THE WARSAW INSTITUTE REVIEW

Data: 1 sierpnia 2018    Autor: Łukasz Czernicki

Nie spieszmy się do strefy euro

Po wybuchu kryzysu w strefie euro entuzjazm krajów Europy Środkowo-Wschodniej, w tym Polski, w kwestii przystąpienia do europejskiej unii walutowej znacząco osłabł. W obliczu narastających napięć na arenie międzynarodowej w ostatnich latach pojawiło się jednak sporo głosów wskazujących, że przyjęcie wspólnej europejskiej waluty mogłoby przyczynić się do wzrostu bezpieczeństwa geopolitycznego nad Wisłą.

© Lech Muszyński (PAP)

Niniejsza analiza – to próba odpowiedzi na pytanie o sensowność akcesji Polski do unii walutowej, przy uwzględnieniu aktualnej dynamiki w sytuacji geopolitycznej.

Sedno kryzysu w strefie euro

Nim zostaną przytoczone argumenty za i przeciw akcesji Polski do strefy euro, należy najpierw zrozumieć naturę kryzysu, który dotknął głównie kraje peryferyjne Europy, tj.  Grecję, Hiszpanię, Portugalię oraz Irlandię.

Przede wszystkim trzeba mieć świadomość, że zaistniałe turbulencje ekonomiczne nie zostały wywołane bezpośrednio przez nadmiernie rozdmuchane wydatki aparatu państwowego. Wśród wymienionych powyżej państw wyłącznie w Portugalii dług publiczny w relacji do produktu krajowego brutto (PKB) nieznacznie wzrósł w ciągu dekady poprzedzającej kryzys, w Grecji utrzymywał się na względnie stałym poziomie, a Hiszpanii i Irlandii udało się go nawet zredukować.

Praprzyczyną kryzysu był boom kredytowy, który rozpoczął się w krajach peryferyjnych strefy euro na kilka lat przed wprowadzeniem wspólnej waluty do obiegu. Nadmierna ekspansja kredytu w tamtym okresie wynikała z kilku przyczyn. Po pierwsze utworzenie wspólnego obszaru walutowego zbiegło się z silną obniżką stóp procentowych na świecie. Po drugie, pogłębienie integracji europejskiej wywołało falę optymizmu na peryferiach Europy: przedsiębiorcy i konsumenci chętnie sięgali po pożyczki, a banki chętnie ich udzielały. Po trzecie, ożywienie gospodarcze i wzrastający popyt na kredyt zachęciły instytucje finansowe z innych krajów, w tym w szczególności z Niemiec i Francji, do inwestycji na południowych i zachodnich rubieżach Europy. Boom kredytowy posiadał zatem silne finansowanie z zewnątrz.[1]

Dynamiczna zmiana nastrojów na światowych rynkach pod koniec ubiegłego dziesięciolecia przyczyniła się do wyhamowania koniunktury na peryferiach strefy euro. Silne spowolnienie ujawniło iluzoryczność wzrostu gospodarczego, zwłaszcza w krajach południowych. Okazało się bowiem, że znaczna część kapitału w okresie boomu gospodarczego została przeznaczona tam na konsumpcję, w tym często na zakupy na rynku mieszkaniowym. Pękające banki spekulacyjne oraz pogarszająca się ogólna sytuacja gospodarcza przyczyniły się do wywołania kryzysu w sektorze finansowym. Problemy instytucji finansowych w połączeniu z recesją podważyły następnie wiarygodność finansowa poszczególnych państw (np. dług publiczny Irlandii w relacji  do PKB zwiększył się kilkukrotnie, ze względu na przejęcie zobowiązań podmiotów bankowych przez ten kraj). Stopa bezrobocia wystrzeliła w górę.

Szybka naprawa sytuacji była niemożliwa przede wszystkim z dwóch względów. Kraje peryferyjne, tkwiąc w strefie euro, nie mogły dokonać obniżki kursu swojej waluty w relacji do innych krajów. Takie posunięcie mogło mieć zbawienny wpływ na ich gospodarki, gdyż silna ekspansja kredytowa w latach 2000. sprawiła, że państwa południa i Irlandia stały się krajami relatywnie drogimi. Tzw. dewaluacja wewnętrzna, czyli manualna obniżka cen i plac, bez zmiany kursu walutowego, to zawsze długotrwały i bolesny proces. Ponadto za wszelką cenę próbowano uniknąć oficjalnego bankructwa poszczególnych krajów, podtrzymując je na kroplówce finansowej, obawiając się efektu domina w państwach posługujących się euro oraz wynikających z tego konsekwencji dla sektora finansowego. Ogłoszenie niewypłacalności i głęboka restrukturyzacja długów pomogłaby złagodzić presję fiskalną, pod którą pozostawały rządy państw pogrążonych w kryzysie i która dodatkowo ograniczała aktywność gospodarczą.

Niecałą dekadę od wybuchu kryzysu mówi się, że należy on do przeszłości. Nawet kraje najbardziej dotknięte przez zawirowania ekonomiczne zaczynają notować pozytywny wzrost gospodarczy; oprocentowanie ich obligacji systematycznie maleje. Droga powrotu na stabilną ścieżkę rozwoju gospodarczego w krajach południowych strefy euro wydaje się być jednak jeszcze długa i wyboista. Widać to szczególnie po tym, jak mozolnie odbudowuje się zatrudnienie na południu unii walutowej. Na przykład w greckiej gospodarce jeszcze przed kryzysem zatrudnionych było około 4,5 mln osób. Obecnie jest to prawie milion mniej. Dodatkowo należy pamiętać, że od dekady stopy procentowe na światowych rynkach są rekordowo niskie. Szybsze ich podnoszenie z łatwością mogłoby zdławić odradzającą się aktywność gospodarczą na peryferiach strefy euro.

Argumenty natury ekonomicznej

Przed wybuchem kryzysu w ramach debaty medialno-politycznej nad przystąpieniem Polski do strefy euro dość często przytaczano dwa argumenty – prawdopodobnie ze względu na fakt, że łatwo przymawiały do świadomości zwykłych obywateli, nie posiadających większej wiedzy w obszarze makroekonomii – jeden za, a drugi przeciw przyjęciu wspólnej waluty. Wstąpienie do strefy euro miało z jednej strony wyeliminować koszty transakcyjne związane z koniecznością wymiany krajowego pieniądza przy transakcjach wewnątrz unii walutowej. Z drugiej strony obawiano się, że zastąpienie złotówki poprzez euro przyczyni się do szybkiego wzrostu cen w Polsce. Znaczenie obydwu motywów przy rozważaniu kwestii sensowności wstąpienia do strefy euro jest w rzeczywistości marginalne. Doświadczenia wielu krajów wskazują, że wzrost cen po przystąpieniu do unii walutowej, jeśli nastąpił, był naprawdę niewielki. Koszty transakcyjne związane z wymianą walut, szczególnie w dobie silnie postępującej digitalizacji sektora finansowego, są w rzeczywistości znikome.

Bodajże argument największej wagi, przytaczany przez zwolenników przyjęcia euro przed wybuchem kryzysu, polegał na tym, że wejście do unii walutowej miało prowadzić do spadku stóp procentowych w gospodarce. Z dzisiejszej perspektywy możemy jednak stwierdzić, że obniżka kosztów kredytu po akcesji do strefy euro łączy się z poważnym ryzykiem przegrzania gospodarki, co w efekcie może prowadzić do wybuchu kryzysu.

