THE WARSAW INSTITUTE REVIEW

Data: 15 maja 2018    Autor: Małgorzata Zawadzka

Wioska potiomkinowska dzisiaj: dezinformacja i propaganda Kremla w Polsce

W większości opracowań dotyczących odporności poszczególnych państw na rosyjską propagandę Polska zaliczana jest do najbardziej odpornych krajów. I faktycznie, otwarcie prorosyjskie tezy znajdują niewiele zrozumienia u polskich odbiorców; podobnie też rosyjskie projekty medialne pokroju Sputnika czy RT nie zdobyły popularności nad Wisłą. Co więc sprawia, że przez fasadowe media ich przesłania można odnaleźć w polskim dyskursie publicznym, i jak fasadowe media zafałszowują obraz rzeczywistości?

Wilno, Litwa, 17 lutego 2018 r. Prezydent RP Andrzej Duda i prezydent Litwy Dalia Grybauskaite po wspólnej konferencji prasowej. Prezydent RP uczestniczył w obchodach 100. rocznicy odbudowy Państwa Litewskiego. © Leszek Szymański (PAP)

Książę Grigorij Potiomkin, kiedy chciał przypodobać się carycy Katarzynie, urządził na trasie jej przejazdu sztuczne wsie w zarządzanej przez siebie prowincji. Weseli wieśniacy, pozdrawiający przejeżdżających oraz schludne fasady domostw – to wszystko miało wywrzeć na carycy i jej towarzyszach wrażenie sprawnego i umiejętnego zarządzania regionem, i jednocześnie ukryć tamtejszą biedę. I chociaż niektórzy historycy spierają się o to, czy ów proceder miał rzeczywiście miejsce, to określenie ‘wieś potiomkinowska’ na stałe weszła do wielu języków jako synonim mistyfikacji, oszustwa i kreowania obrazu rzeczywistości zgoła odmiennego od stanu faktycznego.

Po co buduje się fasady?

Decepcja, dezinformacja, propaganda czy też niewyrafinowane kłamstwo – niezależnie od nazwy, jako taktyka sprawowania władzy, znana jest w Rosji od wieków. W 1938 roku Włodzimierz Bączkowski, polski geopolityk, w artykule Uwagi o istocie siły rosyjskiej tak definiował główną siłę Moskwy:

„Głównym rodzajem broni rosyjskiej, decydującym o dotychczasowej trwałości Rosji, jej sile i ewentualnych przyszłych zwycięstwach, nie jest normalny w warunkach europejskich czynnik siły militarnej, lecz głęboka akcja polityczna, nacechowana treścią dywersyjną, rozkładową i propagandową”[1].

Omawiając wdrażanie w życie tych założeń, autor wspomina, że w 1905 roku, według zestawień ówczesnego ministerstwa finansów, Rosja wydała dwa miliony franków na subwencje dla francuskiej prasy. Dzisiaj te same cele osiągnąć można bardzo niskim kosztem – jeśli nie za darmo.

Świat oczywiście bardzo się zmienił od tamtego czasu. Z punktu widzenia komunikacji najważniejszą przemianą jest pojawienie się najpierw Internetu, dzięki któremu powstała zupełnie nowa przestrzeń porozumiewania się w czasie rzeczywistym, a następnie podbój świata przez media społecznościowe, które ostatecznie zatarły granicę między odbiorcą i nadawcą, zezwalając także na amplifikowanie wyprodukowanych treści. Cyberprzestrzeń wpłynęła nie tylko na szybkość komunikacji, ale i na sposób przechowywania danych oraz ich nielegalnego zdobywania, pozyskiwania informacji przez jednostki i ich przetwarzanie, a w końcu na dystrybucję i tworzenie treści za pomocą sieci botów i trolli internetowych. Naturalnie, dostarczyło to nowych narzędzi manipulacji społeczeństwem. I tak rosyjski naukowiec, Władimir Lisiczkin, w swojej pracy podkreślił destrukcyjne działanie współczesnych mediów i wpływ funkcjonowania w oderwanych od rzeczywistości symbolach na działanie ludzi wbrew swoim interesom: Media dzielą ludzi, niszczą tradycyjne, bezpośrednie kontakty, zamieniając je telewizją lub komputerem. Jednoczesne rozpowszechnianie zaprzeczających sobie i wykluczających się światopoglądów narusza stabilny świat wartości, rodzi obojętność i apatię, wywołuje bezkrytycyzm i powoduje społeczną dezorientację: większe wrażenie robi nie solidnie udokumentowana analiza, lecz pełne energii i pewności, choćby pozbawione dowodów, mocne stwierdzenie. (…) Człowiek „masowy” jest impulsywny, często zmieniający nastroje, gotowy jedynie do krótkoterminowych programów działania. Często przedkłada iluzję nad rzeczywistość[2]. Media – tradycyjne i nowe, w tym blogosfera – stanowią zatem niezwykle skuteczny i tani środek manipulowania społeczeństwem. Zwłaszcza, gdy powstaje miejsce, gdzie nie tylko każdy może się wypowiedzieć, ale i znaleźć wdzięcznych słuchaczy.

