RUSSIA MONITOR

Data: 8 stycznia 2018

Podstęp Putina w Donbasie

Wymiana więźniów między Ukrainą a tzw. republikami ludowymi to oczywiście sukces humanitarny. Jednak w kategoriach politycznych to porażka Kijowa. Cały proces został zainicjowany przez Moskwę i przeprowadzony na jej warunkach. W ten sposób Władimir Putin realizuje swój scenariusz „pokojowy” w sprawie Donbasu. Scenariusz, którego celem jest osiągnięcie strategicznego celu: formalne przywrócenie zwierzchnictwa Kijowa nad obecnie okupowanych terytoriami, przy zachowaniu nad nimi faktycznej kontroli Rosji.


ŹRÓDŁO: PREZYDENT UKRAINY

Dokonana 27 grudnia, pierwsza od czternastu miesięcy, wymiana, od początku do końca była operacją kremlowską. Operacją, która przyniosła Putinowi szereg korzyści: zyskał on sam, zyskali separatyści, zyskał najważniejszy prorosyjski polityk na Ukrainie. Putin pokazał, że jest „peacemakerem” i że „spełnia prośby” ukraińskie. Wszak to po prośbie Wiktora Medwedczuka rosyjski prezydent zadzwonił do przywódców „republik ludowych”, skutecznie „przekonując” ich, by zasiedli do rozmów ws. wymiany więźniów. W obecności Medwedczuka, premiera Dmitrija Miedwiediewa i patriarchy Cyryla prezydent Rosji zapowiedział możliwość wymiany. Wszystko to nagłaśniały rosyjskie media. Obecność zwierzchnika Rosyjskiej Cerkwi Prawosławnej miała pokazać humanitarne oblicze Rosji. Cerkiew wykorzystano do legitymizacji „republik ludowych” i administracji okupowanych terytoriów jako rzekomo „samodzielnych” (przy okazji wbito szpilę konkurencyjnej Cerkwi ukraińskiej). Putin wyszedł więc na skutecznego pośrednika, a nie stronę konfliktu. Na rozmowy finalizujące wymianę Moskwa z premedytacją nikogo nie wysłała – Medwedczuk musiał usiąść do stołu tylko z liderami „republik ludowych”. To, podobnie jak podkreślanie w rosyjskich mediach, że wymieniano obywateli ukraińskich na obywateli ukraińskich, umacnia jedną z głównych osi rosyjskiej narracji o Donbasie: to wojna domowa.

Ciekawą rolę odegrał w tym wszystkim Medwedczuk. Kum Putina, niegdyś „szara eminencja” prezydentury Leonida Kuczmy, uważany za skutecznego intryganta, reprezentuje od dawna Kijów w procesie wymiany więźniów z separatystami. Politycznie jest to dla obecnych władz Ukrainy ryzykowne, bo Medwedczuk uważany jest za lidera frakcji rosyjskiej nad Dnieprem. I można się zastanawiać, czy dowodem na to nie jest właśnie jego udział w tej operacji wymiany. Jego prośba uruchomiła cały pożądany przez Putina proces, a przy okazji w cień odsunęła innych polityków w Kijowie. Medwedczuk może teraz mówić, że skoro doprowadził do zwolnienia więźniów teraz, to ma taką szansę i z pozostałymi ponad stu nielegalnie przetrzymywanymi Ukraińcami. W ten sposób Medwedczuk staje się częścią rosyjskiego scenariusza „deeskalacji”, w ramach którego Moskwa ostrożnie buduje w Kijowie „partię pokoju” – zwolenników poprawy relacji z Rosją na warunkach rosyjskich. Celem dalekosiężnym jest odzyskanie choć części wpływów, jakie Rosjanie mieli na Ukrainie przed 2014 r.

Najważniejszym środkiem do uzyskania tego celu jest realizacja porozumień mińskich. Nie przypadkiem, gdy tzw. mińska grupa kontaktowa uzgadniała sprawę wymiany więźniów, przedstawiciel Rosji Borys Gryzłow stwierdził, że na 2018 rok Moskwa stawia przed sobą takie cele, jak pełna amnestia i uchwalenie szczególnego statusu okupowanych terytoriów. Kreml może mówić teraz, że ze swej strony zaczął wypełniać mińskie porozumienia. Wymiana więźniów to jeden z ich punktów. Teraz czas na krok Kijowa – mówią Rosjanie. Spór toczy się jednak o kolejność realizacji zobowiązań. Moskwa chce najpierw wyborów i specjalnego statusu, a potem innych. Ale to jest skrajnie niekorzystne dla Kijowa. Utrwali wpływy rosyjskie w Donbasie, który wracając oficjalnie pod kontrolę Kijowa, de facto doprowadzi do federalizacji Ukrainy. Teraz można oczekiwać powrotu kwestii wprowadzenia sił pokojowych ONZ do Donbasu. Bez jednoczesnego przywrócenia skutecznej kontroli nad granicą okupowanych terenów z Rosją to jednak pułapka. W Doniecku i Ługańsku nadal będą rządzić ludzie Moskwy, za to Kreml zażąda od Kijowa wypełnienia politycznych punktów z Mińska mówiąc, że skoro jest ONZ w Donbasie, to nie ma już żadnych przeciwwskazań do spełnienia zobowiązań. Ich spełnienie spowoduje jednak, że nawet późniejsze przywrócenie kontroli nad granicą nic nie da. Po pierwsze, utrwalone już będą wpływy rosyjskie w Donbasie (a przez to na całej Ukrainie). Po drugie, podchwyci to Zachód, chcący deeskalować spór z Rosją, także poprzez łagodzenie sankcji.

Wszystkie teksty (bez zdjęć) publikowane przez Fundację Warsaw Institute mogą być rozpowszechniane pod warunkiem podania ich źródła.

Powiązane wpisy
Top