OPINIE

Data: [29.02.2024 r.] Autor: Pieter Cleppe

Czy wybory europejskie przyniosą rozliczenie z zieloną polityką?

W okresie poprzedzającym czerwcowe wybory do Parlamentu Europejskiego trend jest już wyraźny: centroprawicowe i prawicowe siły populistyczne poprawiają się w sondażach, a centrolewica, zwłaszcza zieloni, wydają się czekać na karę ze strony wyborców. Oczywiście w każdym państwie członkowskim UE w grę wchodzą inne kwestie, ale to, co nadal odgrywa ważną rolę, to polityka klimatyczna, a w szczególności rola Unii Europejskiej.


ŹRÓDŁO: motionarray.com

Problemy gospodarcze Niemiec, którym zdaje się nawet towarzyszyć dezindustrializacja, są związane nie tylko z rosyjską decyzją z 2022 r. o zakończeniu stabilnych dostaw gazu do Niemiec w ramach przeciwdziałania europejskim sankcjom. Oszałamiająca decyzja Niemiec o rozpoczęciu zamykania elektrowni jądrowych w obliczu kryzysu energetycznego również odgrywa ważną rolę. Polityka UE mająca na celu promowanie samochodów elektrycznych – które w coraz większym stopniu pochodzą z Chin – dodaje do tego. Mniej mówi się o unijnym „systemie handlu uprawnieniami do emisji CO2” (ETS), który w rzeczywistości jest równoznaczny z podatkiem klimatycznym, ponieważ zmusza firmy do płacenia za emisję gazów cieplarnianych. Dzieje się tak, podczas gdy energia w Europie jest już o wiele droższa niż u amerykańskich konkurentów.

Zielona polityka kosztem ubogich

Właśnie wtedy, gdy Europa była nękana przez wysoką inflację, wiosną 2023 r. instytucje europejskie postanowiły rozszerzyć swój podatek klimatyczny ETS na więcej sektorów – w tym żeglugę morską, budynki i transport drogowy. Stało się tak pomimo ostrzeżeń ze strony grup walczących z ubóstwem, że może to mieć „niszczycielskie konsekwencje społeczne dla gospodarstw domowych o niskich dochodach”, ponieważ „w dużej mierze polegają one na paliwach kopalnych do ogrzewania i transportu”. Aby sobie z tym poradzić, UE opracowuje nowy „Społeczny Fundusz Klimatyczny”, który oczywiście ponownie zostanie opłacony przez tych samych podatników, których już dotknęła polityka klimatyczna UE.

Jeszcze bardziej dziwaczne jest to, że UE zdaje sobie sprawę, że stawia swój własny przemysł w niekorzystnej sytuacji, ponieważ w tym samym czasie, gdy podjęto decyzję o przedłużeniu unijnego podatku klimatycznego, państwa członkowskie UE zdecydowały się wprowadzić tak zwaną taryfę klimatyczną lub mechanizm dostosowania cen na granicach emisji dwutlenku węgla (CBAM). Innymi słowy: Najpierw UE strzela sobie w stopę, tylko po to, by narzekać, że jej własny przemysł znajduje się w niekorzystnej sytuacji konkurencyjnej, po czym decyduje się na nałożenie dodatkowych ceł na zagranicznych konkurentów. Fakt, że koszty te zostaną po prostu przeniesione na europejskich konsumentów, najwyraźniej umknął decydentom, ale europejscy partnerzy handlowi również nie są z tego powodu zadowoleni.

Indyjski minister handlu Piyush Goyal ostrzegł w grudniu, że Indie podejmą „środki odwetowe” przeciwko temu, co uważa za niesprawiedliwe taryfy celne, ponieważ uderzyłyby one w indyjski eksport metali o wartości nawet 8 miliardów dolarów rocznie. Wraz z Republiką Południowej Afryki, Tajwanem i kilkoma krajami rozwijającymi się, Indie rozważają obecnie zakwestionowanie tego mechanizmu dostosowania cen na granicy emisji dwutlenku węgla w Światowej Organizacji Handlu (WTO). Ponadto Indie pracują nad własnym mechanizmem podatku węglowego, który ma na celu opodatkowanie importu z krajów rozwiniętych za to, co Indie uważają za historyczne emisje dwutlenku węgla. Pokazuje to, w jaki sposób unijny model polityki klimatycznej oparty na podatkach i regulacjach może ostatecznie zakończyć się wojnami handlowymi i protekcjonizmem, z klimatem jako wymówką.

