RUSSIA MONITOR

Data: 28 września 2018

S-300 w Syrii czyli Szojgu kontra Izrael

Biorąc pod uwagę znaczenie, jakie od dawna Władimir Putin przywiązuje do poprawnych relacji z Izraelem, zwłaszcza na syryjskim teatrze wojennym, zaskakuje furia, z jaką Moskwa zaatakowała Państwo Żydowskie, obwiniając izraelskie lotnictwo o zestrzelenie zwiadowczego rosyjskiego samolotu. Wiele wskazuje na to, że Kreml uległ presji przeciwników współpracy z Izraelem, szczególnie w armii. Decyzja o uzbrojeniu Baszara el-Asada w zaawansowany system obrony rakietowej S-300 może oznaczać, że Rosja przestanie liczyć się z Izraelczykami w Syrii, a to oznacza ostateczny koniec nadziei co niektórych polityków w Jerozolimie i Waszyngtonie, iż Putin może doprowadzić do ograniczenia obecności wojskowej Iranu w Syrii.

ŹRÓDŁO: KREMLIN.RU

To, że bliskie relacje Putina z Benjaminem Netanyahu wielu się nie podobały – i nie mowa o Iranie, a o Moskwie – nie było dla nikogo tajemnicą. Rosyjscy generałowie wolą współdziałać z irańskimi oddziałami i nie w smak było im, że od początku wojny w Syrii Kreml zgodził się, by Izraelczycy punktowo atakowali cele irańskie czy Hezbollahu. Jednak Putin wolał się na to godzić, bo w zamian liczył na coś więcej: że zapewniając Izrael, iż jest bezpieczny, wpłynie dodatkowo na USA, by wycofały się z Syrii. Szybko okazało się jednak, że nic, poza stosunkową swobodą operowania w syryjskiej przestrzeni powietrznej, Kreml nie jest w stanie zagwarantować Netanyahu. Rząd izraelski szybko dostrzegł, że Rosjanie nie mają wpływów (a zapewne i chęci), by nie tylko zmusić Iran do wycofania się z Syrii, ale choćby odsunąć siły irańskie i szyickie od Wzgórz Golan. Z drugiej strony Rosja mogła być zawiedziona, że Izrael nie jest w stanie (nie chce?) namówić Trumpa do ewakuacji z Syrii. Przy obu zawiedzionych stronach potrzebna była już tylko iskra, która wywoła konflikt.

Okazało się nią zestrzelenie rosyjskiego zwiadowczego samolotu Ił-20M nad północno-zachodnią Syrią. Rosjan trafiła rakieta z syryjskiej, sojuszniczej baterii S-200 – i byłby to niezwykle niewygodny fakt, gdyby nie to, że akurat w tym czasie w pobliskim rejonie pojawiły się izraelskie samoloty zainteresowane celami reżimu Asada. Niemal natychmiast rosyjskie wojsko obwiniło o stratę samolotu Izrael właśnie, twierdząc, że izraelscy piloci „schowali się” za wolno lecącą maszyną zwiadowczą i dlatego wystrzelone w ich kierunku syryjskie pociski trafiły właśnie w Iła-20M. Ostry atak na Izrael przypuścił sam minister obrony. Wiele wskazuje na to, że zrobił to bez konsultacji z Kremlem. Zanim Putin zdążył telefonicznie porozmawiać z Netanyahu, mleko się wylało. Nawet natychmiastowa wizyta dowódcy izraelskich sił powietrznych w Moskwie i szczegółowy raport pokazujący, że to nie wina Izraela, a problem komunikacyjny między syryjską baterią a rosyjskim dowództwem w Chmejmim, niewiele pomogło. Nie wiadomo, czy Szojgu zdecydował się zaryzykować i zaatakować Izrael, by ukryć błędy własnych podkomendnych, czy skorzystał z okazji, by storpedować współpracę z Jerozolimą. Fakt jest taki, że zmusił Putina do zmiany kursu. Bez zgody Kremla nie byłoby decyzji o przekazaniu Damaszkowi nowoczesnych S-300. A taka broń na wyposażeniu Asada to już dużo większy problem dla izraelskiego lotnictwa, które dotychczas niemal swobodnie operowało nad Syrią. Izraelski rząd oczywiście nie cofnie się – Netanyahu ostrzegł Rosję przed uzbrojeniem Asada w S-300 i zapowiedział, że nie zmieni to polityki izraelskiej na tym odcinku. A jej celem jest eliminacja Iranu, za każdą cenę.

Wszystkie teksty publikowane przez Fundację Warsaw Institute mogą być rozpowszechniane pod warunkiem podania ich źródła. Obrazy nie mogą być wykorzystywane bez pozwolenia.

Powiązane wpisy
Top