OPINIE

Data: 5 października 2019

Polska potrzebuje elektrowni atomowych. USA mogą w tym pomóc

Polski prąd wytwarzany jest w 80% z węgla. Wraz ze wzrostem cen emisji CO2 oraz zapotrzebowania na energię, rosną jej ceny, co budzi nad Wisłą coraz większy niepokój. Transformacja energetyczna Polski jest koniecznością, a sama energetyka odnawialna nie wystarczy. Potrzebne są elektrownie atomowe.

ŹRÓDŁO: SHUTTERSTOCK.COM

Węglowe eldorado

Polska określana jest często mianem coal-state. Rzeczywiście, polska energetyka nie ma dobrej sławy w odchodzącej od czarnego złota Unii Europejskiej. Polska energetyka budowana była po II Wojnie Światowej w oparciu o rodzime zasoby węgla kamiennego i brunatnego.

Olbrzymie pokłady tych surowców, ich niska cena oraz tania i dostępna technologia wytwarzania prądu i ciepła w oparciu o spalanie węgla sprawiły, że jeszcze w 1990 roku udział węgla w polskim miksie energetycznym wynosił aż 98%. Obecnie jest to 80%.

Energetyczny parias Europy

Warunki dla polskiej energetyki węglowej uległy jednak drastycznej zmianie. Po pierwsze wzrosła świadomość na temat wpływu człowieka na zmiany klimatu. To sprawia, że elektrownie węglowe, jako znaczny emitent CO2, stanęły pod pręgierzem opinii publicznej, która coraz bardziej nieprzychylnie patrzy na dymiące kominy największej w Polsce elektrowni na węgiel brunatny w Bełchatowie czy też znajdującej się w obrębie Warszawy, zasilanej węglem kamiennym, elektrowni na Żeraniu.

Z powyższym powiązana jest coraz bardziej restrykcyjna polityka UE, polegająca na wprowadzeniu konieczności odprowadzania „podatku od emisji”. Ceny emisji CO2 w ostatnich latach drastycznie rosną. Z ok. 7$/tonę w październiku 2017 roku ich koszt poszybował do astronomicznych 30$/tonę w sierpniu 2019 roku. Eksperci jednogłośnie przewidują, że to nie koniec podwyżek.

Last but not least – era polskiego węgla znajduje się w okresie schyłkowym. Polska z jednego z największych eksporterów czarnego złota w okresie PRL stała się jego importerem netto. Problem jest w dodatku niewygodny politycznie, ponieważ większość kupowanego surowca pochodzi z Rosji.

Kolejne rządy bez powodzenia próbują dokonać restrukturyzacji sektora górniczego, aby zwiększyć efektywność polskiego górnictwa. Przez 30 lat spółki skarbu państwa zmieniają nazwy i właścicieli. Lecz efektywność pracy rośnie w żółwim tempie, a okresami nawet spada.

Wesprzyj nas

Jeżeli przygotowane przez zespół Warsaw Institute treści są dla Państwa przydatne, prosimy o wsparcie naszej działalności. Darowizny od osób prywatnych są niezbędne dla kontynuacji naszej misji.

Wspieram

Misja – dekarbonizacja

Powyższe czynniki doprowadziły do tego, że w maju 2017 roku ceny energii elektrycznej na Towarowej Giełdzie Energii w Warszawie zaczęły dynamicznie wzrastać. Koszty produkcji energii elektrycznej w blokach węglowych wzrosły z ok. 150 zł/MWh do 250 zł/MWh zaledwie w ciągu jednego roku. Wreszcie spółki dystrybucyjne zapowiedziały nawet kilkudziesięcioprocentowe podwyżki cen prądu dla klientów indywidualnych i przedsiębiorców.

Powyższa sytuacja nałożyła się na czas trwania kampanii do wyborów samorządowych, a następnie do Parlamentu Europejskiego. To z kolei spowodowało upolitycznienie tematu. Po raz pierwszy od lat energetyka stała się przedmiotem rozmów Polaków przy niedzielnym stole oraz znalazła się na pierwszych stronach programów politycznych partii.

Dziś polska debata na temat energetyki wygląda zupełnie inaczej niż jeszcze dwa lata temu. Każda partia polityczna startująca w wyborach do Sejmu i Senatu 13 października posiada program modernizacji polskiej energetyki, a kwestia zmian klimatu i tego skąd pochodzi prąd w Polsce stała się przedmiotem zainteresowania prasy głównego nurtu. W tej kwestii Polska niewiele różni się od takich państw jak Niemcy czy USA.

Niestety tam, gdzie pojawia się polityka, kryje się również pokusa populizmu. Problem ten dotyka z resztą również USA, w których Bernie Sanders wystąpił z propozycją Green New Deal, w którym proponuje oparcie amerykańskiej energetyki w 100% o odnawialne źródła energii (OZE) już w 2030 roku.

Podobnie rzecz się ma w Polsce, gdzie jeszcze w maju 2019 roku polityk Platformy Obywatelskiej Michał Boni proponował analogiczne rozwiązanie. Z podobnymi postulatami startuje lewicowa Wiosna Roberta Biedronia, postulująca ten sam cel – 100% OZE – w 2035 roku.

Niestabilne Źródła Energii

Z pozoru plany te wydają się być rozsądne. W końcu cóż złego w tym, aby 100% energii było wytwarzane ze źródeł odnawialnych zamiast węgla czy innych paliw kopalnych. Jest tylko jeden problem – obecnie to jest niemożliwe.

O ile elektrownie węglowe czy jądrowe mogą funkcjonować bez OZE, o tyle elektrownie wiatrowe i słoneczne bez tzw. generacji w podstawie nie są w stanie zapewnić stabilnego funkcjonowania systemu elektroenergetycznego. Generacją w podstawie nazywamy natomiast ten rodzaj wytwarzania prądu, który jest stabilny i w pełni zależny od woli człowieka. Do tej kategorii zaliczyć możemy bloki węglowe, gazowe, olejowe oraz atomowe.

Doskonałym przykładem tych wzajemnych zależność jest doświadczenie litewskie. Po podjęciu decyzji o wygaszeniu energetyki jądrowej, na Litwie doszło do dwóch zjawisk. Pierwszym z nich był drastyczny wzrost importu energii elektrycznej z zagranicy. Drugim – wzrost importu gazu ziemnego i oleju na potrzeby elektrowni. Oczywiście Litwa zaczęła również intensywnie rozwijać OZE, ale planuje też budowę nowej elektrowni jądrowej – właśnie po to, by zapewnić stabilność systemu nasyconego OZE, jednocześnie nie doprowadzając do wzrostu emisji za sprawą większego wykorzystania elektrowni konwencjonalnych.

Warto również spojrzeć na przykład niemiecki. Wraz z postępującą rezygnacją z atomu przez europejskiego lidera transformacji energetycznej okazało się, że niemożliwe jest wyeliminowanie energetyki opartej na węglu. W rezultacie, pod względem zużycia najbardziej szkodliwego dla środowiska węgla brunatnego, Niemcy są wciąż liderem na świecie. Aby uporać się z tym problemem rozważana jest alternatywa dla generacji w podstawie w postaci… gazu ziemnego, który jest co prawda mniej emisyjny niż węgiel, ale znacznie bardziej emisyjny niż atom. Między innymi z tego względu Berlin dba o dobre relacje z Moskwą i buduje Nord Stream 2.
Źródła odnawialne mają pewną niepożądaną cechę – są niesterowalne. Nie można kazać wiatrowi wiać, a słońcu świecić. Można to przewidzieć, ale prąd będzie musiało dostarczyć i tak jakieś inne źródło. Oparcie energetyki wyłącznie na OZE oznacza wystawianie systemu energetycznego na ciągłe wahania generacji i ryzyka blackoutów – masowych przerw w dostawie prądu.

Technologia magazynowania energii nie jest natomiast na tyle rozwinięta, by pozwalała na efektywne i tanie stabilizowanie systemu. W dodatku rosnący popyt na baterie litowo-jonowe przy ograniczonych mocach produkcyjnych i wydobywczych (lit jest metalem rzadkim), powodują ciągły wzrost cen tej technologii.
Tak dla atomu

W celu skutecznego ustabilizowania systemu elektroenergetycznego potrzebne są elektrownie cieplne, w tym atomowe. Połączenie atomu i OZE, jako jedyna konstelacja miksu energetycznego, gwarantuje stabilność systemu wraz z zerową emisją CO2.

NEWSLETTER

Zapisz się

Z tego względu deklaracje polskich polityków o budowie sześciu bloków jądrowych do 2040 roku przy jednoczesnym rozwijaniu OZE – głównie fotowoltaika i farmy wiatrowe na morzu – należy przyjąć z zadowoleniem. Jednocześnie musimy pamiętać, że Polsce pozostało bardzo niewiele czasu na rozpoczęcie realnych działań zmierzających do ich zbudowania.

Jak dotychczas, mimo iż dyskusja o budowie elektrowni jądrowej trwa w Polsce od lat 80-tych, wciąż jesteśmy na początku drogi do jej zbudowania. Najbardziej zaawansowane są rozmowy z przedstawicielami Stanów Zjednoczonych, jednak i w tym przypadku możemy mówić jedynie o podpisanym 12 czerwca przez sekretarza energii USA Ricka Perry’ego i pełnomocnika rządu ds. strategicznej infrastruktury energetycznej Piotra Naimskiego Memorandum od Understanding o współpracy w dziedzinie cywilnego wykorzystania energii jądrowej.

Wciąż brakuje chociażby planu finansowania tak poważnej i kosztownej inwestycji. Wiele jednak wskazuje na to, że polskie władze wreszcie zaczęły poważnie podchodzić do tej inwestycji i przynajmniej według zapowiedzi ministra Naimskiego, pierwszy polski reaktor ma zostać uruchomiony już w 2033 roku. Teoretycznie wciąż jest to realny termin, jednak czasu jest coraz mniej. Zwłaszcza, że bez podobnych inwestycji Polsce grożą poważne problemy z zaopatrzeniem rosnących potrzeb polskiej gospodarki na energię elektryczną.

Współpraca z USA może odegrać kluczową rolę w kwestii realizacji planów budowy polskiej elektrowni jądrowej. Za wyborem USA przemawia kilka argumentów, takich jak dobra współpraca obu państw, stabilność dostaw paliwa gwarantowana przez fabrykę Westinghouse Electric Company w Szwecji czy też bezpieczeństwo amerykańskich reaktorów.

Jedyne czego potrzeba, to zdecydowanej woli politycznej w Polsce i zainteresowania strony amerykańskiej. Miejmy nadzieje, że w najbliższych latach nie zabraknie żadnego z tych elementów.

Autor:
Maciej Zaniewicz – redaktor największego w Polsce portalu poświęconego sektorowi energetycznemu Energetyka24.com.

Wszystkie teksty (oprócz zdjęć) opublikowane przez Warsaw Institute mogą być rozpowszechniane pod warunkiem podania ich pochodzenia.

Powiązane wpisy
Top