UKRAINE MONITOR

Data: 10 lutego 2019

Moskwa gra na czas. Przyszłość tranzytu gazu w cieniu wyborów

Niedawna, druga już, tura rozmów Rosji, Ukrainy i Komisji Europejskiej w sprawie tranzytu rosyjskiego gazu przez Ukrainę po 2019 roku znów zakończyła się fiaskiem. Nie ma się czemu dziwić, bo Moskwa wyraźnie gra na czas. Po pierwsze, czeka na wynik wyborów prezydenckich na Ukrainie. Po drugie, im bliżej końca roku, tym trudniejsza będzie negocjacyjna sytuacja Kijowa. Co więcej, na przebieg rozmów wpływ mogą mieć też wybory prezydenckie na… Słowacji.

ŹRÓDŁO: EC.EUROPA.EU

Z końcem 2019 roku kończy się obowiązujący kontrakt na tranzyt rosyjskiego gazu przez Ukrainę do UE i Mołdawii. Strona rosyjska od dawna powtarzała, że nie jest zainteresowana utrzymaniem dotychczasowego poziomu tranzytu, tym bardziej że pierwotne plany przewidują ukończenie do końca 2019 roku budowy Nord Stream 2 i Turk Stream. W ten sposób Moskwa będzie mogła wprowadzić w życie strategiczny cel, jakim jest ominięcie Ukrainy w transporcie gazu do Europy.

Pod koniec stycznia w Brukseli odbyły się rozmowy Komisji Europejskiej – jako mediatora – z Rosją i Ukrainą w sprawie tranzytu rosyjskiego gazu przez Ukrainę. Jak i poprzednia tura rokowań w tym formacie – w lipcu 2018 roku – negocjacje nie przyniosły efektu. W rozmowach uczestniczyli minister spraw zagranicznych Ukrainy Pawło Klimkin, minister energetyki Rosji Aleksandr Nowak, prezesi rosyjskiego Gazpromu i ukraińskiego Naftohazu oraz wiceprzewodniczący Komisji Europejskiej Maroš Šefčovič. To on przedstawił stronom propozycję nowego układu gazowego. Szczegółów nie ujawniono, ale z wypowiedzi uczestników rokowań i znanych stanowisk Moskwy, Kijowa i Brukseli, wywnioskować można, że propozycja KE przewiduje określoną wielkość tranzytu (prawdopodobnie co najmniej 60 mld m³ rocznie), długość umowy na co najmniej 10 lat oraz wprowadzenie na Ukrainie unijnej legislacji dotyczącej rynku gazu. Chodzi o to, by ukraiński system tranzytowy stał się komercyjnie atrakcyjny dla europejskich koncernów (system zarządzałoby konsorcjum z udziałem podmiotów zachodnich). Takie rozwiązanie byłoby satysfakcjonujące dla Ukrainy, ale oczywiście Rosja póki co mówi „nie”. Spór dotyczy m.in. formuły obliczania taryfy tranzytowej. Kijów i Bruksela opowiadają się za unijną metodologią, która powinna zastąpić obecną, niezwykle skomplikowaną i uwzględniającą m.in. cenę rosyjskiego gazu kupowanego przez Ukrainę. Kijów powtarza też, że poniżej 40 mld m³ tranzyt jest całkowicie ekonomicznie nieopłacalny. A Rosjanie póki co oficjalnie mówią o co najwyżej 15 mld m³.

Następne trójstronne spotkanie ministerialne ma odbyć się w maju. A więc już po wyborach prezydenckich na Ukrainie. Ukraińcy chcieli spotkać się już w marcu, ale Rosjanie odmówili, naciskając na późniejszy termin. Moskwa najchętniej przedłużyłaby po prostu obowiązujący teraz, bardzo korzystny dla Gazpromu, kontrakt z 2009 r. Właściwie jest już przesądzone, że jakaś umowa zostanie zawarta. Potwierdzają to słowa Władimira Putina. Cztery dni przed rozmowami w Brukseli, prezydent Rosji zadeklarował, że możliwa jest kontynuacja tranzytu przez Ukrainę nawet po uruchomieniu pełnych przepustowości zarówno czterech nitek Nord Stream jak i Turk Stream. Skąd taka deklaracja oznaczająca, że Rosjanie jednak zdecydują się zawrzeć kontrakt na tranzyt? Moskwa pogodziła się już z tym, że dojdzie do opóźnienia uruchomienia Nord Stream 2. Być może nawet o rok. W 2020 roku, przy wciąż nie działającym w pełni Nord Stream, Rosja będzie musiała przez Ukrainę słać co najmniej 52 mld m³ gazu, a przy chłodnej zimie w Europie, nawet więcej. Sytuację może skomplikować jeszcze jeden czynnik polityczny. Otóż tydzień przed pierwszą turą wyborów na Ukrainie odbędzie się pierwsza tura wyborów prezydenckich na Słowacji. Šefčovič jest jednym z kandydatów. Może się więc okazać, że w maju trójstronne rozmowy będzie nadzorował nowy urzędnik KE.

Wszystkie teksty (oprócz zdjęć) opublikowane przez Warsaw Institute mogą być rozpowszechniane pod warunkiem podania ich pochodzenia.

Powiązane wpisy
Top