RUSSIA MONITOR

Data: 24 listopada 2017

Po co Putinowi wojenny komunizm

Zacięta wojna domowa z „białymi”, interwencje wojskowe państw zachodnich, wojna z Polską, kryzys gospodarki – bolszewicy zaraz po zdobyciu władzy przez trzy lata musieli walczyć o jej utrzymanie. Udało się to dzięki m.in. wprowadzeniu tzw. komunizmu wojennego, gdy cała gospodarka musiała pracować na rzecz armii Lenina, Trockiego i innych. Koncepcja okrążonej ze wszystkich stron (plus piąta kolumna w kraju) Rosji okazała się skuteczna. Dziś Władimir Putin próbuje powtórzyć ten manewr, oczywiście przy zachowaniu odpowiednich proporcji. Na Rosję czyhać ma NATO i Ameryka, a w kraju tli się rzekomo groźba „kolorowej rewolucji”. Odpowiedzią stały się wojenne awantury, militaryzacja państwa i zaostrzanie represji wewnętrznych. Teraz ten kurs Kreml chce narzucić też całej gospodarce.

© WALLACE WOON PAP/EPA

22 listopada na spotkaniu z kierownictwem Ministerstwa Obrony i przemysłu zbrojeniowego prezydent Putin wskazał, że ćwiczenia Zapad-2017 ujawniły pewne braki, jeśli chodzi o sprzęt i uzbrojenie armii i że należy „je uważnie zbadać”.

Z jednej strony jest to szpilka wbita Siergiejowi Szojgu, który wraz z generałami dotychczas oceniał ćwiczenia w samych niemal superlatywach. I kolejny kłopot ministra obrony. Wpadki podczas Zapadu, strata wysokich rangą oficerów w Syrii, wytykanie w mediach (i to nie niezależnych) fałszowania przez generałów i ministra wyników wojska i zbrojeniówki w tym roku, słynna wpadka z ilustracją rzekomej pomocy amerykańskiej dla dżihadystów w Syrii (okazało się, że rzekome zdjęcie to ilustracja z gry komputerowej), śledztwo korupcyjne w najbliższym otoczeniu Szojgu – wszystko to osłabia polityczną pozycję popularnego ministra.

Ale Putin powiedział coś jeszcze ważniejszego, przedstawiając wnioski po Zapadzie. Otóż wezwał rosyjski biznes, by jak najszybciej przeanalizował możliwość ewentualnego przestawienia produkcji z cywilnej na wojskową w razie konfliktu zbrojnego. Przygotowane do tego „powinny być wszystkie strategiczne i duże przedsiębiorstwa, niezależnie od form własności”. Realizacja takiej polityki oznaczać będzie kres gospodarki rynkowej w Rosji, początek gospodarki wojennej w stylu stalinowskim. Priorytetem dla całej gospodarki, niezależnie od sektora, niezależnie od tego, czy to własność państwa, czy prywatna, ma być zwiększanie obronności kraju.

Putin w obecnej kadencji prezydenckiej musiał dokonać wyboru: liberalizacja, reformy, modernizacja państwa i jego polityki lub dokręcanie śruby, wzrost autorytaryzmu, agresywna polityka, militaryzacja i represje. Najpierw dokonał wyboru w polityce zagranicznej: anektując Krym, rozpętując wojnę w Donbasie, wysyłając wojsko do Syrii i zaogniająca relacje z Zachodem. Również w tym samym autorytarnym kierunku idzie w polityce wewnętrznej: zaostrzono prawo uderzające w opozycję, zwiększono cenzurę, rozbudowuje się aparat bezpieczeństwa i represji (vide Gwardia Narodowa). Logiczną konsekwencją tych działań, odzwierciedlających nieformalny program obozu siłowików, staje się teraz gospodarka. Skoro Putin odrzucił propozycje liberalnych ekonomistów i zlekceważył ich ostrzeżenia, że bez reform gospodarka rosyjska skazuje się na – w najlepszym razie – długotrwałą stagnację, to musi teraz pójść krok dalej. Skoro nie reformy i ewolucyjny wariant europejski, to pozostaje rewolucja i mobilizacyjny model rozwoju. Jeśli Kreml chce utrzymać tempo modernizacji armii i wzmacniania jej potencjału, w dobie obecnego kryzysu musi zmuszać nie-ekonomicznymi środkami przedsiębiorstwa do produkcji wojskowej. Zresztą przejawem takiej polityki są pojawiające się w Dumie pomysły nakładania kar na biznesmenów uchylających się od realizacji zamówień obronnych.

Realizacja koncepcji tzw. przemysłowej mobilizacji będzie skutkować ogromnymi dysproporcjami w gospodarce, której model i tak trudno uznać za perspektywiczny i odporny na wstrząsy (uzależnienie od eksportu węglowodorów). Próby ręcznego sterowania gospodarką zakończą się tylko poważnym wzrostem korupcji. Biznesowi będzie się bardziej opłacało płacić łapówki urzędnikom, byle tylko uniknąć przymusowych zamówień obronnych. Nawet w takiej sytuacji, po opłaceniu haraczu, bardziej zyskowne będzie produkowanie na cele cywilne. Efekt będzie taki, że produkcja wojskowa wcale nie będzie rosła w zadowalającym Kreml tempie (nie mówiąc już o jakości takich wymuszonych produktów), a zyskają urzędnicy – wzrostem nieoficjalnych dochodów. Militaryzacja gospodarki wynikająca z podjęcia przez ZSRR wyzwania, jakie rzucił Sowietom Ronald Reagan, zwiększając drastycznie tempo wyścigu zbrojeń, była jedną z głównych przyczyn ekonomicznego, a potem politycznego krachu Związku Sowieckiego. Jeśli Putin serio chce ograniczyć produkcję na cele cywilne, bo do tego sprowadzają się jego słowa, odbije się to na kondycji społeczeństwa i będzie prowadziło do pogorszenia nastrojów. Oczywiście odpowiedzią na potencjalną falę protestów i niezadowolenie będzie coraz silniejszy aparat siłowy, nie tylko przecież skierowany na zewnątrz, ale też wewnętrznie. To zwiększa zaś scenariusz gwałtownego, być może nawet krwawego upadku reżimu, a nie reform i „aksamitnej” zmiany władzy.

Wszystkie teksty (bez zdjęć) publikowane przez Fundację Warsaw Institute mogą być rozpowszechniane pod warunkiem podania ich źródła.