THE WARSAW INSTITUTE REVIEW

Data: 9 lipca 2018    Autor: Robert Rajczyk

Mołdawia – kraj cudów

Mołdawia to mały kraj z wielkimi problemami. Przez dwadzieścia pięć lat państwowości nadal jest jednym z frontów walki o dominację na obszarze postradzieckim.

Mołdawia. Pomnik Włodzimierza Lenina czytającego dzieciom. © Archiwum własne autora

Republika Mołdawii to niewielkie państwo położone pomiędzy Rumunią a Ukrainą. Mało znane w Europie zachwyca urokami dziewiczej w wielu miejscach przyrody, nielicznymi atrakcjami turystycznymi oraz wyjątkową historią i jeszcze bardziej intrygującą teraźniejszością. Niewielki kraj liczący niecałe trzy miliony mieszkańców to miejsce, gdzie to, co prozachodnie zmaga się z tym, co prorosyjskie, a za wszystkie sznurki pociąga i tak jeden człowiek – najbogatszy oligarcha nazywany władcą marionetek. Teatrzyk kukiełkowy, w którym pierwsze skrzypce gra Vlad Plahotniuc – nominalnie poseł do parlamentu i szef największej partii w parlamencie, tak naprawdę ma aż trzy sceny i na każdej z nich rozgrywa się osobny dramat. Czasem rozgrywane na nich przedstawienia mają powiązaną ze sobą akcję, ale najczęściej poszczególne akty mają własną dramaturgię.

Mołdawia to bowiem państwo, w którym de facto funkcjonują trzy podmioty polityczne, mniej lub bardziej zależne od siebie.

Zwyczajowo w tradycji politycznej współczesna Mołdawia odwołuje się do historycznego dziedzictwa Księstwa Mołdawskiego, choć jest to ogromne uproszczenie z uwagi na fakt zróżnicowania zasięgu terytorialnego i brak ciągłości państwowo-prawnej pomiędzy ówczesnym księstwem i dzisiejszej Mołdawii. W 1812 roku wschodnia część Księstwa Mołdawskiego w efekcie układu pokojowego pomiędzy cesarstwem rosyjskim a Imperium Osmańskim, przypadła w udziale Rosji. Tereny owe położone między rzekami Prut i Dniestr, od tej pory zaczęto nazywać gubernią besarabską (Besarabią) – prawdopodobnie od imienia średniowiecznego władcy Wołoszczyzny. Natomiast okrojone do zachodniej części Księstwo Mołdawskie w 1859 roku połączyło się unią personalną z Księstwem Wołoszczyzny, by utworzyć 24 stycznia 1862 roku Zjednoczone Księstwa Rumuńskie. Stąd też współcześnie Mołdawia to nie tylko suwerenna Republika Mołdawii, ale także nazwa krainy geograficzno-historycznej w Rumunii. 27 marca 1918 roku miejscowy parlament — Rada Kraju — uchwalił włączenie Besarabii do Królestwa Rumunii. W 1924 roku ZSRR, który zgłaszał roszczenia terytorialne względem Rumunii, utworzył z ziem nigdy niebędących częścią Księstwa Mołdawskiego — na wschód od granicznego Dniestru — Mołdawską Autonomiczną Socjalistyczną Republikę Radziecką wchodzącą w skład Ukraińskiej Socjalistycznej Republiki Radzieckiej. Zdaniem Bartłomieja Zdaniuka, miała ona być „politycznym przedmurzem władzy radzieckiej, przygotowującym przyszłe przejęcie Besarabii”[1]. W 1940 roku ZSRR realizując postanowienia układu Ribbentrop-Mołotow anektował Besarabię. Centralna jej część została połączona z leżącą na lewym brzegu Dniestru Mołdawską Autonomiczną SRR i przekształcona w Mołdawską SRR — radziecką republikę związkową. Północne i południowe fragmenty Besarabii włączono do Ukraińskiej SRR. Zatem w aspekcie polityczno-prawnym i tradycji państwowej dzisiejsza Republika Mołdawii wywodzić winna swoje korzenie historyczne nie tyle z Księstwa Mołdawskiego, co z dziedzictwa guberni besarabskiej, a przede wszystkim Mołdawii radzieckiej.