Najważniejsze argumenty w debacie nad przystąpieniem do strefy euro w pokryzysowej rzeczywistości ekonomicznej, związane są doświadczeniami państw peryferyjnych, opisanymi w pierwszej części tekstu. Przemawiają one za zachowaniem złotówki. Po pierwsze, przyjęcie euro zwiększa ryzyko wystąpienia boomu kredytowego w danym kraju. Posiadanie własnej waluty ułatwia ograniczanie napływu kapitału z innych państw, który to często stanowi główne źródło finansowania ekspansji kredytowej na lokalnym rynku. Już sam fakt istnienia ryzyka kursowego wydaje się korzystnie hamować napływ pieniądza z zewnątrz. Banki spekulacyjne na rynku nieruchomości w ostatnim dziesięcioleciu oraz spowolnienie gospodarcze po wybuchu światowego kryzysu w krajach bałtyckich, utrzymujących stały kurs własnych walut wobec euro, były znacznie większych rozmiarów, niż w Polsce, gdzie bank centralny pozwala na kształtowanie kursu złotówki przez rynek. Gwoli sprawiedliwości należy w tym kontekście wspomnieć o fundamentalnej zmianie dokonującej się w obszarze makroekonomii od kilku lat. Po kryzysie znacząco osłabła wiara ekonomistów w rynki finansowe; większą wagę zaczęto przywiązywać do dobrych regulacji. W ramach tzw. polityki makroostrożnościowej (macropudential policy) wprowadza się mechanizmy ograniczające prawdopodobieństwo wystąpienia boomów kredytowych i to niezależnie od tego jaki reżim kursowy panuje w danej gospodarce. Te wydają się jednak być na chwilę obecną dalece niewystarczające.

Ateny, Grecja, 29 Czerwca, 2011 Protesty spowodowane kryzysem finansowym. Demonstranci zebrani w pobliżu budynku parlamentu wykrzykują hasła i trzymają plakaty oraz grecką flagę w drugim dniu 48 godzinnego strajku generalnego. Miliony Greków wzięły udział w demonstracjach sprzeciwiając się poważnym oszczędnościom, będącym częścią średniookresowej strategii finansowej na lata 2012-2015, której przyjęcie rozważał grecki rząd. © PANTELIS SAITAS (PAP/EPA)

Po drugie, będąc w unii walutowej, w razie wystąpienia kryzysu wywołanego nadmierną ekspansją kredytu, dany kraj narażony jest na ryzyko głębszej recesji gospodarczej. Najnowsze badania ekonomiczne pokazują, że spadek PKB per capita w krajach najsilniej dotkniętych przez turbulencje ekonomiczne w strefie euro: Grecji, Portugalii, Irlandii, Hiszpanii oraz na Cyprze w latach 2010–2015 był średnio o kilkanaście procent większy niż podczas standardowego kryzysu, jakie wydarzyły się w przez ostatnie pięćdziesiąt lat na świecie.[2] Dostosowanie kursu waluty jest najprostszym i najbardziej skutecznym zabiegiem przywrócenia konkurencyjności międzynarodowej po wystąpienia boomu inflacyjnego,[3] opisanego na przykładzie państw peryferyjnych strefy euro w pierwszej części tekstu. Jak wiadomo, taka operacja jest w unii walutowej niemożliwa.

Po drugiej stronie barykady plasuje się założenie, że przystąpienie do strefy euro będzie oznaczało wejście do klubu państw posiadających silną walutę, co przełoży się na wzrost realnych wynagrodzeń Polaków.[4] Od transformacji ustrojowej płace w polskiej gospodarce rosły, na tle średniej unijnej, znacznie wolniej niż polskie PKB, wiec byłby to niewątpliwie pożądany efekt akcesji do strefy euro. Ponadto większa presja aprecjacyjna mogłaby skłonić polskie przedsiębiorstwa do odważniejszych inwestycji optymalizacyjnych, bądź nawet do zmiany modelów biznesowych, które to często opierają się właśnie na relatywnie niskich kosztach pracy w Polsce. Wagę tego argumentu osłabia jednak kilka faktów. Po pierwsze umocnienie złotówki – w pewnych granicach – jest również możliwe poza strefą euro. To kwestia prowadzenia odpowiedniej polityki kursowej, czy polityki gospodarczej w ogóle. Po drugie wydaje się, że już obecnie sytuacja na polskim rynku pracy zdradza symptomy silnego ożywienia (stopa bezrobocia jest najniższa od lat), co skutkuje wysoką dynamiką płac. Wejście do strefy euro w tym momencie mogłoby dodatkowo nakręcić spiralę płacową. Po trzecie posiadając własną walutę można całym procesem wzrostu wynagrodzeń poprzez wzrost kursu waluty sterować. Zbyt szybki podnoszenie płac, w połączeniu z wysokim popytem na kredyt konsumpcyjny, to prosta droga do utraty konkurencyjności na arenie międzynarodowej i w efekcie kryzysu. Najlepszym przykładem as tutaj właśnie kraje południowe strefy euro.

Argumenty natury politycznej

Pełny rachunek korzyści i ewentualnych strat przyjęcia euro wymaga również rozważenia argumentów natury politycznej. To właśnie teza, że przystąpienie do unii walutowej zwiększy nasze bezpieczeństwo na arenie międzynarodowej, ożywiła na nowo debatę o euro w Polsce.

Na wstępie należy podkreślić za prof. Grosse, że strefa euro nie jest sojuszem militarnym.[5] Dotychczasowy kształt unii walutowej nie gwarantuje, że przystępując do niej, dany kraj zyskuje dodatkowa ochronę w razie zawirowań geopolitycznych. Sednem akcesji do strefy euro jest przekazanie decyzyjności w obszarze polityki pieniężnej do Europejskiego Banku Centralnego. Można zatem stwierdzić, że obecnie wpływ przyjęcia euro przez Słowację na jej bezpieczeństwo jest taki sam, jak w przypadku Czarnogóry, która przed laty dokonała jednostronnej euroizacji, czyli praktycznie żaden.

Po wybuchu kryzysu pojawiły się pomysły reform europejskiej unii walutowej, które idą w kierunku pogłębienia integracji państw posiadających wspólną walutę. Zmiany w architekturze instytucjonalnej strefy euro będą miały jednak o tyle realny wpływ na bezpieczeństwo jej członków, o ile będą prowadziły do uwspólnotowienia kosztów, w tym kosztów związanych z działaniami państw trzecich.

Obecnie dyskutowane są przede wszystkim dwie propozycje, mogące przyczynić się do rozkładu odpowiedzialności finansowej między kraje członkowskie, na przykład w przypadku agresji na dane państwo z zewnątrz. Pierwszą z nich jest idea uwspólnotowienia długu państw członkowskich strefy euro. Ideę tę forsuje obecnie na europejskich salonach głównie francuski prezydent Emmanuel Macron. Druga polega na wprowadzeniu wspólnotowych gwarancji dla depozytów bankowych dla państw, które przystąpiły do tzw. unii bankowej. Problem jednak w tym, że obie propozycje chłodno przyjmowane są przez Berlin. Podejście do roli i pożądanej wysokości wydatków publicznych w Niemczech zasadniczo rożni się od tego we Francji, dlatego też przejęcie odpowiedzialności przez naszych zachodnich sąsiadów za długi innych krajów w strefie euro jest bardzo mało prawdopodobne. Kłóci się to bezpośrednio z ich kulturą trzymania ostrej dyscypliny budżetowej. Zgodę na wprowadzenie w życie trzeciego filaru unii bankowej – obok jednolitego mechanizmu nadzorczego oraz jednolitego mechanizmu restrukturyzacji i uporządkowanej likwidacji instytucji finansowych – tzn. wspólnotowego zabezpieczenia depozytów Berlin warunkuje uporządkowaniem sytuacji w sektorze bankowym. Chodzi tu głównie o rozwiązanie problemu ryzykownych kredytów, których wysokość w systemach bankowych krajów strefy euro szacuje się na niebagatelną sumę prawie bilion euro.[6] Wydaje się zatem, że kwestia ta będzie jeszcze przez lata blokować niemieckie „tak” dla dokończenia projektu unii bankowej. Poza tym trzeba pamiętać, że udział w unii bankowej jest również otwarty dla krajów niebędących członkami strefy euro.

