THE WARSAW INSTITUTE REVIEW

Data: 1 marca 2017    Autor: Maciej Kucharczyk

Modernizacja Sił Zbrojnych Rzeczypospolitej Polskiej

Polska prowadzi obecnie szeroko zakrojony proces modernizacji sił zbrojnych, na który do 2022 roku ma zostać wydanych około 15 mld dolarów. Jak na warunki regionu to bardzo duża kwota. Znaczna część tych pieniędzy zostanie przeznaczona na zakup sprzętu i technologii zagranicą.

© Lech Muszyński (PAP)

Szeroko zakrojony proces modernizacji wyposażenia Sił Zbrojnych RP jest powodowany przede wszystkim dwoma dekadami zaniedbań na tym polu. Po upadku komunizmu i zakończeniu zimnej wojny znacząco ograniczono wydatki na cele zbrojeniowe. W efekcie przerwano proces systematycznej wymiany nieuchronnie starzejącego się sprzętu i doszło do zapaści pozbawionego zamówień krajowego przemysłu zbrojeniowego. Dodatkowo modernizacja jest wymuszona pogorszeniem się sytuacji bezpieczeństwa w Europie, zwłaszcza po rosyjskiej agresji na Ukrainę w 2014 roku i zwiększeniu wydatków Rosji na cele zbrojeniowe.

 

Wyzwanie finansowe

Przez wiele lat zakupy nowego uzbrojenia dla polskiego wojska były prowadzone punktowo, bez osadzenia w spójnej i rozłożonej na wiele lat strategii. W ten sposób w 2003 roku podpisano pierwszy od upadku komunizmu duży kontrakt zbrojeniowy, w ramach którego zamówiono kołowe transportery opancerzone Rosomak, oparte na fińskiej licencji, ale produkowane i rozwijane w Polsce. Tak samo w 2004 roku zawarto umowę na dostawę 48 samolotów wielozadaniowych F-16, co było największym kontraktem zbrojeniowym w historii III RP.

Dopiero po 2010 roku zaczęto formułować szeroko zakrojoną strategię, która miała całościowo obejmować proces modernizowania wyposażenia polskich sił zbrojnych w okresie dekady. Tak zwany Plan Modernizacji Technicznej (PMT) zaprezentowano po raz pierwszy w 2012 roku i obejmował on okres od 2013 do 2022 roku. Formalnie obowiązuje on do dzisiaj, choć po zmianie partii rządzącej w 2015 roku został on poddany audytowi i zmodyfikowany. Stwierdzono, że w początkowej wersji koszt wszystkich zakupów był o połowę niedoszacowany, wobec czego ograniczono je i część odsunięto w czasie. Wielu ekspertów wskazywało na konieczność takiego rozwiązania już w 2013 roku, ponieważ PMT w pierwotnej formie był nierealistyczny.

Według obecnych założeń, do 2022 roku ma same zakupy uzbrojenia ma zostać wydanych równowartość 15 miliardów dolarów. Przy czym od 2013 roku podpisano kontrakty na około cztery miliardy. Szereg programów zbrojeniowych ma się rozpocząć do 2022 roku, ale część ich finansowania przypada na lata późniejsze, przez co wydatki na nie wykraczają poza wspomniane 15 miliardów. Ogółem to największy plan zbrojeniowy wśród nowych państw NATO. Przewyższa też planowane wydatki na zakupy uzbrojenia wielu krajów Europy Zachodniej.

PMT może jednak ulegać kolejnym zmianom. Plany modernizacji są bardzo ambitne i będą stanowić duże obciążenie dla budżetu państwa. Wydatki na obronność wynoszą w Polsce 2% PKB, co jest rzadkością wśród państw NATO, które w zdecydowanej większości nie utrzymują tego zalecanego przez Sojusz poziomu. Ministerstwo Obrony Narodowej (MON) zachowuje optymizm i zapewnia, że nie ma zagrożenia dla realizacji zmodyfikowanego PMT. Jednak jest bardzo prawdopodobne, że szereg mniej priorytetowych programów zbrojeniowych będzie odsuwanych w czasie. Nie ma jednak ryzyka całkowitego zamrożenia modernizacji.

