RUSSIA MONITOR

Data: 19 lipca 2017

Małorosja to pomysł rosyjski

Liderzy samozwańczych „ludowych republik” w okupowanej przez Rosję części Donbasu nie czynią niczego istotniejszego bez zgody Moskwy. A najczęściej na wyraźne jej polecenie. Również koncepcja powołania Małorosji nie jest pomysłem samego Aleksandra Zacharczenki. Rosja eskaluje w ten sposób napięcie na Ukrainie, a to i tak tylko na niedługi okres. Sam pomysł jest bowiem już na starcie tak kuriozalny (choćby nazwa), że nie może przetrwać długo.


ALEXANDER ERMOCHENKO PAP/EPA

Przywódca tzw. Donieckiej Republiki Ludowej Aleksandr Zacharczenko zapowiedział 18 lipca, że separatyści z Doniecka i Ługańska, ale także przedstawiciele innych ukraińskich regionów (co ważne, oczywiście z wyłączeniem Krymu), utworzą nowe federacyjne państwo. Już sama jego nazwa – nawiązująca do czasów panowania rosyjskiego nad Ukrainą – czyni pomysł kuriozalnym. Po drugie, taki sam jest pomysł, że stolicą takiego „państwa” byłby Donieck, a nie Kijów. Oczywiście wiadomo od dawna, że strategicznym celem Rosji nie jest aneksja Donbasu, ale pośrednia kontrola nad całą Ukrainą (ewentualnie jej rozpad) poprzez prorosyjskie władze, ale droga do tego nie wiedzie z pewnością przez przywoływanie czasów, gdy współczesny obszar Ukrainy był podzielony na rosyjskie gubernie.

W pierwszych komentarzach pojawia się teza, że projekt Małorosji to kolejny pomysł rosyjski na Ukrainę, po słynnym projekcie Noworosji z 2014 roku. Różnica jest taka, że pomysł Noworosji popierała Moskwa, że faktycznie miała prawo liczyć na jego powodzenie, że tamta koncepcja ograniczała się do obszaru południowej i wschodniej Ukrainy, i w końcu została schowana do szuflady po serii porażek. Tymczasem Małorosja od początku jest „autorskim” pomysłem jedynie donieckiej części okupowanego Donbasu. Od deklaracji o utworzeniu nowego państwa zdystansowały się władze sąsiedniej separatystycznej tzw. Ługańskiej Republiki Ludowej. Z kolei sam Kreml oczywiście odżegnał się od koncepcji, twierdząc, że to pomysł Zacharczenki, o którym w Moskwie dowiedzieli się z mediów. Ale, co znaczące, rzecznik Putin powiedział, że pozostawia temat proklamowania Małorosji bez komentarza, jednak – jak dodał – temat ten „podlega refleksji i analizie”. Nie ma więc natychmiastowego wygaszenia tematu – Rosjanie sami go wymyślili, aby teraz nim grać. W jaki sposób? Zgodnie ze swą starą tradycją: podbijać stawkę, by potem mieć z czego się wycofywać. Tyle że w zamian za realne ustępstwa drugiej strony. Oświadczenie o utworzeniu Małorosji może teraz sparaliżować negocjacje ws. uregulowania konfliktu na wschodzie Ukrainy. Rzecz jasna, Zacharczenko sam z siebie tego nie zrobił. Dostał polecenie z Kremla. Następnego dnia kremlowski kurator Donbasu, Władisław Surkow zwracał uwagę, że projekt Małorosji przede wszystkim pokazuje, że „władzom w Donbasie” nie zależy na secesji, ale na utrzymaniu jedności państwa ukraińskiego. Jeśli ktoś jeszcze miał ostatnio wątpliwości, że Moskwa może rozważać formalną aneksję okupowanej części Donbasu, to teraz nie powinien ich już mieć.

Wszystkie teksty (bez zdjęć) publikowane przez Fundację Warsaw Institute mogą być rozpowszechniane pod warunkiem podania ich źródła.