OPINIE

Data: 9 września 2019

Najtrudniejszy wybór Baćki

Białoruś wkracza w rok wyborczy. W listopadzie 2019 odbędą się wybory do parlamentu, zaś wiosną 2020 roku wybory prezydenckie. Pod rządami Alaksandra Łukaszenki wybory stały się czysto administracyjnym rytuałem, jednak tym razem wiąże się z nimi – z punktu widzenia reżimu – większe ryzyko. Z jednej strony Rosja coraz mocniej naciska na integrację i ogranicza pomoc gospodarczą dla Białorusi, z drugiej Łukaszenka musi już myśleć o następcy i o tym, że bez reform obecny model gospodarczy Białorusi jest skazany na bankructwo.

Oczywiście już wiadomo, że przytłaczające zwycięstwo w wyborach parlamentarnych odniesie obóz rządzący, zaś w przyszłym roku Alaksandr Łukaszenka zostanie wybrany w pierwszej turze na kolejną, szóstą już kadencję prezydencką. Tutaj nawet nie trzeba fałszerstw, nazywany często Baćką (ojczulkiem) prezydent wciąż cieszy się popularnością większości rodaków. Jednym z powodów tej popularności jest zapewnienie Białorusinom poczucia stabilności ekonomicznej, socjalnej, ale i politycznej – na tle choćby sąsiednich Ukrainy i Rosji. Jednym z głównych pytań jest, czy reżim dopuści opozycję do wyborów w większym stopniu, niż dotąd. W obecnym 110-osobowym parlamencie zasiada tylko 2 deputowanych, który można uznać za opozycję. Jeśli jednak Łukaszenka myśli o poprawie relacji z Zachodem, konieczna jest choćby symboliczna liberalizacja kursu w polityce wewnętrznej. Obecnie dialog Mińska z UE jest ostrożnie ożywiany. Strony wzajemnie się odwiedzają i uczestniczą w szeregu formatów dialogu. Na jesieni Mińska ma odwiedzić odchodząca szefowa unijnej dyplomacji Federica Mogherini. Obie strony są też bliskie podpisania umowy o uproszczeniu reżimu wizowego, zaś banki z UE zwiększają swoje inwestycyjne portfolio na Białorusi.

Wesprzyj nas

Jeżeli przygotowane przez zespół Warsaw Institute treści są dla Państwa przydatne, prosimy o wsparcie naszej działalności. Darowizny od osób prywatnych są niezbędne dla kontynuacji naszej misji.

Wspieram

Rosyjska kroplówka jak narkotyk

To jednak relacje z Rosją, a nie z UE, będą kluczowym czynnikiem w roku wyborczym. Choć Moskwa naciska na pogłębianie integracji w ramach Państwa Związkowego Rosji i Białorusi, władzom w Mińsku z oczywistych powodów do tego się nie spieszy. Można oczekiwać, że Moskwa wzmocni swoje działania na Białorusi przed wyborami prezydenckimi (kwiecień lub maj 2020). Biorąc pod uwagę duży udział rosyjskich mediów w przestrzeni informacyjnej na Białorusi, Łukaszenka może się obawiać zmasowanej kampanii informacyjnej niekoniecznie mu sprzyjającej. W przeszłości już zdarzały się takie propagandowe uderzenia w Baćkę w kluczowych momentach. Jednak Łukaszenka cieszy się dobrym zdrowiem i może spokojnie przygotowywać grunt pod transfer władzy w przyszłości. Obecnie największym bólem głowy dla najdłużej rządzącego przywódcy Europy jest sytuacja gospodarcza. Choć po kryzysie lat 2014-2016 w ostatnich latach Białoruś znów notuje wzrost gospodarczy (2,5% PKB w 2017 roku, 3% PKB w 2018 roku), to jest to stanowczo za mało, żeby gonić inne gospodarki regionu. Wzrost rzędu 8% rocznie z poprzedniej dekady jest nierealny. Gospodarka białoruska wymaga zdecydowanych reform. Dotychczasowy model ekonomiczny, w którym kluczową rolę odgrywa pomoc Rosji, nie gwarantuje Białorusi niepodległości. Jeśli Alaksandr Łukaszenka chce skutecznie oprzeć się wchłonięciu jego kraju przez sąsiada, musi zacząć wprowadzać reformy. Różne „cudowne środki” na utrzymanie stabilności czy rozwój, w rodzaju budowanej elektrowni atomowej w Ostrowcu czy chińskich inwestycji w ramach Inicjatywy Pasa i Szlaku, nie uratują w dłuższej perspektywie czasowej Białorusi i jej gospodarki opartej na nieefektywnych metodach planowania i zarządzania wywodzących się z sowieckiego modelu nakazowo-rozdzielczego. Gospodarczo Białoruś ciągle pozostaje uzależniona od największego partnera handlowego – Rosji. Dochody przynoszą jedynie nieliczne przedsiębiorstwa głównie z sektora petrochemicznego oraz przemysł zbrojeniowy. Na dodatek dochody z przetwórstwa ropy naftowej mogą w najbliższych latach mocno spaść. Dotychczas białoruski budżet otrzymywał potężny zastrzyk dolarów z zyskownej sprzedaży do Europy produktów wytwarzanych w dwóch nowoczesnych rafineriach (Nowopołock, Mozyrz) ze sprowadzanej taniej rosyjskiej ropy. Jednak w Rosji wprowadzany jest właśnie tzw. manewr podatkowy w sektorze naftowym, który powoduje, że z roku na rok rosyjska ropa dostarczana na Białoruś będzie coraz droższa. Do tego Moskwa szantażuje Mińsk ograniczeniem pomocy gospodarczej w postaci właśnie tanich węglowodorów czy otwarcia rynku na białoruskie produkty, jeśli Łukaszenka nie będzie integrował Białorusi z Rosją.

NEWSLETTER

Zapisz się

Gra na czas

Prezydent stoi przed trudnym wyborem. Może utrzymać ekonomiczną stabilność Białorusi gwarantowaną subsydiami rosyjskimi, ale tylko pod warunkiem powolnego wchłonięcia tego kraju przez Rosję. Jeśli jednak chce zachować realną władzę i niepodległość, Łukaszenka musi znaleźć odpowiedź na zakręcenie kurka z rosyjską pomocą. Jest tylko jedno wyjście: transformacja gospodarcza. To oznacza redukcję potężnego obciążenia dla Białorusi, jakim jest utrzymywanie na powierzchni przynoszących straty państwowych zakładów i reforma sektora rolnego (likwidacja kołchozów). Konieczne byłaby likwidacja lub prywatyzacja wielu przedsiębiorstw. Ale z tym wiąże się ogromne ryzyko socjalno-polityczne. Nieunikniony w razie urynkowienia gospodarki wzrost bezrobocia i spadek realnych dochodów ludności oznaczać będzie wzrost potencjału społecznych protestów i antyrządowych nastrojów. To również oznacza uderzenie w jeden z filarów reżimu Łukaszenki, czyli w kadrę zarządzającą państwowymi zakładami („czerwoni dyrektorzy”). Nieuniknione w razie reform zwiększenie roli sektora prywatnego również budzi obawy w rządzącej elicie. Siłowicy podpowiadają Łukaszence, że naturalną konsekwencją wzmocnienia małego i średniego biznesu będzie w przyszłości pojawienie się z jego strony coraz śmielszych postulatów nie tylko liberalizacji gospodarczej, ale też samego systemu politycznego. Jeśli nie ma zgody na prywatyzację czy wręcz likwidację firm państwowych, można rozważać opcję pozyskiwania inwestorów zagranicznych drogą sprzedaży pakietów mniejszościowych w przedsiębiorstwach. Tyle że na takie rozwiązanie nie ma zbyt wielu chętnych – przeważa obawa przed ręcznym sterowaniem gospodarką przez polityków w Mińsku oraz koniecznością utrzymania socjalu w tych firmach, m.in. poziomu zatrudnienia.

Od roku działa rząd zwolennika reform premiera Siarhieja Rumasa. Wprowadzane są ostrożne zmiany w sektorze prywatnych przedsiębiorstw, w przypadku sektora IT można wręcz mówić o boomie. Z pewnością dużą zaletą jest polityka banku centralnego. Łukaszenka nie jest jednak na razie gotów na głębsze reformy. Być może zdecyduje się na to dopiero po wyborach. Do tego czasu trzeba szukać oszczędności (to nie będzie łatwe w roku wyborczym) i starać się o utrzymanie choćby części rosyjskich subsydiów. Krótko mówiąc, Łukaszenka jest skazany nadal na lawirowanie i grę na czas w relacjach z coraz bardziej zniecierpliwioną Rosją.

Autor:
Grzegorz Kuczyński ukończył historię na Uniwersytecie w Białymstoku i specjalistyczne studia wschodnie na Uniwersytecie Warszawskim. Ekspert ds. wschodnich, przez wiele lat pracował jako dziennikarz i analityk. Jest autorem wielu książek i publikacji dotyczących kuluarów rosyjskiej polityki.

Wszystkie teksty (oprócz zdjęć) opublikowane przez Warsaw Institute mogą być rozpowszechniane pod warunkiem podania ich pochodzenia.

Powiązane wpisy
Top