THE WARSAW INSTITUTE REVIEW

Data: 1 czerwca 2018    Autor: Piotr Kościński

Łukaszenko gra na kilku fortepianach

Białoruskie władze deklarują chęć zbliżenia z Unią Europejską i w ogóle Zachodem, mocno tym niepokojąc Rosję. Prezydent Aleksander Łukaszenko i jego współpracownicy nieraz już składali podobne deklaracje, później zmieniając front i znów kierując się ku Moskwie. Czy więc jest to tendencja trwała, czy kolejny, polityczny manewr, to się dopiero okaże.


Moskwa, 15 grudnia 2015 r. Prezydent Rosji Władimir Putin (L) I Prezydent Białorusi Aleksander Łukaszenko podczas spotkania na Kremlu. © Alexei Druzhinin (PAP/ITAR-TASS)

Tymczasem sytuacja wewnętrzna pozostaje niezmienna, a spodziewana liberalizacja – więcej niż skromna. – Z gospodarczego punktu widzenia jesteśmy mocno uzależnieni od Rosji. Właśnie dlatego mamy za zadanie zdywersyfikować nasze relacje, w pierwszej kolejności gospodarcze. Chcielibyśmy mieć bliższe relacje z Unią Europejską. Jest to naszym celem i aktywnie pracujemy nad tym – mówił na wiosnę 2018 r. szef białoruskiego MSZ Uładzimir Makiej (Szoszyn, 2018). Podkreślał, że „Białoruś nie jest częścią Rosji” i że „Mińsk prowadzi niezależną politykę zagraniczną”.

Rosyjski portal Lenta.ru uznał, że w ten sposób białoruskie władze sugerują Moskwie, że nie staną po stronie Rosji w konflikcie z Zachodem. Autor materiału pt. „Baćka już nie dyktator” zwrócił uwagę na to, że gdy zachodnie kraje wyrzucały rosyjskich dyplomatów, solidaryzując się z Wielką Brytanią, białoruski minister rozpoczynał swoją wizytę w Londynie. „Oficjalne komentarze białoruskiego MSZ w tej sprawie wyglądały wyraziście neutralnie” – stwierdzono w artykule (Lenta, kwiecień 2018).

Zdaniem Lenty, zmiana stanowiska Mińska dała się odczuć już w 2008 r., podczas wojny rosyjsko-gruzińskiej. Co prawda Aleksander Łukaszenko chwalił Rosję za „spokojne, mądre i piękne” postępowanie, ale decyzję o uznaniu Osetii Południowej i Abchazji pozostawił parlamentowi, który nie uczynił nic. A później białoruski prezydent oficjalnie stwierdził, że uznania niepodległości samozwańczych republik po prostu nie będzie.

Później co prawda były wybory prezydenckie w grudniu 2010 r., brutalne rozpędzenie antyłukaszenkowskiej demonstracji i sankcje Zachodu – ale sprawę zmieniły wydarzenia na Ukrainie. Białoruś nie uznała aneksji Krymu i faktycznie nie poparła rosyjskiej agresji.

Wypowiadając się niedawno, Aleksander Łukaszenko kierował swe słowa do przywódców Unii Europejskiej. „Chcę po prostu, by nas szanowali i mieli świadomość, że istnieje takie państwo w centrum Europy” jak Białoruś – mówił. I wskazywał, że co prawda w kierownictwie białoruskim są „narodowe odmienności” w rozumieniu demokracji, to „istotą polityki zagranicznej jest wielowektorowość” (Artiomenko, 2018 r.).

Pociąg do Grodna

Z oddalonego o 25 km od polskiej granicy Grodna, jeździ do Polski pociąg po europejskich torach. Jeszcze niedawno dominowali w nim handlarze, upychający wszędzie gdzie się da paczki papierosów i butelki z wódką. I trudno się dziwić: papierosy i wódka zawsze były tam zdecydowanie tańsze.

Dziś większość jadących wręcza strażnikom granicznym dokumenty poświadczające pracę w Polsce i o przemycie w ogóle nie myśli. Z kolei Polacy jadący do Grodna dziwią się drobiazgowej kontroli celnej, której na stacji podlegają Białorusini (Polaków zazwyczaj przepuszcza się bez sprawdzania). Przestają się dziwić, gdy zajrzą do sklepów: na Białorusi zrobiło się drogo. Poza alkoholem i papierosami właśnie, niemal wszystko jest tam droższe niż w Polsce. I to mimo, że obywatele Białorusi zarabiają mniej niż Polacy. Średnia miesięczna płaca to 640 euro (w Polsce blisko dwa razy tyle).

– Informacje, jakie do mnie docierają, wskazują, że ludzie na razie nie czują poprawy sytuacji. Połowa mieszkańców naszego kraju uważa, że w 2017 r. sytuacja społeczno-gospodarcza w dalszym ciągu się pogarszała, około 40 proc. nie dostrzegło zmian – mówił w marcu 2018 r. Aleksander Łukaszenko na spotkaniu z członkami rządu (Tut.by, 2018 r.).

Jak podkreślił, w ciągu minionych siedmiu lat PKB Białorusi wzrósł zaledwie niecałe 6 proc., a więc bardzo niewiele.

– Jeśli nasz wzrost postępuje wolniej niż u innych, znaczy – pozostajemy w tyle – podkreślił. – Pozostajemy w tyle w dziedzinie rozwoju, technologiach i rzecz jasna jeśli chodzi o poziom życia. Ale jako prezydenta niepokoi mnie nie tylko to. Nie można ignorować tych procesów wewnątrz kraju, które już stały się uporczywe. Mówię o rozwarstwieniu międzyregionalnym – podkreślił Łukaszenko.

I faktycznie: najszybciej rozwija się obwód miński, a za nim grodzieński; w innych trwa stagnacja, a w Mohylewie nawet sytuacja gospodarcza się pogorszyła. Powodów jest co najmniej kilka. Paradoksalnie, problemy tradycyjnie już stwarza najbliższy sojusznik Łukaszenki – Rosja. Trwa kolejna już „wojna mleczna”. Rossielchoznadzor, instytucja kontrolująca jakość żywności i znakomicie wykorzystywana do celów politycznych, w 2017 r. ograniczył dostęp białoruskich produktów spożywczych na rynek rosyjski. W grudniu zakazał sprowadzania wytworów 54 białoruskich mleczarni. Rosjanie coraz to znajdują rzekome niebezpieczne składniki w białoruskim mleku. – Nie będziemy tego tolerować. Wywiad poinformował mnie że Rosja zaimportowała mleko w proszku z Nowej Zelandii – denerwował się białoruski prezydent (Lenta, marzec 2018 r.).

Działania Moskwy wynikają między innymi z usilnych prób zwalczania „białoruskich krewetek”, czyli towarów z Zachodu, na które nałożyła sankcje, a które na Białorusi uzyskują odpowiedni stempel i udają już, że tam właśnie, w „białoruskim morzu” zostały złowione. Jak nie można zastopować krewetek, ogranicza się zakupy mleka. Ale „wojna mleczna” ma bardziej złożone przyczyny – jest to forma nacisku na Mińsk, by zgodził się na żądania Moskwy także w zupełnie innych sferach, niż gospodarcze.

– To już robi się śmieszne. Media publikują żarty o naszej unii (Eurazjatycka Unia Gospodarcza, EAUG – przyp. aut.), w której państwa członkowskie zachowują się ostrzej wobec siebie niż partnerów z zewnątrz. Nie mówię o mleku, które stało się ostatnio instrumentem politycznym. Nie możemy nawet swobodnie sprzedawać cementu – żalił się Łukaszenko podczas wspomnianego spotkania. I podkreślił, że kierownictwo EAUG, znane tu pod rosyjskim skrótem JewrAzJeEs, jedynie „pozoruje działania”, nie odpowiadając na realne problemy (Lenta, op.cit.).

Patrząc szerzej, głównym i nierozwiązywalnym problemem Białorusi jest to, że w znacznej mierze zachowała dawną, postsowiecką gospodarkę, reformując się w stosunkowo niewielkim stopniu, co ogranicza jej wzrost – i uzależniona jest od wsparcia z zewnątrz, a przede wszystkim z Rosji. To zaś jeszcze bardziej utrudnia jakiekolwiek zmiany.

Słabnąca pozycja Mińska

O Łukaszence i Białorusi wiele mówiono w świecie w związku ze spotkaniami w Mińsku, mającymi na celu uregulowanie konfliktu w Donbasie. Wtedy, dość niespodziewanie, białoruska stolica stała się miejscem bardzo ważnym. Rzadko się zdarzało, żeby Mińsk jednocześnie gościł prezydentów Rosji, Ukrainy, Francji oraz kanclerz Niemiec – jak w lutym 2015 r. Zwłaszcza, że od brutalnej rozprawy z opozycją w 2010 r., stosunki na linii Białoruś-Zachód bardzo ochłodły. Teraz w Mińsku z rzadka rozmawiają eksperci, choć wiceszef rosyjskiego MSZ Grigorij Karasin mówił niedawno, że do kolejnego czterostronnego spotkania (choć nie wiadomo na jakim szczeblu) może dojść wkrótce (Chamdochow, 2018). Tyle, że sprawę Donbasu przyćmiła próba zamordowania rosyjskiego eksszpiega Siergieja Skripala w Londynie, co wywołało narastający konflikt na linii Zachód – Rosja.