CBAM szczególnie mocno uderza w najbiedniejsze kraje. Według badania przeprowadzonego przez African Climate Foundation i London School of Economics, protekcjonistyczna unijna taryfa klimatyczna CBAM kosztowałaby Afrykę 25 miliardów dolarów, czyli prawie cztery razy więcej niż UE przekazała na pomoc rozwojową dla Afryki w 2021 roku. Kraje afrykańskie skarżyły się na szczeblu WTO, że ten „jednostronny środek środowiskowy” grozi zmniejszeniem afrykańskiego PKB o ponad 1%, jednocześnie niewiele robiąc dla klimatu.

Alternatywy

Powinno być zatem jasne, że bardzo potrzebne jest inne podejście. „Climate & Freedom International Coalition„, grupa naukowców i decydentów politycznych, opracowała alternatywę dla obecnej polityki centralnego planowania i kolektywistycznego „porozumienia paryskiego”. W ten sposób grupa opracowała proponowany traktat międzynarodowy, oparty na założeniu polegania na wolnych rynkach w celu znalezienia rozwiązań neutralnych pod względem emisji dwutlenku węgla.

W skrócie, ten alternatywny model sprowadza się do pomysłu po prostu zakończenia interwencji rządu na dużą skalę w sektorze energetycznym, a tym samym zniesienia wszystkich konwencjonalnych dotacji energetycznych. Pomysł polega na zachęcaniu do inwestowania w nowsze, czystsze technologie.

Państwa, które ratyfikują ten traktat, będą mogły korzystać z korzyści handlowych, pod warunkiem, że przyjmą przyjazną dla klimatu politykę wolnorynkową. Sugestie w tym zakresie obejmują zachęcanie do ukierunkowanych cięć podatkowych („Clean Tax Cuts”), szczególnie w czterech sektorach, które odpowiadają za 80% emisji gazów cieplarnianych – transport, energia i elektryczność, przemysł i nieruchomości – oraz cięcia podatkowe mające na celu demonopolizację. To ostatnie oznacza zniesienie podatków od zysków dla inwestorów, którzy kupują firmy z monopolem i przedsiębiorstwa państwowe, a wszystko to w celu zachęcenia stron traktatu do liberalizacji rynku energii.

Ponadto sugeruje się zachęcanie przedsiębiorców i finansistów w państwach, które podpisały traktat, poprzez zwolnione z podatku „obligacje CoVictory” do inwestowania w „rzeczowe aktywa trwałe” – aktywa, które są ważne dla firm w perspektywie długoterminowej. Celem jest obniżenie kosztów pożyczek o co najmniej 30%, aby zachęcić do większej innowacyjności.

Napięcia z partnerami handlowymi

Nie tylko polityka klimatyczna UE, ale także inne aspekty polityki środowiskowej UE coraz częściej powodują napięcia z partnerami handlowymi. Rebeca Grynspan, sekretarz generalna Konferencji Narodów Zjednoczonych ds. Handlu i Rozwoju, ostrzega nawet, że zachodnia polityka środowiskowa szkodzi rozwojowi gospodarek wschodzących. O amerykańskiej ustawie o redukcji inflacji, która zapewnia wiele dotacji na produkcję amerykańskich samochodów elektrycznych, i podobnych europejskich środkach promujących zielone technologie, słusznie stwierdza: „Kraje rozwijające się postrzegają wiele z tych polityk jako protekcjonistyczne”, podczas gdy „handel i inwestycje … są ważne dla dynamicznego, zrównoważonego wzrostu” w tych krajach.

Krytykuje również w szczególności nową dyrektywę UE w sprawie wylesiania, którą uważa za zbyt restrykcyjną: „Jeśli tylko karze się ludność, a nie pomaga się jej w uzyskaniu trwałego dochodu ze zrównoważonych lasów…”… jaka jest droga naprzód?”.

W zeszłym roku powstał spór handlowy między UE a Malezją i Indonezją, które są głównymi eksporterami oleju palmowego, a które stanęły w obliczu nowych wymogów biurokratycznych wynikających z nowych przepisów UE. ITC, wspólna agencja ONZ i Światowej Organizacji Handlu, ostrzegła, że z powodu tej polityki UE może mieć „katastrofalny” wpływ na światowy handel, ponieważ w szczególności mniejsi producenci mogą zostać „odcięci” od dostępu do rynku.

Sedno problemu tkwi w tym, że UE stanowczo odmawia zaufania standardom partnerów handlowych. W przypadku Malezji jest to na przykład program certyfikacji Malezyjskiego Zrównoważonego Oleju Palmowego (MSPO). Niedawno kraj ten został pochwalony przez organizację pozarządową Global Forest Watch za ograniczenie wylesiania. W przeciwieństwie do podejścia UE, brytyjska Komisja Handlu i Rolnictwa (TAC) również oficjalnie potwierdziła uznanie standardów Malezji za równoważne. Stwierdziła, że „ryzyko, że CPTPP doprowadzi do wzrostu importu oleju palmowego z wylesionych terenów, zostało określone jako niskie”. Obietnica Wielkiej Brytanii dotycząca uznania standardów jej partnerów handlowych z Azji Południowo-Wschodniej była ważnym powodem, dla którego Wielka Brytania uzyskała dostęp do Trans-Pacific Trade Agreement CPTPP, największej umowy handlowej dla Brytyjczyków od czasu Brexitu.

Podważanie wolnego handlu

Również w innych obszarach polityki UE coraz częściej próbuje narzucać partnerom handlowym określone wybory i warunki polityczne, co prowadzi do napięć, jak na przykład w przypadku nowej dyrektywy w sprawie należytej staranności. Wymaga ona od firm importujących zbadania nie tylko tego, czy ich dostawcy naruszają prawa człowieka, ale także tego, czy przestrzegają wszelkiego rodzaju określonych standardów społecznych i ekologicznych. Niemiecka federacja przemysłowa ostro skrytykowała tę dyrektywę, ostrzegając, że „w ten sposób UE wbija kolejny gwóźdź do trumny dla międzynarodowej konkurencyjności europejskiego przemysłu”.

Jednym z powodów, dla których UE do tej pory nie udało się sfinalizować umowy handlowej Mercosur z gospodarkami Ameryki Łacińskiej, jest właśnie to, że próbuje ona wykorzystać negocjacje handlowe do narzucenia swoim partnerom handlowym wszelkiego rodzaju konkretnych wyborów politycznych. Tak przynajmniej twierdzą eksperci tacy jak Marcela Cristini, starszy ekonomista w Argentyńskiej Fundacji Badań Ekonomicznych w Ameryce Łacińskiej (FIEL). Według niej wymogi środowiskowe UE są „nadmierne” w porównaniu z korzyściami gospodarczymi, jakie umowa przyniosłaby Argentynie.

Pomimo wszystkich swoich wad, jeśli chodzi o otwarcie handlu z resztą świata, Unia Europejska była w stanie wykazać się przyzwoitymi wynikami w ciągu ostatnich dwóch dekad. Jednak i to znajduje się obecnie pod coraz większą presją, ze względu na niemal obsesyjną politykę ekologiczną. Być może nadchodzące wybory do Parlamentu Europejskiego to zmienią.

Wesprzyj nas

Jeżeli przygotowane przez zespół Warsaw Institute treści są dla Państwa przydatne, prosimy o wsparcie naszej działalności. Darowizny od osób prywatnych są niezbędne dla kontynuacji naszej misji.

Wspieram

Wszystkie teksty (bez zdjęć) publikowane przez Fundacje Warsaw Institute mogą być rozpowszechniane pod warunkiem podania ich źródła.

TAGS: economy, USA, Bliski Wschód 

Powiązane wpisy
Top