BALTIC MONITOR

Data: 22 lipca 2019

Wojna na górze w Estonii. Prezydent kontra wicepremier

Ataki liberalnej prezydent na narodowo-konserwatywnego koalicjanta rządowego mogą doprowadzić do kryzysu politycznego w Estonii. Część estońskiej sceny politycznej oraz duże media od kilku miesięcy nie mogą pogodzić się z faktem, że eurosceptyczna EKRE weszła do rządu. Teraz wykorzystują do walki z tą partią liberalne media zachodnie.

ŹRÓDŁO: FOTOARHIIV.RIIGIKOGU.EE

W marcowych wyborach parlamentarnych narodowo-konserwatywna, antyimigrancka i eurosceptyczna Konserwatywna Partia Ludowa Estonii (EKRE) uzyskała aż 18 proc. głosów i stała się siłą nr 3 w parlamencie. Wydawało się, że jako ugrupowanie budzące kontrowersje, oskarżane o ksenofobię i rasizm, EKRE będzie izolowana w opozycji. Nieoczekiwanie dwie największe partie, liberalna Partia Reform i centrolewicowa Partia Centrum nie dogadały się. Ku zaskoczeniu wielu powstała koalicja Partii Centrum z prawicowymi EKRE i mniejszą, konserwatywno-liberalną Isamaa. Dzięki temu premier z Partii Centrum Jüri Ratas utrzymał fotel premiera. Na centrystów spadła za to fala krytyki ze strony wielu mediów (także zachodnich) oraz opozycyjnych liberałów (Partia Reform) i socjaldemokratów (SDE). W tym gorącym konflikcie, pod względem temperatury spotu nie widzianym w Estonii od wielu lat, prezydent Kersti Kaljulaid zaangażowała się po stronie opozycji.

Pod koniec kwietnia, podczas zaprzysiężenia nowego rządu (w tym ministrów z EKRE), Kaljulaid pojawiła się w parlamencie ubrana w… bluzę sportową z napisem „Słowo jest wolne”. To był polityczny happening wymierzony w polityków EKRE, którzy domagali się usunięcia z mediów publicznych niektórych dziennikarzy. Już wtedy lider EKRE Mart Helme skomentował zachowanie prezydent jako „czyn kobiety mającej problemy emocjonalne”. Podczas przemówienia w parlamencie Kaljulaid wezwała do 100 dni „wolnych od nienawiści” – wyraźnie odnosząc się do EKRE. Tymczasem po 85 dniach pojawił się wywiad, w którym sama prezydent mówi, że „nienawidzi” polityków EKRE.

Wesprzyj nas

Jeżeli przygotowane przez zespół Warsaw Institute treści są dla Państwa przydatne, prosimy o wsparcie naszej działalności. Darowizny od osób prywatnych są niezbędne dla kontynuacji naszej misji.

Wspieram

Chodzi o wywiad, którego prezydent udzieliła udzieliła amerykańskiemu magazynowi „Foreign Policy”. Opublikowany właśnie tekst nosi kontrowersyjny tytuł „Estonia mierzy się z wybranymi w wyborach rasistami”, a Kaljulaid mówi w nim, że „nienawidzi” polityków EKRE za ich zachowanie. I de facto przeprasza zachodnią opinię publiczną za współrządzącą Estonią partię. Lider EKRE, wicepremier i szef MSW Mart Helme zareagował wezwaniem Kaljulaid do ustąpienia z urzędu. Według Helmego, jeśli prezydent „oświadcza całemu światu, że nienawidzi partii, która otrzymała silny mandat od wyborców, to prawdopodobnie jest coś nie tak z jej systemem nerwowym”. Pojawiają się też zarzuty o przekraczanie uprawnień i wręcz łamanie konstytucji. Z tym akurat trudno się zgodzić, bo Kaljulaid wyrażała opinię i nie da się udowodnić, że to bezpośrednia próba wpływania na wewnętrzne sprawy poprzez politykę zagraniczną. Faktem jest natomiast, że takie prowokacyjne zachowania Kaljulaid wskazują, że chodzi o wywołanie kryzysu w koalicji i wywieranie nacisku na premiera Ratasa. Niewykluczone, że to przygotowanie gruntu pod ewentualne drugie już głosowanie nad wotum nieufności dla Helmego.

W starciu z EKRE Kersti Kaljulaid stoi na pozycji o tyle słabszej, że ma nieporównanie słabszą legitymację wyborczą, niż partia współrządząca. Po pierwsze, prezydenta w Estonii wybiera się nie w wyborach bezpośrednich. Robią to deputowani parlamentu. A w przypadku Kaljulaid był to wybór awaryjny, zapobiegający kryzysowi. Otóż w sierpniu 2016 parlament w trzech turach głosowania nie był w stanie wybrać nowego prezydenta. We wrześniu nie udało się to także w dwóch głosowaniach przeprowadzonych przez kolegium wyborców (parlament plus przedstawiciele samorządów lokalnych). Znów wrócono do wyboru przez parlament. Wobec impasu w wyborze kandydata którejś z głównych partii, uzgodniono kompromisową kandydaturę Kaljulaid, mającą za sobą kilkanaście lat pracy w Europejskim Trybunale Obrachunkowym przedstawicielkę Estonii. Jest często krytykowana za dość dziwne i nie wpisujące się ogólny polityczny trend decyzje. Na przykład przeniesienie na jakiś czas do Narwy siedziby prezydenta, gest jednoznacznie skierowany do ludności rosyjskiej. Jeszcze większe zdziwienie, a nawet oburzenie, wywołała samowolna i sprzeczna z polityką rządu (prezydent pełni w Estonii głównie funkcje reprezentacyjne) wizyta w Rosji. Spotkanie z Putinem nic Estonii nie dało, za to wizerunkowo pomogło prezydentowi Rosji.

All texts published by the Warsaw Institute Foundation may be disseminated on the condition that their origin is credited. Images may not be used without permission.

Powiązane wpisy
Top