THE WARSAW INSTITUTE REVIEW

Data: 15 maja 2017    Autor: Rafał Zgorzelski, PHD

Silna Polska w Europie

Polska, zainteresowana dobrą współpracą z Francją, Niemcami i pozostałymi partnerami europejskimi, ma istotną rolę do spełnienia w procesie powrotu do korzeni i idei przyświecających powstaniu Unii Europejskiej. Polsce potrzebna jest silna Europa, a Europie, Unii Europejskiej potrzebna jest silna Polska, otwarta na współpracę z państwami tzw. starej Unii, i prowadząca aktywną politykę w Europie Środkowo-Wschodniej.


© Charles Platiau (PAP/EPA)

Krytycy Polski: Macron, Timmermans, Schultz

W niedzielę, 7 maja 2017 r., odbyła się druga tura wyborów prezydenckich we Francji zakończonych sukcesem centrolewicowego polityka Emmanuela Macrona, lidera ruchu En Marche! (który zmienił właśnie nazwę na Republique En Marche!). Macron uzyskał 66,1 proc. (20 753 798 głosów) poparcia, przy 33,9 proc. (10 644 118 głosów) ważnie oddanych głosów na jego kontrkandydatkę, Marinę Le Pen, przewodniczącą Frontu Narodowego (która na czas kampanii wyborczej w II turze wyborów zawiesiła z dniem 24 kwietnia 2017 r. swoją funkcję), przy najniższej – 74,62 proc. – od 1969 r. frekwencji wyborczej we Francji. Warto zaznaczyć, że w wyborach prezydenckich we Francji nie wzięło udziału ponad 12 mln uprawnionych do głosowania obywateli, natomiast ponad 4 mln głosujących wrzuciło do urn wyborczych niewypełnione karty do głosowania bądź oddało głosy nieważne.

W kampanii prezydenckiej Emmanuel Macron podkreślał wielokrotnie, że uczyni wszystko, co w jego mocy, by Francja pozostała wierna swym republikańskim zasadom przywiązania do „wolności, równości i braterstwa”, a także zadeklarował budowę silnej pozycji swego kraju w Unii Europejskiej oraz realizację reform, które miałyby uelastycznić rynek pracy i przywrócić konkurencyjność francuskiej gospodarce. W polityce zagranicznej Macron postawił wyraźnie na zacieśnienie relacji z Berlinem, co miałoby prowadzić do wzmocnienia francuskiej gospodarki.

Podczas kampanii wyborczej Macron kilkukrotnie i dosyć ostro zapowiadał też, że będzie forsował wprowadzenie sankcji unijnych wobec Polski za rzekome stosowanie dumpingowych kosztów pracy (dumping socjalny) – szczególnie po tym, jak amerykańska firma Whirpool Corporation zdecydowała o przeniesieniu swych zakładów z francuskiego Amiens do Polski – oraz za brak lojalności Polski w sprawie imigrantów (Emmanuel Macron opowiada się za równomiernym ich rozmieszczeniem między kraje UE). Niepochlebnie wyrażał się też o Jarosławie Kaczyńskim, prezesie Prawa i Sprawiedliwości, ugrupowania rządzącego aktualnie w Polsce. Uznał go nie tylko za „przyjaciela i sojusznika” Marine Le Pen, ale – co istotniejsze – postawił, wraz z premierem Węgier Viktorem Orbanem, w jednym szeregu z rosyjskim prezydentem Władimirem Putinem. Ten ostatni osąd – najdelikatniej rzecz ujmując ­ poddaje – w wątpliwość kompetencje Macrona w polityce międzynarodowej.