Republika Mołdawii proklamowała swoją niepodległość 27 sierpnia 1991 roku. Tyle tylko, że to prawdopodobnie jedyny na świecie przypadek, by pomysł państwowej suwerenności wiązać ze… zjednoczeniem z większym sąsiadem. Powstały w drugiej dekadzie lat 80. XX wieku ruch społeczny — Front Ludowy — miał właśnie program zjednoczeniowy z Rumunią i antykomunistyczny.

Cud nr 1: Język mołdawski

Mołdawia to też prawdopodobnie jedyny na świecie przypadek, gdzie język stał się fundamentem budowy państwowości. Co ważne, nie narodu w sensie etnicznym, a właśnie państwowości. Na fali gorbaczowskiej pieriestrojki, emancypować zaczęły się republikańskie ruchy separatystyczne. Dość przypomnieć, że Wiktor Suworow w swojej słynnej książce Akwarium opisuje taki przypadek jako przykład… szkolenia radzieckich dywersantów. Od swojego przełożonego w wywiadzie wojskowym Suworow otrzymuje zadanie wykonania napisu w języku mołdawskim na ścianie Instytutu Pedagogicznego w Kiszyniowie. Problem polega na tym, że mołdawski to w istocie rumuński, ale z zapożyczeniami z rosyjskiego. W czasach ZSRR mołdawski zapisywano cyrylicą, a miejscowi nacjonaliści domagali się przywrócenia alfabetu łacińskiego. Nawiasem mówiąc, mołdawski do dzisiaj funkcjonuje w Naddniestrzańskiej Republice Mołdawskiej w zapisie grażdanki.

W grudniu 2013 roku mołdawski Sąd Konstytucyjny wydał wyrok w sprawie języka państwowego. Sędziowie orzekli, że językiem urzędowym jest rumuński jak zapisano w Deklaracji Niepodległości, a nie język mołdawski oparty o podstawy alfabetu łacińskiego jak stanowi Konstytucja. Oznacza to, że Deklaracja Niepodległości jest ważniejsza od ustawy zasadniczej. Swoją drogą to w 2007 roku na rynku wydawniczym pojawił się nawet słownik mołdawsko-rumuński autorstwa Vasile Stati, a w szkołach wykłada się przedmiot pod nazwą: język rumuński. Przy okazji, kiedy władzę polityczną w Mołdawii sprawowali komuniści, język państwowy (limba de stat) określali jako mołdawski, z kolei proeuropejskie ugrupowania używają sformułowania Dofinansowano ze środków Ministra Kultury i Dziedzictwa Narodowego pochodzących z Funduszu Promocji Kultury język rumuński.

Cud nr 2: Moldoveni deci Români (Mołdawianie, czyli Rumunii)

Rozbrat z ideą zjednoczeniową nastąpił na ponad 20 lat na początku lat 90. XX wieku. W referendum ogólnokrajowym mieszkańcy Republiki Mołdawii w przytłaczającej większości opowiedzieli się za utrzymaniem suwerenności państwowej. Kropkę nad „i” postawili jednak sami Mołdawianie tłumnie występując o przywrócenie rumuńskiego obywatelstwa. Szacuje się, że paszportem sąsiedniego Dofinansowano ze środków Ministra Kultury i Dziedzictwa Narodowego pochodzących z Funduszu Promocji Kultury – od 2007 roku – także i unijnego państwa – legitymuje się około 700 tys. Mołdawian. Rośnie też poparcie społeczne dla idei zjednoczeniowej, za którą może się opowiadać nawet co piąty mieszkaniec Mołdawii. W marcowym wiecu unioniści zebrali na ulicach stołecznego Kiszyniowa kilkanaście tysięcy zwolenników, w tym byłego rumuńskiego prezydenta Traiana Basescu, który otwarcie opowiada się za zjednoczeniem Mołdawii z Rumunią w setną rocznicę przyłączenia tejże do Królestwa Rumunii po I wojnie światowej. Z tej okazji zainicjowano także akcję poparcia unii ze strony władz lokalnych. Odpowiednie uchwały podjęło ponad 130 miejscowości, ale dwa razy więcej z kolei opowiedziało się przeciwko odpowiadając w ten sposób na apel prorosyjskiego prezydenta Igora Dodona, który przy okazji odebrał Traianowi Basescu i jego żonie mołdawskie obywatelstwo nadane przez poprzednika Dodona – Nikolę Timoftiego w 2016 roku.

Trzy czwarte mieszkańców uważa się za Mołdawian, 6.6% to Ukraińcy, 4% Rosjanie, ale za to trzykrotnie – w porównaniu ze spisem powszechnym z roku 2004 – wzrosła liczba osób deklarujących się jako Rumunii – z 2.2 do 7% [2]. Dane te nie uwzględniają Naddniestrzańskiej Republiki Mołdawskiej, czyli nieuznawanego przez społeczność międzynarodową parapaństwa. Tamtejsze władze utrzymują, że jedna trzecia spośród pół miliona mieszkańców to Rosjanie, kolejne 29% to Ukraińcy, a co trzeci mieszkaniec Naddniestrza to Mołdawian.

Lenin przed gmachem naddniestrzańskiego parlamentu w Tyraspolu. © Archiwum własne autora

Cud nr 3: Gra w państwo

Choć Mołdawia istnieje już ćwierć wieku, to trudną ją nazwać państwem stabilnym. Kamil Całus uważa Mołdawię za państwo niedokończone. „W ciągu tego okresu kolejne ekipy rządzące nie były w stanie zbudować efektywnych instytucji państwowych ani stworzyć́ warunków do rozwoju gospodarczego, dającego szansę na zaspokojenie podstawowych potrzeb mieszkańców kraju”[3]. Liczący blisko trzy miliony mieszkańców kraj to de facto trzy osobne organizmy polityczne. Dwadzieścia sześć miejscowości na południu Mołdawii to Autonomiczne Terytorium Gagauzja, które rządzi się własnymi prawami, włącznie z wybieranym w wyborach powszechnych gubernatorem, z urzędu wchodzącym co prawda w skład mołdawskiego rządu, ale reprezentującym społeczność silnie prorosyjską do tego stopnia, że zamiast rodzimego języka gagauskiego spokrewnionego w tureckim, używa ona powszechnie rosyjskiego. Gagauzi, którzy stanowią prawie 5% populacji, to zbułgarzeni Turcy albo sturczeni Bułgarzy wyznający prawosławie. Mieli plany odłączenia się od Mołdawii, gdy wykuwała się mołdawska niepodległość i nawet przez chwilę mogli się ową samodzielnością nacieszyć, ale ostatecznie udało się gagauski separatyzm spacyfikować w zamian za autonomię. To, co udało się z liczącą wówczas blisko 150 tys. osób społecznością gagauską, nie powiodło się z mieszkańcami lewego brzegu Dniestru. W Gagauzji konflikt zbrojny udało się szybko zażegnać, podczas gdy w Naddniestrzu prawdziwa wojna trwała aż pięć miesięcy – od marca do lipca 1992 roku.

