RUSSIA MONITOR

Data: 4 stycznia 2018

W Nowy Rok ze starą wojną

Atak na rosyjską bazę Chmejmim potwierdza prognozy The Warsaw Institute, że oficjalne zakończenie udziału Rosji w syryjskiej wojnie, ogłoszone przez Władimira Putina 11 grudnia, nie oznacza wcale końca tej wojny dla Rosji. Islamscy rebelianci mocno nadszarpnęli wizerunek Putina, uderzając w samo serce rosyjskiego kontyngentu wojskowego w Syrii, i to w Sylwestra.

ŹRÓDŁO: KREMLIN.RU

„Wbrew oficjalnym deklaracjom Putina, Szojgu i generałów, wojna w Syrii wcale się dla Rosji nie kończy. Według różnych ocen, w Syrii wciąż pozostaje od trzech do dwudziestu tysięcy bojowników IS. Utraciwszy tereny, których trzeba było bronić, dżihadyści zyskali pełną swobodę manewry” – pisaliśmy w Russia Monitor w dniu 12 grudnia. Wojna przeszła w fazę partyzancką, co oznacza, że rosyjskie straty wcale nie zmaleją, ale mogą wręcz wzrosnąć.

4 stycznia Rosyjskie Ministerstwo Obrony potwierdziło doniesienia mediów z wieczora poprzedniego dnia o moździerzowym ostrzale rosyjskiej bazy powietrznej w Chmejmim w dniu 31 grudnia. Według oficjalnych informacji, zginęło dwóch wojskowych. Jednocześnie resort zaprzecza, jakoby zniszczonych zostało w tym ataku siedem rosyjskich samolotów. Uwagę zwraca fakt, że baza uchodziła ostatnio za doskonale zabezpieczoną, znajduje się ona z dala od większych skupisk rebeliantów, na tyłach armii rządowej, na dodatek w rejonie zamieszkałym przez ludność popierającą Asada. To pokazuje możliwości wrogów rządu w Damaszku i Rosji. Atak na Chmejmim miał przede wszystkim wymiar symboliczny – to tutaj niedawno Putin osobiście ogłosił wyprowadzenie rosyjskiego kontyngentu z Syrii w związku ze zwycięskim zakończeniem wojny.

Wojna ta, która wcale się nie skończyła, to doskonały poligon dla rosyjskiej armii. Jak poinformował na posiedzeniu rozszerzonego kolegium resortu obrony minister Siergiej Szojgu, „bezcenne doświadczenie bojowe” w Syrii zdobyło ponad 48 tys. żołnierzy i oficerów. Czym potwierdził jedynie, że faktyczny zakres obecności wojskowej Rosji był tu dużo większy, niż się oficjalnie przyznawano. Wiadomo, że w Syrii walczyli też żołnierze z szeregu jednostek, które oficjalnie nie były zaangażowane w kontyngencie zabezpieczającym siły powietrzne w Syrii i nie należały do personelu baz wojennych Rosji w tym kraju. To głównie żołnierze piechoty morskiej, łącznościowcy, specnaz i artylerzyści. Znaczna część z nich brała wcześniej udział w działaniach na Krymie i w Donbasie.

Istotnym skutkiem operacji syryjskiej są też zmiany kadrowe w najwyższym dowództwie rosyjskim. Oficjalnie zakończenie wojny otworzyło drogę do awansu znacznej grupie wysokich oficerów zbierających bojowe doświadczenia w Syrii. Rosja ma nowych dowódców Sił Powietrzno-Kosmicznych, Centralnego Okręgu Wojskowego oraz Wschodniego Okręgu Wojskowego. To pierwsze stanowisko zajął generał pułkownik Siergiej Surowikin, dotychczasowy dowódca zgrupowania wojsk w Syrii. Wcześniej dowódca Wschodniego Okręgu Wojskowego i twórca Policji Wojskowej, nie jest lotnikiem, ale oficerem sił lądowych – dlatego jego awans na dowódcę lotnictwa, obrony powietrznej i wojsk kosmicznych może budzić zdziwienie. Nowym dowódcą Centralnego Okręgu Wojskowego został generał lejtnant Aleksandr Łapin. Jeszcze niedawno był naczelnikiem sztabu zgrupowania w Syrii. To czołgista, absolwent słynnej szkoły w Kazaniu. Czołgistą, tyle że po szkole w Czelabińsku, jest też nowy dowódca Wschodniego Okręgu Wojskowego, generał pułkownik Aleksandr Żurawljew. To były dowódca zgrupowania w Syrii. Takie samo stanowisko zajmował też wcześniej generał pułkownik Andriej Kartapołow – obecnie dowódca Zachodniego Okręgu Wojskowego, kluczowego w planach Rosji na wypadek wojny z NATO.

Wszystkie teksty (bez zdjęć) publikowane przez Fundację Warsaw Institute mogą być rozpowszechniane pod warunkiem podania ich źródła.

Powiązane wpisy
Top