AKTUALNOŚCI

Data: 4 maja 2019 Autor: Agnieszka Nitek

Relacje na linii Waszyngton – Rijad

Oficjalne stosunki dyplomatyczne z Królestwem Arabii Saudyjskiej Stany Zjednoczone nawiązały w 1940 r. Jednak trwająca do teraz ścisła relacja obu mocarstw rozpoczęła się w rzeczywistości już siedem lat wcześniej wraz z powstaniem amerykańsko-saudyjskiego koncernu paliwowego Aramco (obecnie Aramco jest już całkowicie w saudyjskim posiadaniu, jednak przez wiele lat stanowiło spoiwo wspólnych działań gospodarczych obu państw) i udzieleniem Stanom Zjednoczonym koncesji na poszukiwanie ropy naftowej w Arabii Saudyjskiej.

ŹRÓDŁO: WIKIPEDIA.ORG

Od chwili odkrycia złóż ropy w 1938 r., nastawienie USA do Arabii Saudyjskiej stawało się coraz bardziej przyjazne. W 1943 r. Prezydent Franklin D. Roosevelt włączył Arabię Saudyjską do programu lend-lease umożliwiając tym samym przekazywanie Saudyjczykom amerykańskiego sprzętu wojskowego, a w 1945 r., wracając z Konferencji jałtańskiej, spotkał się z pierwszym Królem Arabii Saudyjskiej Abdulazizem Bin Saudem. Było to pierwsze spotkanie głów obu państw, istotne dla Saudów o tyle, że podjęte podczas niego (nieoficjalne) ustalenia rozpoczęły budowę potencjału militarnego Arabii Saudyjskiej, który do tamtej pory prezentował się skromnie.

Obustronne wzmocnienie relacji Waszyngton – Rijad rozpoczęły się wraz z rozwojem zimnej wojny. Stany Zjednoczone uświadomiły sobie jak ważnym elementem w walce z ZSRS może być umiejętnie poprowadzona polityka wobec Rijadu. Współpraca z Arabią Saudyjską i obniżenie przez nią cen ropy okazało się być jednym z istotniejszych elementów prowadzących do upadku Związku Sowieckiego.

Pierwsze ochłodzenie

Partnerstwo wypracowane dzięki pomocy jakiej Arabia Saudyjska udzieliła Stanom Zjednoczonym w walce ze Związkiem Sowieckim utrzymywało się na bardzo dobrym poziomie przez kolejne lata zarówno na płaszczyźnie politycznej jak i gospodarczej. Pierwszy poważny kryzys w relacjach obu mocarstw nastąpił dopiero na początku lat siedemdziesiątych i wyraźnie zaznaczył granice, których Arabia Saudyjska nie przekroczy nawet na rzecz podtrzymania dobrych wzajemnych stosunków. W czasach sprzed rewolucji w Iranie, Arabia Saudyjska miała tylko jednego śmiertelnego wroga – Izrael. Stany przekonały się o tym bardzo dotkliwie, gdy w wyniku jednoznacznego poparcia Izraela w wojnie Jom Kippur w 1973 r. Arabia Saudyjska całkowicie wstrzymała dostawy ropy do USA, wywołując tym pierwszy poważny kryzys naftowy. Spór został w końcu zażegnany, głównie dzięki zręcznej interwencji Henry’ego Kissingera, ale przekaz wysłany przez Arabię Saudyjską stał się jasny – bez lojalności za strony Stanów Zjednoczonych nie ma mowy o dalszym partnerstwie.

Wesprzyj nas

Jeżeli przygotowane przez zespół Warsaw Institute treści są dla Państwa przydatne, prosimy o wsparcie naszej działalności. Darowizny od osób prywatnych są niezbędne dla kontynuacji naszej misji.

