RUSSIA MONITOR

Data: 27 lutego 2019

Zmowa cenowa czy zamach na handel paliwami?

W kwietniu można oczekiwać ponownego wzrostu cen paliw w Rosji. Kończy się wtedy porozumienie rządu z producentami, więc już znaleziono winnych. Opinii społecznej na pożarcie rzuci się kilku prywatnych pośredników w handlu paliwem, zaś całe zamieszanie skończy się nie tylko droższą benzyną dla Rosjan, ale też faktycznym przejęciem przez państwo kolejnego sektora gospodarki.

ŹRÓDŁO: GAZPROM-NEFT.COM

Federalna Służba Antymonopolowa ogłosiła, że znalazła winnych ubiegłorocznego gwałtownego wzrostu cen paliw. Miało to miejsce w kwietniu i maju 2018 roku – wysokie ceny utrzymywały się następnie niemal do końca roku. Spadły dopiero gdy rządowi udało się zmusić spółki naftowe do zawarcia porozumienia hamującego proces podnoszenia cen produktów naftowych. Ale teraz okazuje się, że winni nie są producenci, ani rząd, lecz pośrednicy. Znalezienie kozła ofiarnego było pilną sprawą, bo porozumienie nafciarzy z rządem kończy się 31 marca i nie da się dalej hamować wzrostu cen. W umowie zapisano, że producenci mają prawo zwiększyć taryfy zgodnie z inflacją. Do tego dochodzą inne czynniki, choćby wypowiedzi ekspertów, że w Rosji tak naprawdę jest dziś najtańsza benzyna w Europie. Lada moment więc można się spodziewać ponownego wzrostu cen. W takich okolicznościach informacja FAS o zmowie traderów jest na rękę i władzy i nafciarzom. Dla opinii społecznej samo określenie trader jest mało zrozumiałe i symbolizuje spekulanta. Po drugie, w ten sposób na bok schodzi polityka rządu, która przyczyniła się do podwyżek cen paliw. Chodzi m.in. o tzw. manewr podatkowy oraz podwyżkę akcyzy na paliwo.

Największe konsekwencje oskarżenie o zmowę cenową traderów może mieć dla całego rynku handlu paliwami w Rosji. Bo można się teraz spodziewać, na marginesie nagonki na pośredników, którzy kupują paliwa od producentów na giełdzie paliwowej, a potem sprzedają na rynek, że pojawią się wezwania do „uregulowania” rynku. To znaczy być może nawet do całkowitego oddania kontroli nad zaopatrywaniem kraju w paliwa w ręce państwa. W najgorszym scenariuszu prawo sprzedaży paliwa na rynku krajowym mogłaby otrzymać jakaś jedna instytucja, kontrolowana przez państwo. Taki monopol oczywiście otworzyłby drogę do manipulacji cenami i nadużyć. Znalezienie kozłów ofiarnych w postaci traderów można też odbierać jako sygnał dla społeczeństwa, że ceny na paliwo mogą wzrosnąć. Oczywiście kto jest temu winny? Traderzy. Jednocześnie obywatele otrzymają propozycję zmiany tego stanu rzeczy: państwowe regulowanie działalności tego sektora gospodarki. Dlaczego tak, skoro winni ostatnich wzrostów cen zostali namierzeni i będą ukarani? Wytłumaczenie, którego można oczekiwać w prorządowych mediach i wypowiedziach urzędników będzie proste: nowi traderzy, którzy zastąpią tych skompromitowanych, również mogą się zmawiać. Mamy więc do czynienia z kolejnym przejawem antyrynkowej polityki państwa i dążeniem do ręcznego i centralnego nią zarządzania. Oczywiście w takiej sytuacji ktoś na tym zarobi. I to raczej nie państwo, ale wskazani przez nie „regulatorzy”.

Wszystkie teksty (bez zdjęć) publikowane przez Fundację Warsaw Institute mogą być rozpowszechniane pod warunkiem podania ich źródła.

Powiązane wpisy
Top