OPINIE

Data: 12 października 2022 Autor: Adrian Kolano

Powstanie warszawskie – grecka tragedia

Gdy myślimy i rozmawiamy o powstaniu warszawskim musimy pamiętać nie tylko o bohaterstwie powstańców i zwykłych Warszawiaków, ale o całościowej tragedii ludności, strat kultury i niemal całkowitej anihilacji miasta. Powstanie warszawskie nie tylko było klęską, było też jednym z największych kataklizmów w historii polskiego narodu. Jedynym swoistym wyjątkiem może być ta warstwa świadomości narodowej, z której współcześnie czerpiemy. Pamięć o zrywach narodowych była pielęgnowana – i słusznie – praktycznie od zawsze w świadomości Polaków. Niemniej, powstanie naznaczone jest ogromnymi stratami narodu polskiego. Tak jak podkreślał nieżyjący już uczestnik powstania, żołnierz Armii Krajowej, polski dyrygent i kompozytor Józef Wiłkomirski, w powstaniu, wśród tych około 200 tys. Polaków zginął kwiat młodzieży warszawskiej, który po wojnie mógł odbudowywać zniszczony naród i zrujnowane państwo.

ŹRÓDŁO: Wikimedia Commons Unknown author

Sytuacja międzynarodowa

Rozmyślając o tragedii powstania warszawskiego należy zadać sobie pytanie: co kierowało dowództwem Komendy Głównej Armii Krajowej? Mianowicie, głównym celem było wyparcie Niemców zanim sowieci dojdą do Warszawy i sami ją „wyzwolą”.

Jednym z najważniejszych czynników wpływających na decyzję przywódców Polskiego Państwa Podziemnego była sytuacja międzynarodowa. Od czerwca 1944 r. Alianci nacierali z Zachodu (już po lądowaniu w Normandii), z kolei sowieci od Wschodu prowadzili operację Bagration (2 sierpnia byli już na przedpolach Warszawy). Sytuacja ta rodziła obawy – z resztą nie bez powodu – że Kreml przedstawi swoją wersję wydarzeń mówiącą, iż to oni sami oswobodzili Warszawę, bez pomocy Polaków, a w samej stolicy nie istnieje ani żaden ruch oporu, ani jakiekolwiek struktury niepodległego państwa – w tym wypadku Polskiego Państwa Podziemnego.

Ogromne znaczenie miała też sytuacja w samej Warszawie. 27 lipca 1944 r. Gubernator Dystryktu Warszawskiego Generalnego Gubernatorstwa Ludwig Fischer wydał dyrektywę, w której nakazał 100 tys. mieszkańcom Warszawy w wieku 17-65 stawić się do budowania umocnień na Wiśle. Zostało ono zbojkotowane przez Warszawiaków, ale oczywiste było wówczas, że karą będzie śmierć – prawdopodobnie masowe ludobójstwo na ulicach i w kamienicach. Trzy dni później Heinrich Himmler wydał nakaz, by już 200 tys. Polaków rozpoczęło budowę umocnień. Postanowiono, że lepiej zginąć z bronią w walce. O tym wspominał, również już nieżyjący uczestnik powstania, prof. Witold Kieżun. Podkreślał, że Warszawa została ogłoszona Festung Warschau, co oznaczało, że stanie się ona areną zażartych walk, a samo miasto ulegnie niemal kompletnemu zniszczeniu –  podobnie ja stało się z Mińskiem, o który toczona zażarte boje niedługo wcześniej. Sami powstańcy o tym dobrze wiedzieli. Nie byli jednak pewni – w przeciwieństwie do rządu RP na uchodźstwie – czy pomocy powstaniu udzieli armia czerwona (choć w to trudno było wierzyć) i pozostali alianci. Z całą pewnością nie na taką skalę, która była niezbędna do zwycięstwa. Na pomoc armii czerwonej nie liczyła też zbytnio Komenda Główna AK, mimo propagandy sowieckiej, której świetnym przykładem było m.in. nawoływanie radia Moskwa do powstania.

Decyzja, której powinno nie być?

Głównymi przedstawicielami „stronnictwa powstańczego” w Komendzie Głównej AK byli płk Antoni Chruściel „Monter” – dowódca Okręgu Warszawa AK, szef sztabu Komendy Głównej AK gen. Tadeusz Pełczyński „Grzegorz” i jego I zastępca gen. Leopold Okulicki „Kobra”. Ten ostatni był największym zwolennikiem walk na ulicach miastach. Jest to o tyle dziwne, gdyż Okulicki przybył do Warszawy z Londynu z polecenia Naczelnego Wodza gen. Sosnkowskiego by powstaniu zapobiec. Miał uświadomić osobom decyzyjnym, że wojna jest dla Polski politycznie przegrana – decyzją sojuszników Polska znajdzie się pod strefą wpływów Związku Socjalistycznych Republik Radzieckich. Konspiracja miała ratować naród, zapobiec niepotrzebnemu przelewowi krwi. Gen. Sosnkowski dążył najprawdopodobniej do tego, aby działania w ramach operacji „Burza” ograniczyć do minimum, a główne siły AK zachować w konspiracji wobec Sowietów i przerzucić je na Zachód, w oczekiwaniu na trzecią wojnę światową[1].

