RUSSIA MONITOR

Data: 30 czerwca 2017

Quo vadis, Nawalny?

Wróg numer jeden władzy na Kremlu musi dokonać wyboru dalszej politycznej drogi. Udowodnił, że jest w stanie zmobilizować dziesiątki tysięcy ludzi do zaryzykowania wyjścia na ulice z antyreżimowymi hasłami, w całym kraju. Ujawnia kolejne przypadku korupcji we władzach. Ma znakomity PR na Zachodzie. Ale nie może startować w wyborach prezydenckich za rok. Co więcej, pojawiła się też pod jego adresem krytyka po ostatnich demonstracjach.


© SERGEI ILNITSKY PAP/EPA

Zmobilizowanie tysięcy Rosjan do wyjścia na ulice 12 czerwca w proteście przeciwko skorumpowanej władzy było niewątpliwie sukcesem Aleksieja Nawalnego. Jednak coraz częściej jest on krytykowany za przyjętą taktykę. Szczególnie dużo krytyki spadło na niego za przeniesienie demonstracji w Moskwie w inne miejsce – w ostatniej chwili i wbrew pozwoleniu władz. W efekcie zgromadzenie było w nielegalne i policja poczynała sobie z demonstrantami bardzo brutalnie. Zatrzymano ponad 800 osób. Zmiana lokalizacji protestu w ostatniej chwili spowodowała też podział demonstrantów. W pierwotnie wyznaczone miejsce dotarło parę tysięcy ludzi, którzy o zmianie dowiedzieli się za późno. Wykorzystała to państwowa telewizja pokazując to zgromadzenie jako przykład frekwencyjnego fiaska protestu – choć zdecydowanie więcej ludzi przyszło w tym czasie w inne miejsce – to wskazane w ostatniej chwili przez Nawalnego. Ten tłumaczył potem się z tej zmiany tym, że w oryginalnej lokalizacji władze utrudniały odpowiednie nagłośnienie imprezy. Nie trafia do przekonania części opozycyjnych polityków. Lew Ponomariow mówi wprost, że Nawalny swoją woltą osłabił ruch protestu. Efekt był taki, że na tle wystąpień w innych miastach, demonstranci moskiewscy wypadli jako źle skomunikowani, zdezorientowani i zdemoralizowani. Niektórzy krytycy wskazują zaś, że poprowadzenie ludzi na niezabezpieczony i nieuzgodniony teren narażało ich na naprawdę duże niebezpieczeństwo. Było niepotrzebną prowokacją wobec sił porządkowych i wpychało demonstrantów na kurs konfrontacyjny.

Wydaje się, że po dwukrotnym wyprowadzeniu ludzi na ulice, Nawalny będzie musiał w końcu przedstawić bardziej złożoną ofertę polityczną swoim zwolennikom. Przekonać ich, że jest jakiś polityczny cel, że wychodzą na ulice po to, by czemuś to służyło. Nie będzie to łatwe, bo Nawalny nie może startować w wyborach prezydenckich. Co może być zresztą mu na rękę. Bo jeśli przez kolejne miesiące nie wymyśli nic nowego, a jego demonstracje skończą się nowym placem Błotnym (brutalna pacyfikacja demonstracji antyputinowskich kilka lat temu), to znów głośniej będzie mówiło się, że jest tak naprawdę wystawiony przez władze, by kanalizować niezadowolenie społeczne.

Wszystkie teksty (bez zdjęć) publikowane przez Fundację Warsaw Institute mogą być rozpowszechniane pod warunkiem podania ich źródła.