RUSSIA MONITOR

Data: 18 kwietnia 2017

Kolejna dymisja, wstrząs dla systemu władzy

Leonid Markiełow rządził republiką Mari El od 16 lat. Odszedł ze stanowiska gubernatora 6 kwietnia. Oficjalnie na własną prośbę – Kreml miał mu znaleźć nowe stanowisko. Nieoczekiwanie jednak 13 kwietnia Markiełow został zatrzymany i wywieziony do Moskwy. 14 kwietnia decyzją sądu moskiewskiego umieszczony został w areszcie tymczasowym do co najmniej 12 czerwca. Markiełow jest oskarżony o przyjęcie łapówek od 2013 roku w łącznej wysokości 235 mln rubli (ok. 4 mln dolarów). Były gubernator temu zaprzecza i zapowiada kontynuację kariery politycznej.

© SERGEI KARPUKHIN POOL PAP EPA

To szok dla elit rządzących, bo „nowe miejsce pracy” obiecał mu sam prezydent Władimir Putin. Słowo głowy państwa dotąd uznawano za ostatnią instancję i nikt nie śmiał czynić czegoś wbrew decyzji Putina. Kiedy Putin przyjmował nowego gubernatora Mari El, Aleksandra Jestifiejewa, stwierdził: „Złożyło się tak, że urzędujący szef republiki prosi, by wykorzystać go na innym odcinku. Leonid Igorjewicz już 16 lat w Mari El i chciałby zmienić miejsce pracy”. Gdyby nie te słowa Putina, to aresztowanie Markiełowa dołączono by do coraz dłuższej listy usuwanych i aresztowanych gubernatorów. Zaledwie tydzień przed dymisją Markiełowa ze stanowiska poleciał gubernator Udmurcji Aleksandr Sołowiew. Fala aresztowań gubernatorów zaczęła się już w 2014 roku od zatrzymania szefa obwodu sachalińskiego Aleksandra Choroszawina i trwa do dziś. Ale historia Markiełowa wyróżnia się na tle innych. Aresztowani w ostatnich kilku latach Choroszawin, Wiaczesław Gajzer (gubernator Komi), Nikita Biełych (obwód kirowski) czy Sołowiew żadnych gwarancji od prezydenta tuż przed zatrzymaniami nie dostawali. Wielu gubernatorów trafiło za kratki już po dymisji decyzją prezydenta z powodu „utraty zaufania”. Co innego Markiełow – mówiło się, że zostanie senatorem. Słowo Putina było dotychczas niczym wyrok najwyższej instancji. Choćby Dmitrij Miedwiediew, mimo ciągłych ataków na jego osobę i faktu, że ma potężnych wrogów na Łubiance i Kremlu, wciąż jest premierem, co obiecał mu aż do 2018 roku Putin podczas słynnego już wspólnego wędkowania w 2011 roku. Publiczne poparcie prezydenta chroniło dotychczas dużo mniejszej rangi urzędników, niż gubernator. Widać to było nawet podczas ostatniej zimowej serii zmian szefów republik. Putin spotykał się z każdym odchodzącym gubernatorem i dziękował im za dotychczas wykonaną pracę. To był sygnał, że nie grozi im areszt i że mają trafić na inny odcinek publicznej służby.

To, co przytrafiło się Markiełowowi, wzbudzi jeszcze większą nerwowość w politycznych elitach rosyjskich. Wyjaśnienia mogą być dwa, i oba nie są optymistyczne dla urzędników, polityków i biznesmenów. Wersja pierwsza: słowo Putina nie znaczy już tyle, co kiedyś; prezydent może coś obiecać, a potem się z tego wycofać. Wersja druga: siłowicy we współpracy lub w konflikcie z kimś na Kremlu prowadzą swoją grę, o której nie informują prezydenta. I w pierwszym, i w drugim przypadku podważona zostaje podstawowa zasada funkcjonującego dotychczas systemu rządów w Rosji (vertikal vlasti). System działał w miarę dobrze dopóki na szczycie piramidy władzy był najwyższy arbiter. Teraz mamy tu wielki znak zapytania. A jaki z tego morał dla gubernatorów (i wszystkich pozostałych członków administracji)? Niezależnie, czy ustępujesz Kremlowi, czy nie, i tak możesz wylądować za kratami. Jaki destrukcyjny wpływ na postawę administracji – zwłaszcza przy kryzysie gospodarczym i rosnącej fali protestów – będzie miała historia Markiełowa, przekonamy się już niebawem.

Wszystkie teksty (bez zdjęć) publikowane przez Fundację Warsaw Institute mogą być rozpowszechniane pod warunkiem podania ich źródła.

Tags: