RUSSIA MONITOR

Data: 11 lipca 2018

Szczyt w Helsinkach. Co niepokoi Putina?

Sam fakt bezpośredniego spotkania prezydenta Rosji z Donaldem Trumpem stał się powodem do ogłoszenia przez kremlowską propagandę wielkiego sukcesu. Jeszcze bardziej nadzieje Moskwy podsyciły niejasne wypowiedzi Trumpa na temat NATO i Krymu. Prezydent USA nie chciał też odpowiedzieć na pytanie, czy Rosja to „wróg czy przyjaciel” Ameryki? I nagle na samym starcie szczytu NATO Trump ostro atakuje Niemcy. I to za co? Za bliską współpracę z Rosją. Czego więc Putin może oczekiwać na szczycie w Helsinkach? To ogromna zagadka i z pewnością ból głowy analityków rosyjskiego wywiadu i dyplomacji.

ŹRÓDŁO: NATO.INT

Szczyt w Helsinkach sam w sobie wzmocni legitymację Putina kosztem Zachodu. Dla prezydenta Rosji sam fakt spotkania twarzą w twarz z Trumpem jest już sukcesem, bo pokazuje, że niezależnie od zarzucanych Rosji zbrodni i nakładanych sankcji, pozostaje ona rozmówcą dla Zachodu. Wszelkie dodatkowe ustalenia, oprócz samego faktu spotkania i bezpośredniej wymiany opinii, będą wygraną Kremla. Szczyt pomoże Putinowi w kraju akurat w czasie, gdy spadają jego notowania z powodu podwyżki wieku emerytalnego. Kremlowska propaganda będzie grała spotkaniem prezydentów jako dowodem na wielkomocarstwową pozycję Rosji, wręcz równorzędną USA (np. przypominanie szczytów amerykańsko-sowieckich z czasów zimnej wojny).

To, jak Trump podejdzie do problemu Krymu w rozmowie z Putinem, może w największym stopniu determinować przyszłość europejskiego bezpieczeństwa i amerykańskiej wiarygodności. Już w chwili ogłoszenia faktu spotkania wielu zaczęło rysować czarny scenariusz – pojawiły się wręcz takie sugestie, że Trump może ograniczyć obecność wojskową USA na wschodniej flance NATO, porzucić Ukrainę i uznać aneksję Krymu. Oczywiście taki czarny scenariusz kreślą przede wszystkim tradycyjni krytycy Trumpa, nie zważający na realne działania obecnej amerykańskiej administracji wobec Rosji (m.in. zaostrzanie sankcji, walka z Nord Stream 2 i zbrojenie Ukrainy). Na ich usprawiedliwienie można powiedzieć, że sam Trump swoimi wypowiedziami mógł dać duże nadzieje Moskwie. Podczas gdy wszyscy bez wyjątku amerykańscy urzędnicy stoją twardo na stanowisku, że USA nadal uznają Krym za część Ukrainy, prezydent palnął: „Będziemy musieli zobaczyć”. Zabrzmiało to tym bardziej niepokojąco, że nieco wcześniej, na czerwcowym szczycie G-7, prezydent USA miał zasugerować, że Krym powinien należeć do Rosji, bo większość ludzi mówi tam po rosyjsku. Do tego dochodzi ciągłe krytykowanie sojuszników europejskich za zbyt małe nakłady na obronność – co zdaniem krytyków Trumpa oznacza dążenie prezydenta do rozmontowania Sojuszu.

Tyle że Trump potrafi zaskakiwać i bywa nieprzewidywalny. Dlatego tak naprawdę Putina czeka bardzo trudne zadanie w Helsinkach. I rosyjską propagandę też – trzeba już przygotować kilka różnych wersji interpretacji spotkania. Nastawienie Kremla do obecnego prezydenta USA przypomina sinusoidę, od euforii po wygranych wyborach poczynając, po ostatnie orędzie antyamerykańskie Putina. I tak to wygląda: raz rozczarowanie, zaraz potem nadzieja, że jednak „Trump nasz”. Podobnie jest w ostatnich tygodniach. Po słowach Trumpa, które interpretowano jako chęć dogadania się kosztem Ukrainy, nagle, w pierwszym dniu szczytu NATO, prezydent USA niespotykanie ostro skrytykował Niemcy, nazywając ich „zakładnikiem Rosji”, atakując za Nord Stream 2. Zapewne analitycy rosyjscy natychmiast zaczęli zastanawiać się, co czeka Putina za kilka dni w Helsinkach? Skoro teraz Trump tak mocno uderza w sojusznika za jego flirt z Rosją, tak jak miałby sam pójść na jakiś układ z Putinem?

Wszystkie teksty (bez zdjęć) publikowane przez Fundację Warsaw Institute mogą być rozpowszechniane pod warunkiem podania ich źródła.

Powiązane wpisy
Top