RUSSIA MONITOR

Data: 10 października 2017

Kreml vs MSZ. Konflikt czy gra?

Zdaniem części politycznych analityków i mediów słabnie pozycja Siergieja Ławrowa. Dotychczas szef rosyjskiej dyplomacji uważany był za jednego z głównych prowadzących międzynarodową politykę Moskwy, a przede wszystkim miał duże zaufanie Władimira Putina. Ostatnio jednak MSZ Rosji nie ma się czym pochwalić. W sprawie Ukrainy trwa pat, w UE nie widać sukcesów, na Bałkanach seria porażek, zaś przede wszystkim w ogromnym kryzysie pogrążyły się relacje z USA. Jeśli są jakieś sukcesy – jak choćby na Bliskim Wschodzie – to bardziej zasługa „militarnej” dyplomacji, czyli generałów i Siergieja Szojgu, niż zawodowców z wieżowca przy pl. Smoleńskim.


© SERGEI ILNITSKY / POOL

Kreml nie ma powodów, by być zadowolony z pracy MSZ. I coraz częściej sięga po narzędzie dyplomatyczne w postaci Szojgu (wizyty w Turcji i Syrii), sekretarza Rady Bezpieczeństwa Nikołaja Patruszewa (misja w Belgradzie) czy prezydenta Czeczenii Ramzana Kadyrowa (relacje ze światem islamu). Oczywiście głównym aktywem prowadzeniem polityki zagranicznej pozostaje sam prezydent Putin. Jednak na najważniejszym froncie – w stosunkach z USA – to za mało. Kreml zaczął się ostatnio coraz mocniej wtrącać w politykę wobec Waszyngtonu i efekty są fatalne. Aczkolwiek można usprawiedliwiać Putina, że dotychczasowa dyplomacja wobec USA nic nie dawała.

Misje Ławrowa za ocean i całkiem częste spotkania z Rexem Tillersonem nic nie dały – zamiast resetu jest dyplomatyczna wojna na linii Waszyngton-Moskwa. Nie pomogła też wymyślona przez zastępcę Ławrowa, Siergieja Riabkowa, „mapa drogowa” normalizacji stosunków: nie widać zbliżenia w sprawie Afganistanu, Iranu i przede wszystkim Ukrainy. Na Kremlu chętnie winę za to zrzuca się na dyplomatów, MSZ i ambasadę w USA. Ale próby przejmowania inicjatywy przez ośrodek prezydencki przyniosły opłakany skutek. Gdy Kongres USA przyjął nowy pakiet sankcji, Moskwa odpowiedziała żądaniem zmniejszenia liczebności obsady placówek amerykańskich o 60 proc. Szczególnie twardo wypowiadał się w tej sprawie sam Putin. W MSZ nie chciano tak radykalnych kroków. Po pierwsze, wiedziano, że Amerykanie mogą podjąć działania odwetowe. Po drugie, uderzono nie w Kongres, a w Departament Stanu – a ten akurat jest w Moskwie postrzegany jako najbardziej wygodny partner do rozmów (Tillerson lobbował przeciwko sankcjom). Po trzecie, sankcje nie weszły w życie z automatu, dużą swobodę w ich użyciu ma Trump. Jednak Putin poszedł na dyplomatyczną wojnę z USA. A Amerykanie odpowiedzieli zamknięciem rosyjskiego konsulatu generalnego w San Francisco i dwóch jeszcze dyplomatycznych obiektów Rosji w Waszyngtonie i Nowym Jorku. Bilans tej wymiany ciosów jest dużo gorszy dla Moskwy.

Ławrow mimo wszystko zareagował powściągliwie i wciąż mówi o potrzebie dialogu (do którego trzeba jednak dobrej woli USA – mówił). Lub przynajmniej zachowuje milczenie. Jeśli nawet jest jakaś antyamerykańska retoryka z MSZ, to z ust zastępców Ławrowa. Tymczasem Kreml zachowuje się zupełnie inaczej – prym w atakowaniu USA wiedzie Jurij Uszakow. Już wcześniej mówiło się, że ten doradca Putina ds. polityki zagranicznej, ma na dyplomację wpływ niewiele mniejszy niż Ławrow. Jednak obecna sytuacja wcale nie musi świadczyć o konflikcie szefa MSZ z Kremlem i słabnięciu pozycji Ławrowa. Równie dobrze może to być typowa gra w dobrego i złego policjantów. W rolę złego wcielają się przedstawiciele Kremla, głównie Uszakow i rzecznik Dmitrij Pieskowe, ale i czasem sam Putin. Dobrym policjantem ma być zaś Ławrow – to on będzie kluczowym kontaktem, gdyby jednak Amerykanie postanowili szukać jakiegoś pola do porozumienia.

Wszystkie teksty (bez zdjęć) publikowane przez Fundację Warsaw Institute mogą być rozpowszechniane pod warunkiem podania ich źródła.