Wspieram

Partnerstwa militarne

Szansę na „rehabilitację” Stany Zjednoczone otrzymały w 1990 r., gdy ówczesny prezydent Iraku Saddam Husajn wypowiedział wojnę Kuwejtowi. Oficjalnym powodem do wszczęcia konfliktu było oskarżenie Kuwejtu o nielegalne wydobywanie ropy z irackich złóż, ale nie jest tajemnicą, że prawdziwą przyczyną konfliktu były długi jakie Husajn zaciągnął m.in. od Kuwejtu na prowadzenie wojny przeciwko Iranowi (1980 – 1988) i których to długów nie mógł spłacić. Arabia Saudyjska opowiedziała się po stronie Kuwejtu. Przewaga sił irackich szybko uświadomiła wszystkim zaangażowanym stronom, że bez amerykańskiego wsparcia, Kuwejt, nawet przy wsparciu militarnym Arabii Saudyjskiej, nie ma szans na zwycięstwo. Saudyjczycy zaprosili wojska amerykańskie na swoje terytorium, dokładnie nad granicę z Kuwejtem, dając tym działaniem początek amerykańskiej operacji wojskowej „Pustynna Burza”.

Pokonanie Husajna było dużym sukcesem koalicji, ale należy pamiętać również o negatywnych skutkach tej operacji. Obecność Amerykanów w Zatoce była jednym z czynników przebudzenia się skrajnie fundamentalistycznych ugrupowań islamskich, wielu fundamentalistów nie mogło znieść obecności amerykańskich wojsk i jakichkolwiek przejawów bratania się ze Stanami Zjednoczonymi. W wyniku tego procesu doszło do powstania Al-Ka’idy, organizacji terrorystycznej, której przewodził Osama Bin Laden, odpowiedzialnej m.in. za przeprowadzenie zamachów 9/11.

Wyzwania dla partnerstwa

Wiele zagrożeń dla dobrych relacji Rijadu i Waszyngtonu przypada na okres prezydentury Baracka Obamy. To wtedy Stany Zjednoczone zaczęły uniezależniać się od saudyjskiej ropy. Nie doszło oczywiście do pełnego uniezależnienia od surowca z Zatoki, jednak Saudyjczycy mogli wyraźnie odczuć spadek dochodów związany ze skoncentrowaniem się Amerykanów na rozwoju infrastruktury wspierającej wydobycie gazu i ropy z łupków.

Obama naraził się Arabii Saudyjskiej również zbyt miękkim, zdaniem Saudyjczyków, podejściem do kwestii irańskiej. Od 1979 r. Arabia Saudyjska zdążyła przyzwyczaić się, że w sprawie Iranu mówi ze Stanami Zjednoczonymi niemal jednym głosem. Obama zaczął zmieniać amerykańskie stanowisko wobec Teheranu, wspominając o pokojowym rozwiązaniu problemu posiadania przez Iran broni nuklearnej i zniesieniu zachodnich sankcji gospodarczych. Nietrudno domyślać się z jak niezadowolony był z tego Rijad.

W odpowiedzi Saudyjczycy nawiązali relacje z Chinami, będącymi nowym potencjalnym rynkiem zbytu i z Rosją, która tak jak Arabia Saudyjska, zaangażowała się w walkę z Daesh’em (tzw. Państwem Islamskim). Zwalczenie Daesh’u było dla Arabii Saudyjskiej o tyle istotne, że nie zagrażał on jedynie Irakowi i Syrii, ale też samemu Królestwu. Terroryści z tzw. Państwa Islamskiego niejednokrotnie ogłaszali, że zamierzają zająć dwa święte dla muzułmanów miasta. Mekka i Medyna znajdujące się na terenie Arabii Saudyjskiej, to miejsca największego kultu w islamie. Dodatkowo Mekka stanowi miejsce Hadżdżu (pielgrzymki), na który co roku wybiera się około 2mln wiernych, co czyni z niej niezwykle podatny na zamachy terrorystyczne cel. Jednym z tytułów króla Arabii Saudyjskiej jest Obrońca Dwóch Świętych Meczetów, nie dziwi więc ostatnie zbliżenie się Rijadu do Moskwy, która okazała się być niezwykle zdeterminowana w walce z Daesh’em.

Trump nadzieją dla Saudyjczyków?