Macron posługuje się chętnie retoryką oraz hasłami demokratycznych wartości takimi jak „wolność, równość i braterstwo”, przemawiającymi do znacznej części europejskiej opinii publicznej. Z drugiej strony zaś forsuje, i trudno mieć o to do niego zastrzeżenie, hasła wzmocnienia pozycji francuskiej gospodarki (dyskusyjny pozostaje fakt, na ile jego propozycje reform w tym zakresie rzeczywiście mogą doprowadzić do osiągnięcia deklarowanego celu). Hasła „wolności, równości i braterstwa” interpretuje zatem jako słuszne, gdy idzie o zabezpieczenie interesu własnego państwa oraz swych najbliższych sojuszników dla potrzeb realizacji własnych wizji politycznych. Te same pojęcia uznaje za niestosowne, gdy poszanowania swoich praw (w tym prawa do wzmacniania własnej podmiotowości, gospodarki, pozycji w polityce międzynarodowej, prezentacji oraz realizacji własnych koncepcji i pomysłów) domagają się inne państwa, jak Polska czy Węgry.

Przykładowo: Macron podkreślał potrzebę lojalności Polski wobec UE. Niemniej jako minister gospodarki, przemysłu i cyfryzacji (w latach 2014–2016) w rządzie Manuela Vallsa obecny Prezydent Francji współtworzył, silnie kontestowaną przez polskich sojuszników, ustawę znaną jako Loi Macron z 2015 r., wymierzoną de facto w polskich przewoźników drogowych mającą na celu osłabienie ich silnej pozycji w sektorze międzynarodowego transportu. Popierał zatem regulację prawną dyskryminującą w jawny sposób zagraniczną konkurencję.

Do wątku francuskiego i do wątku lojalności jeszcze wrócimy.

Do czołowych krytyków zachodzących w Polsce reform wdrażanych przez rząd Prawa i Sprawiedliwości należy holenderski lewicowy polityk i dyplomata, deputowany krajowy, minister spraw zagranicznych w rządzie Marka Rutte (2012–2014), obecny wiceprzewodniczący Komisji Europejskiej, Franciscus Timmermans. Wielokrotnie wskazywał on na fakt, że obecna sytuacja w Polsce stanowi rzekomo „fundamentalne zagrożenia dla państwa prawa” oraz groził zastosowaniem wobec Polski unijnych sankcji. W podobny sposób wypowiadał się na temat Węgier. Podkreślał też, że Unia Europejska zbudowana jest na wartościach oraz szacunku dla demokracji. Szczególnie ostro Timmermans krytykował podejmowane przez polskie władze działania wobec polskiego wymiaru sprawiedliwości. który jest bodajże jedną z najbardziej patologicznie funkcjonujących i wymagających niewątpliwie gruntownych reform instytucji w kraju. Wymiaru sprawiedliwości będącego dziś w Polsce jednym z kluczowych dziedzictw postkomunistycznej rzeczywistości.

Podobną, co Timmermans, retorykę wobec Polski stosował wielokrotnie Martin Schultz, niemiecki polityk, eurodeputowany, przewodniczący socjalistów w Parlamencie Europejskim, a także od przewodniczący Parlamentu Europejskiego (17 stycznia 2012 r.-18 czerwca 2014 r.; 1 lipca 2014 r.-17 stycznia 2017 r.), obecnie szef Socjaldemokratycznej Partii Niemiec. Znany z ciętego języka i agresywnej retoryki, wielokrotnie oskarżał polski rząd o dążenie do zamachu stanu. Obrażał też z mównicy Parlamentu Europejskiego nie tylko Jarosława Kaczyńskiego czy Viktora Orbana, ale także włoskiego premiera Silvio Berlusconiego. Schulz, podobnie jak Macron, domagał się od Polski „solidarności” w kwestii uchodźców.

Nie sposób – na potrzeby niniejszego artykułu – wymieniać tu wszystkich połajanek Timmermansa, Schulza i innych, szczególnie lewicowych polityków z Unii Europejskiej wobec Polski czy Węgier. Nie ma sensu też tłumaczyć szczegółowo, jakie różnice w polityce zagranicznej dzielą np. Prawo i Sprawiedliwość oraz Front Narodowy (w takich sprawach, jak relacje z USA, aneksja Krymu przez Rosję czy rozmieszczenie wojsk NATO na wschodniej flance Unii Europejskiej), czy też jak odmienne pozostają opinie Jarosława Kaczyńskiego i Viktora Orbana na kwestię współpracy z Rosją Władimira Putina. Nie wypada też zbytnio objaśniać prezydentowi Francji, czym różnią się – również cywilizacyjnie – tradycje sprawowania i modele władzy w Polsce, na Węgrzech czy w Rosji.


© Patrick Seeger (PAP/EPA)

Podkreślić natomiast należy fakt, że krytycznie o Polsce wypowiadają się osoby, które albo nie mają dostatecznej wiedzy na temat sytuacji, w której się znajduje oraz zachodzących w niej przemian, albo też stosują zasadę, iż słuszne jest to, gdy ich państwa zabiegają o własne interesy, natomiast zupełnie niestosowne w sytuacji, gdy robią to inne kraje. W myśl tej koncepcji Unia Europejska ma funkcjonować na takich zasadach jak oczekują tego politycy tacy jak Macron, Timmermans bądź Schulz, a kraje takie jak Polska winny się proponowanej przez nich wizji wspólnoty i demokracji podporządkować. Warto więc w tej sytuacji, gdy lewicowi zachodni politycy, tudzież z własnej inicjatywy czy za podszeptem ich polskich sojuszników, zniekształcają w sposób oczywisty rzeczywistość napisać kilka słów o Polsce. O tym jak jest w niej naprawdę i jaką rolę odgrywa Polska w Unii Europejskiej.

 

Jaka rola Polski w UE?

Polska jest dziś krajem, który poprzez kolejne aspekty transformacji ustrojowej po upadku komunizmu w Europie Środkowo-Wschodniej w ostatniej dekadzie ubiegłego stulecia – systematycznie się rozwija. Także za sprawą intelektualnej postawy i przedsiębiorczości samych Polaków, którą niekoniecznie trzeba wiązać z podejściem legislacyjnym bądź polityką państwa. Żywo emancypuje się polska nauka, kultura i sztuka, gospodarka narodowa, sport i inne dziedziny, w których Polacy odnoszą często niemałe sukcesy, również na arenie międzynarodowej. Zmienia się też polityka wewnętrzna państwa, w którym – obok administracji centralnej – coraz bardziej istotną rolę odgrywa samorządność terytorialna. Bez żadnych przeszkód powstają i rozwijają się liczne organizacje pozarządowe – stowarzyszenia, fundacje, związki zawodowe i związki przedsiębiorców, ruchy obywatelskie oraz inne dobrowolne zrzeszenia, w których mogą funkcjonować wszyscy ci, którzy odczuwają potrzebę społecznej aktywizacji i zaangażowania.

 

W Polsce obywatele cieszą się wolnością i swobodami, które w żaden sposób nie są ograniczane.

Polacy mogą zaś swobodnie wyrażać swoje przekonania oraz manifestować wyznawane wartości, światopogląd i postawy filozoficzne podczas rozlicznie organizowanych w całym kraju konferencji, sympozjów, debat, demonstracji, obchodów rocznicowych czy pochodów. Mogą też na zasadach dobrowolności i równości tworzyć oraz rozwijać działalność partii politycznych w celu wpływania na kształtowanie polityki państwa. Zrzeszać się w równouprawnionych związkach wyznaniowych, prowadzić swobodnie działalność gospodarczą, budować gospodarstwa rodzinne, każdy ma też prawo do ochrony prawnej życia prywatnego, rodzinnego, czci i dobrego imienia oraz do decydowania o swoim życiu osobistym. Obywatele państwa polskiego mają też prawo do uzyskiwania informacji o działalności organów władzy publicznej, w tym organów samorządu gospodarczego i zawodowego, a także innych osób oraz jednostek organizacyjnych w zakresie, w jakim wykonują one zadania władzy publicznej i gospodarują majątkiem państwa oraz osób pełniących funkcje publiczne. Każdy obywatel Polski ma też pełne prawo do własności oraz swobody rozporządzania nim, wolności wyboru i wykonywania zawodu oraz miejsca pracy, a także bezpiecznych i higienicznych warunków pracy, do nauki, do ochrony zdrowia oraz zabezpieczenia społecznego w razie niezdolności do pracy.

