RUSSIA MONITOR

Data: 25 lipca 2017

Rosja gra o Belgrad

Serbia pod rządami nowego prezydenta wyraźniej skręciła w stronę Rosji. Jednym z przejawów zacieśnienia współpracy obu krajów są zamówienia na dostawy uzbrojenia rosyjskiego składane przez Belgrad, jak też postawa Serbów w sprawie budzącego wątpliwości Zachodu tzw. centrum humanitarnego w Niszu, mogącego rozwinąć się w silny nieoficjalny wysunięty najdalej na zachód ośrodek rosyjskiego wywiadu i armii.


© KOCA SULEJMANOVIC

Zbliżenie serbsko-rosyjskie budzi coraz większe zaniepokojenie Zachodu. Relacje Belgradu z Moskwą były jednym z tematów spotkania, do którego doszło w połowie lipca między prezydentem Aleksandarem Vuciciem a amerykańskim wiceprezydentem Mike’m Pence’m. Jednym z zagadnień budzących szczególne zaniepokojenie państw zachodnich jest Rosyjsko-Serbskie Centrum Humanitarne w Niszu. Kiedy powstawało w 2012 roku, Rosjanie zapewniali, że jego celem jest zapobieganie klęskom naturalnym i katastrofom przemysłowym, że nie ma nic wspólnego z polityką. Od początku było jednak jasne, że pod przykryciem takich działań Moskwa instaluje w Niszu personel wojskowy i wywiadowczy. Potwierdził to niejako dopiero co, w maju, Hoyt Brian Yee, wysoki urzędnik Departamentu Stanu, mówiąc, że centrum może mieć ważniejsze cele, takie jak wpływanie na opinię publiczną. Zwłaszcza, że strona rosyjska oczekuje, że personel Centrum uzyska status dyplomatyczny. Moskwa i jej serbscy zwolennicy argumentują to w ten sposób, że chcą jedynie takiego samego traktowania, jak traktuje się personel NATO w Serbii. Szef MSZ Serbii Ivica Dacič powiedział, że status budzącego duże kontrowersje i obawy Zachodu serbsko-rosyjskiego centrum w trzecim co do wielkości mieście w kraju wkrótce zostanie określony. W wywiadzie prasowym opublikowanym 20 lipca Dacič poinformował, że rząd w Belgradzie zdecyduje niebawem, czy nadać status dyplomatyczny personelowi ośrodka. Dodał, że on sam osobiście jest zwolennikiem takiego rozwiązania. Zresztą nastroje prorosyjskie przeważają w całym kierownictwie państwa.

Aleksandar Vucić po zdobyciu fotela prezydenta wyraźnie ukierunkował się na Rosję (jako premier starał się zachowywać równy dystans do Wschodu i Zachodu). Jednym z jego priorytetów w polityce wobec Moskwy jest zakup od niej jak największej ilości broni. Do Serbii zaczęły już docierać pierwsze dostawy, co pozwala Vucicowi mówić, że siła wojskowa jego kraju rośnie niemal z dnia na dzień. Słyszalne w wypowiedziach serbskich polityków wojownicze nuty umiejętnie podsyca Rosja, której celem jest destabilizacja Bałkanów Zachodnich. Obecnie najkrótsza droga do tego wiedzie poprzez antagonizowanie Serbów z sąsiadami. Rosyjskie media i eksperci przypominają dumnym Serbom, że klęsk doznali w Słowenii, Chorwacji i Bośni, a potem stracili własną prowincję: Kosowo. Rosjanie podkreślają słabość serbskiej armii w ubiegłych dekadach i jej rosnący potencjał w ostatnich latach – rzecz jasna dzięki pomocy rosyjskiej. Moskwa podsyca konflikty i stara się wbijać kliny między Belgrad a sąsiadów i Zachód, ponieważ wie, że jeśli Serbowie dokonają cywilizacyjnego wyboru i pójdą do UE, będzie się to wiązało z uznaniem przez nich Kosowa. A wtedy Rosja nie stanie się Belgradowi do niczego potrzebna.

Wszystkie teksty (bez zdjęć) publikowane przez Fundację Warsaw Institute mogą być rozpowszechniane pod warunkiem podania ich źródła.