THE WARSAW INSTITUTE REVIEW

Data: 11/18/2016    Autor: Jan Gajewski

Rosja 2018

Jaka będzie? Niemal na pewno z Władimirem Putinem. Nic tak bardzo za tym nie przemawia, jak podjęta przez prezydenta masowa wymiana najwyższych urzędników i współpracowników. Na scenę wkracza nowa generacja putinokratów, a ich charakterystyka jednoznacznie świadczy o tym, że w najbliższych latach kremlowski dwór ma służyć temu jednemu, konkretnemu władcy. To nie są zmiany sugerujące odejście Putina, jak to było widać w 2007 roku. Reżim staje się coraz bardziej spersonifikowany, dominować w nim ma już nie kasta byłych kagiebistów, ale car i dworzanie gotowi spełnić bez dyskusji każde jego życzenie. Taki absolutyzm z jednej strony wzmacnia Putina, z drugiej jednak zagraża państwu, skoro ma być ono uzależnione od życia i śmierci jednego człowieka.

© Alexey Druzhinyn/EPA/POOL (PAP/EPA)

Kiedy podczas październikowego, dorocznego spotkania Klubu Wałdajskiego moderator dyskusji zapytał delikatnie Putina, czy nie myśli o przejściu na polityczną emeryturę, ten stanowczo odrzucił taką możliwość. Zapewnił, że nie ma planów odejścia. Bardziej, niż słowa, przekonują o tym czyny prezydenta. Zmiany wewnątrz reżimu determinowane są przez dwa zewnętrzne zjawiska: kurczenie się zasobów eksploatowanych przez elity (kryzys ekonomiczny w Rosji) oraz międzynarodowa niestabilność i kryzys w relacjach z Zachodem. „Lifting” reżimu charakteryzuje obniżenie politycznej wagi członków elity rządzącej. Widać to nie tylko po dymisjach członków „starej gwardii”, ale też kadrowej wymianie większości Dumy w wyborach wrześniowych. O pretekst do przeprowadzania zmian nie jest trudno – nie przypadkiem w ostatnich miesiącach nastąpiło wyraźne nasilenie działań antykorupcyjnych organów bezpieczeństwa, z kluczową rolą Federalnej Służby Bezpieczeństwa.

 

 

Od początków rządów Putin opierał się na grupie zaufanych ludzi, także byłych funkcjonariuszy KGB. Pierwszym, którego odsunął na realnej władzy, był Wiktor Czerkiesow. Szef wpływowej służby specjalnej FSKN stracił zaufanie prezydenta po tym, jak w czasie tzw. wojny siłowików pod koniec drugiej kadencji Putina zaczął prać brudy czekistów na łamach prasy. W 2008 r. stracił posadę, przechodząc do Federalnej Agencji ds. Dostaw Uzbrojenia, a po paru latach w ogóle odszedł na emeryturę. Kolejny był Władimir Jakunin, także były kagiebista, niezwykle wpływowy politycznie szef Rosyjskich Kolei, największego pracodawcy w Rosji, nazywany też przywódcą tzw. zakonu prawosławnych czekistów. Naraził się Putinowi i latem 2015 r. stracił stanowisko.