– Białoruscy żołnierze sił pokojowych gotowi są stanąć między stronami konfliktu na Ukrainie, jeśli tylko Poroszenko i Putin dojdą do porozumienia – oznajmił niedawno Łukaszenko (Tut.by, 02.2018). I dodał, że nie zamierza być „czyimkolwiek człowiekiem”, a jedynie wypełni porozumienie. – Jeśli zechcecie, żebym rozmieścił 10 tys. białoruskich żołnierzy, postawię ich na granicy gdziekolwiek wskażecie – dodał.

Ale chyba jednak czas, kiedy Łukaszenko odgrywał jakąś rolę na arenie międzynarodowej, usiłując mediować pomiędzy Ukrainą i Rosją i goszcząc europejskich polityków, definitywnie minął. Teraz szef białoruskiego państwa usiłuje zapobiec narastaniu własnego sporu z Rosją, konfliktu, którego elementem jest właśnie „wojna mleczna”. Jak mówi niezależny, białoruski politolog Uładzimir Podgoł, od kilku lat Rosja coraz silniej naciska na Mińsk. Oto co mówił jeszcze w 2014 r. sam Łukaszenko: „Straszą nas: jutru przyjdzie tu Putin i nas opanuje. Jeśli przyjdą, będziemy się bić. Jeszcze nie wiadomo, po czyjej stronie będą rosyjscy żołnierze, jeśli przyjdą na Białoruś. A ja wiem, po czyjej. Więc nas nie straszcie”.

A w ubiegłym roku ekspert mińskiego Centrum Badań Strategicznych i Polityki Międzynarodowej Jurij Carik przekonywał, że Rosja jako jedyna zainteresowana jest destabilizacją Białorusi. Komentując raport swego centrum (pisano w nim o możliwym wywołaniu poważnego konfliktu w państwie) Carik wskazał, że „kierownictwo Federacji Rosyjskiej zainteresowane jest w przekształceniu Białorusi w swój wojenno-polityczny przyczółek”. Cel: stworzenie zagrożenia dla NATO, tak, by zmuszone było kosztem wielkich wysiłków i środków wzmocnić swą wschodnią flankę. Łukaszenko może być w tym przeszkodą. Skoro tak, Rosjanie mogą chcieć go osłabić, a najprostszy sposób – to właśnie wywołanie wewnętrznych niepokojów (Bankowicz, 2017 r.).

Łukaszenko to doskonale rozumie. Jak mówił niedawno – Białoruś jest „wysepką stabilności. Jeśli tylko choć na minutę osłabić czujność – oderwą nam głowę i nawet tego nie poczujemy”.

Stąd usilne działania, by po rosyjskich wyborach, prezydent Władimir Putin spotkał się z nim w Mińsku. Z oficjalnych komunikatów wynika, że do takiego spotkania dojdzie, choć nie wiadomo kiedy. Jeśli uważnie czytać te komunikaty, przed rosyjskimi wyborami wskazywano, że rozmowa ma dotyczyć zwłaszcza „współpracy w sferze wojenno-politycznej”. Łukaszenko chce pozyskać z Rosji samoloty i iskandery, zaś Putin pragnie uzyskać zgodę na założenie na Białorusi bazy lotniczej i na swobodny przelot samolotami wojskowymi nad tym krajem. Ale na to białoruski prezydent zgodzić się nie chce, już po wyborach temat „wojenno-polityczny” zniknął więc z komunikatów.

Warszawa, 20 listopada 2013 r.. Przewodnicząca Rady Naczelnej Związku Polaków na Białorusi Andżelika Borys podczas konferencji na temat 25-lecia działalności ZPB w trakcie pierwszego dnia 54. posiedzenia Sejmu. © Rafał Guz (PAP)

0,02 procenta opozycjonistów

W sprawach wewnętrznych zmieniło się stosunkowo niewiele. Wybory lokalne, które odbyły się 23 marca, mogły być zaskoczeniem dla niektórych, spodziewających się większej (czy w ogóle jakiejkolwiek) demokratyzacji kraju. Spośród 18 tys. nowowybranych deputowanych do rad wszystkich szczebli, zaledwie dwóch (!) to przedstawiciele opozycji, czyli 0,02 proc. wszystkich. Są to – bezpartyjna Roza Strielczenko, wybrana do rady wiejskiej w obwodzie homelskim i Walerij Bilibucha z niezarejestrowanej partii Białoruska Chrześcijańska Demokracja z Pierwomajki w obwodzie brzeskim. Zresztą, przedstawicieli partii politycznych w ogóle wybrano niewielu – w skali kraju stanowią zaledwie 2,5 proc. wszystkich radnych, co dobitnie pokazuje, że władze nie chcą istnienia silnych ugrupowań politycznych. Prołukaszenkowcy komuniści zdobyli łącznie 309 mandatów, wygrywając zwłaszcza w Mińsku – mają tam aż 10 proc. deputowanych; inna „licencjonowana opozycja” w postaci Liberalno-Demokratycznej Partii Białorusi ma tylko pięciu radnych w skali całego kraju.

Warto jednak zauważyć, że na wspomnianych 18 tysięcy miejsc w radach kandydowało zaledwie 22 tys. osób, czyli w niewiele ponad jednej piątej okręgów wyborczych pojawił się więcej niż jeden kandydat. Ponownie więc mieliśmy do czynienia z „wyborami bezalternatywnymi”, gdzie wyborcy mogą głosować jedynie „za” lub „przeciw”. A właściwie to mają jedną opcję, bo inne są bardzo niemile widziane: poprzeć jedynego, słusznego kandydata. Jak za czasów ZSRR.

– W wyborach lokalnych władze dopracowywały warianty wyborów do parlamentu oraz prezydenckich. Badano skuteczność schematów ich fałszowania i sprawdzano ludzi, gotowych przeprowadzić dowolne naruszenia ordynacji – mówił tygodnikowi „Do Rzeczy” Uładzimir Podgoł (Podgoł, 2018). – Liczba opozycjonistów, którzy trafili do rad, nie miała w tym kontekście żadnego znaczenia – dodał.

Nadzieje na jakąś pozytywną zmianę wydają się więc płonne. Kilka lat temu demonstracyjnie zwolnieni zostali wszyscy więźniowie polityczni, co pozwoliło na pewne ocieplenie z Zachodem. Dziś są nowi – i jakoś na Zachodzie o tym cicho. Ale też opozycja jest słaba i w związku z tym niespecjalnie aktywna. Zmobilizowała się z okazji marcowej, 100 rocznicy powstania Białoruskiej Republiki Ludowej, istniejącej krótko i uznanej jedynie przez Finlandię (a faktycznie też przez państwa bałtyckie). Prezydent Łukaszenko, dla którego ważna jest jedynie tradycja sowiecka, o BRL potrafił powiedzieć niewiele.  – Z jednej strony twórcy BRL chcieli niepodległości, z drugiej byli gotowi prosić o pomoc wszystko jednego kogo, a potem i tak znowu znaleźliby się pod butem – podkreślił niedawno.

Problemy Polaków na Białorusi

Smutnym przykładem postępowania białoruskich władz jest sytuacja tamtejszych Polaków. Według oficjalnych danych jest tam 295 tys. etnicznych Polaków; nieoficjalnie mówi się nawet o 1 milionie.

W 2005 r. władze białoruskie nie uznały wyników zjazdu Związku Polaków na Białorusi, bo nie spodobały się im nowe władze ZPB z Andżeliką Borys na czele. W efekcie istnieją dwa związki. Uznawany przez Warszawę Związek Polaków na Białorusi, choć nielegalny, jest tolerowany przez władze; organizuje rozmaite przedsięwzięcia oraz spotkania w Grodnie i nie tylko. Jest też „łukaszenkowski” ZPB, który co prawda istnieje, ale nawet nie udaje, że działa; w zakupionych za polskie pieniądze Domach Polskich w kilkunastu miastach Białorusi, w dawnych salach lekcyjnych gdzie wykładano język polski, pracują teraz firmy komercyjne.

Polska grupa w grodzieńskim przedszkolu, nagle zlikwidowana w 2015 r. w połowie roku szkolnego, nie może się odrodzić.

Nieuznawany przez władze Związek Polaków na Białorusi rozpoczął zbieranie podpisów pod petycją o utworzenie trzeciej polskojęzycznej klasy pierwszej w szkole polskiej (są dwie). Władze Grodna nie pozwalają na to już kolejny rok, i część dzieci, choć nawet bierze udział w kursach przygotowawczych nie zostaje przyjętych do szkoły. Związek Polaków na Białorusi chce, aby w tym roku to się zmieniło (Polskie Radio, 2018 r.).

