RUSSIA MONITOR

Data: 6 kwietnia 2017

Gdzie uderzy Rosja?

Ukraina i Gruzja alarmują, że w pobliżu ich granic Rosja koncentruje coraz większe siły zbrojne. Co więcej, charakter tej koncentracji jednoznacznie wskazuje na ofensywne zamiary Moskwy. Zamach w Sankt Petersburgu może doprowadzić do zaostrzenia wojennej retoryki Kremla, zgodnie ze starą zasadą, że wewnętrzne kłopoty rosyjski reżim eksportuje na zewnątrz. Nic tak nie odwraca uwagi od destabilizacji w kraju, jak „mała zwycięska wojna” z jakimś dużo słabszym sąsiadem. Dotychczas było to skuteczne, wystarczy wspomnieć drugą wojnę czeczeńską, aneksję Krymu i wojnę w Donbasie, czy wreszcie wojenną wyprawę do Syrii.

© EPA/VADIM GRISHANKIN/RUSSIAN DEFENCE MINISTRY PAP/EPA

Zamach w petersburskim metrze w prorządowych mediach wykorzystano, by podsycić antyukraińską retorykę. Były rzecznik FSB, emerytowany gen. Aleksandr Michajłow na łamach wysokonakładowego „Moskiewskiego Komsomolca” oświadczył, że obywatele Ukrainy mogli mieć związek z zamachem. Oskarżenia pod adresem „radykałów ukraińskich” wytoczyła też „Komsomolskaja Prawda”. Ta retoryka może być wstępem do eskalacji działań wojennych przeciwko Ukrainie. Konflikt z Kijowem może być jednym z motywów wiodących przed planowanymi za rok wyborami prezydenckimi w Rosji. Nic tak nie pomaga popularności Władimira Putina, jak zewnętrzne konflikty, zwłaszcza zwycięskie. Uwagę zwraca nasilenie działań prorosyjskich rebeliantów w Donbasie, którzy nie zważają na mający obowiązywać od 1 kwietnia rozejm i intensywnie ostrzeliwują pozycje ukraińskie i cywilów. Ukraiński wiceminister obrony Iwan Rusnak, występując 5 kwietnia na posiedzeniu Komisji NATO-Ukraina, oświadczył, że Rosja skoncentrowała ok. 43 tys. swych żołnierzy u granic Ukrainy: 24 tys. na Krymie, 18 tys. w Rosji właściwej, 1 tys. w Naddniestrzu. Do tego należy dodać 36 tys. rebeliantów i 3 tys. rosyjskich żołnierzy w Donbasie.

Ale zagrożona czuje się nie tylko Ukraina. Niedawne włączenie zbrojnych formacji separatystów w Południowej Osetii do struktury sił zbrojnych Rosji przypomina o jej potencjale militarnym na Kaukazie. Położenie militarne Gruzji jest dziś dużo gorsze, niż w 2008 r. Rosyjskie siły są większe, lepiej uzbrojone, po reformach, z doświadczeniami bojowymi z Ukrainy i Syrii. Na dodatek dużo bliżej strategicznych punktów w Gruzji. W zasięgu artylerii rosyjskiej znajdują się miasto Gori i strategiczna autostrada Wschód-Zachód. Tbilisi znajduje się w zasięgu wyrzutni rakietowych Iskander. W dwóch bazach rosyjskich (7. w Abchazji, 4. w Osetii Płd.) znajduje się ponad 8 tys. żołnierzy, ponad 80 czołgów, ponad 370 pojazdów opancerzonych, kilkadziesiąt zestawów rakietowych Grad, ponad 100 sztuk innych typów artylerii. W Abchazji stacjonują systemy przeciwlotnicze S-300, które mogą odegrać kluczową rolę w zablokowaniu powietrznej pomocy dla Gruzji w razie wojny. Z kolei takie systemy, jak Bastion, na Krymie, poważnie utrudniają dostęp do Gruzji drogą morską. Trzon 49. Armii (sztab w Stawropolu) i 58. Armii 9. (sztab we Władykaukazie) stacjonuje góra 250 km od granic Gruzji. Rosyjska 102. Baza w Giumri w Armenii to tylko 35 km od granic Gruzji. Wszystkie te aktywa administracyjnie podlegają Południowemu Okręgowi Wojskowemu. Od lipca 2016 r. dowodzi nim gen. Aleksandr Dwornikow, wcześniej szef operacji rosyjskiej w Syrii.

W obecnej sytuacji Moskwa ma tę przewagę, że trudno określić, gdzie uderzy (gdyby się na to zdecydowała), czy na Ukrainę, czy na Gruzję. A przecież we wrześniu odbędą się jeszcze manewry rosyjsko-białoruskie Zapad 2017. To oznacza, że na jesieni tego roku potencjalny teatr działań wojennych będzie się rozciągał od Zatoki Fińskiej po Morze Czarne.

Wszystkie teksty (bez zdjęć) publikowane przez Fundację Warsaw Institute mogą być rozpowszechniane pod warunkiem podania ich źródła.

Tags: