THE WARSAW INSTITUTE REVIEW

Data: 12 marca 2018    Autor: Marcin Orłowski

Królestwo Arabii Saudyjskiej wobec przyszłości dżihadyzmu

Wiele mówi się o reformach, które ma inicjować królewicz Muhammad ibn Salman. Niemniej istnieje ryzyko, że mimo – najprawdopodobniej – mieszanego sukcesu wielu projektów, następca tronu nie będzie w stanie sprostać oczekiwaniom społecznym. Sygnały tego widać już w Vision 2030. Dokument ten przewiduje np. prywatyzację edukacji, obszaru, który został zdominowany przez duchownych. Wielu z nich nie kryło ekstremizmu i z sukcesem rekrutowało dżihadystów. Czy zmiana patronatu państwowego na prywatny nie okaże się jednak zgubna?


© Amel Pain (PAP/EPA). Rijad, Arabia Saudyjska, 17.02.2018 r., Portrety królów Arabii Saudyjskiej zdobią ścianę domu odwiedzanego w prowincji Al-Sharqiya (Eastern) podczas festiwalu Al-Janadria. Festiwal Al-Janadria to największy festiwal dziedzictwa kulturowego w Arabii Saudyjskiej.

 

Popularnie dżihadyzm jest uznawany za skorelowany z ingerencjami Zachodu, ale okazuje się, że nie są one główną przyczyną jego powstawania. Są nimi wady struktur gospodarczych, społecznych i terytorialnych. Dżihadyzm nie jest również podzielony, a jedynie rozproszony. Arabia Saudyjska jest – mimo posiadanego bogactwa finansowego – jednym z państw najbardziej zagrożonych dżihadyzmem. Na swobodniejsze obyczaje i tak mogą sobie pozwolić przede wszystkim najzamożniejsze elity. Z ich punktu widzenia dżihadyści, którzy często już zagrażali ustrojowi Arabii Saudyjskiej, to – mówiąc naszym językiem – nikt inny jak… deistyczni komuniści głoszący teologię wyzwolenia.

 

Dżihadyzm – czy naprawdę go dobrze rozumiemy?

Umownie początki islamizmu i dżihadyzmu datuje się – odpowiednio – na lata dwudzieste i sześćdziesiąte XX w., a za moment pojawienia się globalnego dżihadyzmu uznaje się rok 1979. Wynika to z następujących kryteriów:

  • założenia panislamizującej (komunizującej) organizacji Braci Muzułmanów w Egipcie w 1928 r.;
  • popularyzacji myśli i szkół muzułmańskich sankcjonujących przemoc w latach sześćdziesiątych;
  • zaangażowania muzułmańskich bojowników w wojnę w Afganistanie w 1979 r.

Popularnie przyjęło się, że globalny dżihadyzm w ostatnich cztery dekadach zrodził cztery fale znane jako Jihadi International, America First (Far Enemy), Caliphate Now! oraz Personal Jihad (Keep Hope Alive!). Pierwsza powstała w wyniku inwazji ZSRS na Afganistan (1979) i zakładała stworzenie międzynarodowej grupy muzułmańskich bojowników, która wyzwalałaby terytoria muzułmańskie spod okupacji. Cel ten miało realizować Biuro Służb (Maktab Al-Chidamat), którego kontynuatorem była Al-Kaida. Druga powstała po upadku rewolt w Algierii i Egipcie (ok. 1997 r.), a jej celem było wyparcie Stanów Zjednoczonych z Środkowego Wschodu, gdzie wspierały władzę „apostatów”. Trzecią spowodowała inwazja USA na Irak (2003) i przejęcie władzy przez szyitów w tym państwie oraz destabilizacja Syrii (2011). Czwartą zaś – upadek „emiratu” Al-Kaidy w Afganistanie (2001), czyli utrata „bezpiecznej przystani” dla ekstremistów.

Dżihadyzm to termin ukuty na gruncie konfliktu indyjsko-pakistańskiego, a spopularyzowany po starciu między światem zachodnim a muzułmańskim. Natomiast pojęcie dżihadu – jako walki duchowej i fizycznej – sięga samego początku islamu.

Zważywszy na naturalną tendencję rozłamową w imperiach, walki o supremację między grupami i bytami państwowymi oraz rebelie, które dziś nazwalibyśmy terrorystycznymi lub dżihadystycznymi, nękały świat muzułmański i okalające go regiony niemal od pojawienia się islamu. Zapatrywanie się na dżihadyzm jako zjawisko najwyżej dwustuletnie wynika z perspektywy państw kolonialnych (przede wszystkim Francji i Wielkiej Brytanii) oraz Stanów Zjednoczonych. Łączy się też m.in. z perspektywą indyjską, wynikającą z konfliktu terytorialnego z Pakistanem. Cechą wspólną tych zapatrywań jest przeciwstawienie dżihadyzmu porządkowi narzuconemu w regionie w sposób pokojowy lub zbrojny. Państwa europejskie mogłyby jednak uznać, jeśli byłyby przekonane że to stosowne, iż z dżihadyzmem mają do czynienia od pierwszego zbrojnego kontaktu z muzułmanami. Islam jak każda religia jest przede wszystkim pokojowy, ale nie wyklucza walki, choćby w imię pokoju i interesu wspólnoty. Dopóki zaś cele dżihadystów nie są osiągnięte, dopóty ich walka nie ma końca. Dżihadyści zakładają bowiem, że ich walka fizyczna i duchowa jest równie permanentna jak rewolucja w wizji Trockiego.

Drugim błędem zaś jest uznanie, że dżihadyzm to zjawisko okresowe i etapowe. Jako cel strategiczny dżihadyści stawiają sobie przywrócenie jedności prawowitej władzy nad społecznością muzułmańską. Perspektywa ta jest dalekosiężna, najprawdopodobniej przekraczająca długość życia wielu pokoleń, a zatem wymagająca stałego działania. Ponadto jest to wizja niejasna i na wiele sposobów upraszczana, a więc w dużej mierze utopijna. Dżihadyzm jest więc zjawiskiem stałym, wielowiekowym, korzystającym na interesach i konfliktach lokalnych państw oraz obecnych na Środkowym Wschodzie mocarstw.

Trzeci błąd w postrzeganiu dżihadyzmu wynika z ograniczenie go do ugrupowań sunnickich i pozanarodowych. Do dżihadystów należą zarówno sunnici, jak i szyici, a panislamskie ideologie organizacji dżihadystycznych są często przykrywką dla narodowych interesów poszczególnych państw regionu. Przykładem może być antyizraelski Hamas, który – choć sunnicki – jest sponsorowany nie tylko przez państwa sunnickie, lecz także przez szyicką Islamską Republikę Iranu. Ponadto sunnicka Al-Kaida oraz Bracia Muzułmanie prowadzą działalność ponadnarodowo, ale w pozyskaniu zasobów m.in. ludzkich i pieniężnych korzystają przede wszystkim z lokalnych, narodowych konfliktów. Nie inaczej działa również szyicki Hezbollah. W ten sposób miejscowe odłamy macierzystych organizacji przekształcają się w autonomiczne, lokalne (plemienne) ruchy narodowe, jak np. ISIS czy Hamas. W taki sam sposób irański Korpus Gwardii Rewolucji Muzułmańskiej wytworzył m.in. Hezbollah w Libanie w latach osiemdziesiątych XX w. Z kolei organizacje na poziomie lokalnym lub narodowym znów częstokroć przekształcają się w ponadnarodowe, np. inspirowane Braćmi Muzułmanami afgańskie Biuro Służb przemieniło się w Al-Kaidę; Al-Kaida w Iraku w ISIS; egipscy Bracia Muzułmanie stali się w ciągu XX w. organizacją ponadnarodową i obecnie wydają się mieć jawne wsparcie Turcji; libański Hezbollah znalazł naśladowców – również wspieranych przez Iran – w Iraku, których po pokonaniu ISIS nie zabraknie najprawdopodobniej również i w Syrii. Obecnie spekuluje się o możliwym, choćby i czasowym, połączeniu sił tzw. Państwa Islamskiego i Al-Kaidy oraz Hamasu i Hezbollahu. Choć obydwa fronty, o ile się skrystalizują, wydają się mieć między sobą wiele rozbieżności z racji zaczepienia w lokalnych strukturach poszczególnych państw regionu, to strategiczne, długoterminowe cele mają w zasadzie identyczne.

Czwartym, być może najważniejszym błędem jest postrzeganie wszystkich nurtów dżihadyzmu jako rozdzielonych, niezdolnych do scalenia się w jeden prąd. Za tą hipotezą przemawia tzw. Arabska Wiosna, która w odpowiednich uwarunkowaniach demograficznych i makropolitycznych mogłaby się przekształcić w Muzułmańską Wiosnę.

Piątym zaś – najbardziej krytycznym – błędem jest postrzeganie dżihadyzmu jako wyłącznie skorelowanego z ingerencją państw zachodnich w regionie Afryki Północnej, Bliskiego i Środkowego Wschodu. Wady struktur gospodarczych i społecznych, które tworzą podstawę rządów autorytarnych w regionie, są same w sobie wystarczającym generatorem frustracji i polaryzacji, które z kolei znajdują ujście w dżihadyzmie.

Dżihadyzm jest zatem mieszanym metodycznie (zbrojnym i pokojowym) ruchem anarchizująco-rewolucyjnym i komunizującym (zakładającym osiągnięcie pełnej solidarności ummy, czyli wspólnoty wiernych, w tym ludów księgi, m.in. chrześcijan). Może stanowić zagrożenie dla każdego państwa i społeczeństwa, które uzna za apostatów. Wystarczy dostrzec, że „dżihad wyzwolenia” jest jedynie inną formą bardziej znanego w naszym kręgu kulturowego pojęcia „teologii wyzwolenia”.

 

Zagrożenie dżihadyzmem w Arabii Saudyjskiej

Jeśli obecnie spojrzymy na sytuację Królestwa Arabii Saudyjskiej (KAS), możemy dostrzec, że król Salman oraz królewicz Mohammad ibn Salman wyraźnie obawiają się aktywności dżihadystów. Powodów do takich obaw jest kilka.

 


© Michael Reynolds (PAP/EPA). Waszyngton, USA, 14.03.2017 r., Książe Arabii Saudyjskiej Mohammed bin Salman

 

Pierwszym są okoliczności przejmowania władzy przez obecnego królewicza Mohammada ibn Salmana. Dotychczas sukcesja odbywała się między synami króla Abdulaziza, lecz tym razem dochodzi do zmiany pokoleniowej – Mohammad jest wnukiem Abdulaziza i do tego wyjątkowo młodym, bo 32-letnim. Kontrkandydatów do tronu jest pod dostatkiem, ponieważ Abdulaziz cieszył się w swoim życiu bardzo licznym potomstwem. Oznacza to, że Mohammad mógł napotkać opór w legitymizacji swej przyszłej władzy. Przemianę pokoleniową na najwyższym szczeblu władzy antycypowano jednak już w latach dziewięćdziesiątych, więc nie była ona dla Saudów zbyt trudna. Poczyniono nawet odpowiednie przygotowania instytucjonalne (Rada Wierności złożona z elektorów mających ustalać następców tronu). Wobec tego trudno jest oprzeć się wrażeniu, że np. listopadowe zlecenie aresztowań wielu prominentnych członków rodziny i innych wcześniej zaufanych osób pod zarzutami korupcji jest bardziej upozorowanym pokazem siły, aniżeli realną konsolidacją władzy w rękach młodego królewicza. Jeśli jednak Mohammad faktycznie mianuje królewiczem i wicekrólewiczem osoby, których nie zaakceptowaliby oponenci, będzie miał podstawy do obaw. Przeciwnicy mogą bowiem nie tylko ukrócić władzę Mohammada bez pozbawiania go tronu, ale i zmusić go do ustępstw dzięki wykorzystaniu niezadowolenia społecznego.

Drugim powodem jest właśnie owo niezadowolenie społeczne, które stanowi bardzo realne zagrożenie dla KAS. Do zrozumienia skali zagrożenia niezbędny jest szerszy kontekst społeczno-gospodarczy. Dopiero po jego zrozumieniu widać, jak bardzo KAS jest narażona na napięcia społeczne oraz zmuszona do represyjnego ich tłumienia. Kontekst ten wyjaśni też przyczynę drobnych i stopniowych reform na przestrzeni wielu lat. Dodatkowo warto nadmienić, że każda ze zmian była wprowadzana po to, aby autorytarna władza królewska w KAS mogła trwać jak najdłużej. Otóż ludność Królestwa Arabii Saudyjskiej w ciągu ostatnich 27 lat się podwoiła. Obecnie w wieku poniżej 30 lat jest 60 proc. populacji saudyjskiej. To niemal dokładnie tyle samo, ile całkowita niesaudyjska część mieszkańców królestwa. Oficjalnie bezrobocie w KAS wynosi niecałe 13 proc., lecz spekuluje się o co najmniej dwukrotnie wyższych wartościach. Wzrost populacji połączył się ze spadkiem cen ropy i koniecznością dokonania cięć subsydiów, które stanowią główny przywilej zatrudnionych w sektorze państwowym. Stanowiska w sektorze państwowym są obsadzane przede wszystkim przez Saudyjczyków, ponieważ napotykają oni trudności z zatrudnieniem w zdominowanym przez ekspatriantów sektorze prywatnym. W związku z coraz większą liczbą absolwentów rodzimych i zagranicznych uczelni wyższych, podejmowano kroki zmierzające do „saudyzacji”, czyli wyparcia ekspatriantów na rzecz rodzimych obywateli. W związku z tym do końca 2020 r. wszyscy ekspatrianci pracujący w sektorze państwowym (ok. 70 tys. osób) mają zostać zwolnieni. Proces „saudyzacji” dotyka dwóch wrażliwych kwestii: zagrożenia korupcją i nepotyzmu. Choć „saudyzacja” nie zniweluje tych zagrożeń, to oddala konieczność redukcji benefitów sektora państwowego. Wymuszenie nadmiernych cięć w przywilejach w sektorze państwowym jest ryzykowne, a podjęte już kroki są niewystarczające. Wobec tego kolejnym naciskiem, który spotka saudyjskie społeczeństwo, są rozwiązania fiskalne. W bieżącym roku wprowadzono selektywny podatek od towarów oraz podatek pobytowy dla ekspatriantów, a od 2018 r. wprowadzony zostanie VAT na poziomie 5 proc. Działania antykorupcyjne Mohammada ibn Salmana spotkały się z zadowoleniem zarówno ze strony społeczeństwa, jak i duchownych, ponieważ stanowiły solidarny gest sprawiedliwości elit ze społeczeństwem. Jednak wysoki odsetek osób młodych w populacji KAS sprawia, że państwo ma duże trudności ze sprostaniem wymaganiom i potrzebom swych obywateli. Stan ten utrzymuje się już od wielu lat. Oznacza to, że mimo reform polaryzacja społeczna istnieje i będzie istnieć dopóty, dopóki nie ustabilizuje się piramida wiekowa populacji. To właśnie powodowało – i będzie powodować – tak dużą atrakcyjność organizacji ekstremistycznych w KAS. W związku z tym nie powinno się uznawać, że w przyszłości będzie tam mniej incydentów terrorystycznych. Wysoce prawdopodobnym jest, że będzie ich więcej.

Trzecim powodem jest to, że wprowadzane reformy zmierzają do zbudowania bazy przemysłowej, która ma zapewnić wzrost gospodarczy przy redukcji zależności od wydobycia ropy. Cel ten stanowi część planu pakietu 12 programów reform przewidzianych w Vision 2030 (V30). Według założeń V30 reformy mają być wprowadzane stopniowo w okresach pięcioletnich. Z powodu analogii historycznych V30 porównywany jest aluzyjnie do okresu reform Deng Xiaopinga i ZSRS oraz bezpośrednio do Białej Rewolucji ostatniego szacha Iranu. Ogólne podobieństwo między V30 a pozostałymi strategiami reform istnieje, wszystkie bowiem są kontraktem między elitami a społeczeństwem. Choć spekuluje się przede wszystkim o aspekcie gospodarczym reform, to równie istotny jest wymiar społeczny. Reformy przewidziane w V30 mają również budować bazę społecznego poparcia, ale w tym momencie nie zakładają kontroli społecznej nad elitami. W tym względzie głównymi pośrednikami (poza relacjami klanowymi) wciąż pozostają duchowni, którzy w zamian za gesty Mohammada ibn Salmana mające ukrócić korupcję elit i zwiększenie sprawiedliwości społecznej popierają liberalizację obyczajową, choć są jej niechętni. Warto tu nadmienić, że duchowieństwo nie jest swobodom obyczajowym przeciwne wyłącznie z przyczyn norm religijnych, ale i wizerunkowych. Tylko elity bowiem stać (finansowo) na swobodę obyczajową. Dlatego działania Mohammada ibn Salmana pozostają – w skali kraju – tylko gestami, które nie mają bezpośredniego przełożenia na spadek ogólnej korupcji w KAS. Natomiast stopień powodzenia reform, a przede wszystkim skala zapewnienia miejsc pracy, godnego życia i możliwości spędzania wolnego czasu będą determinowały realne poparcie społeczne. Doświadczenia reform chińskich, sowieckich oraz szachowskich wskazują, że budowa i modernizacja przemysłowa nie przebiega według planu, przy jednoczesnych trudnościach w sprostaniu wielu oczekiwaniom społecznym. Zatem zbudowanie bazy przemysłowej niezwiązanej z energią będzie dużym wyzwaniem, w tym także z powodu zagrożenia korupcją i brakiem odpowiednich kompetencji kadr, które częstokroć już marnotrawiły otrzymane środki. We wszystkich przypadkach tak szerokich reform kluczowa była zdolność adaptacji elit (dynastię Saudów można uznać za partię, zważywszy na wielkość i mnogość relacji rodzinnych) i stopień ich wewnętrznej solidarnej spoistości. Z tego powodu, choć w ostatnich latach w KAS nie zabrakło gestów mających zliberalizować życie społeczne, Saudowie nie mogą zrezygnować z silnego poparcia wśród duchownych.

 

Czwartym powodem jest wpisane na trwałe w saudyjskie państwo dziedzictwo purytanizmu sunnickiego określanego jako wahhabizm. KAS powstało dzięki wahhabizmowi, a ten czyni to, czego władze w Rijadzie nie są w stanie uczynić – rozprzestrzenia się, przyjmując najróżniejsze formy. Niejednokrotnie w historii KAS dochodziło do rewolt oponentów różnych reform (np. protesty studenckie w 1956 r., powstanie w Buraida w 1994 r.). Ponadto mimo wielu tarć z religijnym establishmentem Saudowie odpowiadają nie tylko za nastroje wewnętrzne, ale i zewnętrzne w pozostałych państwach muzułmańskich, szczególnie sunnickich. Powód ku temu jest oczywisty – są historycznym centrum świata islamu. Nie mogą zatem tolerować żadnego wroga wewnętrznego ani zewnętrznego, który zarzucałby im uległość wobec obcych mocarstw lub apostazję. Pierwszy rozłam dynastii Saudów z wojującymi purytanami, zwącymi się Braćmi, pojawił się w latach dwudziestych XX w. Wówczas to cele i interesy polityczne saudyjskiego króla Abdulaziza rozminęły się z poglądami Braci, którzy chcieli dalszej ekspansji terytorialnej KAS. Wykazując się samowolnymi napaściami na państwa sąsiednie, zaczęli zagrażać dynastii Saudów. W obliczu takiego niebezpieczeństwa król podjął decyzję uzyskaniu orzeczenia prawnego (fatwy) od duchownych, żeby rozsądzili spór. Otrzymawszy pozytywną opinię o osądzie króla, Abdulaziz podjął decyzję o oczyszczeniu szeregów swoich wojsk z Braci, co mogło się dokonać do 1930 r. Bracia dali jednak o sobie znać 40 lat późnej, gdy w 1979 r. zajęli meczet w Mekce. Okupacja meczetu trwała dwa tygodnie i była odpowiedzią na apostazję saudyjskich władz i ich uległość wobec obcych sił. Są to te same zarzuty co z czasu pierwszego rozłamu. Podobne oskarżenia mogłyby się znów pojawić, jeśli polityka zagraniczna KAS będzie zbyt uległa wobec nacisków zewnętrznych, a kontrakt społeczny uznany za realizowany w sposób niesprawiedliwy.

Po 1979 r. liczba zamachów nie wzrosła – KAS odpowiedziało m.in. restrykcyjnymi normami społecznymi przy wsparciu duchownych. Jednak w latach dziewięćdziesiątych ataki skierowano przeciw obecnym w KAS wojskom amerykańskim, brytyjskim i francuskim. Organizacje dżihadystyczne uznały bowiem, że władza apostatów w państwach muzułmańskich może być obalona jedynie wtedy, gdy rozerwie się ich więzy z państwami zachodu, a szczególnie z USA – czego tragicznym zwieńczeniem był zamach z 11 września 2001 r. Interwencja koalicji pod przewodnictwem USA w Afganistanie i Iraku skutkowała ekstremalnym zwiększeniem się liczby zamachów terrorystycznych w KAS. Szczególnie intensywne były lata 2004–2005, gdy władzę w KAS przejmował Abdullah, sprawujący de facto funkcję króla od 1995 r. (wówczas to król Fahd stał się niezdolny do rządzenia z przyczyn zdrowotnych). Choć kolejne lata były spokojniejsze, to pojawienie się tzw. Państwa Islamskiego na terenie Iraku i Syrii i nasilenie się konfliktu na osi sunnizm–szyizm spowodowało znaczącą liczbę zamachów w całym KAS. Głównym celem tych zamachów okazały się jednak obszary zamieszkane przez szyitów lub znajdujące się w pobliżu tych społeczności (np. prowincje graniczące z Jemenem). Rozróżnienie między sprawcami zamachów na konkretne organizacje jest ważne – wzrasta bowiem napięcie między obywatelami sunnickimi i szyickimi – ale ważniejszy jest sam fakt wzmożenia się aktywności dżihadystycznej w KAS. Aktywność ta związana jest również z oskarżeniem Kataru przez KAS o wspieranie Braci Muzułmanów, którzy zostali uznani przez władze w Rijadzie za organizację terrorystyczną. Podzielili los podobny do losu innych „bractw” w historii tego państwa. Konflikt KAS z Katarem okazał się po części realizacją zamierzeń zamachów z lat dziewięćdziesiątych, które doprowadziły do wyparcia m.in. wojsk USA z KAS. W Katarze jest bowiem zlokalizowana baza powietrzna. USA mogłaby ją w razie kontynuacji nacisków opuścić.

 

Ewolucja dżhadyzmu

Saudyjscy Bracia Muzułmanie (SBM) wciąż są w KAS mimo reperkusji, które spotkały ich za działania przeciw monarchii w latach dziewięćdziesiątych i podczas Arabskiej Wiosny. Saudyjscy Bracia Muzułmanie pozostają ważnym aktywem politycznym w KAS, a nadto są niezbywalnym fundamentem saudyjskiego systemu edukacji po dziś dzień. Choć z organizacji tej częstokroć wyłamywały się grupy i jednostki ekstremistyczne (m.in. Al-Kaida, Usama ibn Ladin), to Rijad stara się, wraz z lojalnym sobie duchowieństwem, kooptować członków SBM. Zważywszy na plan prywatyzacji edukacji w V30, można przypuszczać, że król Salman nie zamierza rezygnować z SBM, o ile ci będą lojalni w zamian za korzyści wynikające ze względnej samodzielności finansowej. Rodzi to jednak wątpliwości, czy tego typu działania zagwarantują pacyfizm członków SBM. Bardziej prawdopodobna wydaje się próba przejęcia kontroli nad SBM przez elity, które są potencjalnymi darczyńcami na rzecz prywatnej edukacji w KAS.

Problemem jednak pozostanie to, że zaproponowane w V30 reformy nie uwzględniają przekształceń politycznych. Oznacza to, iż w przypadku niesprzyjających okoliczności polityczno-społecznych SBM i ugrupowania dżihadystyczne mogą wykorzystać wewnętrzną słabość KAS i żądać politycznych ustępstw. Opozycja mogłaby wówczas znaleźć poparcie u części tymczasowo aresztowanych w listopadzie br. Książąt, niektórzy bowiem deklarowali zasadność demokratyzacji ustroju KAS. Wobec tego jeśli reformy przewidziane w V30 nie będą sukcesem, to można spodziewać się przedstawienia rzeczywistych zmian. Choć prognoza ta wydaje się obecnie nierealna, to nie musi ona być odległa – uwarunkowania sprzyjające takiemu biegowi wydarzeń mogą się pojawić w szybkim tempie. Dopóki jednak stan gospodarki KAS nie jest zagrożony kryzysem lub implozją, a władze mogą zaoferować swym elitom udział w prywatyzacji, dopóty przewrót będzie oddalany. Ewentualne zamachy w KAS będą skłaniały do zmniejszonych oczekiwać społecznych, a zwiększoną potrzebą zapewnienia bezpieczeństwa w sposób autorytarny, kosztem roszczeń o nowe swobody i prawa obywatelskie.