Komrat, Autonomia Gaugaska. Siedziba uniwersytetu. © Author’s personal archive

Cud nr 4: Państwo, którego nie ma

Naddniestrze przypomina popularną grę̨ Monopoly. Od 26 lat pobiera się tam podatki, jest własna policja, wojsko, służby graniczne, infrastruktura i przemysł oraz waluta, która tak jak w Monopoly jest niewymienialna. Na dodatek od niedawna, naddniestrzańskie ruble to rzeczywiście plastikowe żetony. Formalnie Naddniestrze obejmujące lewobrzeżną część Dniestru oraz miasto Bendery na prawym brzegu to część Republiki Mołdawii i żadne państwo na świecie tego nie kwestionuje. Gdyby nie specyficzna sytuacja polityczna separatystycznego Naddniestrza, najprawdopodobniej żaden zachodni turysta nie odwiedziłby tego terytorium położonego na lewym brzegu Dniestru z braku atrakcji turystycznych. Zachodnie przewodniki turystyczne piszą o Naddniestrzu lub jak wolą jego mieszkańcy – Pridniestrowiu – jako o skansenie ZSRR w pigułce. Dreszczyk emocji towarzyszy też lekturze informacji konsularnych, które ostrzegają przed wyprawami do Naddniestrzańskiej Republiki Mołdawskiej ze względu na brak możliwości zapewnienia opieki ze strony dyplomatów. Wjazd do Pridniestrowia sam w sobie stanowi atrakcję. Trzeba wypisać deklarację celną (jeśli podróżujemy własnym autem, to musimy je niejako importować wewnętrznie), zapłacić około 5 euro opłaty granicznej, co daje nam możliwość 10-godzinnego pobytu, niewymagającego rejestracji na milicji. Procedury graniczne wymagają wypełnienia, podobnie jak i w niektórych krajach poradzieckich, specjalnej karty migracyjnej, której drugą połowę oddaje się przy wyjeździe. Funkcjonariusze graniczni parapaństwa nie mają możliwości wbijania w paszportach stempli granicznych, więc w ten sposób ewidencjonują ruch graniczny. Zagranicznego turystę zaskoczy niedostatek bankomatów. Te, które spotkać można w większych miastach, wypłacają jedynie dolary lub rosyjskie ruble, bo miejscowa waluta – ruble naddniestrzańskie – są niewymienialne. Popołudniami poza dużymi miastami trudno jest je zdobyć, choć coraz częściej zdarzają się sytuacje wcześniej nie do pomyślenia. W nadgranicznej wsi Kamionka na północy Naddniestrza zarówno w restauracji jak i na stacji benzynowej bez problemów należność można uregulować w lejach mołdawskich. W państwowych mediach retoryka oblężonej twierdzy ustąpiła pola sprawom życia codziennego. Bo to właśnie kryzys gospodarczy najbardziej doskwiera mieszkańcom. 25–30% populacji wyemigrowało. Przeciętne wynagrodzenie w Naddniestrzu to 150 dolarów, przy cenach dorównujących poziomem do tych w Unii Europejskiej. Naddniestrze ratują dotacje z Rosji, w tym dodatki dla emerytów, którzy stanowią 40% populacji, oraz prawie darmowe dostawy tamtejszego gazu. Rosja jednak od czasu aneksji Krymu nie sypie już tak hojnie groszem jak kiedyś. Głównym zmartwieniem mieszkańców Naddniestrza jest więc ich własna sytuacja materialna, a nie oblegane przez tabuny turystów pomniki Lenina i ulice, którym wciąż patronują bohaterowie socjalistycznego świata, czy też suwerenność prawnomiędzynarodowa, choć w 2016 roku 97% Naddniestrzan w referendum opowiedziało się za przyłączeniem do Rosji.

Naddniestrzańska gospodarka zdominowana jest przez prywatny holding Sheriff żyjący w symbiozie w miejscowymi władzami, które zresztą albo się wywodzą z jego szeregów, albo też są przezeń namaszczone. 40% naddniestrzańskiego eksportu trafia do Unii Europejskiej, więc geopolityka ma mniejsze znaczenie niż biznes, choć rosyjski kontyngent sił pokojowych to ważny czynnik rosyjskiego destabilizowania sytuacji w regionie. Niedawno jednak mołdawskim dyplomatom udało się doprowadzić do uchwalenia projektu rezolucji ONZ wzywającej Rosję do wycofania swoich żołnierzy. Inicjatywę ostro skrytykował prorosyjski prezydent Mołdawii. „Mołdawia powinna przede wszystkim dbać o swój [konstytucyjny – przyp. aut.] status państwa neutralnego” – napisał Igor Dodon na swoim profilu w serwisie społecznościowym.

