OPINIE

Data: 15 lipca 2019 Autor: Mateusz Kubiak

Gruzini wyszli na ulice

Położoną na Kaukazie Południowym Gruzją wstrząsnęła fala ulicznych protestów. Do masowych demonstracji doszło na tle anty-rosyjskim, jednak szybko stały się one w nie mniejszym stopniu wyrazem niezadowolenia z polityki rządzącego krajem od 6 lat Gruzińskiego Marzenia. Choć wielu chciałoby wręcz mówić o rewolucji, to na razie nie wydaje się, by w Gruzji miało dojść do nagłej zmiany władzy.

ŹRÓDŁO: WIKIPEDIA.ORG/ George Melashvili

Iskrą, która uruchomiła cały bieg wydarzeń stało się zdarzenie wręcz absurdalne: przemówienie rosyjskiego deputowanego Siergiej Gawriłowa z miejsca marszałka gruzińskiego parlamentu (sic!). Było to możliwe, ponieważ Gawriłow pełni funkcję przewodniczącego Międzyparlamentarnego Zgromadzenia Prawosławia (zrzesza parlamentarzystów z ponad 20 prawosławnych państw), a czerwcowa sesja tegoż forum została zorganizowana właśnie w Tbilisi. Jak się zaś okazało, po stronie organizatorów Zgromadzenia (a więc w szeregach obozu władzy) nikt nie zadbał o to, by uniknąć sytuacji, w której rosyjski polityk (tj. oficjalny przedstawiciel Federacji Rosyjskiej, faktycznie okupującej 20 proc. terytorium Gruzji) zajmuje honorowe miejsce w jednym z najważniejszych gruzińskich budynków. W rezultacie w czwartek 20 czerwca najpierw doszło do zablokowania obrad Zgromadzenia przez gruzińską opozycję, zaś niedługo potem przed gmachem parlamentu zaczęły spontanicznie gromadzić się tysiące oburzonych obywateli.

Zamieszki w Tbilisi

Jeszcze tego samego wieczora sytuacja na ulicach Tbilisi szybko zaczęła wymykać się spod kontroli. De facto podburzany przez opozycję tłum zażądał dymisji w obozie władzy oraz rozpisania przedterminowych wyborów, a następnie podjął próbę szturmu parlamentu, co spotkało się z bardzo zdecydowaną reakcją gruzińskich służb. Policja użyła między innymi gazu łzawiącego i broni gładkolufowej (gumowych kul), na co protestujący odpowiedzieli butelkami i kamieniami. Opozycyjni politycy nie zapanowali nad sytuacją, która zdążyła przekształcić się z pokojowej demonstracji w zamieszki. Finalnie aresztowanych zostało 305 osób, zaś 240 zostało rannych. Przynajmniej 2 osoby straciły też oczy wskutek trafienia gumowymi kulami.

Wesprzyj nas

Jeżeli przygotowane przez zespół Warsaw Institute treści są dla Państwa przydatne, prosimy o wsparcie naszej działalności. Darowizny od osób prywatnych są niezbędne dla kontynuacji naszej misji.

Wspieram

Pomimo dramatycznego przebiegu pierwszego dnia protestów, kolejne demonstracje miały już zupełnie pokojowy charakter. Co należy podkreślić, możliwość użycia przemocy jednoznacznie odrzucili sami protestujący, którzy zarazem odżegnali się od prowokatorów i… gruzińskiej opozycji. Faktem jest bowiem, że wśród Gruzinów panuje duże rozczarowanie nie tylko partią rządzącą, ale i całą dotychczasową klasą polityczną. W rezultacie już drugiego dnia demonstracji otwarcie zadeklarowano, że w założeniu protest ma pozostać apolityczny (padł też postulat, by mówić wręcz o „Rewolucji Młodych”). Mimo to jednak utrzymana została wspierana przez opozycję agenda: dymisja Ministra Spraw Wewnętrznych Giorgiego Gacharii oraz rozpisanie przedterminowych wyborów w oparciu o proporcjonalny system wyborczy.

Rosyjski ślad?

Pytaniem, które rozpala wielu śledzących przebieg gruzińskich protestów pozostaje, czy i do jakiego stopnia Federacja Rosyjska świadomie chciała zdestabilizować sytuację u swojego południowokaukaskiego sąsiada. Choć nie ulega większej wątpliwości, że zaistniały rozwój wypadków pozostaje dla Moskwy korzystny, to niekoniecznie Kreml ponosi zań wyłączną odpowiedzialność. Rosjanie z pewnością kalkulowali, że obecność rosyjskich deputowanych w gruzińskim parlamencie może wywołać protesty. Co jednak kluczowe – to władze w Tbilisi zawiodły na poziomie przygotowania protokołu całego wydarzenia.

Celem Rosjan, a więc państwa faktycznie okupującego Abchazję i Osetię Południową i uznającego Kaukaz Południowy za swoją strefę wpływów, pozostaje destabilizacja prozachodniej Gruzji i tym samym jej wymierne osłabienie. Nietrudno bowiem wnioskować, że im większy chaos panuje w gruzińskiej polityce, tym jeszcze bardziej oddala się (już teraz zresztą niewyraźna) perspektywa członkostwa Gruzji w NATO i Unii Europejskiej. W tym kontekście znamiennym wydaje się, że decyzja Władimira Putina o wstrzymaniu lotów pasażerskich z Rosji do Gruzji została ogłoszona nie bezpośrednio po zakończeniu posiedzenia rosyjskiej Rady Bezpieczeństwa, ale wieczorem – w momencie, w którym przed gruzińskim parlamentem znajdował się największy tłum ludzi. Być może to przypadek, a być może jednak działanie obliczone między innymi na dodatkowe zaostrzenie nastrojów wśród demonstrujących Gruzinów.

Zryw, nie rewolucja?

Niezależnie od tego, co doprowadziło do wybuchu demonstracji, kluczową kwestią pozostaje, jakie skutki mogą one przynieść. Na chwilę obecną (piszę te słowa, kiedy demonstracje wciąż jeszcze mają miejsce) nie wydaje się, by można było mówić o faktycznej rewolucji. Choć na ulice Tbilisi (w mniejszym stopniu innych miast) faktycznie wylały się tłumy ludzi, to polityczne efekty ich protestu pozostają ograniczone. Nic nie wskazuje bowiem na to, by spełniony miał zostać kluczowy postulat demonstrujących, jakim jest organizacja przyśpieszonych wyborów. Jednocześnie wydaje się także, że same roszady personalne, na które do tej pory zgodziło się Gruzińskie Marzenie, niekoniecznie mają przełomowe znaczenie dla całej sprawy.

Co więc pozostanie po czerwcowym zrywie społecznym w Gruzji? Po pierwsze, najbardziej zauważalny wzrost napięć na linii Tbilisi-Moskwa od momentu dojścia do władzy Gruzińskiego Marzenia. Po drugie, dowód na to, że tak, jak w innych państwach regionu, tak również w Gruzji narasta zmęczenie dotychczas sprawującą władzę klasą polityczną. By jednak w gruzińskiej polityce doszło do faktycznego przełomu, koniecznym pozostaje pojawienie się nowych liderów, którzy zagospodarowaliby panujące niezadowolenie społeczne. To zaś stanowi chyba jeszcze większe wyzwanie niż wyprowadzenie na ulice rzeszy obywateli.

Artykuł pierwotnie ukazał się na łamach „Dziennika Związkowego”

Polityka, PSD, ALDE, Koalicja rządząca, Wybory, Tariceanu, Dancila

Powiązane wpisy
Top