów, ale co nawet ważniejsze – Macron skutecznie osłabił retorykę prawicową przedstawicieli EPL. Konflikt z okresu kampanii wokół partii Wiktora Orbana (Fidesz) oraz jej zawieszenie w prawach tej grupy politycznej – miało na celu pokazać proeuropejskość Europejskiej Partii Ludowej, a zwłaszcza bezkompromisowość Manfreda Webera wobec obrony europejskich wartości. Niemniej przyczyniło się do tego, że EPL przestała się odwoływać do prawicowych i konserwatywnych wartości, a jednocześnie przyjęła retorykę liberalną dotyczącą wartości europejskich, a w niektórych kwestiach obyczajowych przybierającą nawet poglądy lewicowe. To nie tylko zmniejszyło jej wyborczą atrakcyjność wobec elektoratu prawicowego, ale także wysunęło na pozycje „prawdziwie” proeuropejskie polityków lewicy i liberałów. Tym samym oddało inicjatywę wyborczą euroentuzjastycznej lewicy i liberałom, którzy skupiali się coraz bardziej wokół ugrupowania prezydenta Macrona. Nie jest przypadkiem, że nowa frakcja liberalna została nazwana po wyborach „Odnowić Europę”, a dominującą rolę w jej szeregach mają politycy wywodzący się z francuskiej, obecnie rządzącej nad Sekwaną, partii La République en marche (Republiko Naprzód Dodatkowo w ramach frakcji Socjalistów i Demokratów po wyborach osłabiła się pozycja niemieckich socjaldemokratów,zyskali natomiast hiszpańscy socjaliści, którzy są w bliskich relacjach z otoczeniem prezydenta Francji.

W ten sposób Macron starał się zbudować silny ośrodek kierowniczy dla przyszłej koalicji sił euroentuzjastycznych w PE wokół dawnej frakcji liberalnej i socjalistów, a jednocześnie chciał osłabić wcześniejsze znaczenie polityczne i programowe Europejskiej Partii Ludowej. W konsekwencji dążył do wzmocnienia wpływów francuskich i osłabienia niemieckich w PE i jednocześnie w całym układzie sił UE, bowiem w tym samym czasie powyborcza gra dotyczyła również obsady kluczowych stanowisk w innych instytucjach UE, nie tylko w samym Parlamencie Europejskim.

NEWSLETTER

Zapisz się

Inną konsekwencją tych działań było wyraźne przesunięcie europejskiego mainstreamu w stronę lewicową i liberalną. Symptomatyczny dla całej formacji był przypadek polskiej Platformy Obywatelskiej, która należy do jednej z największych partii narodowych tworzących Europejską Partię Ludową. Otóż do wyborów stanęła w koalicji z ugrupowaniami lewicowymi (m.in. Sojuszem Lewicy Demokratycznej, Inicjatywą Feministyczną, Socjaldemokracją Polską, ugrupowaniem Wolność i Równość), co przesunęło jej narrację wyborczą wyraźnie w stronę lewicową. Jednocześnie osłabiło wynik wyborczy Europejskiej Partii Ludowej, gdyż kapitał polityczny największej partii opozycyjnej (czyli PO) został podzielony na mniejsze ugrupowania, których przedstawiciele zasilili także inne frakcje w PE. Polski przykład jest bardzo charakterystyczny dla przesunięcia euroentuzjastycznego mainstreamu w kierunku lewicowym.

Najważniejsze skutki wyborów do PE

Po pierwsze, wybory osłabiły mainstreamową prawicę, czyli Europejską Partię Ludową, która ,zbliżając się retorycznie do lewicy i liberałów, oddała prawe pole w PE dla ugrupowań eurosceptycznych, spośród których większość ma wyraźne ukierunkowanie konserwatywne i chadeckie. Jest to potencjalnie duża szansa dla tych ugrupowań w perspektywie długofalowej. Może ona polegać na ekspansji wpływów w elektoracie, czyli zagospodarowaniu pola należącego dawniej do ugrupowań tworzących Europejską Partię Ludową. Wspomniana frakcja może w przyszłości jeszcze się bardziej zmniejszyć lub nawet rozpaść. Ponadto, opisywane zmiany mogą prowadzić do zerwania ze stygmatyzacją ugrupowań „eurosceptycznych” i „populistycznych” na rzecz określeń odwołujących się do ich chadeckości, konserwatyzmu, szeroko rozumianej prawicowości. Wiarygodność nowej prawicy w PE może być dodatkowo wzmocniona przez odwołanie się do odmiennej wizji integracji europejskiej, od tej dotychczas proponowanej przez środowiska lewicowe i liberalne.