Cud nr 4: Pozorny konflikt, czyli udana symbioza

„Koncentrujemy się na uznaniu międzynarodowym” – mówi w rosyjskiej prasie obecny lider Naddniestrza Wadim Krasnosielski, ale jak mawiali starożytni – „pieniądze nie śmierdzą”. Po obu stronach Dniestru za sznurki pociągają oligarchowie – w Kiszyniowie Vlad Plahotniuc, a w Tyraspolu szef holdingu Sheriff Wiktor Guszan. I efekty porozumienia technicznego w formacie „5+2” (platforma politycznych negocjacji ws Naddniestrza z udziałem Rosji, Ukrainy, OBWE, UE, USA oraz Mołdawii i Naddniestrza) już są. Pod koniec 2017 roku udało się uruchomić nieczynny od wojny w 1992 roku most na Dniestrze, władze w Kiszyniowie uznawać będą wydawane przez naddniestrzańskie uczelnie dyplomy, w zamian za co mołdawskie szkoły mogą działać w Naddniestrzu. Normalizuje się̨ też łączność komórkowa. Do niedawna standard GSM dostępny był jedynie na terenach przygranicznych z Mołdawią lub Ukrainą. Na reszcie terytorium działała tylko sieć komórkowa w amerykańskim standardzie. Teraz operator z Naddniestrza będzie mógł także działać na prawym brzegu. Mołdawia i Naddniestrze mają mieć znowu jeden wspólny numer kierunkowy, a rolnicy będą mogli wrócić na swoje pole, których nie mieli jak uprawiać od ponad dwudziestu lat bo leżą po stronie naddniestrzańskiej. Co ciekawe, proza życia to nie jedyna rzecz, która spaja oba brzegi Dniestru. Od dawna taką dziedziną jest sport, w którym naddniestrzańscy zawodnicy występują w mołdawskiej reprezentacji olimpijskiej, a miejscowy Sheriff Tyraspol to jedna z najlepszych drużyn piłkarskich w mołdawskiej lidze.

Pozorowany konflikt to także gwarancja utrzymania wpływów samego Plahotniuca. Pomimo, że formalnie nie jest członkiem mołdawskiego rządu, a jedynie liderem największej w parlamencie Partii Demokratycznej, to za pomocą podporządkowanych sobie politycznie instytucji państwa oraz powiązań biznesowych, wszystko w Mołdawii dzieje się za jego wiedzą i zgodą. Ci, którzy mogli mu zaszkodzić są eliminowani, a główny konkurent w „grze o tron” – były premier Vlad Filat, siedzi w więzieniu od dwóch lat. Będzie tam jeszcze zamknięty przez kolejne siedem w związku z wyrokiem za nadużywanie władzy i korupcję, w tym zarzuty dotyczące wyprowadzenia z mołdawskiego systemu bankowego miliarda dolarów. Suma odpowiadająca 12% PKB kraju „wyparowała” z trzech miejscowych banków na podstawie windykowanych legalnie weksli poręczanych przez obywateli Mołdawii i rosyjskie „firmy-krzaki” obsługiwane przez miejscowe banki.

Milesti Mici, Moldova. Wine fountain. © Archiwum własne autora

Lider Partii Demokratycznej oficjalnie reprezentuje proeuropejski kierunek w mołdawskiej polityce w opozycji do antyeuropejskiego i prorosyjskiego prezydenta. Obaj jednak skutecznie spolaryzowali społeczeństwo, które jednak coraz to bardziej ma dosyć miejscowych elit politycznych i coraz chętniej popiera integrację z Rumunią, co wcale nie jest z entuzjazmem przyjmowane w Bukareszcie.

Cud nr 5: Cuda nad urną

W ramach walki obóz rządowy i prezydencki wymieniają ciosy między sobą. Jeśli głowa państwa odmawia podpisania nominacji ministerialnych albo ustawy ograniczającej rosyjską propagandę, to Sąd Konstytucyjny zawiesza w obowiązkach prezydenta. Zrobił to już trzykrotnie. Dziwnym trafem, sądy zazwyczaj wydają wyroki po myśli naczelnego oligarchy Mołdawii. Pod koniec czerwca z kolei Sąd Najwyższy unieważnił przedterminowe wybory burmistrza Kiszyniowa. Oficjalnie z uwagi na naruszenie przepisów wyborczych, ale dla opinii publicznej nie jest tajemnicą, że chodzi o zagrożenie jakie mógł stwarzać zwycięzca wyborów – lider realnej, ale pozaparlamentarnej opozycji Andrea Nastase. Powstała ona jako efekt masowych demonstracji społecznych w 2015 roku, które wywołało wyprowadzenie miliarda dolarów z systemu bankowego. Nastase mógł więc stanowić duże zagrożenie dla obozu władzy w nadchodzących za kilka miesięcy jesiennych wyborach parlamentarnych wykorzystując na przykład aparat administracyjny swojego urzędu. W stolicy kraju – Kiszyniowie mieszka ponad 30% populacji Mołdawii, więc gra o „tron” w Kiszyniowie warta jest świeczki, zwłaszcza że stołeczne miasto jest najbardziej prozachodnie ze wszystkich mołdawskich miast.

Quo vadis Mołdawio?

Idea mołdawianizmu, która legła u podstaw niepodległego bytu państwowego po 25 latach istnienia, nie spaja obywateli tak, jakby tego można było się spodziewać. Państwo zawłaszczone przez polityczno-biznesowe grupy interesu boryka się nie tylko z trudnościami gospodarczymi, które drenują społeczeństwo, ale również z ogromną korupcją jawiącą się jako największy problem tego kraju. Analityk ds. Mołdawii i Rumunii ocenia na swoim profilu w serwisie społecznościowym, że każdego dnia z Mołdawii emigruje 100–110 osób. „To mniej więcej jedna osoba na piętnaście minut. Większość z nich do domu wraca już tylko w odwiedziny. W rezultacie Kiszyniów staje się swoistym centrum urlopowym, gdzie knajpy codziennie, bez względu na porę dnia nie narzekają na klientele. Ale to może się niedługo zmienić. Restauracje opustoszeją, bo emigrantom nie będzie już kogo odwiedzać. Pracujący za granicą Mołdawianie gdy tylko zabezpieczą swój byt i poczują się wystarczająco pewnie, zwykle ściągają swoich rodziców, dzieci i dalszą rodzinę do Włoch, Portugalii czy Francji” – twierdzi Kamil Całus. Emigrację ułatwia ruch bezwizowy z Unią Europejską. Przelewy od emigrantów zarobkowych stanowią nawet jedną piątą miejscowego PKB. Gospodarka zdominowana przez sektor rolniczy, w którym pracuje co trzeci zatrudniony, a przemysł i energetyka znajdują się po lewej stronie Dniestru. „Mołdawia jest importerem netto energii, gdyż złoża krajowe zaspokajają zaledwie 3% jej potrzeb. Gaz ziemny zaspokaja niemal 65% jej zapotrzebowania na wszystkie surowce energetyczne, a roczny popyt na gaz wynosi 3–3,5 mld m3, z tego zaledwie 1 mld m3 zużywa terytorium zarządzane przez Kiszyniów (resztę konsumuje separatystyczny region Naddniestrza)” – pisze Anita Sobják[4]. Niezależność energetyczną może poprawić łącznik gazowy budowany na granicy z Rumunią, ale perspektywa ukończenia projektu jest bardzo daleka.

Badania społeczne dowodzą, że korupcja to – obok warunków życia i kryzysu gospodarczego – główny problem, z jakim boryka się mołdawskie społeczeństwo. Szacuje się, że w przeliczeniu na osobę, każdy Mołdawianin wydaje rocznie na łapówki nawet i 20 dolarów.

Mało stabilny jest też również system polityczny. Słynne stały się już problemy z wyborem mołdawskiego prezydenta. Przez 16 lat od roku 2000, głowę państwa wybierał parlament większością trzech piątych spośród 101 posłów. Jednak w latach 2009–2012 nie udało się nikomu zdobyć takiej większości, więc formalnie Mołdawia nie miała prezydenta, a jego obowiązki pełnili szefowie parlamentu. Gdy okazało się, że wskutek koniecznego w takiej sytuacji rozwiązania parlamentu, wybory parlamentarne mogłyby wygrać ugrupowania prorosyjskie i przeforsować swojego kandydata, po 16 latach Sąd Konstytucyjny przywrócił… bezpośrednie wybory prezydenckie, które i tak wygrał lider wspieranej przez Moskwę – Partii Socjalistów. Podniesiono również cenzus wieku dla kandydatów, co skutecznie wyeliminowało popularnego wówczas polityka Renato Usatiego, burmistrza drugiego co wielkości miasta Mołdawii – Bielc. Nawiasem mówiąc, od dwóch lat polityk ten był oficjalnie „na delegacji służbowej” w Moskwie, bo w Mołdawii czeka na niego list gończy z zarzutami o zlecenie zabójstwa. Do czasu swojej rezygnacji na początku 2018 roku, kierował miastem dosłownie przez internet.

Zamrożony konflikt o Naddniestrze, zawłaszczone przez oligarchię państwo zmierzające w kierunku autokracji i wszechobecna korupcja tak po 25 latach funkcjonowania wygląda realizacja projektu pod nazwą: Mołdawia.