Polska jest krajem w pełni demokratycznym, w którym swobody i wolności obywatelskie są w pełni szanowane i respektowane, w którym każdy obywatel bez przeszkód może artykułować swoje poglądy. Krajem, w którym zapewniona jest pełna wolność prasy i innych środków masowego przekazu, pozyskiwania i rozpowszechniania informacji oraz swoboda wymiany myśli i dyskusji. Państwem, w którym wszyscy są równi wobec prawa i mogą oczekiwać równego traktowania przez władze publiczne, nikt zaś nie może być dyskryminowany w życiu politycznym, społecznym lub gospodarczym z jakiejkolwiek przyczyny. Polska zapewnia też swym obywatelom należącym do mniejszości narodowych oraz etnicznych wolność zachowania i rozwoju własnego języka, obyczajów i tradycji oraz rozwoju własnej kultury.

 

Polska jest dziś krajem, w którym demokratyczne swobody obywateli – przy wszystkich problemach i wadach współczesnej demokracji – nie miały się tak dobrze nigdy wcześniej.

Polska, podobnie jak inne wspomniane już kraje UE (Francja, Niemcy czy Holandia), boryka się z różnymi problemami, których powstawanie i rozwiązywanie jest elementem codziennej rzeczywistości. W dużej mierze są to analogiczne problemy, w tym zjawisko nadmiernej legislacji, biurokracji czy występującego (z różnym natężeniem) bezrobocia. W Polsce, podobnie jak w innych państwach wokół tych zagadnień toczą się – często ostre – spory polityczne. Przy ocenie zjawisk warto jednak pamiętać, że wiele z tych trudności warunkują w dużej mierze zaszłości byłego, niewydolnego systemu politycznego – (nie)realnego socjalizmu – a także niezakończonych pełnym powodzeniem podejmowanych reform ustrojowych i gospodarczych państwa. Tego typu zjawiska patologiczne występują w sądownictwie, służbie zdrowia i systemie ubezpieczeń społecznych, utrudniają też funkcjonowanie wielu agend rządowych.

Zadaniem polskich władz jest zatem wzmocnienie podmiotowości wewnętrznej państwa i odbudowa podmiotowości zewnętrznej kraju, czyli jego pozycji w polityce międzynarodowej. I tak w polityce wewnętrznej w naturalny sposób umacniają się te nurty polityczno-społeczne, które stawiają na solidaryzm narodowy, likwidację systemowych patologii, wyrównywanie szans społecznych, rozwój polskich rodzin oraz wewnętrznej niezależności. Po latach funkcjonowania w systemie komunistycznym niezbędne okazało się także odbudowanie tożsamości narodowej, poprzez aktywnie prowadzoną politykę historyczną państwa. Polacy przywracają pamięć i historię tych, którzy oddali życie za wolną i niepodległą Polskę w czasie niemieckiej okupacji z okresu II wojny światowej, a także sowieckiej dominacji w Europie Środkowo-Wschodniej. Pamięć Żołnierzy Niezłomnych Podziemia Niepodległościowego (specjalnym obowiązkiem państwa jest otaczanie opieką weteranów walk o niepodległość państwa) walczących z dwoma okupantami o wolną i demokratyczną Polskę. Ale również pamięć o tych, którzy przelali krew za „wolność, równość i braterstwo” (hasła podnoszone przez Macrona), za niepodległą i demokratyczną Francję, Holandię, Belgię czy Wielką Brytanię (o demokracji tak ochoczo rozprawia Timmermans czy Schulz), a których ojczyznę, wbrew ich woli, wydano podczas konferencji w Teheranie, Jałcie i Poczdamie na czterdzieści pięć lat pod dominację sowieckiej Rosji.

