RUSSIA MONITOR

Data: 29 lipca 2019

Protesty w Moskwie. Putin posłuchał siłowików

Lokalny konflikt wokół zbliżających się wyborów do Moskiewskiej Dumy Miejskiej przerodził się w ciągu kilku dni w najważniejszy problem polityczny w całej Rosji. Wbrew opiniom części komentatorów, wcale nie jest to złe dla reżimu. Przeciwnie, wiele wskazuje na to, że władzy zależało na eskalacji stołecznego kryzysu. Na pewno zależało zwolennikom ostrego kursu w polityce wewnętrznej. To siłowicy uważają, że na spadek notowań władzy i pojawiające się kolejne symptomy kryzysu reżimu należy reagować szybko i brutalnie, w zarodku dławiąc potencjalny opór i protesty.

ŹRÓDŁO: KREMLIN.RU

Notowania rządzącej partii Jedna Rosja są tak złe, że w planowanych na początek września wyborach lokalnych w Moskwie pojawiła się groźba porażki obozu rządzącego. Skoro nawet prorządowy ośrodek sondażowy daje Jednej Rosji zaledwie 22 proc. poparcia w stolicy, pojawiło się niebezpieczeństwo, że niezależni kandydaci i opozycja wezmą większość w 45-osobowym zgromadzeniu prawodawczym Moskwy. Taki scenariusz z punktu widzenia Kremla jest absolutnie niedopuszczalny. Gdy mer stolicy, zaliczany do nurtu technokratów, Siergiej Sobjanin nie mógł dać gwarancji wygranej (mimo różnych uników, jak choćby startu polityków Jednej Rosji jako kandydatów niezależnych) inicjatywę przejęli siłowicy. Komisje wyborcze odrzuciły kandydatury blisko 60 osób, w tym czołowych polityków opozycji. Formalnie przez nieprawidłowości na listach z podpisami poparcia. Było to jednak tak mocno naciągane i bezczelne, że opozycja wyszła na ulice. Co więcej spotkała się z zaskakująco dużym poparciem obywateli. Na sankcjonowany przez władze (Sobjanin wciąż jeszcze usiłował szukać rozwiązania bardziej umiarkowanymi środkami) więc 20 lipca przyszło aż ponad 20 000 ludzi. Tylu nie było od lat. To wystraszyło władze. Zareagowano wszczęciem śledztwa ws. utrudniania pracy komisjom wyborczym. Zaczęły się rewizje i przesłuchania opozycjonistów. Gdy Aleksiej Nawalny postawił władzy ultimatum: przyjęcie kandydatur w ciągu tygodnia, albo wielki protest 27 lipca, został aresztowany na 30 dni za wzywanie do nielegalnego zgromadzenia. Wspomniana demonstracja 27 lipca został brutalnie zaatakowana przez policję i Rosgwardię. Mundurowi z premedytacją przesadzili z użyciem siły. Zatrzymano też rekordową liczbę demonstrantów: ponad 1300 osób.

Wesprzyj nas

Jeżeli przygotowane przez zespół Warsaw Institute treści są dla Państwa przydatne, prosimy o wsparcie naszej działalności. Darowizny od osób prywatnych są niezbędne dla kontynuacji naszej misji.

Wspieram

Reakcja władz na demonstrację miała pokazać, że nie będzie tolerancji dla takich protestów. Zresztą natychmiast pojawił się w śledztwie wątek rzekomego finansowania protestów z zagranicy. W sprawę zaangażowały się struktury FSB zajmujące się zwalczaniem opozycji. Warto zauważyć, że dwa dni wcześniej prokuratura generalna ogłosiła niepożądaną na terytorium Rosji pozarządową organizację Atlantic Council. Jak można przeczytać w komunikacie prokuratury, „ustalono, że działalność danej organizacji przedstawia zagrożenie dla podstaw porządku konstytucyjnego i bezpieczeństwa Federacji Rosyjskiej”. Możliwe, że śledczy będą próbowali powiązać „próbę Majdanu” – jak reżim zaczął określać wydarzenia w stolicy – właśnie z Atlantic Council. Wiele zależy od tego, jak bardzo siłowy przyjmie charakter polityka Kremla w tej sprawie. Pewne jest jedno, po serii ostatnich porażek i kompromitujących wpadek FSB chce się jak najszybciej zrehabilitować i pokazać Putinowi, że siłowicy są jego jedyną prawdziwą podporą. Dlatego przekonują go, że grożą mu różne spiski i „kolorowe rewolucje”. Usunięcie kandydatów opozycji z list wyborczych w Moskwie to nic innego – według tej logiki – jak zapobieżenie puczowi, za którym stoi „agent USA” Nawalny.

Wszystkie teksty (oprócz zdjęć) opublikowane przez Warsaw Institute mogą być rozpowszechniane pod warunkiem podania ich pochodzenia.

Powiązane wpisy
Top