RUSSIA MONITOR

Data: 10 października 2017

Przeciek w sprawie Donbasu

Moskwa może do 2019 roku zaprzestać dotować okupowanych rejonów Donbasu, lub co najmniej zmienić charakter finansowego wsparcia dla separatystycznych tzw. republik ludowych. Medialny przeciek o pomyśle wstrzymania „pomocy humanitarnej” może być częścią politycznej gry w Moskwie, ale też elementem nowej strategii Kremla w sprawie Ukrainy.


© SERGEY VAGANOV PAP/EPA

Rosja nie doczekała się krachu prozachodniej ekipy rządzącej Ukrainą. W sprawie Donbasu zaś panuje od miesięcy pat. Codziennie dochodzi do wymiany ognia i giną ludzie, ale na polu dyplomatycznym nie ma żadnego postępu. Upływający czas gra na niekorzyść Moskwy, dla której faktyczna okupacja części Ukrainy jest obciążeniem finansowym.

Jak doniosły rosyjskie media, 1 września, po naradzie u wicepremiera Dmitrija Kozaka, resort finansów zaproponował wyłączenie z projektu budżetu federalnego na 2018 rok i na „planowy okres 2019 i 2020” całości wydatków na pomoc humanitarną dla Donbasu w latach 2019-2020. To by oznaczało, że „Doniecka Republika Ludowa” (DRL) i „Ługańska Republika Ludowa” (ŁRL) od 2019 roku mogłyby przestać otrzymywać co najmniej część pomocy z budżetu centralnego FR. Środki te miałyby pójść na finansowanie budowy i modernizacji infrastruktury na Krymie i w obwodzie kaliningradzkim. Rzecznik Kremla Dmitrij Pieskow dementuje, że chodzi o wstrzymanie pomocy humanitarnej dla Donbasu, a jedynie jej „uporządkowanie”. Nawet jeśli faktycznie „pomoc humanitarna” dla Donbasu zostanie zakończona, nie oznacza to wcale, że Moskwa przestanie finansowo wspierać „republiki ludowe”. Finansowanie tych obszarów realizuje się to poprzez tajne postanowienia rządu, a w budżecie są na to uwzględnione specjalne pozycje.

Zmianom w trybie finansowania tych terenów mogą towarzyszyć przetasowania polityczne w Doniecku i Ługańsku. Podczas jednej z ostatnich wizyt w Doniecku Władisław Surkow, kurator Donbasu z ramienia Kremla, zapowiedział, że miejscowi powinni „gotować się do reintegracji”. Celem Moskwy jest bowiem od dawna formalne przywrócenie okupowanej części Donbasu pod zwierzchnictwo Kijowa – ale przy zachowaniu daleko idącej autonomii i ścisłych związków obecnych „republik ludowych” z Rosją. Rosja chce przerzucić ekonomiczny ciężar dotowania zrujnowanych przemysłowych rejonów na Kijów (czyli UE) i uzyskać możliwość weta – poprzez przedstawicieli Donbasu – wobec głównych decyzji politycznych Ukrainy. Ale by można było w ogóle o tym mówić, należy usunąć najbardziej skompromitowanych i zaangażowanych w walkę z Kijowem lokalnych liderów i zastąpić ich nowym garniturem politycznym, który ukraińskie władze byłyby w stanie zaakceptować jako partnera do rozmów. Dlatego na następcę Aleksandra Zacharczenki, lidera DRL, typuje się byłego deputowanego Partii Regionów w Radzie Najwyższej Ukrainy, Aleksandra Bobkowa. Zaś w Ługańsku Igora Płotnickiego miałby zmienić lider ukraińskiej partii Sojusz Lewicowych Sił, Wasilij Wołga.

Sam przeciek na temat możliwego wstrzymania „pomocy humanitarnej” dla Donbasu może być częścią intrygi skierowanej przeciwko premierowi Dmitrijowi Miedwiediewowi i Surkowowi. Mogą za nią stać siłowicy chcący przedstawić obu polityków jako „zdrajców” sprzedających Donbas Kijowowi. Ważny jest też kontekst geopolityczny. W Kijowie rozgorzał konflikt o ustawę o reintegracji Donbasu, spekuluje się też o możliwości wprowadzenia sił pokojowych ONZ.

Wszystkie teksty (bez zdjęć) publikowane przez Fundację Warsaw Institute mogą być rozpowszechniane pod warunkiem podania ich źródła.