Dla Rijadu najważniejsze jest to, że stanowisko jakie Donald Trump zajmuje wobec Iranu jest wyraźnie ostrzejsze niż to Obamy. Przejawia się to kolejnymi sankcjami, ostrym stanowisku wobec przestrzegania przez Teheran porozumienia nuklearnego oraz w zorganizowanym w Warszawie szczycie bliskowschodnim. Coraz lepiej ma się też współpraca w sektorze zbrojeniowym, w ostatnich latach zawarto kontrakty na zakup od Stanów Zjednoczonych broni o wartości przekraczającej 100mld$. Trump może stanowić dla Arabii Saudyjskiej miłą odmianę po niewolnej od problemów prezydencji Baracka Obamy, ostateczną ocenę tych relacji należy pozostawić jednak na czas po zakończeniu kadencji.

Młody Książę – nadzieja czy zagrożenie?

Nadzieją na pogłębienie stosunków między mocarstwami miał być syn króla Salmana Bin Abdulaziza, Muhammad Bin Salman, który od kilku lat jest faktycznym władcą Arabii Saudyjskiej nadającym ton zmianom. Ogłoszona przez niego „Wizja 2030” stanowi kompleksowy program zmian, które mają wprowadzić Arabię Saudyjską w nową erę. Wizja 2030 zakłada zwiększenie swobód obywatelskich, osiągnięcie przez Rijad statusu miasta, w którym spotykają się trzy kontynenty (Europa, Afryka, Azja), a przede wszystkim uniezależnienie gospodarki Rijadu od eksportu ropy dzięki inwestycjom w sektor nowych technologii. Wyrazem ostatniego była ubiegłoroczna wizyta księcia w Waszyngtonie, podczas której bardziej niż na spotkaniach z politykami, skupiał się na rozmowach z właścicielami takich technologicznych gigantów jak Amazon czy Facebook.

Na nieszczęście Saudów, poza odświeżeniem wizerunku Królestwa, młody książę przyniósł mu też powody do zmartwień. Oczy wszystkich zwróciły się w stronę Rijadu w październiku 2018 r., kiedy na jaw zaczęły wypływać szczegóły brutalnego morderstwa na nieprzychylnym Saudom dziennikarzu Jamalu Khashoggim. Po miesiącach dochodzenia nie ma już wątpliwości, że był to akt terroru inspirowany przez księcia Muhammada. Opinia publiczna domagała się jednoznacznego stanowiska i nałożenia na Królestwo sankcji, przede wszystkim przez Stany Zjednoczone. Do tego nigdy nie doszło, a Trump jednoznacznie nie wypowiedział się na temat zamachu.

Przyszłość relacji

Mimo kilku potknięć, Arabia Saudyjska może uważać Stany Zjednoczone za swojego sojusznika, tak w kwestiach gospodarczych jak i militarnych i politycznych. Obie strony świadome są korzyści jakie osiągają dzięki wspólnym działaniom lub, w kwestiach spornych, „przymykaniu oczu” na działania partnera. Nie musi być to permanentny stan rzeczy. Waszyngton coraz bardziej świadomie szuka innych partnerów i próbuje uniezależnić się od saudyjskiej ropy. Nie od dziś jednak wiadomo, że silniej od wspólnych interesów łączyć może wspólny wróg. Największym wrogiem Arabii Saudyjskiej pozostaje Iran. Wspólne stanowisko wobec Iranu stanowi dla relacji saudyjsko-amerykańskich spoiwo, którego wartość należy doceniać i upatrywać w nim fundamentów dalszego partnerstwa.

Autor: Agnieszka Nitek

Absolwentka kierunku Bezpieczeństwo Wewnętrzne oraz studentka Arabistyki na Uniwersytecie Warszawskim. Specjalizuje się z zagadnieniach dotyczących państw arabskich, Islamu oraz terroryzmu współczesnego.

Tekst został pierwotnie opublikowany na łamach „Dziennika Związkowego”

Ukraina, Rosja, Donbas, Wołodymyr Zełenski, Władimir Putin, Kreml, proces pokojowy, wojna, rozejm, separatyści

Powiązane wpisy
Top