 

Wysoki priorytet, ale nie najwyższy

Wszystkie duże partie na polskiej scenie politycznej są przekonane o konieczności utrzymywania możliwie wysokich wydatków na zbrojenia. Polska znajduje się w niekorzystnym położeniu geopolitycznym, jako państwo frontowe NATO, leżące na styku strefy wpływów Sojuszu oraz mającej dążenia imperialne Rosji. Wobec tego w wypadku zaognienia się sytuacji i wybuchu ewentualnego konfliktu zbrojnego, to na jej terytorium w pierwszym rzędzie będą miały miejsce walki.

Poczucie zagrożenia jest podsycane zakorzenionym w społeczeństwie sceptycyzmem co do skłonności zachodnich sojuszników do ruszenia z pomocą w sytuacji kryzysowej. Taki pogląd ma swoje początki jeszcze w doświadczeniach II wojny światowej, kiedy Francja i Wielka Brytania nie udzieliły praktycznie żadnego wsparcia Polsce podczas pierwszego miesiąca konfliktu, tak zwanej kampanii wrześniowej, która zakończyła się sromotną porażką polskiego wojska. Sceptycyzm ten podsycają niskie wydatki na obronność wśród niemal wszystkich zachodnich państw NATO i wypowiedzi niektórych ich polityków, którzy mają poglądy prorosyjskie (obecnie zwłaszcza Francois Fillion i Marine LePen czyli poważni pretendenci do francuskiej prezydentury).

Co więcej stan wyposażenia polskich sił zbrojnych nie pozwala już na odkładanie modernizacji w czasie. Pomimo szeregu zrealizowanych i ciągle realizowanych programów zbrojeniowych, ich wyposażenie nadal w ponad połowie pochodzi z czasów zimnej wojny. Sprzęt kupowany w latach 70. i 80., kiedy czyniono duże inwestycje w uzbrojenie z powodu rywalizacji z Zachodem, osiąga właśnie koniec swojej przydatności a jego dalsze remontowanie i utrzymywanie w służbie przestaje być opłacalne.

Możliwość znaczących cięć zmniejsza też fakt, że rząd oficjalnie deklaruje, iż PMT ma być okazją do zainwestowania znacznych pieniędzy w polski przemysł zbrojeniowy. Większość wydatków na nowy sprzęt ma pozostać w Polsce i pomóc w rozwoju gospodarki. Preferowanym rozwiązaniem jest produkcja uzbrojenia na terenie kraju przy współpracy z zagranicznymi partnerami dostarczającymi technologię lub kluczowe podzespoły, których wytwarzanie w Polsce byłoby nieopłacalne.

Wobec powyższego nie należy się spodziewać w wypadku Polski drastycznych cięć wydatków zbrojeniowych w dającej się przewidzieć perspektywie czasowej. Może jednak dojść do wspomnianych spowolnień części programów, zwłaszcza jeśli dojdzie do pogorszenia się sytuacji gospodarczej. Znaczne zwiększenie wydatków na cele socjalne przez rząd PiS doprowadziło do powstania rekordowego deficytu budżetowego. Jeśli sytuacja finansów państwa będzie się pogarszać, na pewno odciśnie się to na wydatkach zbrojeniowych. W Polsce nie mają one aż takiego priorytetu jak na przykład w Rosji i będą ograniczane, gdyby zaistniało ryzyko braku pieniędzy na cele socjalne.

 

Plany zakupów dla wojsk lądowych

Największym i najważniejszym komponentem polskich sił zbrojnych są Wojska Lądowe. Niezbędne w przypadku kraju położonego na pozbawionej większych przeszkód naturalnych równinie pomiędzy Europą Zachodnią i Rosją. Obecnie liczą one 13 brygad pancernych, zmechanizowanych i aeromobilnych oraz liczne mniejsze jednostki wsparcia. Służy w nich łącznie około 49 tysięcy żołnierzy. Według najnowszej odsłony PMT modernizacja Wojsk Pancernych i Zmechanizowanych, stanowiących większość Wojsk Lądowych, jest jednym z pięciu priorytetowych przedsięwzięć.

Obecnie trwa już kilka dużych programów zbrojeniowych. Po pierwsze modernizację przechodzą otrzymane i zakupione w Niemczech czołgi Leopard 2A4, których 142 sztuki mają zostać unowocześnione do wersji 2PL. Wraz 105 sztukami nowszych Leopardów 2A5 będą stanowiły do lat 30. podstawę polskich sił pancernych i reprezentowały przyzwoity poziom, pozwalający nawiązać równorzędną walkę z większością czołgów rosyjskich. Pozostaje jednak problem 232 maszyn PT-91 Twardy i około 150 T-72M (kilkaset kolejnych stoi w magazynach).

Te pierwsze to zmodernizowane w latach 90. T-72. Reprezentują poziom technologiczny sprzed 25 lat i coraz bardziej odstają od realiów współczesnego pola bitwy. Oficjalnie nie ma jednak planów ich modernizacji czy wymiany. Nieoficjalnie rozważana jest możliwość dokupienia kolejnych używanych czołgów Leopard 2 lub M1 Abrams, jednak problemem są tu potencjalne koszty lub brak maszyn w odpowiednim stanie.

T-72M są natomiast kompletnie przestarzałe i mają bardzo ograniczoną przydatność na polu walki. Ich miejsce mają według planów MON zająć Wozy Wsparcia Bezpośredniego Gepard, czyli pojazdy, które można nazwać „lekkimi czołgami”. Znacznie słabiej opancerzone niż klasyczny czołg podstawowy, ale z takim samym uzbrojeniem w postaci działa kalibru 120 mm. Na świecie podobne konstrukcje oparte o podwozie gąsienicowe są bardzo rzadkie. Można tu wymienić np. CV90120-T, który pozostał jednak w fazie prototypu. Polskie firmy zbrojeniowe we współpracy z zagranicznymi partnerami pokazały już propozycje takiego wozu o nazwie Anders. Program jest jednak ciągle w powijakach. Pierwsze dostawy planuje się na po 2022 roku.

Na tym samym podwoziu co Gepard ma powstać transporter opancerzony Borsuk. Ma on zastąpić ponad tysiąc archaicznych BWP-1 pochodzących z lat 70., które nadal są wykorzystywane przez polskie wojsko choć nigdy nie przeszły modernizacji. Borsuk ma więc większy priorytet niż Gepard i jest niezwykle ważny dla polskiego wojska. Według obecnych planów początek produkcji seryjnej ma mieć miejsce w 2019 roku, a jeszcze w tym roku ma zostać ukończona budowa pierwszego prototypu. Głównym wykonawcą jest firma Huta Stalowa Wola.

Trwają również prace nad ulepszaniem nadal nowoczesnych kołowych transporterów opancerzonych Rosomak. Część ma zostać zintegrowana z wyrzutniami izraelskich rakiet przeciwpancernych Spike. Trwają też przygotowania do produkcji bezzałogowej wieży ZSSW-30, która ma istotnie podnieść możliwości bojowe Rosomaków. Rozpoczęło się już wytwarzanie bardzo potrzebnych wozów w wersji rozpoznawczej i pomocy technicznej.

W ramach wojsk lądowych trwa również szeroko zakrojona modernizacja artylerii. Pod koniec 2016 roku podpisano największy od lat kontrakt zbrojeniowy (ponad miliard dolarów) zakładający produkcję niemal stu armatohaubic kalibru 155mm Krab. Ten nowoczesny sprzęt będący połączeniem technologii brytyjskich, koreańskich, francuskich i polskich, jest produkowany w polskich zakładach Huta Stalowa Wola. Również tam trwa produkcja moździerzy samobieżnych Rak kalibru 120mm na podwoziu transportera Rosomak. Ma ich powstać 64 sztuki za około 250 milionów dolarów. To konstrukcja w znacznym stopniu polska.

