RUSSIA MONITOR

Data: 11 lutego 2019

Idlib i Kurdowie komplikują relacje rosyjsko-tureckie

W sobotę 9 lutego oddziały kurdyjsko-arabskiej koalicji SDF, wspierane przez międzynarodową koalicję z USA na czele, ruszyły z ofensywą na ostatni bastion tzw. Państwa Islamskiego na wschód od Eufratu. Oznacza to, że na razie w tym regionie Syrii nie dojdzie do żadnych działań ze strony Turcji (przeciwko Kurdom) oraz reżimu Asada wspieranego przez Rosjan i Irańczyków (przeciwko rebelii w Idlib). Na linii Ankara-Moskwa wciąż toczą się negocjacje w sprawie uregulowania sytuacji w północnej Syrii po zapowiadanym opuszczeniu tego kraju przez siły amerykańskie.

ŹRÓDŁO: ENG.MIL.RU

Napływ uchodźców z innych likwidowanych jedna po drugiej rebelianckich enklaw zmienił w Idlib proporcje w szeregach bojowników. O ile wcześniej dominowała tu umiarkowana Wolna Armia Syryjska i islamiści lojalni wobec Turcji, tak po napływie bojowników z innych regionów (mieli prawo przenieść się do Idlib w zamian za kapitulację) górę wzięli dżihadyści z Hayat Tahrir Sham (HTS), czyli dawnego Frontu Nusra. HTS zgromadziła pod swymi skrzydłami niemal wszystkie syryjskie grupy związane z Al-Kaidą. Dla Asada i Moskwy był to wygodny pretekst, aby zająć ten ostatni bastion rebelii. Ale we wrześniu 2018 roku wystąpiła przeciwko temu ostro Ankara. 17 września w Soczi Putin i Erdogan zawarli porozumienie o utworzeniu strefy buforowej w Idlib, którą wspólnie mieli patrolować rosyjscy i tureccy żołnierze. Mająca szerokość 15-25 km strefa miała z jednej strony ochronić Idlib przed agresją sił Asada, z drugiej strony trzymać na uwięzi islamistów wewnątrz prowincji. W ostatnim czasie radykałowie przejęli jednak kontrolę nad niemal całą prowincją. Dla Asada i Moskwy to dobry pretekst do uruchomienia wstrzymanej na jesieni 2018 roku ofensywy. Rosjanie są zainteresowani kompletnym zniszczeniem rebelii, gdyż w Idlib wśród bojowników islamskich walczy około 900 rosyjskojęzycznych dżihadystów, głównie z Czeczenii, Uzbekistanu i Kirgistanu. Perspektywa ich powrotu do krajów ojczystych poważnie niepokoi Moskwę.

Jednak atak na Idlib bez zgody Turcji oznaczałby zniszczenie coraz lepiej układającej się współpracy Moskwy z Ankarą (Kreml realizuje strategię powolnego wyciągania Turków z NATO). A Turcy bronią rozejmu w Idlib tym bardziej, że widzą kłopot w syryjskich Kurdach, którzy zaczynają się dogadywać z Damaszkiem. Niedawno w Moskwie gościła turecka delegacja z ministrem obrony Hulusi Akarem i szefem wywiadu Hakanem Fidanem na czele. Rosjanie nie kryli niezadowolenia z tego, że Idlib de facto znalazł się pod kontrolą dżihadystów. Z kolei Turcy wskazywali na zagrożenie ze strony syryjskich Kurdów. Po wycofaniu się Amerykanów najpewniej wejdą oni w jakieś porozumienie z Asadem – a wtedy będą zagrożeniem dla południowej granicy tureckiej – twierdzi Ankara. Po rozmowach w Moskwie nie podano właściwie żadnych informacji o wynikach spotkania. Ogłoszono jedynie, że obie strony dogadały się ws. dalszych działań w ramach porozumienia z Adany, podpisanego przez Syrię z Turcją w 1998 r. Zgodnie z nim Syria ma nie dopuszczać do jakichkolwiek działań na swym terytorium oznaczających wzmacnianie kurdyjskich sił związanych z PKK (wg Ankary działające w Syrii oddziały YPG są przedłużeniem PKK). Nie ma wątpliwości, że to tymczasowe rozwiązanie, które nie satysfakcjonuje ani Ankary (Kurdowie pozostają wciąż silni i uzbrojeni), ani Moskwy (w Idlib w siłę rosną islamiści), ani Damaszku (z jednej strony nie można zająć Idlib, z drugiej źle widziane jest porozumiewanie się z Kurdami z SDF).

Wszystkie teksty (bez zdjęć) publikowane przez Fundację Warsaw Institute mogą być rozpowszechniane pod warunkiem podania ich źródła.

Powiązane wpisy
Top