Lawina dymisji „starej gwardii” ruszyła jednak na dobre dopiero wiosną 2016 r. W kwietniu, w związku z likwidacją FSKN i Federalnej Służby Migracyjnej musieli odejść ich wieloletni szefowie, od początku związani z Putinem: Wiktor Iwanow i Konstantin Romodanowskij. W maju 2016 r. na emeryturę zmuszony był odejść Jewgienij Murow, szef Federalnej Służby Ochrony od 2000 r. Putin zwolnił też szefa RusHydro Jewgienija Doda oraz szefa Wnieszekonombanku (VEB) Władimira Dmitrijewa. W lipcu FSB znalazła w mieszkaniu szefa Federalnej Służby Celnej (FTS) mnóstwo niezadeklarowanej twardej waluty. Andriej Bieljaninow, który służył z Putinem w rezydenturze KGB w NRD, musiał odejść. Wreszcie w sierpniu 2016 r. jak grom z jasnego nieba spadła wiadomość, że Putin zdymisjonował szefa swej administracji Siergieja Iwanowa, generała wywiadu w stanie spoczynku, wieloletniego ministra obrony, „dyżurnego” kandydata na następcę Putina. Ze „starej gwardii” zostali właściwie już tylko dwaj czekiści osadzeni w sferze biznesowo-politycznej: Siergiej Czemezow (szef megakorporacji Rostechnologie) i Igor Sieczin (szef Rosniefti). Ale także oni muszą ostro walczyć o utrzymanie się na powierzchni, zwłaszcza ten drugi. Usuwanym członkom elity Putin przyznaje na ogół jakieś mniej znaczące synekury. Władimir Kożin czy Wiktor Zubkow dostali stanowiska doradców prezydenta, a Siergiej Iwanow specjalnego przedstawiciela prezydenta ds. ekologii. Wielu trafiło na fotele w radach nadzorczych państwowych firm: Zubkow w Gazpromie, Murow w Zarubieżniefti, były szef wywiadu Michaił Fradkow w Kolejach Rosyjskich i Ałmaz Antej. Część odeszła na emeryturę: Władimir Jakunin, Wiktor Iwanow, Andriej Bieljaninow, Konstantin Romodanowskij. „Putin pozbywa się starych towarzyszy i zastępuje ich młodszymi sługami. Ci ludzie przypominali Putinowi czasy, kiedy nie był jeszcze szefem… Teraz potrzebuje wykonawców, nie doradców” – mówił analityk polityczny Stanisław Biełkowskij. Niektórzy politolodzy snują porównania z latami 2003-2004, gdy – już za rządów Putina – odchodzili ostatni wpływowi członkowie poprzedniej ekipy Borysa Jelcyna.

W skład otoczenia Putina wchodzą ludzie dwóch kategorii: biurokratów i biznesmenów. Ci pierwsi wciąż czegoś od prezydenta chcą, prowadzą swoje polityczne intrygi i walczą z konkurentami. Drudzy trzymają się w cieniu, skupieni na drenowaniu rosyjskiej gospodarki dzięki przychylności Kremla. Putinowscy oligarchowie w rodzaju Kowalczuka, Timczenki czy Rotenbergów są odporni na czystki, bo będą wciąż potrzebni także w kolejnych latach jako faktyczni biznesowi wspólnicy Putina. Tymczasem na kluczowe stanowiska w administracji wchodzi drugie pokolenie putinowskich elit. Ludzi związanych z KGB, urodzonych w latach 40. i 50. XX w. zastępują młodsi, których kariera rozwijała się już po upadku Związku Sowieckiego. Jakunina (ur. 1948) zastąpił Oleg Biełozierow (ur. 1969), Wiktora Iwanowa (ur. 1950) Andriej Chrapow (ur. 1970), Siergieja Iwanowa (ur. 1953) zastąpił Anton Wajno (ur. 1972), Jewgienija Murowa (ur. 1945) Dmitrij Koczniew (ur. 1964). Do nowej fali zaliczyć też można ministrów energetyki (Aleksandr Nowak, ur. 1971), łączności (Nikołaj Nikiforow, ur. 1982) czy przemysłu i handlu (Denis Manturow, ur. 1969). Z punktu widzenia Putina to najlepsi ludzie na trudne czasy. Całą karierę zawdzięczają systemowi, który stworzył, czy wręcz jemu samemu, a także nie znają prezydenta z czasów, gdy jeszcze nim nie był – psychologicznie to ważne.

 

 