Obecnie w ramach modernizacji artylerii pozostaje do zrealizowania jeden duży zakup – wyrzutni rakiet dalekiego zasięgu. Program o nazwie Homar ma dać polskiemu wojsku sprzęt zdolny do precyzyjnego rażenia celów na dystansie 300 km. Polski przemysł nie dysponuje odpowiednimi technologiami, więc dostarczy właściwie tylko podwozie. Reszta musi zostać zakupiona zagranicą. Największe szanse mają firmy amerykańskie (system HIMARS) lub izraelskie (system LYNX).

 

Programy przeciwlotnicze i przeciwrakietowe

O ile Wojska Lądowe są najbardziej liczne, to i tak ich modernizacja pochłonie mniej pieniędzy niż wymiana praktycznie wszystkich systemów przeciwlotniczych polskiego wojska. Te posiadane obecnie są stare, niektóre sięgają korzeniami lat 60. i w większości zdecydowanie odstają od wymogów współczesnego pola walki. Natomiast biorąc pod uwagę to, że Rosja dysponuje stosunkowo silnym lotnictwem a Polska obok krajów bałtyckich znajduje się najbliżej rosyjskich baz lotniczych, posiadanie odpowiednio silnej obrony przeciwlotniczej staje się sprawą priorytetową. Na dodatek w położonym na polskiej granicy Obwodzie Kaliningradzkim Rosjanie posiadają brygadę rakietową, która w perspektywie kilku lat na pewno zostanie przezbrojona w rakiety balistyczne krótkiego zasięgu Iskander. Choć nie jest to oficjalne, to niemal na pewno można je uzbroić w głowice jądrowe. To uzbrojenie jest również poważnym zagrożeniem, a polskie wojsko nie ma sprzętu antyrakietowego.

Wobec powyższych wyzwań, Polska planuje kupić w ramach dwóch postępowań systemy przeciwlotnicze i przeciwrakietowe średniego zasięgu Wisła oraz krótkiego zasięgu Narew. Oba programy zbrojeniowe mogą pochłonąć razem około 15 mld dolarów (10 na pierwszy a 5 na drugi), przy czym ich finansowanie wykracza poza rok 2022 więc nie jest ujęte w całości w obecnym PMT. Największe szanse na zdobycie pierwszego kontraktu, który będzie zarazem największym w historii polskich sił zbrojnych, ma amerykański koncern Raytheon oferujący systemy Patriot. Konkurencją jest amerykańsko-niemiecko-włoski system MEADS oraz francusko-włoski SAMP/T. Rozmowy są zaawansowane, choć opóźnione już o niemal trzy lata. Rząd deklaruje podpisanie umowy w tym roku i dostawy od 2019, choć to samo obiecywał w ubiegłym. Negocjacje w sprawie zakupu systemów Narew są znacznie mniej zaawansowane. Na razie trwają wstępne oceny ofert złożonych przez szereg firm. Według najnowszych planów pierwsze dostawy mają mieć miejsce w 2021 roku. Oba programy zakładają wysoki poziom polonizacji, czyli transferu technologii i produkcji do Polski. Oficjalnie ma on wynosić około 50 procent.

Poza programami Wisła oraz Narew polskie wojsko dokonuje zakupu szeregu systemów przeciwlotniczych bardzo krótkiego zasięgu. Za około miliard dolarów w polskich firmach zbrojeniowych zamówiono kilka typów działek przeciwlotniczych i ręcznie odpalanych rakiet przeciwlotniczych. Dostawy już trwają. Ponieważ to sprzęt mniej zaawansowany niż systemy krótkiego i średniego zasięgu, zapotrzebowanie nań pokrywa niemal całkowicie samodzielnie polski przemysł zbrojeniowy.

 

Modernizacja lotnictwa

Zdecydowanie najwięcej emocji, jeśli chodzi o modernizację wojska, w ciągu ostatniego roku spowodowała w Polsce kwestia zakupu nowych śmigłowców. Większość tych posiadanych przez polskie wojsko jest przestarzała i w ciągu najbliższych kilku lat bezwzględnie będzie wymagać wymiany. Zakupy miały zostać poczynione w ramach dwóch dużych przetargów, jednego na maszyny wielozadaniowe a drugiego na maszyny szturmowe. Ten pierwszy formalnie został rozstrzygnięty w 2015 roku zwycięstwem Airbus Helicopters z maszyną H225M, jednak po zmianie rządu zerwano rozmowy, motywując to niedostatecznie dobrą ofertą offsetową. Odbyło się to w atmosferze skandalu.

