RUSSIA MONITOR

Data: 24 listopada 2017

Kto powinien się bać rosyjskich dżihadystów?

Z Moskwy nadchodzi coraz więcej sygnałów o zakończeniu wojny w Syrii i wycofaniu większości wojskowych aktywów rosyjskich z tego kraju. Pomijając fakt, że do zakończenia konfliktu wciąż daleko, warto zwrócić uwagę na problem Rosjan walczących po stronie tzw. Państwa Islamskiego. Ostateczny upadek tej organizacji zwiększa ryzyko masowego powrotu rosyjskich dżihadystów do kraju. To zaś oznaczać może potężne problemy dla bezpieczeństwa Rosji. Jednak reżim zachowuje daleko posuniętą wstrzemięźliwość w ocenie tego ryzyka. Być może dlatego, że rosyjskie służby mają to środowisko zinfiltrowane w nieporównanie większym stopniu, niż służby zachodnie.


© SERGEI ILNITSKYKY PAP/EPA

Z raportu amerykańskiego ośrodka Soufan Group wynika, że obecnie w szeregach tzw. Państwa Islamskiego walczy 3,4 tys. Rosjan. To największa grupa, jeśli chodzi o miejsce pochodzenia, przed Arabią Saudyjską i Jordanią. Na czwartym miejscu jest Tunezja, a na piątym Francja. Wcześniej Władimir Putin w wywiadzie telewizyjnym wspominał, że w IS walczy ok. 4 tys. Rosjan, a z całego b. Związku Sowieckiego jest ich blisko 10 tys. Ostateczny upadek IS w Syrii zmusi wielu z nich do powrotu do kraju. Wydaje się jednak, że Moskwa ma wystarczające środki by kontrolować większość tego napływu. Choćby dlatego, że przez kilka ostatnich lat prowadziła faktyczną politykę „eksportu” rodzimych islamistów do Syrii i Iraku.

Już w 2011 roku FSB zaczęła organizować bezpieczne trasy przerzutu islamskich rebeliantów z Kaukazu Północnego do Syrii, głównie poprzez Turcję. Wiadomo, że rosyjscy agenci pod przykryciem, lub wykorzystując niczego nieświadomych pośredników, nie tylko zachęcali „islamistyczny element” do wyjazdu na Bliski Wschód, ale wręcz logistycznie w tym wspomagali, zapewniając chociażby konieczne dokumenty. Taka polityka służyła nie tylko pozbywaniu się potencjalnych terrorystów z własnego terenu (uwagę zwraca zależność między intensywnością wojny syryjskiej a poziomem intensywności rebelii na Kaukazie), ale też budowie sieci agenturalnej w szeregach islamistów w Syrii. Przybysze z Rosji, przede wszystkim Kaukazu Północnego, okazali się najbardziej wartościowymi bojowo „żołnierzami” samozwańczego kalifatu. Prawdopodobnie niektórzy awansowali nawet na stanowiska dowódcze w IS.

Wzmacnianie tzw. Państwa Islamskiego służyło długofalowym celom polityki rosyjskiej. Usprawiedliwiło wysłanie do Syrii wojska, które pomogło Asadowi przechylić szalę wojny na swoją korzyść. Radykalizacja obozu przeciwników reżimu syryjskiego wpłynęła też na ograniczenie pomocy międzynarodowej koalicji dla rebelii. Należy także podkreślić fakt, że IS jest zagrożeniem terrorystycznym przede wszystkim dla Zachodu – którego destabilizacja sprzyja Moskwie. W czasie, gdy w Europie dochodziło do wielu krwawych zamachów w imię IS, Rosja mogła się wydawać oazą spokoju. Oczywiście FSB zadbała o zatarcie tego wrażenia: stąd, zwłaszcza ostatnio, pojawiające się co pewien czas doniesienia o likwidacji kolejnego terrorystycznego spisku. Pokazuje to, że Rosja jest celem dżihadystów w tym stopniu, co Zachód, ale rosyjskie służby są skuteczniejsze od europejskich kolegów. Oczywiście powrót weteranów z Syrii zwiększy realne ryzyko zamachów w Rosji, ale i tak będzie ono nieporównanie mniejsze, niż w Europie, choćby dlatego, że „eksportując” islamistów do Syrii przez kilka ostatnich lat, FSB zadbała o umieszczenie wśród nich wielu swych agentów i informatorów.

Wszystkie teksty (bez zdjęć) publikowane przez Fundację Warsaw Institute mogą być rozpowszechniane pod warunkiem podania ich źródła.