RUSSIA MONITOR

Data: 11 września 2017

Zapad-2017. Mit trzeci

Oficjalnie będą to ćwiczenia polegające na zatrzymaniu, izolacji i wyparciu „grup ekstermistów”, które wtargnęły na Białoruś z terytorium fikcyjnej Wejsznorii. W rzeczywistości prawdziwym wrogiem są tu dwa inne fikcyjne państwa: Lubenia i Besbaria. Ich charakterystyka, jak też rodzaj zapowiadanych działań wojskowych jednoznacznie wskazuje, że chodzi o konflikt z NATO i potencjalny rozpad Białorusi.


© TATYANA ZENKOVICH PAP/EPA

Z przedstawionego oficjalnego scenariusza ćwiczeń wynika, że mają one polegać na obronie Białorusi, przy pomocy rosyjskiego sojusznika, przed agresją trzech innych państw. To fikcyjne Wejsznoria, Lubenia i Besbaria. Ich położenie przedstawiono na mapie. Granice wyraźnie wskazują, że chodzi o należące do NATO Polskę, Litwę i Łotwę. Nie zmienia tego fakt, że umowne granice nie pokrywają się do końca z granicami realnymi. I tak Lubenia obejmuje północny wschód Polski oraz południowy zachód Litwy. Taka symulacja wskazuje na wagę, jaką stratedzy rosyjscy przywiązują do tzw. korytarza suwalskiego biegnącego wzdłuż granicy polsko-litewskiej. To najkrótsze lądowe połączenie Białorusi z rosyjskim obwodem kaliningradzkim. Besbaria z kolei obejmuje resztę Litwy i centralną Łotwę. Tu z kolei także mamy do czynienia z granicami z Rosja (Litwa z obwodem kaliningradzkim, Łotwa z obwodem pskowskim).

Najbardziej znaczące jest jednak umiejscowienie Wejsznorii – czyli obecnego pasa białoruskiego terytorium graniczącego z Lubenią i Besbarią. Pełni on de facto rolę bufora rozdzielającego wrogie obszary fikcyjnych dwóch państw (w domyśle NATO) od Białorusi. Znaczące jest wytyczenie granic Wejsznorii: sugeruje bowiem, że w Mińsku i Moskwie bierze się pod uwagę pojawienie separatyzmu na Białorusi. Fikcyjne państwo zajmuje bowiem północno-zachodnie części obwodów grodzieńskiego, mińskiego i witebskiego – a więc te tereny, gdzie są największe skupiska katolików. Na tym nie koniec – porównanie mapy Wejsznorii z mapa poparcia w wyborach prezydenckich z 1994 roku wskazuje, że za potencjalnie wrogi obszar przyjęto te rejony, gdzie najwyższe poparcie uzyskał wówczas Zianon Paźniak, przedstawiciel narodowego nurtu białoruskiego. Wydaje się więc, że do dziś Łukaszenka te tereny uznaje za „miękkie podbrzusze” jego reżimu.

Istnieje tu jednak również jeszcze jedno wytłumaczenie. Otóż na przykład w Moskwie rozpatrywany jest „scenariusz ukraiński” dla Białorusi. Przy czym rolę Donbasu pełnią wspomniane regiony graniczące z krajami NATO. W razie potencjalnego konfliktu wewnętrznego na Białorusi, na przykład wywołanego rosyjską interwencją, może tam dojść do irredenty pod hasłami narodowymi (w Moskwie z pewnością zauważono protesty przeciwko ćwiczeniom, jakie właśnie odbyły się na Białorusi). Z punktu widzenia Rosji to bardzo groźny scenariusz, bo oznaczałby poszerzenie bariery oddzielającej eksklawę kaliningradzką od Państwa Związkowego. I taką opcją być może też biorą pod uwagę autorzy ćwiczeń Zapad-2017.

Wszystkie teksty (bez zdjęć) publikowane przez Fundację Warsaw Institute mogą być rozpowszechniane pod warunkiem podania ich źródła.