 

Europa różnych prędkości?

Na chwilę obecną w Unii Europejskiej ścierają się różne poglądy, każdy kraj, co zrozumiałe, walczy o własne cele polityczne i gospodarcze. Nie zmienia to faktu, że Europie potrzebna jest – oprócz mądrych przywódców z wyrazistymi koncepcjami politycznymi – również solidarność, która legła u podstaw jej zjednoczenia. W zmieniającej się sytuacji międzynarodowej polityczna pozycja Unii Europejskiej jest uzależniona w dużej mierze od dobrej współpracy państw tzw.starej Unii oraz członków przyjętych do wspólnoty po przekształceniach ustrojowych w Europie Środkowo-Wschodniej, państw, które są w Europie i współtworzą ją – podobnie jak Francuzi czy Niemcy. Państw, które mają pełne prawo przekonywać swych politycznych partnerów do własnych koncepcji politycznych, niezbędnych zmian w przepisach prawa europejskiego oraz zachowania i pełnego poszanowania własnej tożsamości oraz suwerenności narodowej. Politycy Macron, Timmermans, czy Schulz mają oczywiste prawo do wyrażania swoich poglądów, nie wolno im jednak mówić nieprawdy czy też obrażać Polaków bądź Węgrów. Mają też prawo nie zgadzać się z poglądami Jarosława Kaczyńskiego czy stanowiskiem polskiego rządu, a także budować polityczną większość dla lansowania własnych racji. Politycy ci jednak nie tylko mają prawo wymagać lojalności wszystkich państw członkowskich wobec ustanowionych zasad funkcjonowania wspólnoty, ale też obowiązek dążyć do tego, by realizowała ona interesy wszystkich Europejczyków, obywateli UE. Politycy głównego nurtu, przywykli do decydowania w pojedynkę o losach Unii, nie mogą nie wyciągnąć wniosków z Brexitu. Istnieje potrzeba zmiany narracji – haseł, które coraz częściej służą demagogii, głównie europejskiej lewicy, jako wytrych i straszak wobec wszystkich tych, którzy ośmielają się mieć inne zdanie, inne podejście bądź ogląd rzeczywistości. Bądź po prostu twardo stoją na straży swoich narodowych interesów. Tak rozumianej demokracji czy „wolności, równości i braterstwa” Polska akceptować nie może. Polska bowiem czy Węgry są w pełni demokratycznymi państwami, w których władzę zdobyły z mandatu suwerena, tj. narodów, określone siły polityczne mające pełne prawo do realizacji programów politycznych, za którymi opowiedziały się miliony ich rodaków. Europejskiej opinii publicznej należy się rzetelna informacja i prawdziwa wiedza o Polsce oraz i jej podejściu do spraw europejskich. A w Polsce zdecydowana większość społeczeństwa nie tylko popiera członkostwo państwa w Unii Europejskiej, ale utożsamia się równolegle – z projektem politycznym Prawa i Sprawiedliwości oraz oczekuje zdecydowanej zmiany w dotychczasowej wewnętrznej polityce państwa. Stąd właśnie bierze się tak wysokie poparcie w wyborach parlamentarnych dla Prawa i Sprawiedliwości (które uzyskało 37,58 proc., tj. 5 711 687 głosów poparcia w wyborach do Sejmu RP oraz 39,99 proc. w wyborach do Senatu RP, tj. 5 993 433 głosów) oraz formacji Kukiz’15 (cieszącej się poparciem 8,81 proc. uczestników wyborów do Sejmu RP, tj. 1 339 094 głosów oraz – wystawiała swych kandydatów w ograniczonej ilości okręgów wyborczych – 1,38 proc., tj. 207 156 głosów do Senatu RP) przy 24,09 proc. (3 661 474 głosów) w wyborach do Sejmu RP oddanych na główną partię opozycyjną, Platformę Obywatelską RP (która otrzymała równolegle 28,85 proc., tj. 4 323 789 głosów w wyborach do Senatu RP) oraz 7,60 proc. (1 155 370 głosów) poparcia do Sejmu RP dla Nowoczesnej Ryszarda Petru (ugrupowanie to otrzymało też – wystawiając swoich kandydatów jedynie w niektórych okręgach wyborczych – 2,63 proc., tj. 394 817 głosów w wyborach do Senatu RP). Przy czym należy podkreślić, że zgodnie z różnymi sondażami wyborczymi realizowanymi w Polsce poparcie dla Prawa i Sprawiedliwości utrzymuje się (od wygranych w 2015 r. przez to ugrupowanie wyborów parlamentarnych) na niemalejącym poziomie, co znaczy, iż Polacy gremialnie utożsamiają się z reformami proponowanymi przez rząd Premier RP Beaty Szydło. Warto też dodać, iż w ostatnich wyborach prezydenckich w Polsce w 2015 r. sukces odniósł kandydat Prawa i Sprawiedliwości Andrzej Duda (otrzymując 51,55 proc., tj. 8 630 627 głosów poparcia przy 8 112 311, tj. 48,45 proc. głosów dla kandydata Platformy Obywatelskiej RP, ustępującego prezydenta Bronisława Komorowskiego). Szanując więc to o co apelują europejscy politycy tacy jak Macron czy Timmermans, a także Schulz należy pamiętać więc o tym, że Prawo i Sprawiedliwość, ma pełen mandat Polaków do sprawowania władzy. Opozycja zaś może i powinna krytykować poczynania władzy, ale potencjalna krytyka winna mieć charakter merytoryczny i konstruktywny, proponować dobre rozwiązania, lepsze niż te, które rekomenduje Prawo i Sprawiedliwość. Głoszenie bzdur o rzekomym zagrożeniu demokracji pod rządami partii Jarosława Kaczyńskiego zaś jest nieuprawnione i szkodliwe.