Mińsk, Białoruś, 20 grudnia 2010 r. Plac Niepodległości w Mińsku. © Wojciech Pacewicz (PAP)

Obecnie pojawił się, a właściwie powrócił, kolejny poważny problem. Okazało się, że rząd Białorusi zatwierdził zmiany w prawie o edukacji, które sprawią, że w szkołach mniejszości, polskich i litewskich, część przedmiotów ma być wykładana w języku państwowym. I to zapewne po rosyjsku, bo język białoruski wciąż jest w szkołach w tyle za rosyjskim. W skali kraju 130 tys. uczniów uczy się w języku białoruskim – na około milion (Rouda, 2017 r.).

Tymczasem stosunki polsko-białoruskie są na tyle ograniczone, że ewentualne interwencje polskich władz niewiele dają. Natomiast rząd Białorusi nie przejmuje się działaniami nieuznawanego Związku Polaków, a ten legalny nie robi nic.

Generalnie, jak dotąd, zarówno Polska, jak i inne kraje Zachodu, nie potrafiły rozmawiać z Aleksandrem Łukaszenką. Pomysłu na Białoruś i na Łukaszenkę jak nie było, tak nie ma.

O czym doskonale wie on sam, z trudem grając na kilku fortepianach na raz, byle nie utracić władzy – i nie utracić Białorusi.

***

Bibliografia:

Artiomenko, Siergiej, Otmyt’ dobieła. Łukaszenko wstajet z kolion pslie wizita Makieja w Łondon, Regnum, 1 IV 2018 r. https://regnum.ru/news/2398580.html dostęp: 12 maja 2018 r.

Bankowicz, Aleksandr. Jurij Carik: Rossija jedinstwiennaja zaintieresowana w destabilizacji Biełarusi, Naviny.by, 29 III 2017 r., https://naviny.by/article/20170329/1490784362-yuriy-carik-rossiya-edinstvennaya-zainteresovana-v-destabilizacii  dostęp: 12 V 2018 r.

Bat’ka bolsze nie dyktator, Lenta.ru, 14 IV 2018,  https://lenta.ru/articles/2018/04/14/razvernulo/ dostęp: 12 V 2018 r.

Chamdochow, Stanisław, Karasin: wopros strieczi gław MID „normanskoj czetwiorki” obsużdajetsja, Rossijskaja Gazieta, 10 V 2018 r., https://rg.ru/2018/05/10/karasin-vopros-vstrechi-glav-mid-normandskoj-chetverki-obsuzhdaetsia.html dostęp: 12 V 2018 r.

Łukaszenko: Naszi mirotworcy wstanut mieżdu storonami konflikta w Ukrainie pri sogłasii Poroszenko i Putina, Tut.by, 18 II 2018 r., https://news.tut.by/economics/581647.html  dostęp: 12 V 2018 r.

Łukaszenko potriebował ustojcziwogo rosta i upreknuł prawitielstwo w zamusoliwanii problem, Tut.by, 2 III 2018 r., https://news.tut.by/economics/583389.html?crnd=65438 dostęp: 12 V 2018 r.

Łukaszenko prigroził otwietit’ Rossii na zapriet mołoka, Lenta.ru, 1 III 2018 r., https://lenta.ru/news/2018/03/01/lukaenraged/  dostęp: 12 V 2018 r.

Podgoł, Uładzimir – wypowiedź spisana przez autora, kwiecień 2018 r.

Rouda, Nastassija, Zachouwajcie: spis szkoł Minska i bujnych haradou Biełarusi, dze wuchac’ pa-biełausku, Tut.by, 13 VII 2017, https://news.tut.by/society/547152.html dostęp: 12 V 2018 r.

Szoszyn, Rusłan, Białorusini mówią o dywersyfikacji, Rosjanie niezadowoleni, Rzeczpospolita, 21 IV 2018, http://www.rp.pl/Dyplomacja/180419287-Bialorusini-mowia-o-dywersyfikacji-Rosjanie-niezadowoleni.html dostęp: 12 V 2018 r.

Wraca groźba rusyfikacji polskich szkół. Andżelika Borys: Związek Polaków na Białorusi zapowiada protesty, jeśli nic się nie zmieni, PolskieRadio.pl, 23 IV 2018 r., https://www.polskieradio.pl/75/921/Artykul/2101007,Wraca-grozba-rusyfikacji-polskich-szkol-Andzelika-Borys-Zwiazek-Polakow-na-Bialorusi-zapowiada-protesty-jesli-nic-sie-nie-zmieni dostęp: 12 V 2018 r.

Wszystkie teksty (bez zdjęć) publikowane przez Fundację Warsaw Institute mogą być rozpowszechniane pod warunkiem podania ich źródła.

Powiązane wpisy
Top