Po drugie, należy spodziewać się intensyfikacji presji politycznej Parlamentu Europejskiego, a także ze strony innych instytucji UE na kraje, które w opinii środowisk lewicowych jakoby łamią wartości europejskie, choć często po prostu stają w obronie własnego programu chadeckiego i konserwatywnego. Dotyczy to przede wszystkim sporu o praworządność i inne wartości europejskie.

Po trzecie, PE będzie zapewne dążył do zwiększania skali redystrybucji europejskiej (zwłaszcza w obrębie strefy euro), wprowadzania rozwiązań protekcjonistycznych, w tym odchodzących od rozwiązań neoliberalnych na rynku wewnętrznym, a także zmierzających do zwiększenia harmonizacji podatków i minimalnych standardów usług społecznych w całej UE.

Wesprzyj nas

Jeżeli przygotowane przez zespół Warsaw Institute treści są dla Państwa przydatne, prosimy o wsparcie naszej działalności. Darowizny od osób prywatnych są niezbędne dla kontynuacji naszej misji.

Wspieram

Po czwarte, należy spodziewać się intensyfikacji ambicji w zakresie polityki klimatycznej. Jest to związane z sukcesem ugrupowań zielonych w niektórych państwach Europy Zachodniej, głównie w Niemczech.

Po piąte, prawdopodobna jest silniejsza krytyka USA i relacji transatlantyckich, zwłaszcza w okresie rządów administracji Donalda Trumpa. Piętnowane będą też te kraje, które mają zbyt silnie proamerykańskie stanowisko i obawiają się pogłębienia współpracy w ramach europejskiej polityki obrony, aby nie zaszkodziła ona roli NATO w Europie.

Po szóste, stanowisko PE wobec brexitu i relacji z Wielką Brytanią może ulec zaostrzeniu, m.in. jako formuła ideologicznego zwalczania przejawów eurosceptycyzmu. Będzie to odbywało się kosztem poszukiwania najbardziej pragmatycznych relacji obustronnych, tj. między UE a Zjednoczonym Królestwem. Tym bardziej, że w wyniku wyborów do PE po stronie brytyjskiej również zostało wzmocnione stanowisko opowiadające się za bardziej „twardym” i bezkompromisowym podejściem do UE.

Po siódme, w PE silnie zaznaczyła się rywalizacja nie tylko między mainstreamem euroentuzjastycznym a ugrupowaniami eurosceptycznymi, ale także podziały wewnątrz samego mainstreamu, w tym zwłaszcza rywalizacja między „blokiem niemieckim” a „blokiem francuskim”. Wcześniej takie zjawisko było dość słabo widoczne. Spory francusko-niemieckie ,a także między ich sojusznikami, występowały dotychczas przede wszystkim w instytucjach międzyrządowych. Obecnie logika sporów frakcyjnych przenosi się do Rady UE i Rady Europejskiej, natomiast spory narodowe, zwłaszcza w ramach dwóch bloków skupionych wokół dominujących państw – przenoszą się do PE i w dodatku wpływają na podziały w obrębie mainstreamu. Logika sporu Francji z Niemcami powoduje, że obie strony szukają sojuszników w innych frakcjach wchodzących w skład PE lub u innych państw w instytucjach międzyrządowych.

Należy jednak zwrócić uwagę, że przyszłość wielu merytorycznych aspektów poszczególnych polityk unijnych zależy w większym stopniu od polityki w instytucjach międzyrządowych, aniżeli od uwarunkowań politycznych w PE. Oznacza to, że większe znaczenie będą miały interesy narodowe, niż podejście frakcji europejskich. Wiele sporów w instytucjach międzyrządowych wykracza poza podziały parlamentarne, a więc między euroentuzjastami vs. eurosceptykami, albo między rządami bardziej lewicowymi bądź prawicowymi. Rola frakcji politycznych w sporach w łonie instytucji międzyrządowych będzie zapewne nawet mniejsza, aniżeli przed wyborami z 2019 roku, co wynika przede wszystkim z osłabienia Europejskiej Partii Ludowej.