Symulowana walka pomiędzy nominalnie proeuropejskim rządem a prorosyjskim prezydentem ma na celu utrzymanie dotychczasowego modelu sprawowania władzy i kontroli nad państwem, którego elity nie mają od ćwierć wieku spójnej wizji tożsamości, wokół której mogliby zjednoczyć się obywatele. Rozwiązanie konfliktu naddniestrzańskiego też nikomu nie jest na rękę, ponieważ niespecjalnie palą się do tego mieszkańcy Naddniestrza, dla których tożsamość lokalna jest istotnym czynnikiem kształtowania mitu państwowotwórczego. Nie walczą o to też władze w Kiszyniowie, bo praktycznie wszystkie dotychczasowe polityczne propozycje uregulowania sprawy sprowadzały się do federalizacji Mołdawii, co oznaczałoby zbyt duży wpływ Tyraspola na losy Mołdawii. Całą nadzieję pokłada się w naddniestrzańskim biznesie, który po zmianie władzy na Ukrainie stracił życzliwość Kijowa, a Moskwa z kolei mocno zakręciła kurek z pieniędzmi.

Kurek zakręciła też Unia Europejska, choć z oporami i dosyć późno. Wstrzymano 100 mln euro pomocy finansowej w związku z nieprzestrzeganiem przez Kiszyniów zasad państwa prawa. Najpierw bowiem w 2014 roku pod wątpliwym prawnie pretekstem z list wyborczych usunięto ogromnie wówczas popularnego Renato Usatiego. Z kolei unieważnienie wyniku przedterminowych wyborów burmistrza Kiszyniowa spotkało się z krytyką ze strony USA i Unii Europejskiej. Dla nikogo nie jest bowiem tajemnicą, że Unia Europejska nie może sobie pozwolić na utratę Mołdawii, bo wtedy kraj wpadnie w objęcia Moskwy na dobre. Dlatego też Vlad Plahotniuc kreuje się na jedynego gwaranta prozachodniego kursu politycznego i – jak widać – dla zachowania władzy może sobie pozwolić na wiele, na przykład na rok przed wyborami parlamentarnymi zmienić ordynację wyborczą. Teraz w systemie mieszanym połowa posłów wybierana będzie w trybie proporcjonalnego podziału mandatów, a reszta w okręgach jednomandatowych, w których ekipa Plahotniuca wystawi tak zwanych niezależnych kandydatów nieobciążonych niskim poparciem społecznym jego partii i z nim niekojarzonych, choć manewr ten nie zdał już egzaminu podczas przedterminowych wyborów lokalnych w Kiszyniowie. Kandydatka niezależna, którą intensywnie promowano przy pomocy imperium medialnego Plahotniuca nie weszła nawet do drugiej tury.

Na Kaukazie, ale też i w Mołdawii popularna jest wśród mieszkańców, chętnie prezentowana turystom, opowieść o stworzeniu świata. Podobno gdy Bóg to robił, pominął Mołdawian/Gruzinów/Abchazów, ponieważ w tym czasie świętowali. Gdy przybiegli następnego dnia zrozpaczeni, że nie został im już żaden skrawek globu, Bóg miał się nad nimi ulitować i przydzielić im ostatni fragment planety zachowany specjalnie dla siebie, czyli de facto raj. Tak się składa, że we wszystkich tych krajach jest pięknie, ale w każdym są podobne problemy – chociażby z państwami nieuznawanymi.

 


[1] B. Zdaniuk, Konsolidacja państwa w Republice Mołdawii, Warszawa 2016, s. 96.

[2] Structura etnică a populației la recensămintele din anii 2004 și 2014, pe medii. http://www.statistica.md/pageview.php?l=ro&idc=479&id=4162, dostęp: 5 lipca 2018 r.

[3] K. Całus, Państwo niedokończone. 25 mołdawskiej niepodległości, Warszawa 2016.

[4] Mołdawsko-rumuński łącznik gazowy: czy połączenie się z Unią Europejską spowoduje rozłączenie się z Rosją? , https://www.pism.pl/files/?id_plik=14568, dostęp: 5 lipca 2018 r.

Wszystkie teksty (bez zdjęć) publikowane przez Fundację Warsaw Institute mogą być rozpowszechniane pod warunkiem podania ich źródła.

Powiązane wpisy
Top