Data: 10 września 2020

W Niemczech bitwa o Nord Stream 2

Otrucie Aleksieja Nawalnego wywołało burzę w niemieckiej polityce. Wszyscy oczekują od Moskwy wyjaśnień, ale tylko część chce ukarania Rosji. W tej sytuacji wrócił temat projektu Nord Stream 2. Do tej pory niemal wszyscy niemieccy politycy solidarnie bronili gazociągu, zwłaszcza gdy USA zapowiedziały kolejne sankcje wobec Nord Stream 2. Dziś widać wyraźnie, że jednak jest znaczna grupa decydentów chcących wyjścia Niemiec ze wspólnego z Rosją projektu. Być może sprawa Nawalnego okaże się dla Berlina wygodnym pretekstem by wycofać się przedsięwzięcia, która znalazło się w potężnych tarapatach na skutek polityki amerykańskiej. Problem jednak w tym, że wycofanie się z Nord Stream 2 najpewniej oznaczałoby dla Niemiec poważny kryzys w stosunkach z Rosją. A tego nikt w Berlinie raczej nie chce.

ŹRÓDŁO: BUNDESREGIERUNG/KUGLER

Prezydent USA Donald Trump oświadczył 7 września, że gazociąg Nord Stream 2 nie powinien zostać ukończony. Trump po raz kolejny skrytykował Niemcy za ten projekt współpracy z Rosją. Nieugięta postawa Amerykanów i ryzyko kolejnych sankcji wyraźnie wpływa na stanowisko części niemieckich polityków. W poniedziałek 7 września rzecznik rządu Steffen Seibert oświadczył, że Angela Merkel nie wyklucza objęcia sankcjami NS2 w odpowiedzi na podejrzenia otrucia Nawalnego. A jeszcze kilka dni wcześniej kanclerz mówiła, żeby nie łączyć tych dwóch spraw. Wcześniej kilku czołowych chadeków, z szefem komisji spraw zagranicznych Bundestagu Norbertem Roettgenem na czele, wezwało Merkel do zawieszenia budowy Nord Stream 2. Minister obrony Annegret Kramp-Karrenbauer oceniła, że kwestia sankcji w sprawie Nord Stream 2 zależy od współpracy Moskwy w wyjaśnieniu, co stało się z Nawalnym. Minister spraw zagranicznych Heiko Maas również uzależnił ewentualną zmianę stanowiska Berlina w sprawie Nord Stream 2 od tego, czy Rosja pomoże w wyjaśnieniu sprawy Nawalnego. Groźba Maasa była zresztą specyficzna, bo w tej samej wypowiedzi Niemiec podkreślał, jak poważne konsekwencje biznesowe miałoby niedokończenie projektu. „W projekt Nord Stream 2 zaangażowanych jest ponad 100 spółek z 12 europejskich krajów, z czego około połowa z Niemiec” – powiedział Maas „Bildowi”. Takie otwarte przyznanie, że wstrzymanie projektu boleśnie uderzy nie tylko w Rosję, osłabia wymowę ultimatum postawionego przez Maasa Rosjanom. Jeszcze dobitniej wypowiada się premier landu Saksonia, Michel Kretschmer: – Nord Stream 2 musi być dokończony. Zależymy od siebie wzajemnie, potrzebujemy tej współpracy. To pokazuje, że w samej chadecji głosy są podzielone, wszak Kretschmer jest politykiem CDU. Należy on do tych polityków niemieckich, którzy uważają, że Nord Stream 2 to czysto biznesowe przedsięwzięcie i nie należy wciągać go do „debat politycznych”. Obrońcy Nord Stream 2 podkreślają, że pięć z sześciu czołowych koncernów energetycznych finansujących projekt pochodzi z krajów UE, że wszystko odbywa się zgodnie z prawem zarówno narodowym, jak i unijnym.

Wesprzyj nas

Jeżeli przygotowane przez zespół Warsaw Institute treści są dla Państwa przydatne, prosimy o wsparcie naszej działalności. Darowizny od osób prywatnych są niezbędne dla kontynuacji naszej misji.

Wspieram

Strona rosyjska zachowuje urzędowy optymizm. 7 września rzecznik Kremla powiedział, że władze Rosji nie widzą obecnie ryzyka zablokowania przez Niemcy budowy Nord Stream 2. Warto zwrócić uwagę na słowo „obecnie”. Moskwa uważnie śledzi rozwój dyskusji w Niemczech i na pewno uruchomiła swoje wszystkie aktywa, by wpłynąć na decyzję. Dmitrij Pieskow zapewnił, że przeważają oceny, iż propozycje wstrzymania budowy gazociągu są „absurdalne”. Tego samego dnia minister energetyki Aleksandr Nowak zapewnił, że mimo trudności, projekt będzie zrealizowany. Przy czym mówiąc o trudnościach, miał na myśli wyłącznie kwestie gospodarcze, a dokładniej spadek popytu na gaz, wywołany w dużej mierze kryzysem wywołanym przez koronawirusa. – Nie możemy na podstawie chwilowego spadku popytu mówić o tym, że takie projekty infrastrukturalne są niepotrzebne – powiedział minister, podkreślając, że to inwestycja długoterminowa, na wiele dekad. Jego zdaniem, mimo przechodzenia krajów europejskich na OZE, gaz ziemny pozostanie jednym z głównych źródeł energii, a nawet jego udział w bilansie energetycznym będzie rósł. Wcześniej Moskwa zapowiadała, że gazociąg może być ukończony najdalej na początku 2021 roku. Dziś już wiadomo, że to raczej nierealne, tym bardziej, że nie wznowiono układania rur na dnie Bałtyku, choć w tym rejonie znajdują się już przeznaczone do tego statki rosyjskie, zaś Dania wydała zgodę na budowę.

Wszystkie teksty publikowane przez Fundację Warsaw Institute mogą być rozpowszechniane pod warunkiem podania ich źródła oraz autora. Obrazy nie mogą być wykorzystywane bez pozwolenia.

Powiązane wpisy
Top