Jak przeciągnąć Polaków na stronę Kremla

Wśród Polaków panuje przekonanie, że są odporni na rosyjską propagandę – ugruntowane takimi doświadczeniami, jak trudna historia, (także współczesna), powszechną świadomość nienajkorzystniejszego położenia geopolitycznego kraju oraz nieprzyjaznego kierunku polityki energetycznej koncernów energetycznych wschodnich sąsiadów. Ze względu na powyższe czynniki otwarcie prorosyjskie narracje znajdują mało zwolenników. Rosyjskim mediom trudno jest się przebić do polskiej infosfery, przede wszystkim ze względu na brak ich naturalnych odbiorców. Język rosyjski czynnie zna 6 proc. Polaków[3]; w badaniach TNS z 2015 roku dobrą lub bardzo dobrą znajomość tego języka zadeklarowało jedynie 19 proc. badanych. Z dużym sprzeciwem polskiego społeczeństwa spotykają się także próby gloryfikacji sowieckich żołnierzy, czasów Polskiej Republiki Ludowej oraz deprecjacja polskiej historii. W raporcie „Vulnerability Index: Subversive Russian Influence in Central Europe” z 2017 roku Polska została oceniona jako najmniej podatna na rosyjskie wpływy[4]. Jednak badanie to dotyczyło bezpośredniej rosyjskiej propagandy, nie uwzględniało natomiast propagandy ukrytej.

Wbrew pozorom to właśnie przekonanie o własnej odporności jest dla Warszawy utrudnieniem w efektywnej walce z bardziej zawoalowanymi i mniej oczywistymi przekazami płynącymi z Moskwy za pośrednictwem lokalnych współpracowników. Zauważył to także Edward Lucas w wywiadzie dla „Kultury Liberalnej”: „Największą słabością Polski jest arogancja i pewność, że Polacy są w pełni odporni na rosyjską propagandę. (…) Ale jeżeli Rosjanie będą wam mówić, że Zachód was zdradzi, a polska kultura jest atakowana przez agresywną, zgniłą kulturę zachodnią, jeżeli mówią, że Ukrainą rządzą ludzie, którzy świętują ludobójstwo na Wołyniu i prawdopodobnie będą namawiać do kolejnego, to taki przekaz na pewno ma wpływ na polskie społeczeństwo[5]. Faktycznie – toporną propagandę o korzyściach z przymierza z Rosją zastąpiono innymi narracjami. Te fasadowe, sztucznie zagnieżdżone lub rezonowane w infosferze treści z jednej strony muszą prowadzić do realizacji celów Kremla, czyli osłabienia państwa, z drugiej zaś, przy wykorzystaniu istniejących słabości i lęków społeczeństwa, stanowić atrakcyjne środowisko, zdolne do przyciągnięcia ludzi wbrew ich własnym interesom. Przykładowo, pod warstwą troski o dobro państwa, rozumiane zresztą na wiele różnych sposobów, pojawiają się narracje zrównujące członkostwo w Unii Europejskiej z utratą suwerenności, a obecność natowskich wojsk na terenie Polski – jako okupację. Inną, ważną grupą odbiorców są kręgi patriotyczne, których dumę narodową próbuje się wypaczyć do szowinizmu i nacjonalizmu – zwłaszcza w kontekście relacji z Ukrainą, Litwą Amerykanami, Niemcami, Izraelem itd. Nie jest to bynajmniej zjawisko ograniczone granicami państw – tak jak w Polsce pseudomedia kreują negatywny wizerunek Zachodu czy innowierców oraz dążą do rozjątrzenia nierozwiązanych problemów historycznych i gospodarczych z Kijowem i Berlinem, tak i antypolskie lub niekorzystne dla naszego kraju treści publikowane za granicą wykorzystywane są dla podparcia tej tezy. Ale nie tylko osoby o bardziej konserwatywnych poglądach są celem wojny informacyjnej. Kluczowym elementem tej strategii jest bowiem identyfikowanie punktu zapalnego i podsycanie sporu po obu stronach, m.in. poprzez windowanie skrajnych stanowisk z przeciwnych krańców skali, tak, by dyskurs przebiegał możliwie burzliwie.

Topografia wsi potiomkinowskiej

W sercu potiomkinowskiej wioski medialnej znajdują się polsko- i anglojęzyczne rosyjskie media, w tym Sputnik, RT i inne, nieafiszujące się jednak ze związkami z Kremlem. Przykładem jest „Niezależny Dziennik Polityczny” (NDP), regularnie fabrykujący informacje na temat amerykańskich żołnierzy, stacjonujących w Polsce. Te środki przekazu obudowane są kolejną warstwą publikatorów – portali świadomie rozprzestrzeniających dane narracje, mimo wiedzy o ich pochodzeniu i celach, do których się dąży przez ich umacnianie w społeczeństwie, jak np.: portal Kresy.pl, Wolna-Polska.pl, WirtualniaPolonia.com, Obserwator Polityczny (oficjalny partner fundacji Russkij Mir w Polsce) i inne. Skupiają się one przede wszystkim na budowaniu nienawiści wobec Ukraińców i Amerykanów, pozując na dobre, „patriotyczne” źródła informacji. Ogromną rolę odgrywają grupy dyskusyjne w mediach społecznościowych i platformy blogerskie, jak np.: Neon24, ale też i masa blogów na WordPressie (np.: znany z rozpowszechniania kremlowskiej propagandy Dziennik Gajowego Maruchy).W odróżnieniu od głównego polskiego nurtu medialnego, tam znacznie częściej można spotkać się z powoływaniem się właśnie na Sputnika. W łańcuchu dystrybucji szkodliwych treści to kluczowe ogniwa, umożliwiają bowiem uniknięcie zaklasyfikowania jako państwowa propaganda Kremla w początkowym stadium dystrybucji.

1. Źródła narracji 2. Introduktury – węzły (media), za pomocą których wprowadza się narracje do obiegu 3. Infosfera właściwa– media społecznościowe, wzajemne kontakty, zwykłe portale, media, blogi

Do drugiej warstwy należą również fora internetowe. Jest kilka forów, na których regularnie niektórzy użytkownicy zamieszczają dezinformacje i treści propagandowe, dość często ze wspomnianego już NDP: lokalne fora Orzysza i Tomaszowa Lubelskiego. Wybór ten nie jest podyktowany przypadkiem: w Orzyszu stacjonują w ramach Wysuniętej Obecności amerykańscy żołnierze, Tomaszów Lubelski leży niecałe 100 kilometrów od Lwowa i ukraińskiego poligonu; działa tam też oddział Obrony Terytorialnej. Jeszcze innym rodzajem portali, przez które odbywa się agitacja na rzecz Kremla, to strony o tematyce ezoterycznej, szerzące równocześnie teorie spiskowe i antyamerykańskie treści. Wśród „konspiracjonistów” popularne są wszelakie „alternatywne źródła informacji”, oferujące całe spektrum przekazów: od „niezależnych” od rządu i UE, przez zapewniające swobodę wypowiedzi, niecenzurowanej, czyli zezwalającej np.: na nawoływanie do nienawiści rasowej lub etnicznej, oraz przekazujące „prawdę objawioną”, ukrywanej przed Polakami przez rząd/żydomasonerię/kosmitów/reptilian/egipskie piramidy lub ujawnionej w magicznych przepowiedniach.

Warszawa, 19 maja 2016 r. Wiceprzewodniczący Partii Zmiana Al Malazi Nabil (L) i Jarosław Augustyniak (P), oraz sekretarz partii Tomasz Jankowski (C) podczas konferencji prasowej na temat działań ABW wymierzonych w członków Partii Zmiana oraz zatrzymania Mateusza Piskorskiego. © Radek Pietruszka (PAP)

Obrazu medialnej mistyfikacji dopełniają zwyczajni członkowie polskiego społeczeństwa, którzy z różnych powodów rozprzestrzeniają sputnikopodobne artykuły. Po nagłośnieniu kilku przypadków opublikowaniu przez media głównego nurtu fałszywych wiadomości i szerokiej krytyce jakości dziennikarstwa zaczęły one zwracać większą uwagę na źródło pochodzenia kontrowersyjnych artykułów, w związku z czym znacznie trudniej jest wprowadzić dezinformację do czołowych mediów, toteż działania Rosjan muszą opierać się na mediach niszowych, blogach i social media.

Król jest nagi

Potiomkinowskich stron i sieci internetowych jest naprawdę wiele – niektóre lepiej zamaskowane, inne gorzej. By jednak uświadomić sobie, jak głęboko potrafi sięgnąć fałszywy konstrukt informacyjny, warto przeanalizować przypadek wspomnianego NDP, szerzej opisanego przez portal OKOPress w 2017 roku.

Portal NDP powstał w 2014 roku i jest prowadzony zgodnie z zasadami typowego źródła dezinformacji: treści są głównie kopiowane z innych portali, własne publikacje stanowią klasyczne przykłady fake newsów, zaś język jest silnie nacechowany emocjonalnie – kradzione są przede wszystkim teksty z tabloidów. Redaktor naczelny, dziennikarze, moderator grupy NDP na Facebooku – wszyscy oni posługują się cudzymi twarzami i aktywnie działają w social media.

Początkowo próbowano tworzyć na nim własne treści, jednak liczne błędy językowe i kalki z języka rosyjskiego kazały zrezygnować twórcom z tego rozwiązania. I tak, artykuł Anakonda-18 – scenariusz inwazji na Rosję i Białoruś o autorstwa Jana RadŽiŪnasa jest – dosłownie – zlepkiem innych tekstów na temat wojskowych ćwiczeń Anakonda-16 i Dragon-17. Skopiowane fragmenty zostały gdzieniegdzie przetworzone, np.: wypowiedź ministra Dworczyka z 2016 roku stała się u RadŽiŪnasa wypowiedzią ministra Kownackiego w roku 2017, NDP zwiększyło również liczebność żołnierzy na Anakondzie z 17 tys. do 100 tys., odparcie nalotu zostało przemianowane na ćwiczenie nalotu prewencyjnego. Podobny zabieg zastosowano przy okazji tworzenia profilu na Facebooku „Amerykanie i bezprawie”, sprzężonym z publikacją spreparowanego artykułu nt. rzekomego wypadku drogowego z ofiarami śmiertelnymi, który mieli spowodować amerykańscy żołnierze. W tym artykule zmieszano trzy różne wypadki, lecz w żadnym nie brali udziału ani żołnierze, ani Amerykanie.

Przypadek drugiej dezinformacji jest jednak bardziej złożony: NDP powołało się wówczas na trzy różne źródła: dwa regionalne portale, ze Szczecina i Żagania (w Szczecinie znajduje się natowska Kwatera Główna Korpusu Północno-Wschodniego, w Żaganiu stacjonują Amerykanie), oraz nieaktywny link do blogu na platformie Salon24. Na nowym antyamerykańskim profilu jako źródło wskazano natomiast WojskoNews, portal agregujący informacje. Informacji o wypadku z udziałem żołnierzy Sojuszu nie można było odnaleźć na tych stronach, istniały jednak ich zarchiwizowane kopie. Dalsze badania wykazały jednak, że kopie również zostały spreparowane, tj. te treści prawdopodobnie nigdy nie pojawiły się na stronach źródłowych.

Pięć wyzwań

Wątpliwe jest, że NDP jest głównym ośrodkiem manipulacji polską infosferą. Stanowi jednak zapowiedź wyzwań związanych z dezinformacją w nadchodzącej przyszłości.

Pierwszym jest konieczność znalezienia kompromisu między demokratycznymi wartościami, takimi jak wolność słowa, wolność myśli i pluralizm mediów z obowiązkiem państwa, jakim jest zapewnienie swoim obywatelom bezpieczeństwa. Jeżeli przeważy ujmowanie całego zagadnienia dywersji informacyjnej w kategoriach aksjologicznych a poza paradygmatem bezpieczeństwa, podjęcie jakichkolwiek – i tak powolnie wdrażanych – przeciwdziałań, zwłaszcza na poziomie unijnym i państwowym, zostanie całkowicie sparaliżowane.

Jest to o tyle ważne, że równolegle do przeciwdziałania, np.: poprzez edukację w zakresie kompetencji medialnych, konieczne jest zwalczanie efektów osiągniętych do tej pory przez operacje informacyjne. Zasypanie podziałów między Polaków podsycanych przez media fasadowe wymaga kompleksowego podejścia na wszystkich szczeblach: rządowym, administracyjnym, trzeciego sektora oraz społeczeństwa obywatelskiego.

Ze względu na narracje nacjonalistyczne po obu stronach Bugu i nierozwiązane spory historyczne, znacznie bardziej problematyczne są stosunki polsko-ukraińskie. W tym przypadku bez woli współpracy ze strony ukraińskiej niemożliwe jest podejmowanie skutecznych przeciwdziałań.

Po drugie, dezinformacja jest procesem. Oznacza to, że reaguje na podejmowane środki zaradcze. Społeczeństwo, coraz bardziej świadome natury i mechanizmów wojny informacyjnej, jest też coraz ostrożniejsze wobec źródeł internetowych – dlatego też pojawiać się będą sfałszowane źródła, jak w przypadku NDP.

Po trzecie, nie należy zapominać, że media potiomkinowskie są wspierane instytucjonalnie. Dla zabezpieczenia obecności kremlowskiej wizji ładu światowego w polskiej infosferze pozyskuje się polityków lub tworzy własne partie (np.: Zmiana), autorytety społeczne, naukowców, buduje się sieci organizacji walczących o „wartości konserwatywne”. Równolegle z budowaniem odporności społecznej należy zmierzyć się także z już powstałymi w niej wyłomami.

Po czwarte, eksperci z obszaru mediów społecznościowych zwracają uwagę na wzrastające znaczenie wideo, czego wyrazem jest np.: upowszechnienie formatu krótkich relacji na Facebooku i Instagramie. W połączeniu z coraz bardziej zaawansowaną technologią podmieniania twarzy w filmikach oraz wirtualnej rzeczywistości, przyszły obraz walki z dezinformacją wydaje się zgoła ponury.

Ostatnim wyzwaniem jest zmiana podejścia samego Zachodu i zaakceptowanie trudnej prawdy – nie ma powrotu do stanu sprzed wysypu trolli i botów, tak jak nie można wrócić do czasów przed Facebookiem. Zawsze znajdzie się państwo bądź organizacja, która poprzez infosferę będzie starała się zmusić dane społeczeństwo do zmiany percepcji świata, własnego kraju, info-agresora. Podmiot dezinformujący zazwyczaj ma tę przewagę że nie musi przestrzegać tych samych zasad oraz operować w tych samych ramach prawnych i moralnych, co cel jego oddziaływań. By choć trochę ukrócić ten proceder, nasze społeczeństwa powinny stać się na tyle obojętne wobec tego rodzaju treści na blogach, stronach internetowych i w telewizji, by kontynuowanie tego procederu było po prostu nieopłacalne. Czy to możliwe – to już zupełnie inny temat.

 


[1] Uwagi o istocie siły rosyjskiej [w:] W. Bączkowski, O wschodnich problemach Polski, Kolegium Europy Wschodniej 2005, s. 115.

[2] W. Lisiczkin, Zasada wirusa w wojnie psychologicznej (tłum. Monika Zawadzka), „Fronda” 2011, nr 60, s. 117.

[3] Diagnoza Społeczna 2015. Warunki i jakość życia Polaków,  J. Czapiński, T. Panek (red.), Rada Monitoringu Społecznego, Warszawa 2015; http://www.diagnoza.com/pliki/raporty/Diagnoza_raport_2015.pdf.

[4] D. Milo, K. Klingová, The Vulnerability Index: Subversive Russian Influence in Central Europe, Globsec, 2017; https://www.globsec.org/wp-content/uploads/2017/08/globsec-vulnerability-index.pdf.

[5] Ł. Pawłowski, Słabością Polski jest arogancja. Z Edwardem Lucasem rozmawia Łukasz Pawłowski, „Kultura Liberalna”, 15/2018, 10 IV 2018 r.; https://kulturaliberalna.pl/2018/04/10/polska-rosja-propaganda-lucas/.

Wszystkie teksty (bez zdjęć) publikowane przez Fundację Warsaw Institute mogą być rozpowszechniane pod warunkiem podania ich źródła.

Powiązane wpisy
Top