II zastępca szefa sztabu Komendy Głównej AK płk Janusz Bokszczanin był jednym z największych przeciwników powstania, który uczestniczył w lipcu 1944 r. w rozmowach dowództwa AK na temat jego wybuchu. Wspominał on, że właśnie od przybycia gen. Okulickiego zaczęła przeważać decyzja o jego rozpoczęciu. W swoich wspomnieniach podobnie wyrażali się na ten temat płk Antoni Chruściel „Monter” i Komendant Główny AK gen. Bór-Komorowski. Rząd w Londynie z kolei umył ręce, pozostawił decyzję Komendzie Głównej AK twierdząc, że ocena słuszności decyzji o wybuchu powstania może być podjęta tylko przez kogoś kto zna sytuację z bliska i przebywa w Warszawie.

Prof. Paweł Wieczorkiewicz sugerował, że Leopold Okulicki w 1941 r. podczas pobytu w więzieniu NKWD miał się zgodzić na współpracę z sowietami, do czego doprowadzić miały ciężkie przesłuchiwania i tortury. Pytanie czy gen. Okulicki po uwolnieniu na mocy układu Sikorski-Majski nadal współpracował z NKWD[2]. Ciekawe w tym kontekście jest wspomnienie emisariusza rządu w Londynie Zdzisława Jeziorańskiego „Jan Nowak”. Spotkał on gen Okulickiego w trakcie ostatniej fazy walk powstania. Jak wspominał, był on wstrząśnięty postawą „Kobry”, a zwłaszcza jego beztroską. Ogromne miasto ginęło we własnych ruinach i krwi swoich mieszkańców, a gen. Okulicki powiedział wówczas: „za kilka dni Warszawa klepnie” – i klepnął dłońmi w kolana, jakby kurz na spodniach znaczył tyle, co samo miasto.

Gen. Władysław Anders z kolei wspominał, że był całkowicie zaskoczony wybuchem powstania w Warszawie. Uważał to za największe nieszczęście w ówczesnej sytuacji. Wg niego powstanie nie miało najmniejszych szans powodzenia, a naraziło nie tylko stolicę, ale i resztę państwa będącą pod okupacją niemiecką na kolejne brutalne represje. Nie miał też złudzeń co do „pomocy” ze strony Stalina.

Pamięć

Bez względu na naszą ocenę, powstanie było grecką tragedią – każda decyzja wydawała się wówczas zła, a jej możliwe skutki przerażające i dalekosiężne. Niemniej, pamięć o powstaniu musi być dzisiaj rzeczą umacniającą naszą świadomość narodową i co za tym idzie – naszą niepodległość. Z całą pewnością powstanie i II w. ś. wpłynęły na nasze zbiorowe postrzeganie świata. Musimy pamiętać, że budowa tej niepodległości to ciągłe wyzwanie. Wyzwanie, które dziś jest widoczne na wschodzie jak na dłoni, wyzwanie, któremu dzisiaj musi sprostać również Ukraina. Niemniej i my Polacy każdego dnia musimy na nie odpowiadać – niekoniecznie z bronią w ręku, ale na pewno z szacunkiem do własnej historii, poczuciem solidarności narodowej oraz odpowiedzialności za naszą wspólną przyszłość.

Pomimo trwających sporów co do sensowności decyzji o podjęciu walk, nie ulega wątpliwości, że poświęcenie walczących jest jednym z najbardziej heroicznych epizodów polskiej historii.

[1] A. L. Sowa, Kto wydał wyrok na miasto. Plany operacyjne ZWZ-AK (1940–1944) i sposoby ich realizacji, Wydawnictwo Literackie, 2016, s. 651.

[2] Nie zmienia to faktu, że gen. Okulicki w czerwcu 1945 r. został ponownie aresztowany przez NKWD, osądzony w tzw. Procesie 16 i zmarł w niewyjaśnionych okolicznościach w sowieckim więzieniu w 1946 r.

Projekt dofinansowano ze środków Instytutu Dziedzictwa Myśli Narodowej im. Romana Dmowskiego i Ignacego Jana Paderewskiego w ramach Funduszu Patriotycznego-edycja 2022 Wolność po polsku, prowadzone przez Ministerstwo Kultury i Dziedzictwa Narodowego.

Wesprzyj nas

Jeżeli przygotowane przez zespół Warsaw Institute treści są dla Państwa przydatne, prosimy o wsparcie naszej działalności. Darowizny od osób prywatnych są niezbędne dla kontynuacji naszej misji.

Wspieram

Wszystkie teksty publikowane przez Fundację Warsaw Institute mogą być rozpowszechniane pod warunkiem podania ich źródła oraz autora. Obrazy nie mogą być wykorzystywane bez pozwolenia.

Tags:

Powiązane wpisy
Top