Nadto, w wymiarze zewnętrznym, kooptacja i wykorzystanie SBM oraz tradycyjnego i lojalnego duchowieństwa w sposób wspólny może służyć KAS do rywalizacji o przywództwo w regionie. W tym względzie mają wspólnego przeciwnika, a jest nim szyicki Iran oraz wspierane przez niego lokalne organizacje w regionie. Jednym z wewnętrznych problemów KAS o implikacjach zewnętrznych jest to, że bogate w ropę naftową prowincje są zamieszkane przez szyitów, domagających się równego traktowania. Ze względu na położenie geograficzne, prowincje zamieszkałe przez szyitów nie mogą być nazbyt skutecznie penetrowane przez elementy proirańskie. Waśń sannicko-szyicka ma jednak jeden wspólny interes: pokonanie Izraela. Choć zdecydowana większość muzułmanów odrzuciła tzw. Państwo Islamskie z powodu jego czynów, to skutecznie otworzyło ono drogę do bardziej umiarkowanych wpływów wahhabizmu i KAS, np. w Iraku. Deklarowane zacieśnienie relacji między KAS i Izraelem przeciwko Iranowi może jednak reaktywnie doprowadzić do odrodzenia się komunizującego panislamizmu. Radykalizujący się mieszkaniec regionu (a szczególnie Syrii i Iraku) mógłby bowiem dojść do wniosku, że choć Państwo Islamskie było wynaturzeniem, to czyż prawdziwie prawa wizja większego muzułmańskiego bytu państwowego nie została pogrzebana właśnie przez sannicko-szyicką schizmę? Większość od lat czytanych przeze mnie prac analitycznych zakłada trwanie konfliktu sannicko-szyickiego jako pewnik, ale czy międzyodłamowy sojusz mimo podziałów musi być nierealny? Wiele jest procesów, które zachodzą z tak różnymi prędkościami, że nie sposób dostrzec momentu ich sprzężenia, zwłaszcza w ciągu życia jednostki. Dlatego zagrożenie dżihadyzmem w KAS i regionie – zarówno sunnickim i szyickim, być może wspólnym – powinno się traktować jako nieustanne i prawdopodobne.

 

Dżihadysta – trafne określenie?

Warto byłoby się zastanowić również nad tym, czy bardziej uzasadnione jest nazywanie zamachowców w Europie zamiennie islamistami, terrorystami, radykałami, fundamentalistami, dżihadystami czy może precyzyjniej anarcho-muzułmanami? Z perspektywy dżihadystów anarchia to jedynie stadium przejściowe prowadzące do innego, nowego porządku. Natomiast sekularne państwa Europy były i są atrakcyjne dla wielu umiarkowanych i pokojowych, choć często konserwatywnych muzułmanów, respektujących sekularną władzę zwierzchnią, która zapewnia im bezpieczeństwo, dobrobyt i swobodę demokratycznej partycypacji. Wobec tego dżihadyści są również i dla nich nikim innym jak tylko anarchistami. Używanie rozróżnienia między muzułmanami a anarcho-muzułmanami pozwoliłoby na skuteczniejszą walkę z generalizującym postrzeganiem społeczności muzułmańskiej. Ponadto, w sensie ideologicznym, pozwoliłoby to na stworzenie wyłomu wymuszającego konceptualizację, krystalizację i propagowanie islamu europejskiego, który byłby zdeterminowany i zmotywowany do współżycia z sekularnymi władzami i społeczeństwami Europy.

Wszystkie teksty (bez zdjęć) publikowane przez Fundację Warsaw Institute mogą być rozpowszechniane pod warunkiem podania ich źródła.

Powiązane wpisy
Top