Data: 21 września 2022 Autor: Grzegorz Kuczyński

Częściowa mobilizacja w Rosji. Jakie konsekwencje dla Ukrainy?

Władimir Putin ogłosił częściową mobilizację w Rosji. Poparł też ideę zorganizowania „referendów” na terenach okupowanych, które otworzą drogę do aneksji. Rosyjski przywódca przyznał się tym samym do porażki. „Wojskowa operacja specjalna” staje się regularną wojną, zaś aneksja czterech obwodów, w sytuacji, gdy nie są w całości opanowane przez Rosję, w warunkach ukraińskiej ofensywy, to rozpaczliwa próba uratowania nad nimi kontroli.

ŹRÓDŁO: мультимедиа.минобороны.рф

W telewizyjnym wystąpieniu Putina, wyemitowanym w środę 21 września rano, warto też zwrócić uwagę na jeden element. Otóż rosyjski prezydent mówi, że celem działań wojskowych Rosji na Ukrainie pozostaje „wyzwolenie” całości obwodów donieckiego i ługańskiego. Nie ma już mowy o „denazyfikacji’ i „demilitaryzacji” całej Ukrainy (a więc zajęciu Kijowa i zmianie władz na rosyjskie marionetki). To raczej pogodzenie się Kremla z tym, że maksymalnie można myśleć tylko o podboju części Ukrainy. Podobnie jak to było w 2014 roku. Ale nawet to nie będzie łatwe, stąd decyzja o częściowej mobilizacji. Warto zwrócić uwagę na przymiotnik „częściowa”. Kreml przyznaje się właśnie do tego, że źle ocenił swoje i wroga siły, uznając, że wygra wojnę wojskami czasu pokoju plus ochotnikami i najemnikami. Więcej, okazało się, że takim potencjałem nie tylko nie da się wojny wygrać, nie tylko nie da się zająć całego Donbasu, ale wręcz, że grozi kompletna militarna klęska. Do generałów dotarło to na pewno wcześniej, ale trzeba było klęski w obwodzie charkowskim, by dopuścił do siebie taką myśl Putin. Pytanie, czy te dodatkowe 300 tys. żołnierzy, o których mówi minister Siergiej Szojgu, wystarczy? Po pierwsze, tak naprawdę sukcesem armii będzie, jeśli uda jej się zmobilizować połowę tej liczby. Po drugie, trafią oni na front dopiero późną jesienią, a nawet bardziej zimą. Ta mobilizacja nie jest więc póki co zagrożeniem dla ukraińskich planów wojennych na froncie. Sytuację może zmienić natomiast aneksja okupowanych terenów. To pozwoli Moskwie twierdzić, że walki toczą się na rosyjskim terytorium, zaś mężczyzn na tych terenach obejmie obowiązkowa powszechna mobilizacja. Co więcej, Rosja będzie mogła wtedy rzucić już otwarcie na front żołnierzy z poboru – przepisy zabraniają używania ich w boju na obcym terytorium. Jeśli chodzi o aspekt polityczny, to z pewnością dużo większe znaczenie dla Kijowa ma decyzja o „referendach”. Zaplanowano je na dni 23-27 września. Zachód i Ukraina absolutnie ich nie uznają. USA i UE już zapowiadają dodatkowe sankcje. Z kolei stanowisko Kijowa od dawna jest jasne: wszelkie tego rodzaju próby oznaczać będą absolutne pogrzebanie możliwości rokowań z Rosją w przyszłości. Decydując się więc na aneksję, Putin ostatecznie stawia na długotrwałą wojnę. To wymaga więcej ludzi na froncie – stąd mobilizacja. Na razie częściowa. Kreml zakłada, ze to wystarczy, bo kryzys energetyczny w Europie wywołany polityką Rosji plus jeszcze mocniejsze, po aneksji części Ukrainy, groźby użycia broni atomowej w końcu zmuszą Zachód do złagodzenia polityki wobec Moskwy i szukania innych rozwiązań, także poprzez nacisk na Ukrainę. Na razie jednak orędzie Putina wywołało skutek przeciwny. Reakcja Zachodu jest jednolita i bardzo stanowcza – prawdopodobnie Kijów może nawet liczyć na zwiększenie pomocy wojskowej w reakcji na eskalujący ruch Rosji.

Wesprzyj nas

Jeżeli przygotowane przez zespół Warsaw Institute treści są dla Państwa przydatne, prosimy o wsparcie naszej działalności. Darowizny od osób prywatnych są niezbędne dla kontynuacji naszej misji.

Wspieram

Wszystkie teksty (bez zdjęć) publikowane przez Fundacje Warsaw Institute mogą być rozpowszechniane pod warunkiem podania ich źródła.

TAGS:

Powiązane wpisy
Top