Czystkę na szczytach władzy Putin planował od dłuższego czasu, trzeba było jednak jeszcze znaleźć pretekst. Kamykiem, który uruchomił kadrową lawinę, było uderzenie w szefa celników, Andrieja Bieljaninowa. Uderzenie spektakularne, bo jeszcze nigdy w putinowskiej Rosji służby w tak demonstracyjny i ostry sposób nie działały wobec jednego z towarzyszy prezydenta, na dodatek na ważnym stanowisku. 26 lipca 2016 r. funkcjonariusze FSB wkroczyli do domu i gabinetu Bieljaninowa. Znaleźli gotówkę w różnych walutach na łączną sumę 58 mln rubli (a należy zaznaczyć, że cały roczny oficjalny dochód szefa FTS to 13 mln rubli). Rewizje przeprowadzono też w gabinetach zastępców Bieljaninowa. Działania FSB i śledczych miała związek ze sprawą zatrzymanego kilka miesięcy wcześniej petersburskiego biznesmena Dmitrija Michalczenki pod zarzutem przemytu alkoholu (sprowadzano drogi koniak jako… uszczelniacz budowlany). Bieljaninow dostał jedynie status świadka w śledztwie, ale dwa dni później został zdymisjonowany. Stał na czele FTS od 2006 roku, a wcześniej kierował federalnymi agencjami ds. zamówień dla przemysłu zbrojeniowego oraz eksportu uzbrojenia. Funkcjonariusz wywiadu KGB w latach 1978-1991 karierę w Moskwie zrobił dzięki znajomości z Putinem z czasów służby w NRD. Nowym szefem FTS został Władimir Buławin, od trzech lat przedstawiciel pełnomocny prezydenta w Północno-Zachodnim Okręgu Federalnym, ale przede wszystkim człowiek Łubianki. W KGB od końca lat 70. XX w., w Rosji kontynuował służbę – od 2001 r. nadzorował FSB w Nadwołżańskim Okręgu Federalnym, a w 2006 r. został zastępcą dyrektora FSB w stopniu generała. Kiedy w 2008 r. Nikołaj Patruszew przeszedł do Rady Bezpieczeństwa FR, Buławin poszedł za nim, wciąż jako zastępca. W 2013 r. został przedstawicielem prezydenta w północno-zachodniej Rosji. Buławina z pewnością trudno zaliczyć do nowego pokolenia putinokratów, jest raczej wyjątkiem (jak choćby też szefowie Gwardii Narodowej Wiktor Zołotow czy Służby Wywiadu Zagranicznego Siergiej Naryszkin) wskazującym, że dla Putina najważniejsza jest lojalność. Jednak zwolnienie przez Buławina dotychczasowego stanowiska uruchomiło prawdziwą karuzelę personalną. 28 lipca 2016 r. na stronie internetowej Kremla sypnęło dekretami prezydenta. Za jednym zamachem Putin zmienił trzech z dziewięciu przedstawicieli pełnomocnych w okręgach federalnych, w ogóle zlikwidował jeden okręg federalny, mianował czterech gubernatorów.

Łańcuszek zaczyna się od stanowiska przedstawiciela prezydenta w Północno-Zachodnim Okręgu Federalnym, opuszczonego dopiero co przez Buławina. Jego miejsce zajął Nikołaj Cukanow, od 2010 r. gubernator obwodu kaliningradzkiego. To stanowisko dostało się zaś szefowi obwodowej FSB, Jewgienijowi Ziniczewowi, byłemu oficerowi ochrony Putina. Drugi były ochroniarz prezydenta Dmitrij Mironow został gubernatorem obwodu jarosławskiego. Oba te obwody – jarosławski i kaliningradzki – uchodzą za regiony z silną opozycją. W latach 2009-2011 doszło tu do masowych protestów. Wtedy Kreml zareagował stawiając na gubernatorów z miejscowych elit. Teraz – spodziewając się kolejnej fali niezadowolenia społecznego – obsadził Kaliningrad i Jarosław siłowikami (choć Ziniczew ostatecznie, w październiku 2016 r., został ściągnięty do Moskwy, na wiceszefa FSB). Trzecia zmiana gubernatora miała miejsce w Kirowie, gdzie aresztowanego pod korupcyjnymi zarzutami Nikitę Biełycha zastąpił Igor Wasiljew, były oficer wywiadu KGB, a od 2014 r. szef Rosrejestru.

Wraz z likwidacją Krymskiego Okręgu Federalnego stanowisko przedstawiciela prezydenta w nim stracił Oleg Bieławiencew, uważany za protegowanego ministra obrony Siergieja Szojgu. Został przesunięty na takie samo stanowisko w Północnokaukaskim Okręgu Federalnym. To z kolei zwolnił Siergiej Mielikow, od 2014 r. próbujący spacyfikować wrzący region. Weteran wojsk wewnętrznych, były dowódca elitarnej dywizji im. Dzierżyńskiego, wrócił do korzeni: Putin zrobił go zastępcą szefa Gwardii Narodowej Wiktora Zołotowa. Poprzednik Zołotowa na stanowisku dowódcy wojsk wewnętrznych MSW Nikołaj Rogożkin, a od 2013 r. przedstawiciel prezydenta w Syberyjskim Okręgu Federalnym, musiał ustąpić stanowiska Siergiejowi Mieniajle. Ten od 2014 r. był gubernatorem Sewastopola, także protegowany Szojgu, przegrał walkę z człowiekiem Siergieja Czemezowa (szefa Rostechnologii), zastępcą ministra przemysłu Dmitrijem Owsiannikowem. Nowy gubernator Sewastopola to jedyna osoba z grupy „nominatów 28 lipca”, którzy nie mają powiązań ze strukturami siłowymi.

 

 

O ile lipcowe roszady dotyczyły przede wszystkim regionów, to kropką nad „i” w czystkach na szczeblu centralnym, wydarzeniem rangi symbolicznej, była dymisja Siergieja Iwanowa. Od wielu lat należał do najbliższego otoczenia Putina. Poznali się jeszcze w leningradzkim KGB, a potem wyjechali na placówki. Putin do Drezna, a Iwanow – z wykształcenia filolog angielski – do Skandynawii. Po rozwiązaniu KGB Putin odszedł ze służb, Iwanow został w wywiadzie, gdzie dosłużył się stanowiska wiceszefa Departamentu Europy SWR. Kiedy Putin został dyrektorem FSB, ściągnął Iwanowa na swego zastępcę (1998). Kiedy Putin został prezydentem, Iwanow odszedł z Łubianki, by w 2001 r. zostać ministrem obrony. Kończąc drugą kadencję Putin wybierał następcę z pary Iwanow – Dmitrij Miedwiediew. Postawił na tego drugiego, o co żalu Iwanow nawet nie próbował ukrywać. Mimo to znów poszedł za Putinem, zostając wicepremierem w jego rządzie, a potem wrócił na Kreml na stanowisko szefa administracji prezydenta.

Objął jedno z najważniejszych stanowisk w państwie i zaczął rozgrywać intrygi przeciwko politycznym rywalom. To on miał stać za atakami na premiera Miedwiediewa oraz kampanią przeciwko Ramzanowi Kadyrowowi. Na pewno nie pomogła mu też sprawa ustawy o Gwardii Narodowej. Urzędnicy Iwanowa tak przygotowali projekt, że tekst przegłosowany już przez Dumę trzeba było po cichu poprawić przed oddaniem do podpisania prezydentowi. Dymisja ma duże znaczenie dla funkcjonowania systemu, bo jak zauważył były analityk wywiadu amerykańskiego John Schindler, „Iwanow znajdował się w sercu putinowskiego czekistowskiego mafijnego rządu na przestrzeni dwóch dziesięcioleci”. Także jeśli chodzi o sprawy zagraniczne. „Niezależnie od zajmowanych stanowisk Iwanow pozostawał bezawaryjnym kanałem łączności z Putinem nawet w najbardziej delikatnych sytuacjach. W relacjach między Białym Domem a Kremlem ten kanał był najważniejszy i najlepszy” – tak o byłym już szefie kremlowskiej administracji w swych pamiętnikach pisze była sekretarz stanu USA Condoleezza Rice. Teraz Iwanow jest specjalnym przedstawicielem prezydenta ds. ochrony środowiska, ekologii i transportu. Stanowisko zrobione specjalnie dla niego. Intrygujące, że ktoś taki nadal zasiada w Radzie Bezpieczeństwa FR. Albo Putin nie chciał do końca poniżyć Iwanowa, albo ma jeszcze wobec niego jakieś plany na przyszłość.

