Data: 8 grudnia 2020

Turcy wchodzą na Kaukaz. Jest porozumienie z Rosjanami

Ministerstwa obrony Rosji i Turcji podpisały porozumienie o powołaniu wspólnego centrum obserwacyjnego, które będzie monitorować zawieszenie broni w Górskim Karabachu. Chodzi o określenie technicznych warunków utworzenia i zasad działania turecko-rosyjskiego centrum. Wciąż jednak projekt nie jest ustalony przez Moskwę i Ankarę w stu procentach, co pokazuje, że nadal istnieją poważne różnice zdań w tej kwestii.

ŹRÓDŁO: MIL.RU

Zgodnie z porozumieniem, w centrum będzie dokładnie tylu samo żołnierzy rosyjskich i tureckich – poinformował przedstawiciel ministerstwa obrony FR gen. Igor Konaszenkow. Tak jak wstępnie przyjęto, centrum ma być rozmieszczone na terytorium Azerbejdżanu. Memorandum o utworzeniu wspólnego ośrodka kontroli Turcja i Rosja podpisały jeszcze w połowie listopada. Turcja poinformowała wtedy, że powstanie on w miejscu wybranym przez Azerbejdżan. Jak się okazuje jednak, to właśnie lokalizacja jest głównym punktem spornym. Rosjanie nie chcą bowiem, by takie centrum, a więc i tureccy wojskowi, znalazło się na terenach zajętych przez Azerbejdżan w toku ostatniej wojny. Wojnę zakończyło porozumienie podpisane przez prezydentów Rosji, Azerbejdżanu i premiera Armenii. W jego tekście nie pojawiła się w ogóle Turcja. Ta absencja była tym bardziej uderzająca, że przecież Ankara odegrała ogromną rolę w militarnym zwycięstwie Azerbejdżanu, oficjalnie go popierała i nawet Putin mówił, że Turcja mogłaby odegrać jakąś rolę w potencjalnym rozwiązaniu problemu karabaskiego. Na dodatek dwa dni przed ogłoszeniem rozejmu pojawiły się mediach przecieki opisujące detale przygotowywanego porozumienia, i był tam udział Turcji. Ostatecznie niemal wszystko się potwierdziło – właśnie oprócz udziału Ankary w siłach pokojowych. Jednak zaraz po wstrzymaniu ognia Ilham Alijew, ale też rosyjska agencja Interfax wspominały o udziale tureckim w zaprowadzaniu pokoju. Zaraz po ogłoszeniu rozejmu, do Baku przyleciała turecka delegacja z ministrami obrony i spraw zagranicznych, szefem wywiadu MIT i dowódcą Sił Lądowych na spotkanie z Alijewem. Później Dmitrij Pieskow sprecyzował jednak, że rosyjsko-turecki ośrodek znajdzie się na terytorium Azerbejdżanu, a nie Karabachu, i ma mieć charakter centrum monitoringu przestrzegania rozejmu, bez jakiegokolwiek udziału Turcji w wojskowej „misji pokojowej”. 11 listopada jeszcze więcej zamieszania do tej sprawy wprowadził Recep Tayyip Erdogan ogłaszając, że „Turcja przyłączy się do sił pokojowych w regionie aby monitorować wprowadzanie porozumienia z Rosją”. Zaś wspomniane centrum monitoringu ma zdaniem tureckiego przywódcy znajdować się na „azerbejdżańskich terytoriach, które zostały wyzwolone spod armeńskiej okupacji”. Moskwa jednak nie zgadza się, żeby było ono na terenach odbitych przez Baku w ostatniej wojnie. Strona turecka twierdzi, że choć umowę podpisano, jej szczegóły będą jeszcze ustalane. Niezależnie od ostatecznego kształtu porozumienia, choć Turcja nie wzięła udziału w formowaniu kontyngentu pokojowego, to jednak pokazała swoją ważną rolę w regionie, gdzie dotąd dominowała Rosja. Można oczekiwać, że wpływy tureckie będą rosły nie tylko w Azerbejdżanie i Gruzji, ale też całym regionie czarnomorskim. Teraz Moskwa będzie musiała konkurować – nawet jeśli relacje dwustronne są dziś przyjazne – z Turcją w regionach, które Kreml uważał za swoją tradycyjną strefę wpływów.

Wesprzyj nas

Jeżeli przygotowane przez zespół Warsaw Institute treści są dla Państwa przydatne, prosimy o wsparcie naszej działalności. Darowizny od osób prywatnych są niezbędne dla kontynuacji naszej misji.

Wspieram

Wszystkie teksty (bez zdjęć) publikowane przez Fundacje Warsaw Institute mogą być rozpowszechniane pod warunkiem podania ich źródła.

TAGS:

Powiązane wpisy
Top