RUSSIA MONITOR

Data: 20 października 2017

Zapad 2017 Podsumowanie

Przebieg rosyjsko-białoruskich ćwiczeń strategicznych Zapad-2017 potwierdził prognozy analityków Warsaw Institute przedstawione w raporcie z 13 września. Rosjanie nie wykorzystali ćwiczeń do agresji na któreś z państw sąsiednich, nie skorzystali też z okazji, by rozpocząć okupację Białorusi, czy w ogóle zostawić tutaj jakieś znaczące siły. Wbrew obawom, nie doszło też do poważniejszych naruszeń granic z państwami sąsiednimi, szczególnie tymi należącymi do NATO.

Zgodnie z przewidywaniami, Moskwa ćwiczyła regularny konflikt zbrojny z Zachodem, w tym z użyciem broni nuklearnej. Prawdziwa skala manewrów zdecydowanie wykraczała poza oficjalnie wskazane ramy, tak liczbowo, jak i geograficznie. Z punktu widzenia Rosji ćwiczenia zakończyły się sukcesem. Pokazały, że modernizacja armii postępuje w dość dużym tempie, wykorzystuje się przy tym doświadczenia zdobyte w Syrii i na Ukrainie. W porównaniu z poprzednimi ćwiczeniami wzrósł poziom dowodzenia, poprawiono koordynację działań wojska i służb z lokalnymi władzami, przetestowano także nowe typy uzbrojenia. Jeśli zaś chodzi o polityczny aspekt ćwiczeń, szczególną uwagę zwracają nowe – niepokojące dla Mińska – akcenty w polityce Rosji wobec Białorusi.

© Leszek Szymański (PAP)   Borysów, Białoruś 20/09/2017: Białoruskie śmigłowce szturmowe Ka-52 podczas rosyjsko-białoruskich manewrów wojskowych Zapad 2017.

  • Ćwiczenia Zapad 2017 oficjalnie zakończyły się 20 września. Ostatni pociąg z rosyjskimi żołnierzami opuścił Białoruś 28 września – poinformowało ministerstwo obrony tego kraju. Nie wierzy w to Ukraina: 29 września szef sztabu generalnego generał Wiktor Mużenko powiedział, że Rosja wycofała z Białorusi jedynie część oddziałów. Odpowiedział na to 30 września rzecznik ministerstwa obrony Rosji, zapewniając, że wszystkie oddziały rosyjskie uczestniczące w ćwiczeniach Zapad-2017 na Białorusi wróciły do miejsc stałej dyslokacji. Także sam minister obrony Siergiej Szojgu potwierdził, że wszystkie wojska zaangażowane w Zapad-2017 wróciły do swych baz (6 października). Na obecnym etapie trudno przesądzać, jak jest naprawdę. Nawet jeśli Rosja faktycznie wycofała wszystkie oddziały oficjalnie zadeklarowane do udziału w białoruskiej części Zapadu, nie musi to być równoznaczne z całkowitym opuszczeniem Białorusi przez rosyjskich żołnierzy. Należy bowiem pamiętać, że trafiły tutaj także te rosyjskie oddziały, które nie były zgłoszone do udziału w ćwiczeniach Zapad 2017. Wątpliwości nie ma za to, jeśli chodzi o obwód kaliningradzki – przerzucone tutaj dodatkowe oddziały i broń nie zostały, przynajmniej dotychczas, wycofane.
  • Wątpliwości związane z obecnością Rosjan na Białorusi wynikają w pewnym stopniu z innej zasadniczej kontrowersji dotyczącej faktycznej liczebności sił uczestniczących w manewrach. Oficjalnie było ich 12,7 tys. Szef Komitetu Wojskowego NATO generał Petr Pavel twierdzi, że w rzeczywistości to liczba między 70 tys. a 100 tys. 26 września resort obrony Litwy poinformował, że faktycznie w ćwiczeniach mogło wziąć udział nawet 100 tys. wojskowych. Z kolei zdaniem dowódcy sił amerykańskich w Europie, gen. Bena Hodgesa, w Zapadzie mogło wziąć udział ponad 40 tys. żołnierzy. Gen. Hodges zarzucił, że Rosja i Białoruś rozbiły Zapad „na wszystkie te małe ćwiczenia”, ale „były one wszystkie połączone, gdyż było to całościowe przedsięwzięcie”.
  •  Ćwiczenia na terytorium Białorusi były jedynie małą cząstką ogromnego pod względem skali szkoleniowego przedsięwzięcia całych Sił Zbrojnych FR. Już pierwszego dnia Rosjanie przerzucili ku swym zachodnim granicom, w pobliże Estonii i Łotwy trzy dywizje powietrzno-desantowe – łącznie jakieś 24 tys. żołnierzy. Nie ukrywając nawet, że ma to związek z Zapadem. Różnego rodzaju przedsięwzięcia o charakterze szkoleniowym wykroczyły daleko poza Zachodni Okręg Wojskowy. Ćwiczenia i sprawdziany gotowości w niemal całym kraju miały Sztabowi Generalnemu dać ogólny obraz możliwości Sił Zbrojnych FR. Dlatego białoruska część ćwiczeń miała dla Moskwy minimalne znaczenie. Miała za zadanie odwracać uwagę od głównych wydarzeń na terytorium Rosji, gdzie ćwiczono potencjalny konflikt z Zachodem. I o ile na terenie Białorusi Zapad 2017 miał scenariusz defensywny, to generalnie Rosjanie ćwiczyli elementy ofensywne. Wrogiem zaś nie byli jacyś dywersanci i terroryści, ale regularne armie innych państw. Do walki z luźnymi formacjami o charakterze „zielonych ludzików” nie sięga się po zmasowane uderzenia z powietrza (lotnictwo, rakiety) i setki czołgów. Jak zaznaczał litewski minister obrony, Rosja de facto symulowała atak na państwa bałtyckie („naloty” przy granicy litewskiej, desant przy łotewskiej i estońskiej). Szef Komitetu Wojskowego NATO generał Petr Pavel powiedział, że manewry Zapad-2017 mogą być postrzegane jako „poważne przygotowanie do wielkiej wojny”.
  • Żadnych wątpliwości nie można mieć pod tym względem szczególnie po analizie ostatniego dnia ćwiczeń. To właśnie 20 września miała miejsce największa intensyfikacja działań rosyjskich wojsk i to na najszerszym możliwym froncie” od Morza Barentsa po Morze Czarne. Mogło tu chodzić o symulację pełnego konfliktu zbrojnego Rosji z NATO, szczególnie że Moskwa przećwiczyła wtedy atak jądrowy z użyciem wszystkich elementów tzw. triady nuklearnej. Na poligonie w Plesiecku wystrzelono RC-24 Yars, międzykontynentalny pocisk balistycznych (ICBM), dwa bombowce strategiczne Tu-22M3 przeleciały nad Bałtykiem i Morzem Norweskim, zaś atomowy okręt podwodny Dmitrij Donskoj dokonał elektronicznego wystrzelenia międzykontynentalnej rakiety balistycznej z morza.
  • Rosjanie ćwiczyli w pierwszej fazie ćwiczeń odpieranie środkami konwencjonalnymi zmasowanego ataku powietrznego – co potwierdza, iż umownym przeciwnikiem nie były żadne dywersyjne grupy separatystów, ale NATO. Główną rolę odegrały lotnictwo i obrona przeciwlotnicza 6. Armii Sił Powietrznych i Obrony Powietrznej w Zachodnim Okręgu Wojskowym. Ćwiczono metody A2/AD (anti-access/area denial) – przesuwając systemy obrony powietrznej z rodzimych baz dalej na zachód. Jednocześnie uruchomiono morski komponent A2/AD – jednostki Floty Bałtyckiej w obwodzie kaliningradzkim. Próby rakietowe przeprowadzono jednocześnie na północy, na Morzu Łaptiewów i Morzu Barentsa. Uczestniczyły w nich brzegowe kompleksy rakietowe Rubież i Bastion oraz zgrupowanie okrętów Floty Północnej. Ważną częścią zastosowania A2/AD było sięgnięcie po wyrzutnie taktycznych pocisków balistycznych Iskander-M. Poważny niepokój powinna budzić próba rakietowa, która najprawdopodobniej kwalifikuje się jako złamanie postanowień traktatu INF o pociskach średniego zasięgu. Ministerstwo obrony Rosji poinformowało o udanym teście pocisku o podwyższonej mocy dla zestawu Iskander-M. Pocisk został odpalony z poligonu Kapustin Jar w obwodzie astrachańskim, pokonał 480 km i trafił w cel na poligonie Makat w Kazachstanie – przekazał resort. W rzeczywistości chodzi o pocisk manewrujący systemu Iskander-K, który może dysponować zasięgiem nawet ponad 2000 km.

© Leszek Szymański (PAP) Borysów, Białoruś 20/09/2017: Białoruskie i rosyjskie czołgi podczas wspólnych manewrów wojskowych Zapad 2017.

  • W manewrach Rosjanie sięgnęli po cały wachlarz aktywów rakietowych i artyleryjskich: system Tunguska, system Pantsyr S-1, system Tochka-U, MLRS Smerch i Grad, haubice samobieżne Msta i Akacja, armaty samobieżne Pion. W powietrzu zaangażowano m.in. bombowce Su-24 oraz śmigłowce szturmowe Mi-24, Mi-28 i Ka-52. Manewry były okazją do zaprezentowania i przetestowania nowych rodzajów uzbrojenia. Po raz pierwszy na tak dużą skalę testowano czołgi T-72B3. Pierwsza partia tych zmodernizowanych czołgów (w liczbie 20) trafiła do służby w Zachodnim Okręgu Wojskowym w lutym br. Produkcja najnowszej wersji T-72 ruszyła w ub.r. Pojawiły się też czołgi T-90M, T-80BWM oraz ciężkie wozy bojowe wsparcia czołgów (BMPT). Z kolei Białorusini pochwalili się lekkim samochodem pancernym V1, transporterem opancerzonym Kajman oraz zmodernizowanym czołgiem T-72BM3.
  • Testowano też system opartych na rezerwistach „jednostek obrony terytorialnej”. Nagłe powołania do służby na czas ćwiczeń – wszystko trzymane jest w jak największej tajemnicy. Wiadomo, że miało to miejsce w obwodzie kaliningradzkim i obwodzie pskowskim. Dekret o mobilizacji rezerwistów podpisał Putin w kwietniu br.
  •  Wbrew obawom, nie doszło też do poważniejszych naruszeń granic – z wyjątkiem krótkotrwałego wtargnięcia w litewską przestrzeń powietrzną dwóch transportowych Ił-76 (16 września). Do naruszenia granicy doszło podczas przelotu samolotów z Rosji do obwodu kaliningradzkiego. Litewskie MSZ wręczyło ambasadorowi Rosji notę protestacyjną w tej sprawie. Moskwa tłumaczyła incydent próbą uniknięcia burzy przez samoloty. Innych prowokacji nie było, ani wobec członków NATO, ani wobec Ukrainy – która zresztą w związku z ćwiczeniami Zapad nasiliła patrole lotnicze na swej północnej granicy.
  •  Dla Kremla ważniejsza niż realna gotowość bojowa i potencjał rosyjskiej armii, jest poziom obaw przed nią na Zachodzie. Dlatego Zapad 2017 był w dużym stopniu operacją w sferze informacyjnej. Ważniejsze od liczby żołnierzy i rodzaju wykorzystanego uzbrojenia było, jak te ćwiczenia odbierano na Zachodzie (w tym kontekście ocierające się o histerię zarzuty ze strony Ukrainy działały wręcz na korzyść Moskwy). Od upadku ZSRR głównym orężem Moskwy jest nie siła jej armii, ale strach przed nią w innych krajach. Często przesadzony czy wręcz nieuzasadniony. To jeden z dwóch głównych powodów (drugim jest chęć utrzymania w tajemnicy różnych czysto wojskowych kwestii) nadzwyczaj mało transparentnej postawy Rosji w czasie manewrów. Na swoim terytorium tylko raz dopuściła ona zagranicznych obserwatorów – 18 września na poligonie Łużskim w obwodzie leningradzkim pojawili się Władimir Putin, Siergiej Szojgu, generalicja oraz właśnie wielu zagranicznych dziennikarzy i 95 zagranicznych attaché wojskowych. Przy fatalnej pogodzie, w ciągu kilku godzin raczej niewiele zobaczyli. Dużo większą swobodę obserwacji mieli przedstawiciele innych państw na terenie Białorusi. Czternastu obserwatorów z siedmiu krajów obserwowało 17 września wybrane sceny manewrów na poligonie Różańskim w obwodzie brzeskim. Rosja od lat działa mało transparentne, nie tylko w kwestiach militarnych (w tym wypadku ważne było wycofanie się z CFE). Pod tym względem Zapad 2017 był jednak wyjątkowy, nie tylko w polityce rosyjskiej wobec NATO i Ukrainy, ale też wobec samej Białorusi.
  • Manewry nie stały się bynajmniej pokazem jedności sojuszników. Przeciwnie, Moskwa próbowała zdyskredytować Białoruś, dokonując kilku prowokacji. Najbardziej niepokojące dla Mińska musiały być wypuszczone przez Rosjan informacje o rzekomym przerzucie na Białoruś dodatkowych sił pancernych. Uwagę zwraca też nieuzgodniony z lokalnymi władzami demonstracyjny przejazd przez centrum Mińska kolumny samochodów rosyjskich nacjonalistów. Z kolei uderzeniem w niezłe ostatnio relacje białorusko-ukraińskie było – tuż przed ćwiczeniami – zwabienie i porwanie na terytorium Białorusi przez rosyjską FSB syna ukraińskiego wojskowego.
  •  Już pierwszego dnia ćwiczeń, 14 września, nieoczekiwanie na stronie ministerstwa obrony Rosji pojawiła się informacja, że pododdziały Zachodniego Okręgu Wojskowego zaczęły operację przerzutu na Białoruś, a żołnierze 1. Gwardyjskiej Armii Pancernej stacjonującej pod Moskwą zostali postawieni w stan gotowości w trybie alarmowym i trafili już nawet na stację załadunkową. Jak napisano w komunikacie, żołnierze będą działać na nieznanych poligonach, zaś przerzut czołgów nastąpi w ciągu doby. Dla strony białoruskiej było to kompletne zaskoczenie, a część opozycyjnych aktywistów natychmiast ruszyła w stronę granicy by ewentualnie blokować rosyjski transport. Oczywiście do niczego takiego nie doszło. Mińsk tłumaczył, że w toku konsultacji ze stroną rosyjską wyjaśniono, iż w komunikacie pojawił się błąd. Oddziały faktycznie przerzucono na poligony, ale rosyjskie, nie białoruskie. To oficjalna wersja, ale jest jasne, że w ten sposób Moskwa testowała rodzaj i szybkość reakcji Białorusi na potencjalny przerzut na jej terytorium nieuzgodnionych wcześniej rosyjskich wojsk. Sądząc po reakcji Mińska, test wypadł dla Rosjan obiecująco. Białoruskie władze okazały się też zaskoczone i niedecyzyjne, gdy w czasie manewrów przez stolicę przejechała kolumna samochodów rosyjskiej nacjonalistycznej organizacji Ruch Narodowo-Wyzwoleńczy z portretami Putina i symbolem Noworosji.
  • Zapad 2017 pokazał Moskwie, że zdecydowana większość społeczeństwa białoruskiego odnosi się do wojsk rosyjskich albo pozytywnie, albo neutralnie. Przeciwnikom nie udało się zorganizować antyrosyjskich protestów na godną odnotowania skalę. Jeśli Moskwa chciała przetestować stopień kontroli i choćby wiedzy Mińska o tym, co porabiają na białoruskim terytorium rosyjskie oddziały w danym momencie, to powinna być zadowolona. Wydaje się też, że przytłaczająca większość Białorusinów nie bierze na poważnie pod uwagę rosyjskiego zagrożenia, a w dziedzinie wojny informacyjnej Moskwa jest w stanie sparaliżować białoruską opinię publiczną.
  •  Świadome prowokacje nie tylko pozwoliły Moskwie przetestować Białoruś, ale też – wiele na to wskazuje – miały spowodować, że Aleksandr Łukaszenka sam zrezygnuje ze wspólnego z Putinem oglądania ćwiczeń. Prezydent Rosji nie chciał z kolei jechać w tym celu na Białoruś. W efekcie, inaczej niż w 2013 i 2009, tym razem przywódcy obu państw wizytowali Zapad oddzielnie. Aby jeszcze bardziej upokorzyć Łukaszenkę, na poligon Borysowski, gdzie ćwiczenia oglądał białoruski prezydent, nie dojechał nawet – anonsowany wcześniej – Siergiej Szojgu. Uwagę zwraca, że podczas manewrów panował informacyjny dwugłos Mińska i Moskwy. Nie było też jednego dowództwa, a więc Białorusini i Rosjanie walczyli co prawda ramię w ramię, ale nie razem. Zresztą generalnie dla Kremla aspekt współpracy z białoruską armią miał w wypadku Zapadu 2017 znaczenie drugorzędne. Pokazuje to, że Moskwa w swej obecnej doktrynie wojskowej liczy głównie na siebie i nie ma już po rosyjskiej stronie tego politycznego zapotrzebowania na posiadanie sojuszników, co kiedyś. W Mińsku odczuwano, że podczas tych ćwiczeń Rosjanie z premedytacją starali się ukazać Białoruś nie jako sojusznika, a satelitę, rodzaj poligonu, z którego można zaatakować sąsiadów. Zapad-2017 zwiększył chłód i nieufność między Białorusią a Rosją. Skomplikował też relacje Białorusi z sąsiadami. Nie przypadkiem kilkanaście dni po zakończeniu manewrów, strona białoruska nieoczekiwanie wróciła do jednej z największych obaw, jakie wyrażano wcześniej w związku z Zapadem. Minister spraw zagranicznych Uładzimir Makiej powiedział 6 października, że jego kraj nie zamierza wywoływać żadnej wojny i nie chce rozmieszczać na swoim terytorium zagranicznych baz wojskowych.

Wszystkie teksty (bez zdjęć) publikowane przez Fundację Warsaw Institute mogą być rozpowszechniane pod warunkiem podania ich źródła.

Powiązane wpisy
Top