Można podać przykład, który jest bardzo symptomatyczny dla opisywanych zjawisk. W odniesieniu do przyszłości strefy euro stanowisko wyraźnie euroentuzjastyczne przedstawił rząd Francji i Hiszpanii. Ale również podobne oczekiwania dotyczące zwiększenia redystrybucji w unii walutowej miał „eurosceptyczny” rząd włoski. Z kolei największymi sceptykami wobec propozycji francuskich i wspieranych przez inne państwa Europy Południowej – są rządy Niemiec, Holandii, a także państw Europy Północnej, bez względu na swoją afiliację polityczną w PE. Linia sporu o reformy w strefie euro nie pokrywa się ani z podziałem na euroentuzjastów vs. eurosceptyków, ani z przynależnością do rodzin politycznych w PE (na przykład największy oponent propozycji francuskich dotyczących reform unii walutowej – premier Holandii Mark Rutte – należy do tej samej grupy politycznej w PE co partia prezydenta Macrona, a więc grupy stworzonej na nowo przez francuskiego przywódcę).

Gra o stanowiska

Władza w UE opiera się na instytucjach, na obsadzie kluczowych funkcji w unijnych strukturach, jak również wykorzystywaniu frakcji politycznych z Parlamentu do realizowania celów na arenie europejskiej. Dlatego tak istotne znaczenie miały wyniki wyborów do PE oraz związana z nimi obsada kluczowych stanowisk w instytucjach UE. Okazało się, że najwięcej w grze o instytucje znaczą Francja i Niemcy, a także ich interesy narodowe.

Na płaszczyźnie formalnej PE aprobuje kandydaturę szefa KE, a następnie cały skład komisarzy instytucji. Może też przesłuchiwać i sugerować zmianę niektórych,najbardziej kontrowersyjnych propozycji personalnych. Niemniej największy wpływ na obsadę poszczególnych stanowisk mają państwa członkowskie i wzajemne koalicje między nimi, a mniej logika frakcji politycznych.

Josep Borrell nowo wybrany wysoki przedstawiciel Unii do spraw zagranicznych i polityki bezpieczeństwa Unii Europejskiej, Luxembourg, 14 October 2019. Źródło: © Julien Warnand (PAP/EPA)

Argumenty dotyczące wyborów do PE były raczej dodatkowym wsparciem dla tych negocjacji międzyrządowych i próbą narzucania logiki legitymizacyjnej, która miała ułatwić grę poszczególnym państwom. Przykładowo Niemcy popierały swojego kandydata na stanowiska szefa KE, czyli Manfreda Webera. Opierały się przy tym na nieformalnym mechanizmie „spitzenkandidat”, według którego kandydat największej frakcji w nowym Parlamencie Europejskim miał objąć to stanowisko w Komisji. Taktyka Macrona polegała na dyskredytowaniu i samego Webera (jako niekompetentnego, słabego itp.), jak również na dezawuowaniu samej instytucji „spitzenkandidat”, jako poza-traktatowej i ograniczającej Radę Europejską w jej suwerennych decyzjach. To dlatego Macron doczekał się ze strony prominentnych polityków niemieckich zarzutu, że nie tylko jest anty-niemiecki, ale co gorsze niszczy demokrację europejską[3]. Ponadto, Macron starał się zbudować alternatywny do „niemieckiego wehikułu” – Europejskiej Partii Ludowej – układ frakcji w PE, które będą kwestionować dotychczasową dominację EPL w polityce unijnej. Należy dodać, że w Radzie Europejskiej Europejska Partia Ludowa dysponuje 8 głosami, zaś tworzący się zarys sojuszu lewicowo-liberalnego – 15. Niemniej ten nowy „liberalny wehikuł” był dopiero w fazie budowania i dlatego nie miał większego znaczenia dla logiki wyborów w Radzie Europejskiej. W ten sposób logika frakcyjna, jeśli już, to raczej wspierała Niemcy, natomiast mniej Francję.

W pierwszej fazie sporu o stanowisko szefa Komisji Europejskiej został utrącony „spitzenkandidat” ze strony Europejskiej Partii Ludowej (Manfred Weber), jak również zdyskredytowani kandydaci innych frakcji (Frans Timmermans, Margrethe Vestager). Prezydent Francji powiedział nawet, że wszyscy trzej wiodący kandydaci zostali wyeliminowani[4]. Następnie analizowano kandydatury alternatywne, zwłaszcza po stronie „rezerwowych” kandydatów z EPL. Jednocześnie pojawiła się groźba, że blokada kandydata niemieckiego może oznaczać konsekwentne blokowanie francuzów na najważniejsze stanowiska.

W drugiej odsłonie negocjacji doszło do porozumienia niemiecko-francuskiego, przy wsparciu rządu holenderskiego i hiszpańskiego, do czego doszło podczas szczytu G20 w Osace. Bazowało ono na kandydaturze socjalisty Fransa Timmermansa na szefa Komisji. W ten sposób instytucja „wiodącego kandydata” została reaktywowana, choć w zmodyfikowanej wersji pasującej do bieżących potrzeb politycznych (frakcja Timmermansa nie wygrała wyborów, więc zgodnie z pierwotnymi założeniami mechanizmu „spitzenkandidat” – nie powinien on objąć stanowiska szefa KE). Był to ukłon Angeli Merkel wobec koalicyjnego partnera, czyli niemieckiej socjaldemokracji. Miało też na celu rozbicie rysującego się sojuszu między frakcją „Odnówmy Europę” a „Socjalistami i Demokratami”. Ponadto, pakiet zakładał przesunięcie Webera na szefa PE na całą kadencję. Niektórzy dyplomaci sugerowali, że propozycja Timmermansa była z góry skazana na porażkę i miała torować drogę do kolejnego rozdania negocjacyjnego[5]. W istocie, wspomniane porozumienie zostało zablokowane przez Grupę Wyszehradzką, Włochy, a także niektóre rządy powiązane z Europejską Partią Ludową, w tym chorwacki i łotewski. Ten etap upłynął pod znakiem buntu w szeregach EPL, a także rosnącej emancypacji szeroko rozumianej Europy Środkowej, która na tym etapie skutecznie zatrzymała postrzeganą jako niekorzystną dla regionu kandydaturę Timmermansa. Co więcej, potrafiła utrzymać jedność w bardzo ważnych negocjacjach, pomimo wielokrotnych prób rozbicia ich wspólnego frontu (np. premier Słowacji należał do tej samej europejskiej rodziny politycznej, co Timmermans).

Ursula von der Leyen, Przewodnicząca Komisji Europejskiej, Belgia, 18 października, 2019. Źródło: © Olivier Hoslet (PAP/EPA)

Na trzecim etapie pojawiła się propozycja Ursuli von der Leyen na szefową Komisji, uznawanej za blisko związaną z Merkel. Ku pewnemu zaskoczeniu, ta niemiecka kandydatura, jak i towarzyszące jej inne nominacje, uzyskały szerokie poparcie Rady Europejskiej, w tym ze strony państw Europy Środkowej. Coś, co na początku było trudne, a nawet niemożliwe do przeforsowania, czyli opcja niemiecka w Komisji, stało się faktem w trzeciej rundzie negocjacji. Bez bitwy o Timmermansa nie byłoby tak szybkiego zakończenia negocjacji. Jest to niewątpliwie sukces Niemiec i samej Merkel. Jeszcze więcej zyskuje Francja. Christine Lagarde będzie prezesem Europejskiego Banku Centralnego. Co więcej, w ten sposób Francuzi doprowadzili do zablokowania Niemca, Jensa Weidmanna, znanego z krytyki niekonwencjonalnej polityki monetarnej Mario Draghiego. Lagarde nie tylko będzie kontynuowała linię luzowania monetarnego swojego poprzednika, ale zapewne będzie zachęcać polityków europejskich do zwiększenia ekspansji fiskalnej w przypadku kolejnego kryzysu. Niewykluczone jest też, że zgodzi się na finansowanie tej ekspansji w ramach polityki monetarnej. Sukcesem Paryża jest też nominacja na dwa inne stanowiska. Socjalista hiszpański Josep Borrell ma objąć stanowisko Wysokiego przedstawiciela Unii do spraw zagranicznych, natomiast Charles Michel, należący do frakcji „Odnówmy Europę”, będzie nowym przewodniczącym Rady Europejskiej.

Wnioski

Po pierwsze, zarówno koalicja rządząca w PE, jak również podział stanowisk w UE dowodzi powyborczego przesunięcia elit euroentuzjastycznych w lewo. Wyraża się to zakończeniem ery dominacji polityków EPL w instytucjach unijnych. Także wysunięcie kandydatury Timmermansa – choć kontrowersyjne dla Europy Środkowej – niemniej w odniesieniu do bardziej generalnych procesów politycznych w UE nie jest przypadkowe. Ponadto, nowa obsada stanowisk w UE była entuzjastycznie nastawiona do integracji. Na przykład von der Leyen jest zwolenniczką wprowadzenia Stanów Zjednoczonych Europy oraz powstania federalnej armii wszystkich Europejczyków[6].

Po drugie, powyborcza rzeczywistość dowodzi wyższości Rady Europejskiej i logiki interesów narodowych w polityce unijnej. Macron obalił istniejący od 2014 roku mechanizm „spitzenkandidat”, gdyż postrzegał go jako sprzyjający bardziej niemieckim celom europejskim, aniżeli francuskim. Wprawdzie wielu polityków w Radzie Europejskiej odwoływało się do wyników ostatnich wyborów, a także do mechanizmu „wiodącego kandydata”, ale były to argumenty mające przeforsować ich partykularne interesy, a nie wiodąca logika podejmowania decyzji personalnych. Parlament się buntuje, o czym świadczy odrzucenie sugestii rządów w zakresie wyboru przewodniczącego tej instytucji. W ten sposób przepadła kandydatura jedynego przedstawiciela Europy Środkowej na wysoki urząd, czyli Bułgara Sergeja Staniszewa. Ponadto, nominacja von der Leyen doprowadzi zapewne do zmniejszenia autonomii Komisji wobec instytucji międzyrządowych, a tym samym zwiększy wpływy największych państw członkowskich w polityce unijnej.

Po trzecie, kluczem do władzy w UE  jest obsada kluczowych funkcji w unijnych strukturach, jak również wykorzystywanie frakcji politycznych z PE do realizowania celów na arenie europejskiej. Okazało się, że najwięcej w grze o instytucje znaczą Francja i Niemcy, a także ich interesy narodowe. To potwierdziło dominację „motoru” francusko-niemieckiego w UE. Niemniej widoczna była też rywalizacja między Paryżem a Berlinem, a oba kraje poszukiwały sojuszników, zarówno w innych państwach, jak i innych rodzinach politycznych.

Po czwarte, w nowych instytucjach dominują politycy z zachodniej części kontynentu. Europa Środkowa wyszła wprawdzie „z cienia” Europy Zachodniej – solidarnie blokując kandydaturę Timmermansa. Był to sukces połowiczny, gdyż Holender będzie wiceprzewodniczącym w nowej Komisji. Ponadto wysiłek negocjacyjny Europy Środkowej nie doprowadził do wprowadzenia własnych przedstawicieli na najważniejsze stanowiska, ale raczej do sukcesu Niemiec i Francji. Niemniej współpraca w tym regionie w coraz większym stopniu przekłada się na wspólną politykę na arenie unijnej, co zapewne będzie się pogłębiało w przyszłości. Ponadto, spory francusko-niemieckie są szansą dla regionu, aby bardziej skutecznie zabiegać o własne interesy.
 


[1] 2019 European election results, European Parliament, https://www.election-results.eu/ [dostęp: 27.06.2019].

[2] A. Barker, V. Mallet, G. Chazan, EU jobs race hit by Merkel – Macron friction, Financial Times, 14 June 2019, s. 9.

[3] J. Mischke, Senior MEP accuses Macron of being ‘anti-German’, Politico, 24.06.2019, https://www.politico.eu/article/senior-mep-accuses-emmanuel-macron-of-being-anti-german-daniel-caspary/ [dostęp: 27.06.2019].

[4] D.M. Herszenhorn, F. Eder, M. de la Baume, R. Momtaz, J. Barigazzi, How Merkel’s plan for EU top jobs fell apart, Politico, 1.07.2019, https://ww.politico.eu/article/how-angela-merkel-plan-for-eu-top-jobs-fell-apart-spitzenkandidat-summit/ [dostęp: 27.07.2019].

[5] A. Barker, M. Khan, Timmermans emerges as favourite to take over from Juncker, Financial Times, 29 June – 30 June 2019, s. 4.

[6] Z. Weise, Ursula von der Leyen: In her own words, Politico, 4.07.2019, https://www.politoco.eu [dostęp: 27.07.2019].

Wszystkie teksty (oprócz zdjęć) opublikowane przez Warsaw Institute mogą być rozpowszechniane pod warunkiem podania ich pochodzenia.

Powiązane wpisy
Top