Nowy szef administracji prezydenta to klasyczny przedstawiciel nowej fali w putinowskim reżimie: stosunkowo młody i zaufany Putina. Anton Wajno (ur. 1972) pochodzi z zasłużonej rodziny estońskich komunistów. Jego dziadek Karl był w latach 1978-1988 szefem Estońskiej Partii Komunistycznej. Po odzyskaniu niepodległości przez Estonię, Vainowie wybrali Rosję. Anton zaczął robić karierę dyplomaty (specjalizacja Japonia), ale Putin szybko ściągnął go na Kreml. Od 2002 r. Vaino znajdował się w bliskim otoczeniu prezydenta – został nawet szefem protokołu. Trudno o osobę bliższą Putinowi. Podobnie jak członkowie ochrony osobistej. Oczywiście najbardziej wpływową postacią z przeszłością w Federalnej Służbie Ochrony jest obecny szef Gwardii Narodowej Wiktor Zołotow, przez wiele lat szef osobistej ochrony Putina, oddelegowany potem do MSW, żeby przygotować grunt pod utworzenie nowej formacji wiernej wyłącznie prezydentowi. Trzej byli podwładni Zołotowa zostali gubernatorami – choć to nie jest kres kreślonej im przez Putina kariery. Wspomniany już wyżej Ziniczew jeździł z Putinem po kraju jako ochroniarz. W czerwcu 2015 r. został szefem kaliningradzkiej FSB, by rok później awansować na gubernatora. Na krótko, po czym został wiceszefem FSB. Dmitrij Mironow też służył w ochronie, był kiedyś adiutantem Putina. W 2014 r. oddelegowano go do MSW, gdzie nawet został wiceministrem. A teraz jest gubernatorem w Jarosławiu. W Tule natomiast rządzi Aleksiej Diumin, wiceszef ochrony Putina, oddelegowany potem do resortu obrony, a dokładniej GRU. Należał do ścisłego grona kierującego krymską operacją specjalną. Po śmierci generała Serguna w styczniu 2016 r., Putin chciał Diumina postawić na czele wojskowego wywiadu. Nie udało się i teraz ten oficer – znany z tego, że gra jako bramkarz w hokejowych meczach najbliższych przyjaciół Putina – czeka na nowe rozdanie. Kolejny człowiek Zołotowa został naczelnikiem zarządu sprawami prezydenta, czyli kimś w rodzaju majordomusa na Kremlu. Władimira Kożina zastąpił Aleksandr Kołpakow, wcześniej szef zarządu FSO zajmującego się ochroną rezydencji państwowych.

 

 

Gdy Stalin nie radził sobie z problemami wewnętrznymi, kolektywizacją i industrializacją, na słynnym partyjnym „zjeździe zwycięzców” pozbył się części bardziej doświadczonych politycznych współpracowników, tych, którzy rozumieli, co się dzieje, i którzy mogli kwestionować jego decyzje. Potem był wielki terror po zabójstwie Kirowa. Były kolejne fazy „oczyszczania” reżimu, ostatnia już w schyłkowej fazie życia Stalina. Mechanizm zawsze był ten sam. Eliminowanych starych towarzyszy zastępowali nowi, w rodzaju Chruszczowa, Malenkowa, Żdanowa czy Berii. Gotowi spełnić każde polecenie, technokraci przedkładający władzę i karierę nad ideologiczne wątpliwości. Czasy się zmieniły, ale ten sam mechanizm wykorzystuje teraz Putin. Oczywiście odsunięci na bok urzędnicy nie są już mordowani.

Czym charakteryzuje się przekształcany obecnie model rządów Putina? Kończy się stary system oparty na konsensusie elit i równoważeniu interesów klanów (najbardziej widocznym przejawem tego modelu była tzw. tandemokracja 2008-2012). Zamiast ochrony interesów grupy stojącej na wierzchołku piramidy stworzonego reżimu, system wydaje się teraz mieć na celu ochronę samego Putina. Zamiast rządów tzw. Politbiura będzie władza jednoosobowa. Aby była ona skuteczna, nie wystarczy obsadzenie większości stanowisk wiernymi ludźmi. Dlatego Putin tworzy system check-and-balances wewnątrz poszczególnych instytucji. Tak jak w administracji prezydenckiej Siergieja Iwanowa równoważył wcześniej jego potężny zastępca Wiaczesław Wołodin, tak teraz Antona Wajno ma równoważyć Siergiej Kirijenko. Ale i samego Kirijenkę „kontroluje” Andriej Jarin, szef zarządu polityki wewnętrznej na Kremlu. Z kolei w FSB Aleksandrowi Bortnikowowi wyrósł pod bokiem Siergiej Koroliew, a jest też Ziniczew. Taki system, w którym szef instytucji czuje na plecach oddech zastępcy, a de facto kandydata na jego następcę, rekompensuje brak autentycznej politycznej konkurencji.

