Data: 21 lipca 2020

Walki na Kaukazie. Rosja zmienia strategię

Najnowsza odsłona zbrojnego konfliktu Armenii z Azerbejdżanem nie zmienia układu sił na Południowym Kaukazie. Potencjały zbrojne obu państw oraz ich układy z innymi krajami nie pozwalają żadnej ze stron na odniesienie zwycięstwa. To, co najistotniejsze, jeśli chodzi o wnioski z ostatnich starć granicznych, to potwierdzenie modyfikacji stanowiska Rosji wobec liczącego sobie trzy dekady konfliktu Armenii i Azerbejdżanu. Zwłaszcza w ostatnich kilku latach Kreml wyraźnie przesunął się z pozycji jednoznacznie proarmeńskich w stronę centrum i teraz będzie chciał odgrywać raczej rolę sprawiedliwego mediatora, niż sojusznika jednej ze stron, konkretnie Armenii.

SPOTKANIE WŁADIMIRA PUTINA Z PREZYDENTEM AZERBEJDŻANU ILHAMEM ALIJEWEM I ÓWCZESNYM PREZYDENTEM ARMENII SERŻEM SARKISJANEM, SIERPIEŃ 2014. ŹRÓDŁO: KREMLIN.RU

W połowie lipca na granicy Armenii i Azerbejdżanu doszło do wybuchu kilkudniowych ciężkich walk. To najpoważniejsze starcie od czasów tzw. wojny kwietniowej 2016 roku. Co ważne, polem bitwy nie okazał się Górski Karabach, ale odcinek granicy dalej na północy, odcinek nie podlegający sporom. Inaczej niż Turcja, która natychmiast ogłosiła jednoznaczne polityczne wsparcie dla Azerbejdżanu, a minister obrony Turcji spotkał się ze swym odpowiednikiem z Baku, Rosja zajęła postawę neutralną. To duże rozczarowanie dla Armenii, tym bardziej, że nie przypadkiem armeńska armia sprowokowała eskalację działań zbrojnych właśnie poza Górskim Karabachem.

Armenia należy do Organizacji Układu o Bezpieczeństwie Zbiorowym (OUBZ). Ten militarny pakt przewiduje wzajemną pomoc w razie ataku na jednego z jego członków – ale z wyłączeniem obszaru Górskiego Karabachu. Skoro zaś teraz walki wybuchły w innej części Armenii, ta miała prawo oczekiwać pomocy sojuszników. Jednak wyraźnie pod naciskiem Moskwy szybko okazało się, że rząd Nikola Paszyniana nie ma co liczyć na takie wsparcie. Jest to tym większe rozczarowanie, gdyż sama Rosja też nie zamierza się angażować, choć ma określony układ obronny z Erywaniem, przewidujący pomoc wojskową w razie ataku na Armenię (za wyjątkiem Górskiego Karabachu). Tymczasem aktywność rosyjska ograniczyła się do oświadczenia rzecznika Kremla Dmitrija Pieskowa, który wezwał obie strony do zakończenia działań zbrojnych, nie przesądzając, kto jest winny eskalacji konfliktu. 17 lipca Władimir Putin poświęcił też najwięcej czasu tematowi konfliktu kaukaskiego na posiedzeniu Rady Bezpieczeństwa. Choć Rosja jest strategicznym sojusznikiem Armenii i jedynym tak naprawdę gwarantem jej bezpieczeństwa, choć ma na terenie Armenii bazy wojskowe w Giumri i Erebuni, kilka tysięcy żołnierzy, siły powietrzne, czołgi i artylerię, w tym wypadku zachowała neutralność. Wynikać to może z pewnego ochłodzenia relacji z Armenią po dojściu do władzy Nikola Paszyniana, ale też należy pamiętać, że w ostatnich latach wyraźnie poprawiły się relacje Rosji z Azerbejdżanem. Zresztą przejawem tego były rozmowy telefoniczne ministrów obrony i spraw zagranicznych obu państw zaraz po wybuchu walk na granicy.

Najwyraźniej Rosja uznała, że uzyska więcej korzyści, bardziej równoważąc swą politykę w tej części Kaukazu. Należy jednak przy tym pamiętać, że nie zmienia to dwóch zasadniczych wektorów rosyjskiej strategii. Po pierwsze, to jednak Armenia pozostaje kluczowym sojusznikiem w regionie. Po drugie, im dłużej będzie pozostawał nierozwiązany problem Górskiego Karabachu i dłużej będzie trwał stan faktycznej wojny między Armenią i Azerbejdżanem, tym lepiej dla Kremla, któremu w tej sprawie, jak w żadnej innej chyba, przyświeca zasada „divide et impera”.

All texts published by the Warsaw Institute Foundation may be disseminated on the condition that their origin is credited. Images may not be used without permission.

TAGS:

Powiązane wpisy
Top