Obecnie trwa nowe postępowanie. Wszystko wskazuje na to, że na razie zostanie zakupionych mniej maszyn i nie jednego typu (wcześniej planowano zastosować jeden typ do wypełniania szeregu różnych zadań – zwalczanie okrętów podwodnych, ratownictwo morskie i bojowe oraz transport), ale kilku. Największe szanse na zdobycie zamówień ma włoski koncern Leonardo, posiadający polskie zakłady PZL Świdnik, oraz Lockheed Martin kontrolujący zakłady PZL Mielec. Produkcja i serwis nowych maszyn ma być przynajmniej częściowo umieszczony w Polsce. Równolegle planowane jest poważne zmodernizowanie części poradzieckich maszyn z rodziny Mi-8/17 przy współpracy z ukraińską firmą Motor-Sicz, która od czasów ZSRR produkuje do nich silniki. Być może w perspektywie kilku lat zostaną podjęte próby dokupienia kolejnych nowych maszyn. Koszt całego przedsięwzięcia jest obecnie trudny do oszacowania. Pierwotny przetarg miał kosztować około 3 mld dolarów.

Równolegle trwa program Kruk, którego celem jest zakupienie śmigłowców szturmowych, które zastąpią wysłużone poradzieckie Mi-24. Te mają już bardzo ograniczony potencjał, bowiem wiele jest bardzo zużytych ze względu na wiek i intensywną eksploatację w Afganistanie i Iraku a co najważniejsze ich podstawowe uzbrojenie, rakiety przeciwpancerne Szturm, zostały skasowane ze względu na wiek. W ich miejsce MON planuje zakupić 32 nowe maszyny szturmowe, przy czym 16 przed 2022 rokiem. Ich głównym zadaniem ma być niszczenie wrogich pojazdów opancerzonych. O zamówienie ubiegają się amerykańskie maszyny Boeing AH-64E Guardian i Bell AH-1Z Viper, francuski Airbus Helicopters Tiger oraz włoski Leonardo A129 Mangusta lub jego turecka wersja T129 ATAK. Cena zakupu nie jest znana, MON podawał rozbieżne liczby, ale szacunkowo musi to być około 2 mld dolarów.

Poza śmigłowcami polskie wojsko musi wymienić też część samolotów. Siły Powietrzne mają 48 stosunkowo nowoczesnych F-16 Block 52 zakupionych w pierwszej dekadzie XXI wieku. Jednak reszta polskiego lotnictwa to 32 poradzieckie myśliwce MiG-29 oraz 18 bombowców Su-22. Połowa tych pierwszych przeszła modernizację i może posłużyć jeszcze do około dekady. Jednak reszta MiGów-29 i wszystkie Su-22 mają już małą przydatność na polu walki i realnie rzecz biorąc do 2025 roku muszą zostać wycofane z linii. Problem w tym, że PMT do 2022 roku nie zakłada zakupu nowych samolotów i nie ma na to pieniędzy. Na razie MON prowadzi analizy odnośnie tego, co należałoby kupić. Najbardziej prawdopodobnym rozwiązaniem są używane i zmodernizowane, lub nowe F-16. Dokupienie maszyn tego typu oznaczałoby ograniczenie kosztów związanych z logistyką oraz szkoleniem. W dalszej perspektywie, bliżej 2030 roku, jest zakupienie maszyn piątej generacji F-35 Lightning II.

Ciągle trwają mniejsze zakupy uzbrojenia precyzyjnego dla już posiadanych F-16. Największe kontrakty dotyczą rakiet dalekiego zasięgu JASSM oraz JASSM-ER. Te pierwsze już są dostarczane do Polski, na drugie pod koniec 2016 roku podpisano umowę.