Lepiej poczekać

Podsumowując powyższą analizę można stwierdzić: argumenty ekonomiczne przemawiają obecnie za zachowaniem złotówki. Największym potencjalnym ryzykiem związanym z członkostwem w strefie euro jest wzrost prawdopodobieństwa wystąpienia przegrzania gospodarczego z jednej strony, a z drugiej głębszej recesji, niż w przypadku posiadania własnej waluty, z nim związanej. Analiza na płaszczyźnie politycznej pokazała natomiast, że co prawda pojawiają się plany reform zacieśniających integrację w ramach eurostrefy, miedzy innymi poprzez uwspólnotowienie długu publicznego oraz zapewnienie ogólnoeuropejskich gwarancji dla depozytów ulokowanych w bankach na terenie unii walutowej. Propozycje te blokowane są jednak przez najsilniejszą gospodarkę w strefie euro, czyli Niemcy. Bez skutecznych mechanizmów obciążających kosztami pozostałe państwa członkowskie unii walutowej, w razie problemów gospodarczych spowodowanych choćby agresją krajów trzecich, oczekiwanie, że przyjęcie euro przyczyni się do zwiększenia bezpieczeństwa geopolitycznego Polski jest po prostu mrzonką. Dlatego Warszawa powinna się wstrzymać z wejściem do strefy euro, przynajmniej do czasu, gdy wyklaruje się nowy kształt instytucjonalny europejskiej unii walutowej.

 


[1] Por. Czernicki, Ł. (2012): Euro(pa) w kryzysie. Scenariusze rozwoju sytuacji, propozycje zmian w funkcjonowaniu Unii Gospodarczo-Walutowej, alternatywa dla członkostwa w strefie euro [w]: Staniłko, J., F. (red.) (2012): Europejski ład gospodarczy w 2020 roku; http://www.sobieski.org.pl/wp-content/uploads/Stani%C5%82ko-red-Europejski-%C5%82ad-PDF.pdf (dostęp: 21 lipca 2018).

[2] Por. Terzi, A. (2018): Macroeconomic adjustment in the euro area; https://growthlab.cid.harvard.edu/files/growthlab/files/terzi_cidwp88.pdf (dostęp: 28 lipca 2018 r.)

[3] Por. Gąska, J., Kawalec, S. (2018): Syndrom długotrwałej utraty konkurencyjności.

Ryzyko, które powinno powstrzymać Polskę przed przyjęciem euro; Prezentacja na konferencję: „Euro a sprawa polska”, która odbyła sie 16 kwietnia 2018 r. na Akademi Finansów i Biznesu Vistula; http://www.capitalstrategy.pl/wp-content/uploads/2018/04/G%C4%85ska-Kawalec-2018-04-11-Prezentacja.pdf (dostęp: 26 lipca 2018 r.).

[4] Na argument ten zwraca uwagę np. Maciej Bukowski, w wywiadzie przeprowadzonym 18 maja br. przez Marka Muszyńskiego pt. „To Polacy płacą za to, że jesteśmy poza strefą euro”, który ukazal się na łamach pisma „Forbes”; https://www.forbes.pl/gospodarka/maciej-bukowski-wiseeuropa-czy-powinnismy-wejsc-do-strefy-euro/2w4ns7h (dostęp: 23 lipca 2018 r.)

[5] W tej części tekstu korzystałem w dużej mierze z: Grosse, T. (2018): Strefa EURO: kryzys, drogi wyjścia, zagrożenia; https://nowakonfederacja.pl/raport/strefa-euro-kryzys-drogi-wyjscia-zagrozenia/ (dostęp: 24 lipca 2018 r.).

[6] Por. Terliesner, S. (2017): Einlagensicherung ist Knackpunkt der Bankenunion; https://www.springerprofessional.de/bankenaufsicht/finanzen/einlagensicherung-ist-knackpunkt-der-bankenunion/15316308 (dostęp: 26 lipca 2018 r.).

Wszystkie teksty (bez zdjęć) publikowane przez Fundacje Warsaw Institute mogą być rozpowszechniane pod warunkiem podania ich źródła.

TAGS: 

 

Powiązane wpisy
Top