RUSSIA MONITOR

Data: 26 kwietnia 2017

Moskwa podsyca konflikt na Bałkanach

Idea Wielkiej Albanii od dekad spędza sen z powiek sąsiadom, a szczególnie Serbii, która już przecież straciła Kosowo (jest zdominowane przez ludność albańską) po krwawej wojnie i interwencji NATO. Historyczne zaszłości i etniczne realia ułatwiają Rosjanom rozgrywanie przeciwko sobie bałkańskich narodów i krajów. Tym razem za pretekst posłużyła wypowiedź prasowa premiera Albanii. Edi Rama powiedział, że nie można wykluczyć unii pomiędzy Albanią i Kosowem, jeśli perspektywy członkostwa w Unii Europejskiej państw Bałkanów Zachodnich nie spełnią się. Zarówno Serbia, jak i Albania wielokrotnie deklarowały chęć przystąpienia do UE i obydwa kraje mają status kraju kandydującego do Unii. Bardzo ostro zareagował na to Belgrad. Serbskie władze ostrzegły przed nową wojną na Bałkanach, jeśli Albańczycy spróbują utworzyć wspólne państwo z Kosowem, a Zachód nie odrzuci takich planów. Politycy rządu w Belgradzie zażądali od UE i NATO potępienia takich wypowiedzi. Grożą, że w przeciwnym wypadku może dojść do kolejnej wojny na Bałkanach. Dodają, że w takiej wojnie uczestniczyć będą także Macedonia i Czarnogóra, w których mieszkają duże albańskie mniejszości.


© EPA/VALDRIN XHEMAJ PAP/EPA

Do potępienia albańskiego premiera przyłączyła się też Rosja, główny sojusznik Serbii. Moskwa, podobnie jak Belgrad, nie uznają ogłoszonej w 2008 roku niepodległości Kosowa, które oderwało się od Serbii w 1999 r. Rosyjskie MSZ oświadczyło, że „pod pozorem pełnych hipokryzji słów o stabilizacji regionu pod parasolem NATO, wstrząsa się fundamentami stabilności i przyjęto kurs na narysowanie od nowa bałkańskich granic, co poważnie zwiększa poziom potencjalnego konfliktu”. Moskwa przy okazji zaatakowała USA i UE za milczenie w obliczu prób wskrzeszenia projektu Wielkiej Albanii. Wobec fiaska operacji zatrzymania marszu Czarnogóry ku NATO Rosja szuka każdej okazji, by podsycać konflikty w tym rejonie Europy. W styczniu omal nie doszło do zbrojnego starcia Serbii z Kosowem przy okazji tzw. pociągowej prowokacji. W tej sprawie też zaangażowani byli Rosjanie, którzy mają szerszy plan destabilizacji Bałkanów Zachodnich. Zaczęło się w sąsiedniej Bośni i Hercegowinie, a dokładniej we wchodzącej w skład federacji Republice Serbskiej. Jej prezydent Milorad Dodik wprost mówi o budowie Wielkiej Serbii, złożonej z serbskiej części Bośni, Serbii oraz serbskiej enklawy w Kosowie. Z kolei, jak wspomniano, w Czarnogórze podczas niedawnych wyborów parlamentarnych przysłani serbscy radykałowie ze wsparciem rosyjskich służb specjalnych próbowali dokonać przewrotu i zablokować wejście kraju do NATO.

Moskwa wykorzystuje fakt, że Serbia jest w dużym stopniu osamotniona w regionie i skłócona z sąsiadami (zwłaszcza Chorwatami i Albańczykami), do realizacji własnego planu. Jego głównym punktem jest nie tyle rozszerzenie tutaj swojej strefy wpływów, bo o to, poza Serbią i Macedonią, byłoby trudno, ale utrzymywanie stałego poziomu napięcia utrudniającego ekspansję w tym regionie struktur zachodnich (UE i NATO).

Wszystkie teksty (bez zdjęć) publikowane przez Fundację Warsaw Institute mogą być rozpowszechniane pod warunkiem podania ich źródła.