 

Poważne problemy floty

Polska nigdy nie była krajem morskim i przed XX wiekiem nigdy nie miała silnej floty. To kwestia przywołanego już położenia geopolitycznego, które zmusza do koncentrowania się na obronie wschodnich i zachodnich granic lądowych. Traktowanie Marynarki Wojennej RP jako rodzaju wojska gorszej kategorii utrzymuje się do dzisiaj. Od końca komunizmu nie poczyniono na tym polu żadnych większych inwestycji i nie było istotnych programów modernizacyjnych. W efekcie MW RP jest obecnie w stanie zapaści. Jej najbardziej wartościowe siły to trzy małe okręty rakietowe Orkan (rakiety przeciwokrętowe RBS15 Mk-3) i Nabrzeżny Dywizjon Rakietowy (drugi jest w trakcie wyposażania – rakiety NSM).

Formalnie modernizacja MW RP jest jednym z priorytetów PMT i zapisano w nim adekwatnie wiele morskich programów zbrojeniowych. Kluczowe są zakupy nowych okrętów. Po pierwsze w ramach programu Orka wojsko chce nabyć trzy nowe okręty podwodne (stosunkowo niewielkie jednostki o napędzie konwencjonalnym dostosowane do Bałtyku), dodatkowo uzbrojone w rakiety manewrujące dalekiego zasięgu, takie jak Tomahawk czy MdCN. Od przeszło dwóch lat prace nie posunęły się jednak istotnie do przodu i nadal nie rozpoczęto formalnie przetargu. Kiedy już się rozpocznie, oferentów będzie trzech: francuski DCNS (okręty Scorpene), niemiecki ThyssenKrupp (U-214) i szwedzki Saab (A26). Dostawy są planowane na po 2024 roku. Jeśli dojdzie do skutku, to będzie to najdroższy program morski, szacowany na około 2,5-3 mld dolarów.

Kolejne duże programy kryją się pod nazwami Miecznik i Czapla. W ramach pierwszego mają powstać trzy stosunkowo silnie uzbrojone korwety a drugiego trzy okręty patrolowe zdolne do usuwania min. Wszystkie mają powstać w oparciu o ten sam projekt kadłuba. Budowa ma mieć miejsce w polskiej stoczni, ale przy współpracy zagranicznego przemysłu. Na razie oba programy są w powijakach. W 2016 anulowano już rozpoczęty przetarg i zaczęto go szykować od nowa. Dostawy okrętów mają mieć miejsce po 2021 roku. Nie podawano jeszcze szacowanych kosztów.

Na tle tych słabo zaawansowanych programów wyróżniają się prace nad nowymi niszczycielem min Kormoran II. Do tej pory wydano na nie niemal 200 mln dolarów. Pierwszy z trzech docelowych okrętów ma być przekazany wojsku w pierwszym kwartale 2017 roku. Jego budowa w gdyńskiej stoczni Remontowa Shipbuilding jest jednym z nielicznych polskich programów zbrojeniowych przebiegających bez większych opóźnień i  problemów. Dodatkowo większość wyposażenia również dostarczył polski przemysł. Sprzęt do zwalczania min morskich już od czasów PRL jest jego specjalizacją i silną stroną.

Dodatkowo w PMT zapisano cały szereg mniejszych programów mających dać MW różne okręty pomocnicze (m.in. zbiornikowce, holowniki, okręty ratownicze) oraz różne systemy, np. obrony portów przed dywersją. Większość jest jednak słabo zaawansowana i z odległym terminem realizacji.

 

Nie tylko wojska regularne

Poza wymienionymi już głównymi programami zbrojeniowym zaplanowane jest całe mnóstwo mniejszych. Lista jest długa, ale wymienić można na przykład prace nad całą rodziną nowoczesnych karabinków MSBS w Fabryce Broni Łucznik. W przyszłości ma to być broń podstawowa polskiego wojska, która wyprze oparte o system Kałasznikowa poradzieckie AK czy będące ich głęboką modyfikacją Beryle. Obecnie podstawowy karabinek jest w trakcie testów w wybranych oddziałach jednak termin przyjęcia do służby i rozpoczęcia zakupów nie jest jasny. Dla odmiany trwają już seryjne dostawy nowych samochodów ciężarowych z firmy Jelcz. Do końca 2018 roku ma zostać wypełnione zamówienie na niemal tysiąc pojazdów wartych 150 milionów dolarów. Trwają też analizy poprzedzające przetargi na cyfrowe systemy łączności i dowodzenia, które mają przenieść kierowanie polskimi wojskami w XXI wiek.

Obok tych standardowych procesów modernizacyjnych polegających na zakupie nowego sprzętu, obecne kierownictwo MON forsuje nowe rozwiązanie, które znacząco zmieni obraz polskiego wojska. Budowana jest Obrona Terytorialna, która w dużym uproszczeniu ma działać na podobnych zasadach co Gwardia Narodowa, ale ze znacznie mniej ambitnymi zadaniami, lżejszym uzbrojeniem i podporządkowana nie władzom regionalnym, ale ministerstwu. Żołnierze OT mają mieć za zadanie głównie wspierać regularne wojsko i pełnić funkcje pomocnicze na tyłach. Docelowo nowa formacja ma liczyć 50 tysięcy ochotników. Na razie są budowane struktury we wschodnich województwach graniczących z Białorusią i Rosją. OT ma wielu przeciwników, którzy argumentują, że słabo uzbrojeni i przeszkoleni „żołnierze weekendowi” zabiorą pieniądze pilnie potrzebne na modernizację zawodowego wojska liniowego.

MON deklaruje również chęć poczynienia znacznych inwestycji w cyberobronność. W ramach PMT przeznaczono na ten cel 250 mln dolarów, co jest dużą kwotą biorąc pod uwagę wcześniejsze lata ignorowania cyberprzestrzeni w wydaniu wojskowych. Co dokładnie ma zostać zrobione za te pieniądze nie jest jednak jasne. Brak szczegółowych informacji oraz terminów.

 

Plany to jedno, rzeczywistość…

Z powyższego zestawienia jasno wynika, że Polska ma bardzo ambitny program modernizacji swoich sił zbrojnych. Gdyby go rzeczywiście zrealizować w założonych terminach, to Wojsko Polskie stałoby się bez dwóch zdań jednym z kluczowych graczy w Europie. Problem w tym, że jak pokazują dotychczasowe doświadczenia w realizacji PMT, jego zapisy są traktowane przez polityków bardzo elastycznie. Zakładane terminy realizacji w większości wypadków okazały się być nad wyraz optymistyczne i niemal wszystkie programy mają już kilkuletnie opóźnienie. Ze względu na zbyt ambitne cele względem posiadanych funduszy niektóre programy muszą być też istotnie ograniczane – na przykład zakup śmigłowców wielozadaniowych.

Poważnym problemem jest też słabość polskiego przemysłu zbrojeniowego. Już w PRL nie posiadał nowoczesnych technologii a zapaść lat 90. tylko pogorszyła sytuację. Od niemal dekady można zaobserwować wyraźną odbudowę potencjału, jednak nadal nie jest on wystarczający, aby terminowe dostawy dużych ilości nowoczesnego sprzętu był standardem. Pominąwszy opóźnienia, występują problemy z jakością produkcji i niezdolnością do opanowania najnowszych technologii. Rozwiązaniem są przeważnie zakupy licencji zagranicznych i współpraca z międzynarodowymi koncernami zbrojeniowymi. Pomimo tego obecny rząd dąży do maksymalnej polonizacji kupowanego sprzętu, co ma na celu wzmocnienie polskiego przemysłu i wrócenie możliwie dużej część wydatków zbrojeniowych do gospodarki.

Nie ulega jednak wątpliwości, że Polska jeszcze długo będzie jednym z najbardziej atrakcyjnych rynków dla zachodnich koncernów zbrojeniowych w Europie. Zwłaszcza, że konkurencja ze strony silnego rosyjskiego przemysłu nie wchodzi w grę ze względów politycznych.

Wszystkie teksty (bez zdjęć) publikowane przez Fundację Warsaw Institute mogą być rozpowszechniane pod warunkiem podania ich źródła.

Tags: