RUSSIA MONITOR

Data: 26 sierpnia 2017

Nieprzejrzyste manewry

Rosyjsko-białoruskie ćwiczenia Zapad 2017 mogą być kluczowym etapem przygotowań Moskwy do ewentualnej wojny z NATO. Z jednej strony to test na umiejętność stawiania „zasłony dymnej” przez Rosjan (czyli ukrycia faktycznych rozmiarów i celów ćwiczeń) w obliczu wroga, z drugiej zaś okazja do wzmocnienia zachodniej flanki militarnej Rosji.


© YURI KOCHETKOV PAP/EPA

Podczas wizyty w Polsce sekretarz generalny NATO wezwał Rosję do wypełnienia międzynarodowych zobowiązań i zapewnienia pełnej transparentności ćwiczeń Zapad 2017, które odbędą się w dniach 14-20 września. Zgodnie z zasadami OBWE znanymi jako dokument wiedeński, państwo przeprowadzające ćwiczenia z udziałem więcej niż 13 000 żołnierzy musi uprzedzać o tym inne kraje i być otwartym na obserwatorów. Białoruś twierdzi jednak, że w Zapad 2017 weźmie udział 12 700 ludzi, czyli tuż pod limitem, zaś Moskwa informuje, że na Białoruś wyśle co najwyżej 3000 swoich żołnierzy. Ale będzie ich dużo, dużo więcej. Litewski minister obrony Raimundas Karoblis szacuje liczbę uczestników ćwiczeń nawet na 100 000 samych Rosjan. Moskwa dawno już nauczyła się obchodzić dokument wiedeński. Także teraz Zapad 2017 to będą oficjalnie tylko ćwiczenia z udziałem niecałych 13 000 żołnierzy, ale jednocześnie odbywać się będzie szereg innych ćwiczeń, formalnie niezależnych od siebie, w rzeczywistości tworzących jedną całość. Rezerwistom w obwodzie kaliningradzkim zaczęto na masową skalę wręczać wezwania do stawienia się w jednostkach.

Obserwatorów zagranicznych zaprasza się tylko na białoruską część manewrów. Białoruskie ministerstwo obrony zaprosiło obserwatorów z siedmiu krajów (Ukraina, Polska, Litwa, Łotwa, Estonia, Szwecja, Norwegia). Problem w tym, że mają mieć bardzo ograniczony dostęp do ćwiczeń. Budzi to duży niepokój w Europie. Obaw nie wolno lekceważyć. Historia pokazuje, że każdą agresję rosyjską poprzedzają ćwiczenia pozwalające przykryć ruchy wojsk w stronę granic celu ataku. Tak było w 2008 roku, gdy po ćwiczeniach Kaukaz 2008 skoncentrowane w regionie oddziały nie wróciły do rodzimych baz tylko zostały wykorzystane do ataku na Gruzję. Także ukraiński kryzys zaczął się tak naprawdę od tego, że 26 lutego 2014 Putin ogłosił „niezapowiedziany sprawdzian” wojsk, pod którego pretekstem na ukraińskiej granicy pojawiło się około 40 000 żołnierzy. Teraz wojny nie będzie. Rosja może chcieć za to zostawić na Białorusi ciężkie jednostki – których zadaniem będzie w razie przyszłej wojny z NATO przebicie się do Kaliningradu.

Wszystkie teksty (bez zdjęć) publikowane przez Fundację Warsaw Institute mogą być rozpowszechniane pod warunkiem podania ich źródła.