THE WARSAW INSTITUTE REVIEW

Data: 24 lipca 2018    Autor: Dr Robert Rajczyk

Rumunia. Od pariasa do lidera?

W grudniu 1989 roku telewizje na całym świecie pokazywały sceny rewolucji w Rumunii i egzekucję małżeństwa Ceauşescu. Przekazy prezentowały też katastrofę humanitarną w miejscowych sierocińcach i tabuny żebrzących dzieci na ulicach. 30 lat później Rumunia to nowoczesny kraj w NATO i Unii Europejskiej, ale wciąż borykający się z problemami demokracji „wieku dziecięcego”.

Cmentarz Ghencea w Bukareszcie. Na grobie małżeństwa Ceausescu zawsze są świeże kwiaty. © Archiwum własne autora

Rumunia nie ma wielowiekowej historii. Niepodległym organizmem politycznym jest od 1878 roku, kiedy to na kongresie berlińskim formalnie uznano jej suwerenność od osmańskiej Turcji. Zewsząd otoczona jest jak wyspa Słowianami i Węgrami, którzy etnicznie są wyjątkowi w skali Europy. Ich najbliżsi „kuzyni” mieszkają za Uralem. Rumunia natomiast to kraj romański. Do 1918 roku lansowano teorię, która wywodziła etnogenezę Rumunów wprost od cywilizacji rzymskiej, która od czasów cesarza Trajana na stałe zagościła na obszarze dzisiejszej Rumunii zwanej ówcześnie Dacją. W okresie istnienia Wielkiej Rumunii, czyli w dwudziestoleciu międzywojennym kultywowano tradycję Daków – autochtonicznej ludności, która przyjęła łacinę i elementy cywilizacji rzymskiej. Nicolae Ceauşescu z kolei miał jeszcze bardziej niezwykłą koncepcję pochodzenia Rumunów. Otóż Conducator (Wódz) z racji kultu jednostki zwany między innymi Geniuszem Karpat uważał, że Rumunii mają pochodzenie dacko-rzymskie. Idea ta określana jako protochronizm stała się najważniejszym przejawem etnonacjonalizmu reżimu Ceauşescu. Nurt ten traktował Rumunię jako jeden z centrów cywilizacyjnych świata i prekursorkę̨ odkryć oraz wynalazków zachodnioeuropejskich.

Epoca de aur

„Złoty wiek” – tak rumuńska propaganda określała czasy, które nastały w Rumunii od 1965 roku, w którym to do władzy doszedł uważany za podatnego na wpływy i sterowalny Nicolae Ceauşescu w miejsce twórcy komunistycznego państwa Gheorghe Gheorghiu-Deja. W istocie pierwsza dekada rządów Ceauşescu upłynęła pod znakiem względnego dobrobytu a nawet częściowej liberalizacji – na przykład w dziedzinie kultury. Rzeczywistość obfitowała jednak w typowe dla komunistycznego kraju absurdy, które doskonale przedstawiają „Opowieści Złotego Wieku” Cristiana Mundiu. Szara codzienność oznaczała na przykład hodowanie kur na… balkonach mieszkań w blokach z wielkiej płyty. Normą był też powszechny zapach gotowanej kapusty, z której zapobiegliwi Rumunii robili przetwory, by przetrwać zimę i mieć jakiekolwiek witaminy do dyspozycji. Andrzej Korybut-Daszkiewicz opisuje życie zwykłych ludzi w doskonałej książce ‚„Czarujący książę ludzkości: potęga i upadek Nicolae Ceaușescu”. Papierosy marki Kent, które uchodziły za synonim luksusu do tego stopnia, że zachowywano opakowania, by umieszczać w nich rumuńskie wyroby tytoniowe, kolory samochodów, które identyfikowały pozycję zawodową właściciela czy też pilotowane przez policję kolumny rządowych pojazdów przewożące ulubionego psa Ceaușescu, dla którego specjalnie z Londynu pocztą dyplomatyczną sprowadzono psie ciasteczka. Przy okazji wspomniany były szef rumuńskiego wywiadu Ion Papeca twierdzi, że rumuński dyktator obsesyjnie bał się zamachu na swoje życie, że w delegacje zagraniczne podróżowały z nim zafoliowane kolekcje ubrań i pościeli których używano tylko raz a później utylizowano.

„Innowacyjnymi” pomysłami okazały się również idea całkowitej spłaty rumuńskiego zadłużenia, co doprowadziło Rumunów na skraj fizycznego unicestwienia narodu lub też słynny dekret nr 770 z 1966 roku zakładający wzrost liczebności ludności Rumunii do 20 milionów w roku 2000. Aborcja wedle specyficznie pojmowanej polityki prorodzinnej dozwolona była jedynie w przypadku gwałtu, zagrożenia życia kobiety, ukończenia 45. roku życia lub też urodzenia już czwórki dzieci. Szacuje się, że wskutek nielegalnych zabiegów usuwania ciąży wykonywanych pokątnie i często przez osoby bez jakiegokolwiek przygotowania medycznego, zmarło 11 tysięcy kobiet. O tych tragediach opowiada nagrodzony Złotą Palmą w Cannes film Cristiana Mundiu: „4 miesiące, 3 tygodnie i 2 dni” Bezpośrednim skutkiem dekretu 770 było przeludnienie sierocińców i zjawisko „dzieci ulicy”.

„Wynalazki” Ceauşescu

Na pewno jednym z „wynalazków” Ceauşescu był wyjątkowy kult jednostki. Miał się on w najlepsze, mimo że mieszkańcy Rumunii o ciepłej wodzie w kranach mogli jedynie pomarzyć, podobnie jak o podstawowych produktach spożywczych czy też ogrzanych mieszkaniach (temperatura nie przekraczała często 15 stopni Celsjusza). By nabyć chleb, mieszkańcy wsi jeździli do miasta, gdzie była szansa na kupno bochenka, bo na wieś zaopatrzenie nie docierało praktycznie w ogóle.

Kult jednostki obejmował też żonę dyktatora Elenę, którą Ceauşescu mianował drugą osobą w państwie. Pani Ceauşescu miała jednak osobliwe hobby. Jak pisze w swojej słynnej książce „Czerwone horyzonty” zbiegły na Zachód, były szef rumuńskiego wywiadu zagranicznego w czasach dyktatury – Ion Pacepa – Elena oprócz namiętnego podsłuchiwania rejestrowanych przez wywiad rozmów rumuńskich dostojników – w tym nawet własnej córki! – kolekcjonowała tytuły naukowe. Z tymi przyznawanymi w Rumunii nie było problemu, pomimo że Elena skończyła edukację na podobnym poziomie co jej mąż. „Specjalizowała” się w chemii polimerów, była nawet profesorem z tego zakresu, ponieważ w młodości pracowała jako robotnik w fabryce zajmującej się ich produkcją i tematyka polimerów zwyczajnie jej się podobała. Ghostwriting prac naukowych Eleny uprawiano w Rumunii na długo, zanim stał się jednym z istotnych problemów współczesnej nauki. Dlatego termin publicznej obrony doktoratu pani Ceauşescu w tajemnicy przesunięto dzień wcześniej niż planowano, aby… nikt się na niej nie pojawił. W Rumunii zresztą krążył znany dowcip opisujący naukowe przygotowanie żony dyktatora, która wzór chemiczny CO2 odczytywała nie symbolami chemicznymi, a fonetycznie, co po rumuńsku oznacza odstający fragment pasa opinającego szlachecki kontusz.

Dawny Dom Ludu oferuje 1100 sal. © Archiwum własne autora

Innym „oryginalnym” pomysłem był program systematyzacji kilku tysięcy wsi. Polegać on miał na zrównaniu tradycyjnych obszarów wiejskich, zwłaszcza tych, gdzie mieszkała ludność węgierska, i w ich miejsce wybudowanie ogromnych kompleksów agroprzemysłowych o autarkicznej strukturze produkcji i skoszarowanej formie życia społecznego. Szalony projekt częściowo powstrzymano, głównie dzięki masowej akcji „adopcji” rumuńskich wsi przez ich odpowiedniki w europejskich krajach frankofońskich. Wcześniej zaś, do czasów przejęcia władzy w ZSRR przez Michaiła Gorbaczowa, Ceauşescu był promowany przez kraje Zachodu jako furtka do rozbicia jedności obozu socjalistycznego.

Pozorna niezależność

Na Zachodzie Ceauşescu cieszył się uznaniem i poparciem tak sporym, że przyjmowano go jak prawdziwego męża stanu, a nie komunistycznego satrapę. Wszystko dzięki zręcznej grze, w której kreował się na polityka samodzielnego względem Kremla. W istocie czasami, ale dosyć rzadko nim bywał. Na przykład w 1968 roku, kiedy to odmówił wysłania rumuńskiego wojska do stłumienia Praskiej Wiosny w Czechosłowacji. Nicolae Ceauşescu – czeladnik szewski, który ukończył zaledwie kilka klas szkoły powszechnej, spotykał się z najważniejszymi politykami swojej epoki oraz głowami państw. W Białym Domu rumuńskiego dyktatora przyjmował Richard Nixon, a brytyjska królowa nadała mu nawet tytuł szlachecki. Zachód chętnie udzielał Rumunii kredytów na sfinansowanie programów gospodarczych zapominając jednak nadmienić przy tym, że znaczną część owych pieniędzy Rumunii pożyczano na bardzo niekorzystnych warunkach. Nie przeszkadzało to Wodzowi realizować swoich marzeń o dzielnicy rządowej w centrum Bukaresztu z siedzibami urzędów oraz mieszkaniami dla VIP. Wyburzono przy tym 7 km2 powierzchni miasta i przesiedlono 40 tys. mieszkańców. 700 architektów i 20 tys. robotników do 1989 roku ukończyło 80% drugiego, co do wielkości po Pentagonie, budynku biurowego w ciągu sześciu lat. Dzisiaj dawny Dom Ludu liczący 12 kondygnacji, w tym cztery podziemne, służy rumuńskiemu parlamentowi oraz turystom.

Dawny gmach KC KPR. Z tego balkonu Ceausescu przemawiał ostatni raz. © Archiwum własne autora

Rewolucja czy zamach stanu?

W Rumunii jako jedynym państwie bloku radzieckiego alternacja władzy dokonała się w wyniku przemocy zbrojnej. Na ile była to spontaniczna rewolucja wegetującego narodu, a na ile zamach stanu – trudno rozstrzygnąć ostatecznie po blisko 30 latach od tamtych wydarzeń. Fakty jednak pozwalają wątpić w oddolny zryw społeczny. Władza dosyć sprawnie przeszła w ręce działaczy partyjnych drugiego rzędu, małżeństwo Ceauşescu w ekspresowym tempie stanęło przed prowizorycznym trybunałem wojskowym i natychmiast po wyroku rozstrzelane. Niezadowolenie społeczne z pierwszych miesięcy nowej władzy skutecznie spacyfikowano przy pomocy „aktywu robotniczego”. Górnicy z zagłębia węglowego Jiu pałkami rozpędzili opozycyjne względem nowych władz manifestacje[1]. W sumie takich mineriad zorganizowano pięć w latach 1991–1999. Ich lider Miron Cozma w 1999 roku skazany został na 18 lat więzienia, ale w 2004 roku został na kilkanaście godzin ułaskawiony w ostatnim dniu urzędowania prezydenta Iona Illiescu, którego władzę ratował razem z górnikami, a pierwszy niekomunistyczny rząd Petre Romana doprowadził do upadku.

Pomimo płomiennych zapowiedzi i wbrew początkowym deklaracjom, Frontowi Ocalenia Narodowego, który z rewolucyjnego komitetu przekształcił się w partię polityczną, budowa demokracji w Rumunii szła z oporami. Narodowy komunizm epoki Ceauşescu zastąpił flirt z partiami jawnie nacjonalistycznymi: Wielka Rumunia czy Rumuńską Partią Jedności Narodowej. Owo „pierwszeństwo etniczności” dało o sobie znać w odniesieniu do traktowania mniejszości narodowych, które stanowią 11% ludności, a zwłaszcza największej z nich Szeklerów (węgierska grupa etniczna obejmująca około 6.5% społeczeństwa). Polityka etnonacjonalistyczna ustąpiła miejsca próbom kohabitacji z mniejszościami w związku z przystąpieniem Rumunii do Rady Europy. Udział organizacji mniejszości narodowych w życiu publicznym zinstytucjonalizowano tworząc Radę Mniejszości Narodowych. Co ciekawe, oficjalny status mniejszości narodowych mają tylko te, które są w niej reprezentowane. Mniejszości korzystają z tak zwanej pozytywnej dyskryminacji, która przejawia się między innymi preferencjami wyborczymi[2]. Każda mniejszość ma prawo do jednego mandatu w niższej izbie parlamentu. Korzystają z tego nie tylko zarejestrowane w Radzie Mniejszości Narodowych organizacje, ale również stowarzyszenia kulturalno-oświatowe aspirujące do tego miana po to by zdobyć mandat „bocznymi drzwiami”. Przy okazji, dochodzi tutaj do paradoksów. Z mniejszością macedońską swego czasu nie identyfikowała się nawet ambasada Macedonii w Rumunii[3]. Z kolei Gheorge Firczak zakończył swoje starania o mandat deputowanego z sukcesem dopiero wtedy, gdy założył Związek Rutenów i zajął miejsce w parlamencie przysługujące tej grupie mniejszościowej[4]. Interesującą zależność odnotowano także w przypadku Związku Chorwatów w Rumunii. Podczas jednych z wyborów parlamentarnych łączna liczba głosów na listę tej organizacji wzrosła dwudziestokrotnie w porównaniu z poprzednią elekcją, choć Chorwatów w Rumunii wcale nie przybyło. Okazało się jednak, że członkostwo w organizacji znacznie ułatwiało uzyskanie chorwackiego obywatelstwa, a co za tym idzie możliwość emigracji zarobkowej.

Demokracja wieku dziecięcego

Rumunią od 1989 roku rządzą zamiennie ekipy socjaldemokratyczne, których rodowód wywodzi się z Frontu Ocalenia Narodowego lub też ekipy z tak zwanych „starych” partii, czyli tych które działały w okresie międzywojennym. Do tego dochodzą również nowe ugrupowania, które powstają wskutek rozłamów w dotychczas istniejących i nierzadko dysponują one dużym poziomem relewantności. Podobnie jest z osobami sprawującymi urząd prezydenta. Ion Illescu i Traian Băsescu wywodzili się z partii powstałych wskutek ewolucji FON, Emil Constantinescu z tak zwanych starych partii, a obecny Klaus Iohannis to były wieloletni burmistrz Sybina z pochodzenia Niemiec. Walka polityczna w Rumunii ma intensywny przebieg. Dwukrotnie parlament zawieszał w obowiązkach prezydenta Traiana Băsescu z powodu konfliktu politycznego z rządzącą większością. Dwa razy jednak prezydenta obronili Rumuni. W pierwszym referendum opowiedzieli się za pozostawieniem go na stanowisku, w drugim przypadku zagłosowali „nogami” i frekwencja okazała się zbyt niska, by głosowanie było ważne. Nie mieli również Rumunii szczęścia do niektórych premierów. Jeden z nich, Adrian Năstase, były działacz komunistyczny, były rzecznik Frontu Ocalenia Narodowego, były przewodniczący parlamentu i były szef dyplomacji, dwukrotnie skazany został prawomocnymi wyrokami za defraudację oraz korupcję. Z kolei inny szef rumuńskiego rządu Victor Ponta wywodzący się podobnie jak Năstase z sukcesorki FON – Partii Socjaldemokratycznej (PSD), w czerwcu 2015 roku oskarżony został przez Narodową Dyrekcję Antykorupcyjną (DNA) o fałszerstwa, oszustwa podatkowe i pranie brudnych pieniędzy podczas swojej praktyki prawniczej. Przy okazji premier pod naciskiem zarzutów o plagiat zrzekł się stopnia doktorskiego, którego i tak pozbawiła go ostatecznie rada ds. tytułów naukowych w postępowaniu dyscyplinarnym.

Rumunia poza Schengen

Przyjęcie Rumunii i Bułgarii do strefy Schengen to jedna z najbardziej kontrowersyjnych decyzji, przed jakimi stoi Unia Europejska. Póki co kilka państw zachodnioeuropejskich sprzeciwia się takiemu rozwiązaniu z uwagi na wysoki poziom korupcji i kwestię ochrony granic w Rumunii i Bułgarii. Korupcja to jeden z największych problemów społecznych współczesnej Rumunii. W kraju, w którym średnia pensja nie przekracza 500 euro netto, zjawisko wręczania łapówek nie jest odosobnione, chociaż buntuje się przeciwko niemu coraz częściej samo społeczeństwo. W październiku 2015 roku w Bukareszcie spaliła się dyskoteka, gdzie zginęło blisko 30 osób. Wywołało to masowe demonstracje społeczne i dymisję ówczesnego premiera, którego społeczeństwo obarczyło winą za tolerowanie korupcji, dzięki której dopuszczono do użytku obiekt niespełniający przepisów przeciwpożarowych. W styczniu 2017 roku z kolei na ulice Bukaresztu i innych rumuńskich miast wyszły wielotysięczne manifestacje sprowokowane rządowymi planami zmian w kodeksie karnym. Nowelizacja miała polegać na zniesieniu kar za niektóre przestępstwa korupcyjne, które przyniosły straty państwu w wysokości mniejszej niż 200 tys. lejów (ok. 200 tys. PLN) i amnestii dla kilku tysięcy skazanych za przestępstwa korupcyjne. Wśród nich znalazł się też lider PSD Liviu Dragnea uznany winnym nadużycia urzędu. Z tego powodu nie mógł zostać premierem, a zmiany dokonane przez koalicyjny rząd PSD-ALDE miały to umożliwić. Protesty społeczne, w których uczestniczył też prezydent Rumunii Klaus Iohannis, doprowadziły do dymisji dwóch ministrów i zatrzymania nowelizacji. W zamian za to zliberalizowano definicję „nadużycia urzędu”, co otwiera drogę liderowi PSD do uniknięcia kary, a prezydenta zmuszono – pod groźbą uruchomienia impeachmentu –do zatwierdzenia odwołania ze stanowiska szefa Narodowej Dyrekcji Antykorupcyjnej[5]. Instytucja ta powstała w okresie poprzedzającym akcesję Rumunii do Unii Europejskiej, a jej uprawnienia prokuratorsko-śledcze doprowadziły do tego, że 90% spraw prowadzonych przez DNA kończy się skazaniem. Wśród nich było między innymi blisko 40 postępowań przeciwko wysoko postawionym rumuńskim politykom, w tym byłym premierom Adrianowi Năstase i Victorowi Poncie oraz właśnie liderowi PSD Liviu Dragnea.

Megalomania Ceausescu. Dzielnica rządowa w Bukareszcie. © Archiwum własne autora

Rumuński tygrys?

Od akcesji Rumunii do Unii Europejskiej w 2007 roku wyemigrowało stamtąd za pracą 20% ludności w wieku 20–64 lata. Najchętniej Rumunii wyjeżdżają do Włoch, Hiszpanii, Francji i Portugalii, z którymi język rumuński łączy romański pień. Emigranci tylko w 2017 roku wytransferowali do ojczyzny blisko 5 miliardów euro. W 2017 roku natomiast PKB Rumunii wyniosło 6.9% w porównaniu z poprzednim rokiem, a konsumpcja rok do roku wzrosła aż o 14%. Jest to zasługa obniżki stawki podatku VAT, którą w ciągu trzech lat obniżono z 25% do 19 punktów. Z kolei prognozy Banku Światowego na 2018 roku mówią o 4.5% wzrostu PKB i 4.1% w 2019. Inflacja w Rumunii utrzymuje się natomiast w granicach 3%. Zmiany w systemie podatkowym obejmują również zmniejszenie liczby i wysokości składek na ubezpieczenia społeczne, obniżkę PIT do 10%, opodatkowanie transferów zysków za granicę dla korporacji międzynarodowych czy też 1% podatku obrotowego dla firm z przychodami poniżej miliona euro. Ośmiokrotnie też zwiększono kwotę wolną od podatku. Wśród najbardziej wartościowych rumuńskich marek, serwis Brand Finance wymienia Dacię o wartości 1.4 mln dolarów. W pierwszej dziesiątce rankingu znalazły się też trzy banki, firma petrochemiczna Petrom oraz państwowy dystrybutor energii elektrycznej[6].

Z kolei w zestawieniu prędkości pobierania danych z internetu, Rumunia zajęła 18 pozycję na 189 przebadanych krajów. Według badania, ściągnięcie filmu o wielkości 7.5 GB zajmuje w Rumunii 48 sekund, o blisko dwie sekundy szybciej niż na przykład w Makao[7].

Quo vadis România?

Rumunia jawi się jako nowoczesny kraj z szybko rozwijającą się gospodarką z budująca się w dość dobrym tempie siecią autostrad (10-dniowa winieta kosztuje 12 zł). Problemem jednak pozostaje skuteczna walka z korupcją. Nadzieją napawa dosyć wysoki – jak na państwo środkowoeuropejskie – poziom rozwoju społeczeństwa obywatelskiego, które zorganizowało się w największych od czasu rewolucji 1989 roku demonstracjach przeciwko złagodzeniu przepisów antykorupcyjnych. Z kolei organizacje ekologiczne w obronie przyrody zablokowały skutecznie wydobycie w największej w Europie kopalni złota w regionie Rosia Montana. Do ekstrakcji kruszcu ze złoża używany miał być cyjanek.

 


[1] W czerwcu 1990 roku górnicy uzbrojeni w pałki i kilofy przez kilka dni krążyli po ulicach Bukaresztu pacyfikując faktycznych oraz domniemanych przeciwników postkomunistów z FON. Osoby wówczas ranne i poszkodowane dochodzą swoich praw zorganizowane w Stowarzyszeniu Ofiar Mineriad. Co ciekawe, Miron Cozma, organizator mineriad, był uczestnikiem protestów górników z zagłębia węglowego Jiu w 1977 roku przeciwko władzy komunistycznej. Przez trzy dni sierpnia 30–35 tys. górników strajkowało sprzeciwiając się podniesieniu wieku emerytalnego i domagając wprowadzenia 6-godzinnego dnia pracy. Protest, w którym górnicy wzięli za zakładnika między innymi szwagra Ceauşescu, zakończył się po wizycie tego ostatniego i spełnieniu niektórych postulatów górniczych. Strajk objęty był medialny embargiem, zagłębie węglowe zablokowane przez służby bezpieczeństwa, a liderzy protestu prześladowani. Jeden z nich zginął w niewyjaśnionych okolicznościach w wypadku samochodowym.

[2] Jako jedyna z preferencji wyborczych nie korzysta mniejszość węgierska, której organizacji Demokratyczny Związek Węgrów w Rumunii regularnie zdobywa mandaty i posiada własny klub parlamentarny. Pozostałe mniejszości tworzą jeden klub w obecnej kadencji liczący 17 posłów. Organizacji mniejszościowych jest co prawda 19, ale Czesi i Słowacy mają jednego posła i wspólną organizację.

[3] Jeden z liderów syndykatu górniczych związków zawodowych założył Związek Macedończyków, a w 2000 roku zajął miejsce w Izbie Deputowanych jako formalny przedstawiciel mniejszości. Spis powszechny w 2002 roku wykazał istnienie 740 osób deklarujących narodowość macedońską̨.

[4] Uznają się za grupę etniczną narodu ukraińskiego.

[5] Znowelizowane przepisy prezydent i opozycja parlamentarna zaskarżyli do Sądu Konstytucyjnego, który orzeknie o ich konstytucyjności we wrześniu. Zmianę przepisów krytykują też Komisja Europejska, Rada Europy oraz ambasady USA i Kanady.

[6] http://brandirectory.com/league_tables/table/romania-50-2017

[7] https://docs.google.com/spreadsheets/d/1A8LDcCLY3HN5Oqys6VxB0ug8xgroDADVIA2BeAF_tSM/htmlview#gid=0

Wszystkie teksty (bez zdjęć) publikowane przez Fundację Warsaw Institute mogą być rozpowszechniane pod warunkiem podania ich źródła.

Powiązane wpisy
Top