RUSSIA MONITOR

Date: 1 czerwca 2017

Czerwono-biała tradycja Putina

Putinowskie państwo od wielu lat charakteryzuje się ideologicznym eklektyzmem. Czerpie wzorce i tradycje z różnych okresów w historii Rosji według jednego kryterium: ma to budować służebną rolę obywateli wobec państwa. Państwo i jego władze są najważniejsze, są obiektywnym dobrem. Niezależnie od tego, czy był to okres caratu czy bolszewickiego reżimu. W przeddzień wyborów prezydenckich należy oczekiwać nasilenia takiej propagandy, zwiększającej swą skuteczność dzięki ostremu konfliktowi Rosji ze światem zewnętrznym, z Zachodem.


© YURI KOCHETKOV

Taką politykę Kremla symbolizuje obecność i słowa Władimira Putina podczas otwarcia prawosławnej świątyni Zmartwychwstania Pańskiego i Nowych Męczenników i Wyznawców Cerkwi Rosyjskiej na terenie Monastyru Srietienskiego. Poświęcona ofiarom komunistycznego terroru, cerkiew stoi w pobliżu Łubianki, siedziby bezpieki. Prezydent Rosji oświadczył tam, że należy pamiętać zarówno o „jasnych, jak i o tragicznych” kartach historii Rosji oraz czynić wszystko, by „nie dopuszczać do rozłamów” i zachować jedność narodu. Putin w wystąpieniu podkreślił, że otwarcie nowej świątyni zbiega się z 100. rocznicą rewolucji 1917 roku, co ma znaczenie symboliczne. „Powinniśmy pamiętać, jak kruchy jest pokój społeczny i nie możemy zapominać, jak trudno zabliźniają się rany rozłamów” – apelował.

To „zabliźnianie tan rozłamów” coraz bardziej przybiera charakter usprawiedliwiania, a nawet gloryfikowania zbrodni komunistycznych, w tym stalinowskich. W kontekście prawosławia jest to też o tyle łatwe, że wyższa hierarchia Cerkwi rosyjskiej jest pełna byłych tajnych współpracowników KGB. A i w szeregach byłych kagiebistów modne stało się odwoływanie do religii. Dużymi wpływami cieszy się tzw. zakon prawosławnych czekistów z Władimirem Jakuninem na czele. Taka polityka jest ze strony Putina czystym koniunkturalizmem politycznym, podobnie jak prezentowany od początku obecnej kadencji prezydenckiej obyczajowy konserwatyzm. To ułatwia nie tylko utrzymanie dużej części rosyjskiego elektoratu, ale też jest wygodnym narzędziem wpływania na skrajnie prawicowe środowiska polityczne w Europie.

Efektem oddziaływania ideologii państwowej, w której Putin sięga po to, co mu odpowiada, czy to z tradycji „białej” carskiej i prawosławnej Rosji, czy to z tradycji bolszewickiej i sowieckiej, jest coraz większa obojętność Rosjan do represji stalinowskich. Okresu, w którym władza wymordowała miliony własnych obywateli. Prawda historyczna nie służy obecnemu reżimowi, bo pokazuje makabryczne oblicze władzy. Stąd sączona od lat propaganda. Jej skutki pokazuje kwietniowe badanie Centrum Lewady. 25 proc. respondentów uznaje represje stalinowskie za polityczną konieczność i za historycznie uzasadnione – to więcej niż pięć lat temu (22 proc.). Ubywa tych, co uważają inaczej: 39 proc. (w 2012 r. było 51 proc.). Podwoiła się liczba Rosjan, która „nic nie wie o tych represjach” (z 6 do 13 proc.). Także coraz więcej osób uważa, że nie powinno się w ogóle o tym mówić.

Przełom w postawie Rosjan nastąpił w 2014 roku. Kryzys ukraiński i konflikt z Zachodem rozbudził nacjonalistyczne, imperialistyczne, agresywne nastroje. Automatycznie wzrosło poparcie dla takich historycznych postaci, jak Stalin. Ukierunkowana państwowa propaganda na pierwszym planie stawia państwowców, którzy mówią, że władza zawsze ma rację. Niezależnie od tego, czy to władza stalinowska czy putinowska.

Wszystkie teksty (bez zdjęć) publikowane przez Fundację Warsaw Institute mogą być rozpowszechniane pod warunkiem podania ich źródła.