© Julien Warnand (PAP/EPA)

Wróćmy zatem jeszcze do kwestii oczekiwania lojalności. Domagając się lojalności w kwestii imigrantów od państwa takiego jak Polska, której władze dostrzegają wzrastające ryzyka i zagrożenia terroryzmem islamskim, a nie było nigdy imperium kolonialnym, przez dekady nie sprawowało władztwa nad społecznościami na innych kontynentach, nie ingerowało zasadniczo w budowę systemów politycznych innych państw, państwa takie jak Francja mają obowiązek postępować wobec Polski lojalnie.

Sprawdzianem może tu być chociażby podejście partnerów politycznych Polski z Unii Europejskiej czy samej Komisji Europejskiej do kwestii budowy gazociągu Nord Stream 2, której sprzeciwiają się Polska, kraje bałtyckie i Ukraina, (Ukraina, wobec której państwa „starej Unii” deklarowały wielokrotnie przychylność, chociaż nie jest członkiem wspólnoty). Nord Stream 2 ma powstać na dnie Morza Bałtyckiego, równolegle do uruchomionego w 2011 r. gazociągu Nord Stream jako dwunitkowa magistrala gazowa o mocy przesyłowej 55 mld metrów sześciennych tego surowca z Rosji do Niemiec. Zgodnie z zapowiedziami Rosja – tak krytykowana przez Macrona czy znaczną część elit politycznych Francji, Holandii oraz innych krajów UE –  ma wówczas zaniechać dystrybucji gazu rurociągami biegnącymi przez terytorium Ukrainy. Z dostępnych europejskiej opinii publicznej informacji wynika też, że pięciu europejskich partnerów rosyjskiego Gazpromu – Engie (Francja), Royal Dut Shell (Holandia – Wielka Brytania), Uniper i BASF-Wintershall (Niemcy) oraz OMV (Austria) – zamierzają dofinansować ten projekt za pomocą pożyczek po ok. 950 ml euro, co będzie stanowiło 50 proc. kosztów całego przedsięwzięcia szacowanych na 9,5 mld euro. Rosyjski Gazprom i jego zachodni partnerzy zamierzają udzielić spółce Nord Stream 2 AG odpowiedzialnej za budowę gazociągu, kredytu pomostowego o łącznej wysokości do 6,65 mld euro.

Jak to więc jest z tą lojalnością Francji i kwestionowaniem przez nią współpracy z Rosją Putina? Jaka będzie przyszłość tego de facto rosyjsko-niemieckiego projektu, wokół którego narosło wiele kontrowersji, w tym co do zgodności Nord Stream 2 z prawem Unii Europejskiej oraz kluczowymi założeniami Unii Energetycznej? Sposób rozwiązania tej kwestii będzie miał nie tylko zasadnicze znaczenie dla rozwoju europejskiej polityki energetycznej, bezpieczeństwa energetycznego państw Europy Środkowo-Wschodniej, w tym państw członkowskich Unii Europejskiej, ale także dla wiarygodności Komisji Europejskiej i całej polityki wspólnoty. Od Macrona, Timmermansa czy Schulza, oprócz artykułowania ich własnych poglądów w tej sprawie, należy domagać się konsekwencji i przyzwoitego zachowania, a także rzetelności w komentowaniu rzeczywistości politycznej i gospodarczej. Rosja jest zła, gdy zajmuje Krym, jest już zaś dobra, gdy prowadzi się z nią interesy gospodarcze czy polityczne.

Czego zatem potrzeba Unii Europejskiej na dziś? Europy silnych fundamentów, wspólnoty zbudowanej na wartościach filozofii greckiej, prawa rzymskiego i chrześcijaństwa oraz niezależności państw narodowych ją współtworzących. Powrotu do idei swoich założycieli. Jeśli bowiem sama nie wydźwignie się z kryzysu, to bezpowrotnie straci swoje miejsce w świecie zastąpiona przez Azję. Gwarancji budowy Unii Europejskiej na tych fundamentach na pewno nie dają lewicowi politycy dążący w de facto dłuższej perspektywie do przekształcenia wspólnoty w bardziej jednolity organizm polityczny i gospodarczy, wbrew oczekiwaniom europejskich społeczeństw, a także ideom, które legły u podstaw utworzenia UE.

 

***

Piszę te słowa z pozycji osoby niezaangażowanej politycznie, przeciętnego uczestnika życia społecznego, który ma – podobnie jak inni obywatele Polski oraz szerzej – Unii Europejskiej – pełne prawo do wyrażania swoich przekonań i – dostrzegając różne jego problemy – bynajmniej nie czuje się w żaden sposób przez kogokolwiek bądź cokolwiek ograniczany. Piszę o tym, ponieważ taką odczuwam potrzebę. Gdyż uważam, że Polakom potrzebna jest dumna i silna Polska, silna Polska w Europie jako stabilne, szanujące swoją suwerenność państwo, podmiot, a nie przedmiot międzynarodowej polityki. Osoby, której – gdyby nie próbowała rozumieć mechanizmów polityki, gry i budowania kapitału na emocjach ludzkich – mogłaby być poniekąd zdumiona stanowiskami czy też twierdzeniami, że jest inaczej.

Wszystkie teksty (bez zdjęć) publikowane przez Fundację Warsaw Institute mogą być rozpowszechniane pod warunkiem podania ich źródła.

Powiązane wpisy
Top