Większość personalnych zmian ostatnich miesięcy jest dokonywana z myślą o tym, co będzie po wyborach 2018 r., a nie przed. W przypadku części z nowych nominatów można jednak zakładać, że mają do wykonania konkretną misję, która jest ograniczona czasowo. Chodzi o zapewnienie Putinowi pełnej kontroli nad ważnymi regionami i korporacjami w okresie głębokiej korekty kursu politycznego i rekonfiguracji władzy w okresie okołowyborczym. Nie jest wciąż jasne, kiedy wybory się odbędą. Ostatnie czystki mogą sygnalizować przygotowania do ich przyspieszenia. Z przekazu resortu finansów wynika, że pieniądze skończą się w 2017 roku. Tymczasem wybory prezydenckie to marzec 2018 r. Jeśli zaś ekipa Putina ma wprowadzać niepopularne reformy, a te wydają się nieuniknione, to nie przed wyborami prezydenckimi. Na początku listopada na stronie internetowej popularnego tabloidu pojawił się wywiad z Walerijem Sołowiejem. To analityk znany z nadzwyczaj trafnych prognoz i przewidywania kremlowskich decyzji. Teraz zasugerował, że Putin ma poważne kłopoty zdrowotne i może odejść jeszcze w 2017 r. Co ciekawe, wywiad zniknął ze strony już po paru godzinach, a Sołowiej nabrał wody w usta. „Nie ma na Kremlu takich dyskusji” – tak spekulacje o przedterminowych wyborach prezydenckich skomentował rzecznik Putina.

Kadrowa rewolucja 2016 r. pokazuje też, że Putin nie jest w stanie rozwiązywać problemów reżimu poprzez zmiany systemu. Ogranicza się do zmian personalnych – choć te mogą oznaczać przygotowanie gruntu pod przyszłe reformy systemowe. Masowe roszady nie są celem same w sobie, ale środkiem dla osiągnięcia celu nadrzędnego: przebudowy reżimu. Putin neutralizuje potencjalny opór wobec zmian, które mogą okazać się wręcz rewolucyjne. Formuje też grupę „opryczników”, którzy wykonają zlecone zadania.

Wiele zależy od tego, jak długo jeszcze będzie rządził Putin oraz jaką formę przyjmie proces sukcesji. Są dwie możliwości. Albo scenariusz jelcynowski, czyli zakulisowy konsensus głównych sił, albo brutalna wojna o władzę. Ostatnio coraz więcej przemawia jednak za tym drugim. Putin był wcześniej arbitrem i centrum równoważącym interesy konkurujących grup w elitach. Wojna z Ukrainą, zabójstwo Niemcowa i wojna federalnych siłowików z Kadyrowem zburzyły tę niepisaną umowę. Stąd także obecne personalne zmiany. W ich efekcie system stał się jeszcze bardziej spersonifikowany, co też oznacza, iż wzrosło ryzyko dla państwa związane z konsekwencjami osłabienia lub odejścia wodza. W październiku 2014 r. wiceszef administracji prezydenckiej Wiaczesław Wołodin na spotkaniu Klubu Wałdajskiego głosił: „Dziś nie ma Rosji, jeśli nie ma Putina!”. Ta zależność państwa od jego przywódcy jest  zagrożeniem. Wszak nawet w sowieckich czasach sekretarz generalny partii nie dysponował tak wielką władzą, zaś śmierć Breżniewa, Andropowa czy nawet Stalina, nie groziła zawaleniem całego systemu władzy i naruszeniem fundamentów państwa. Teraz może być inaczej.

Wszystkie teksty (bez zdjęć) publikowane przez Fundację Warsaw Institute mogą być rozpowszechniane pod warunkiem podania ich źródła.

Tags: