OPINIE

Data: 19 sierpnia 2019

Górski Karabach: bez widoków na przełom

W czerwcu w Waszyngtonie odbyło się kolejne już spotkanie ministrów spraw zagranicznych Armenii i Azerbejdżanu, poświęcone uregulowaniu trwającego od trzydziestu lat konfliktu zbrojnego o Górski Karabach. Choć był to także jeden ze spokojniejszych miesięcy na linii frontu, to wciąż zdarza się, że w nieregularnych starciach po obu stronach giną żołnierze. Czy zatem amerykańska dyplomacja ma szansę pomóc doprowadzić do pokoju na Kaukazie?

ŹRÓDŁO: NEWTIMES.AZ

Gdy wiosną ubiegłego roku doszło do zmiany władzy w Armenii, jednym z zauważalnych efektów stała się znacząca aktywizacja rozmów ws. Górskiego Karabachu na forum tzw. Grupy Mińskiej OBWE (jej pracom współprzewodniczącą m.in. Stany Zjednoczone). Od nieco ponad roku obu stronom – Armenii i Azerbejdżanowi – udało się odbyć szereg oficjalnych spotkań, w tym jedno na poziomie głów państw. Co więcej, poprawiła się także sama atmosfera prowadzonych rozmów (Azerbejdżanie nie mówią już chociażby o „faszystowskiej juncie” rządzącej Republiką Armenii) oraz osiągnięto konkretne rezultaty: przywrócono łączność między armeńskimi i azerbejdżańskimi decydentami oraz doprowadzono do wymiany jeńców. W przedstawionym kontekście mogłoby zdawać się więc, że proces negocjacyjny idzie zdecydowanie w dobrym kierunku. Co zatem nadal stoi na przeszkodzie, by obie strony zawarły trwałe porozumienie pokojowe?

Wesprzyj nas

Jeżeli przygotowane przez zespół Warsaw Institute treści są dla Państwa przydatne, prosimy o wsparcie naszej działalności. Darowizny od osób prywatnych są niezbędne dla kontynuacji naszej misji.

Wspieram

Wątpliwe ustępstwa

Podstawowym problemem pozostaje to, że niezależnie od prowadzonych mediacji, żadna ze zwaśnionych stron nie wydaje się być gotowa do ustępstw. Pod tym względem sami kaukascy dziennikarze mówią nieraz, że konflikt karabachski przypomina nieco ten izraelsko-palestyński – w obu bowiem przypadkach dotychczasowe koncepcje poniosły fiasko i na stałe zapanował impas. Co więcej zresztą, zarówno w Armenii, jak i w Azerbejdżanie sprawa Górskiego Karabachu pozostaje absolutnie kluczowa przede wszystkim dla „zwykłych obywateli”, a jakiekolwiek próby koncesji na rzecz drugiej strony musiałyby skutkować masowymi protestami społecznymi.
Ormianie, którzy od ponad 25 lat zajmują tereny Górskiego Karabachu oraz tzw. korytarza laczyńskiego (łączy sam Karabach z Armenią) nie widzą możliwości, by jako pierwsi mogli wycofać się choćby z części wyżej wspomnianych terytoriów. Argumentują oni, że jakiekolwiek gwarancje bezpieczeństwa ze strony Azerbejdżanu nie będą miały rzekomo realnego pokrycia w rzeczywistości i tym samym nie mogą oddać zajmowanych ziem. W zamian oczekiwaliby natomiast, na co wskazuje obecny rząd w Erywaniu, by najpierw do stołu rozmów dołączyć także przedstawicieli nieuznawanej na arenie międzynarodowej tzw. Republiki Górskiego Karabachu i „uznać prawo do samostanowienia karabachskiej ludności”. Azerbejdżan, do którego w świetle prawa międzynarodowego należą sporne terytoria, stanowczo odrzuca z kolei stanowisko Ormian, nie mogąc zgodzić się na uznanie odrębności Górskiego Karabachu w zamian za obietnicę przyszłych ustępstw. Jak przekonują przy tym Azerbejdżanie, punktem wyjścia do dalszych rozmów powinna być przede wszystkim kwestia statusu spornych ziem, ale w ramach państwa azerbejdżańskiego. Naturalnie stanowisko to nie jest możliwe do pogodzenia z oczekiwaniami strony ormiańskiej.

Co mogą Stany Zjednoczone?

Panujący wokół konfliktu karabachskiego impas nie oznacza jednak, że Waszyngton nie powinien się angażować w prowadzony proces pokojowy. Wydaje się wręcz, że jest dokładnie przeciwnie, zwłaszcza jeżeli uznać, że dotychczas amerykański potencjał mediacyjny nie był wystarczająco akcentowany. Przez lata to Rosja zdołała bowiem zdominować rozmowy pokojowe ws. Górskiego Karabachu, starając się także przeforsowywać własne inicjatywy (jak chociażby tzw. Plan Ławrowa) poza ogólnie przyjętym formatem Grupy Mińskiej. Celem USA powinno być natomiast możliwe równoważenie rosyjskich wpływów i dbanie o to, by wszelkie ustalenia zapadały wyłącznie na oficjalnie uznawanym forum OBWE.

NEWSLETTER

Zapisz się

Niezależnie zresztą od aktualnego braku perspektyw na uregulowanie konfliktu, wartością samą w sobie pozostaje zaangażowanie Stanów Zjednoczonych na rzecz przynajmniej zachowania status quo oraz niedopuszczenia do dodatkowej eskalacji w regionie. Choć konflikt o Górski Karabach nazywa się często „zamrożonym”, to jednak w ciągu kilku ostatnich lat po obu stronach frontu zginęło łącznie nawet kilkaset osób. Aktualne licznik ofiar niemal się zatrzymał, jednak nie musi to oznaczać, że szerzej zakrojone walki nie zostaną wznowione. Tak bowiem, jak politycy nie mogą przyznać się przed własnymi obywatelami do ustępstw, tak również mogą oni chcieć grać „kartą karabachską” w celu konsolidacji poparcia społecznego. Już sama sytuacja, w której to obie strony przed kolejnymi rundami rozmów pokojowych decydują się na pokazowe, prowokacyjne gesty (niezapowiadane manewry wojskowe, posiedzenie Rady Bezpieczeństwa Armenii w Górskim Karabachu itp.) może budzić zrozumiałe zaniepokojenie.

Zadaniem mediatorów, a więc także USA, powinno być, aby sytuacja w regionie nie wymknęła się w nieoczekiwany dla wszystkich sposób spod kontroli. Być może to niewiele, jednak tylko w taki sposób można będzie kontynuować inne, pomniejsze projekty: jak np. oczyszczanie stref przyfrontowych z zakopanych w ziemi min. To one zaś z czasem będą mogły przekładać się na stopniową budowę zaufania po obu stronach frontu.

Wszystkie teksty (bez zdjęć) publikowane przez Fundacje Warsaw Institute mogą być rozpowszechniane pod warunkiem podania ich źródła.

TAGS: 

 

Powiązane wpisy
Top